Ale pamiętasz Amfilocha, od kiedy przypłynął za dni jeszcze wielkiego Septyma159 na italskie brzegi — widziałeś zawsze godność niezrównaną w postawie i słowach jego — czy na dworze, czy w własnym pałacu, on zawsze wyglądał gdyby160 drugi cezar w Rzymie!

ULPIANUS

Prawda — ale pamiątka jego wyniosłości mało tu znaczy, bo najczęściej syny161 wielkich ojców czołgają się poziomo w hańbie znikczemnienia. — Niech mi lud i senat rzymski odpowiedzą!

ALEKSANDER

I moje też słowo nie stanie na świadectwo przeciwko Grekowi — choć nigdy nie znać młodzieńczej otwartości na jego bladych rysach, jednak coś szlachetnego żyje w całej jego postaci — nie wiem, co drzemie w głębi tego serca — wiem tylko, że tam ni strachu, ni uniżenia nie masz!

ULPIANUS

Jakże więc wytłumaczyć to, co się stało?

ALEKSANDER

Ślepym zrządzeniem nieubłaganej konieczności — kilka razy imperator spotkał Irydiona idącego z Elsionoą. — Kilka razy do cyrku Flawiana162 razem przybyły ich rydwany. — Sam wtedy widziałem, jak zaraz bratu mojemu nabrzmiały żyły po skroniach i jak złote lejce, którymi lwów swoich163 kierował, z dłoni wypuścił. — I przez niebieską Wenus! Wszyscy, którzy tam stali, pożerali ją także wzrokiem, bo piękniejszej nie widzieli nigdy!

ULPIANUS