27-go, poniedziałek, 1840 (styczeń, Rzym)
Droga, najdroższa! Twój list, sny Twoje, odebrałem, wszystkie wyrazy i błogosławieństwa miłości Twojej. Droga, droga moja, a we czwartek wieczorem będę w Pallazzo Gallo, w kilka godzin po tym liście. Dąbrowskiemu kazałem już szukać pokoju od 15-go marca dla Ciebie — i dla mnie w pobliżu. Będzie regularnie przesyłał mi do Neapolu plany wynalezionych pokoi. Gdy zaś tu wrócę 1-go marca, to Ci go poślę do Neapolu, by się z Tobą zabrał, a sam czekać będę na Ciebie w Terracina. Jadę w środę o 4-ej z rana do Diszy mojej dyliżansem, przez Ceprano i Monte Cassino; przeklęty dyliżans nocuje w Ceprano. Dopiero we czwartek o 4-ej po południu stanę w Neapolu. Do hotelu Belle-Vue pójdę. Jak tylko się ubiorę, przyjdę do Dyszy mojej. Tak około 7-ej lub 8-ej w wieczór. List Twój zaraz Aleksandrowi oddam. Może i on ze mną pojedzie.
Pani Czosn. nie widziałem już nigdzie. Chybabym katalepsji dostał, gdybym chodził do niej do Correo, do tych drzwi, do tych pokojów. Ah! Dysz, jaki Twój sen straszny! Nim będę tam, gdzie śnieg, książkę Twoją fioletową zapełnię. Chyba tam drugą zacznę pisać, bo Twoja wkrótce pełna będzie.
Do obaczenia, Dysz droga! Pakuję się na łeb i na szyję, zostawiam wszystko u Dąbrowskiego. Do obaczenia, Dialy! Od dni piętnastu już jednej nocy nie spałem i prawiem nic nie jadł (wierz mi, wróciłem do neapolitańskich głodów). Dusza mi wre, mózg kipi, serce umiera ku Tobie. Jeśli Cię w Neapolu tylko myślą i wzrokiem uścisnę, to w Rzymie, Boże mi daruj, ja zabiję Cię jednem przyciśnieniem. Serce mi wybuchnie z piersi i Twoje na wskróś, Twego serca szukając, przebije.
Do obaczenia!
Twój, Twój, Twój Zyg.
162. Do Edwarda Jaroszyńskiego
Roma, dnia 21 lutego 1840 r.
Pokój Tobie i domowi Twemu; pokój Boga niechaj będzie z wami! Temi słowy list zaczynam, ja, daleki od pokoju ducha, ale wiedzący, że sprzeczności, gdy dojdą do najwyższego stopnia zobopólnego rozwinięcia, spływają w siebie; wiedzący, że najnamiętniejsze stanowisko ducha jest bratem najspokojniejszej ciszy, byleby namiętność nie była podła, a cisza mierności spokojem.
Stakelberg, tutejszej ambasady sekretarz, mówił mi wczoraj, że przed ośmiu dniami posłał dyspensę dla Twego kuzyna. List Twój odebrałem w Neapolu; zaraz nie odpisałem, bom czuł się w rozerwanym stanie ducha. Teraz tu, w Romie, gdzie spokój ruin, co dzień większy, wszelkie rozdarcia i walki serca łagodzi, uśmierza piszę do Ciebie, i zacznę od przypomnienia Ci, że przed ośmiu miesiącami twierdziłem Ci przeczuciem, że już stanowisko Hegla przeskoczonem jest, a teraz mogę Ci tego dowieść rozumowaniem. Ten, co Hegla dalej rozwinął, poprawił w filozofii historii, a w absolutnej odmienił, jest to ziomek nasz, August Cieszkowski, z którym tu właśnie teraz jestem, a który na wiosnę w Berlinie wydrukował Prolegomena zur Historiosophie, księgę, nie większą od broszury, a zawierającą myśli takie, że duch nasz kornie się im ukłonić powinien.