Duchesne gra ze mną w szachy codziennie, regularnie od 10–12 w nocy. Daję mu mata za każdym razem, lecz powraca bardziej wściekły do ataku i, jeszcze pobity, ustawia z powrotem swoje szachy i gra znów, wymyślając systemy przeciw pobijaniu swoich koni i swojej królowej.

Czytającemu ten list może się wydawać, że zostałem obserwatorem, że mam dobry humor, że jestem mniej więcej obojętny na to, co się dzieje dokoła mnie. — Lecz tak nie jest i nigdy nie będzie. Czuję to silnie, życie moje i młodość przechodzą, jak żaba, podskakująca w błocie. Kobieta cofnie się ze wstrętem i minie ją. Mężczyzna, jeśli ją zauważy, rozdepcze nogą. Z kimżeż żyłem, odkąd opuściłem Polskę? Poza H., która mi była błyskawicą, poza Tobą, który stałeś się dla mnie błyskawicą, z jakimiż to ludźmi stykałem się bezustannie? Karolina C. jest uroczą. Byłem z nią na jeziorze; jest to jedyna genewianka, która nie pochodzi ze „spelunki przyzwoitych ludzi”. — Lecz brat jej, Claparède, lecz itd... Nigdy bym nie skończył, — gdybym wszystko chciał powiedzieć. Oczekuję odpowiedzi od swojego ojca. Gdy nadejdzie, dowiesz się o losie przyjaciela. Żegnaj, kochany Henryku, żegnaj! Kocham Cię z zabarwieniem mojego przywiązania do H. Cóż mógłbym więcej powiedzieć? Zresztą wiem, że wiesz, iż Cię kocham. Żegnaj, żegnaj! Ach, gdybym mógł raz jeszcze w życiu do serca Cię przycisnąć, choćbyś miał poczuć tylko szczątki tego serca, które niegdyś znałeś, gdy było całe płomienne z początku, a później zwiędłe!

Zygm. Kr.

18. Do Henryka Reeve’a

Genewa, 12 czerwca 1831

Kochany Henryku!

Właśnie odebrałem list Twój z d. 6 czerwca i odpowiadam nań natychmiast. Zaprawdę, daleką była ironia od mego serca, gdym Cię prosił, byś mię więcej nie bronił i żeby Ci tego dowieść, ponawiam prośbę.44 Ach, przygotowany jestem na czarę męczarni, która mię czeka, zaledwie w niej umoczyłem wargi. — Lecz wkrótce trzeba będzie nasycać się nią do woli. Moim jedynym puklerzem przeciw rozpaczy jest pogarda dla ludzi i już od dawna zacząłem nimi pogardzać.

Out, out, brief candle45 itd.

Są to bezsprzecznie najpiękniejsze wiersze, jakie stary Will46 kiedykolwiek napisał.

Po cóż mam sam przed sobą to ukrywać? Kariera moja skończona, choć nigdy się nie rozpoczęła. Chyba, że nazywasz karierą pływanie z Vaucherem, fechtunek z Marcelinem, grę w szachy z Duchesnem, rozważanie praw rodu ludzkiego z p. Rovilliod. Trzeba by cudu, aby zmienić moje położenie i znów mię pchnąć na ścieżki tego świata. A nie mam nadziei, by Bóg dokonał cudu dla biednego grzesznika. Jednak nie wierz temu, że powziąłem postanowienie; za wiele we mnie słabości, bym mógł uczynić wybór nieodwołalny. Znasz mię. Nie jestem stworzony do rezygnacji. Nic mię nie kosztują wzloty, choćby mię miały w przepaść rzucić; lecz wytrwałość zarówno w dobrem jak i w złem jest mi w wysokim stopniu trudną. Dlatego też nie wiem, co się stanie, i, by ukryć swą słabość, powtarzam w kółko: „Zdajmy się na los szczęścia!”.