Któż jest ten dziwny żołnierz — oparty na szabli obosiecznej, z główką trupią na czapce, z drugą na felcechu134, z trzecią na piersiach? — Czy to nie sławny Bianchetti135, taki dziś kondotier ludów, jako dawniej bywali kondotiery książąt i rządów? —
PRZECHRZTA
On sam, JW. Panie — dopiero od tygodnia do nas przybyły. —
MĄŻ
Nad czym tak zamyślił się Generał? —
BIANCHETTI
Widzicie, Obywatele, ową lukę między jaworami? — Patrzcie dobrze — dojrzycie tam na górze zamek — doskonale widzę przez moją lunetę mury, okopy i cztery bastiony136. —
MĄŻ
Trudno go opanować.