Łańcuchami żmij złączeni,

Do twojego idą krzyża,

Co na wzgórzu, w czystym niebie.

Już stanęli — wznoszą głowę —

Plwają śliny swe nieczyste

Na twe ciało promieniste,

Zarzucają z wężów wieńce

Na przebite twoje ręce,

Na twe stopy marmurowe!

Oni ciebie by rozdarli,