Spłynie śród ciszy natchnienny głos Boga

Wstań — i jak szermierz dobiegły do mety,

Ze stóp twych strząśnij pył tego planety —

Wstań — i z miłości co gdy kocha, kona,

Odlatujące wznieś w niebo ramiona!

Wstań i do katów co spieszą ku tobie

Sam spiesz się naprzód i witaj tych gości

Cicho — spokojnie — błogo — w bezżałobie —

Litośnym wzrokiem twéj nieśmiertelności!

Wtedy świadectwem skończ w przyszłość obfitém,