W sposób ten wyraża się moskalofilizm udzielony przez Czechów Słowakom, Kroatom, Serbom i innym plemionom słowiańskim, udzielony i nam, nie w takiej jak zachodnim i południowym pobratymcomm naszym mierze, ale znacznie i znacząco. Wytworzył on śród nas w sferze inteligencyjnej dwa prądy antipolskie: jeden ugodowy, tchnący serwilizmem, liczy na wybłaganie ułaskawienia wspaniałomyślnego mowy polskiej pod warunkiem szczerego, bezwzględnego wkluczenia się w państwa austryackie, pruskie i rosyjskie; drugi socyalistyczny, buntowniczy, nie dba o mowę i różne „przeżytki” narodowe, lecz o dobro klasy robotniczej, które wywalczyć zamierza w sojuszu z socyalizmem międzynarodowym, zastąpionym na razie, z racyi pobliża, tu niemieckim, tu moskiewskim.
Socyalizm tem się od ugodowizmu różni, że lepiej znając grunt rosyjski, nie zaślepia się potęgą caratu i za rzecz możliwą wymuszenie na nim „konstytucyi” uważa. Jeden i drugi Polskę w Rosyę — ten lojalnie, ów rewolucyjnie — wtłacza. Jeden i drugi, każdy z osobna i obydwa razem, stanowią inteligencyjną w narodzie zaprawę nie liczną, w danym jednak razie i w danych warunkach na wpływ liczyć i ruchy odpowiednie wywoływać mogącą. Mniemania atoli o potędze caratu prądy te ani wzmacniają, ani osłabiają. Złudzenie we względzie tym panowało ogólnie w Europie i w Polsce — w Polsce wszelako z wyjątkiem, któremu łuska oczów nie zasłaniała, a o którym wspomnę poniżej.
Łuskę odnośnie do Rosyi z oczów świata cywilizowanego zdjęła Japonia.
Operacya ta okulistyczna, na Dalekim Wschodzie przez Japonię dokonana, dla pracowników w trzecim pomiędzy dwoma powyżej zaznaczonemi kroczących prądzie, ogromnego jest znaczenia. Praca ich, mająca na celu odbudowanie Polski, a łamać się zmuszona ze stawianemi przez dozory zaborcze przeszkodami i z ugodowo — socyalistycznemi ducha polskiego w dwie przeciwne strony rozciąganiami, rozwijać się nie mogła raźnie. Wszczepiane przez ugodowców i socyalistów w przyszłość Polski zwątpienie i w energię narodową niewiara, urabiały w społeczeństwie niebezpieczną obojętność w odniesieniu do sprawy narodowej. Trzeba było usilnie a cierpliwie do serc i umysłów kołatać, ażeby w początkach zwłaszcza, wobec dotkliwie uczuwać się dających potęgi Rosyi objawów, pracowników jednego po drugim sciągać. Praca szła i idzie jeszcze opornie, o czem świadczy zbyt powolne środków na prowadzenie jej w instytucyi Skarbu Narodowego gromadzenie. Każdemu do włożenia do skarbony narodowej grosza wzywanemu w myśli strzela zapytanie: „Czyż grosz mój przyczyni się do zwalczenia dzierżącego ojczyznę moją w niewoli mocarstwa, mającego w rezerwie śniegi i mrozy (r. 1812), którego nie zwalczyła koalicya pierwszorzędnych w Europie państw (r. 1853–56), któremu Francya miliardy po miliardach na skinienie daje?”
Obecnie zwycięstwa japońskie nietylko chyba przekonywują zwątpiałych i zobojętniałych, że potęga Rosyi jest złudzeniem optycznem, ale i wykazują złudzenia tego powody, tkwiące w istocie rządu, zorganizowanego nie dla służenia narodowi, ale dla panowania nad nim, dla wyzyskiwania go na rzecz i korzyść wyłączną korporacyi, funkcyonującej wedle wygłoszonej przez Bismarcka zasady: „Siła nad prawem”. Zwycięstwa japońskie na jaw wyciągnęły tajemnicę siły bezprawia tego, pozbawiającego naród soków żywotnych i wszczepiającego weń nieufność, pogardę i nienawiść, dla każącej siebie ubóstwiać władzy. Zwycięstwa japońskie wykazały, że potęga carskiej czynowniczej Rosyi jest jej słabością, do upadku carat prowadzącą.
Nie jest-że to dla pracowników nad odbudowaniem Polski pociechą?... Nie dodajeż to im otuchy?... Nie wzmocniż to w szeregach Demokracyi Narodowej ducha?...
Oto — „co nam do wojny na Dalekim Wschodzie”.
Należy odpowiedzieć jeszcze na pytanie drugie: „Co za związek zachodzi pomiędzy Petersburgiem a Warszawą”?
Odpowiedź na pytanie to wymaga wyjaśnienia wstępnego. Wyraża się ono krótko, jak następuje:
W dobie głębokiego w społeczeństwie polskiem upadku na duchu, w siódmym XIX — go stulecia lat dziesiątku w momencie, w którym bezradność doszła u nas stopnia rezygnacyi politycznej bezwarunkowej i znalazła wyraz swój w zwiastującem trójlojalizm, ratyfikującem rozbiory, pamiętnem „Przy tobie, panie”.... — w momencie owym na inteligencyę polską spłynęło niby objawienie ex septentrione lux. Z Petersburga do Warszawy młodzież polska wniosła socyalizm — rzecz w Polsce nową i interesującą. Dla mnie ona nową nie była: obznajomiłem się z nią przed powstaniem styczniowem w Londynie, po powstaniu w Brukseli, przestudyowałem ją i przyznawałem jej racyę bytu w krajach wolnych i niepodległych, ale nie u narodów w niewoli, które się odzyskania wolności, wymagającego zgodnej wszystkich klas i stanów społecznych spółpracy, nie zrzekły. W Polsce, do której zaborce, w celach asymilacyjnych, wprowadzili system okrucieństwa (Rosya i Prusy) w połączeniu z systemem klasowego (włościanie a szlachta) i narodowościowego (polsko — rusko-litewsko-żydowskiego) divide et impera, wszczepienie jeszcze drugiego klasowego antagonizmu, było pchaniem Polski do samobójstwa — pchaniem tem wyraźniejszem, że socyalizm na grunt polski przeflancowany, wystąpił pod hasłem: „Precz z Polską!” A hasło to, z racyi odwieczności i kosmopolityczności nieporozumień pomiędzy pracobiorstwem a pracodawstwem (praca a kapitał) wynika zasadniczo z istoty socyalizmu i tkwi w nim musowo, dogmatycznie, przecząc wszelakim patryotycznym wywodom i na patryotyzm zaprzysięganiom się, będącym w ustach rzeczy świadomych menerów podstępem — wabikiem na rzesze nieuświadomione lub fałszywie uświadamiane robotnicze (fabryczne zwłaszcza) i w ciemnocie pogrążone włościańskie, w ustach amatorów najczęściej młodocianych — małpiarstwem niedorzecznem i lekkomyślnem.