Nieznane mi są tajemnice organizacyj partyj socyalistycznych, których się wytworzyło kilka i wśród których jedna, zaznaczająca siebie inicyałami P. P. S. ubarwiła się patryotyzmem. Agitowały one wśród rzemieślników zrazu, wśród robotników fabrycznych następnie, gdy przemysł fabryczny począł się w Królestwie rozwijać. Następstwa agitacyj nie zaznaczały się wyraźnie, trzymając się w sferach młodzieży przeważnie szkolnej, kierującej się na Lasallów, Guesdów, Beblów, Daszyńskich. Nadawało to partyom energię młodzieńczą. Zapowiadały one ciągle blizkie dzieł wielkich dokonywanie.

Na pełnienie zapowiedzi tych nadszedł moment, gdy niepowodzenia wojenne w Mandżuryi wywołały niezadowolenie i niepokoje w inteligentnych społeczeństwa rosyjskiego sferach — niezadowolenie i niepokoje, komunikujące się klasom robotniczym, dzięki szerzącej się wśród nich nędzy, spowodowanej: zastojem w przemyśle, odrywaniem od żywienia rodzin, pędzonych do szeregów wojskowych rezerwistów, zdzierstwami czynowniczemi, nadużyciami władzy wykonawczej, kradzieżami potwornemi, w ogóle w szerokich rozmiarach rozstrojem administracyjnym...

Cierpienia te mocniej, aniżeli w cesarstwie dotykały ludność w przyłączonych do cesarstwa ziemiach polskich, wydanych czynownictwu na pastwę. Stan taki rzeczy wołał głosem wielkim do pełnienia zapowiadanych dzieł wielkich partye socyalistyczne polskie. „Dziś albo nigdy!” Nadszedł na nie moment czynu.

Nie będę się rozpisywał o księciu Mirskim, o łaskawości okazywanej przezeń przedstawicielstwu magnateryi polskiej u stóp pomnika Katarzyny Wielkiej, o mnogości i jakości podanych mu przez Polaków memoryałów, ani o mnogości i jakości korenspondencyj polskich do „Rusi”, ani o manifestach i odezwach polskich, ani o polemice dziennikarskiej — o niczem, znamienującem, rozbudzenia się życia w społeczeństwie, zmuszonem do chodzenia w dybach i mówienia ustami zakneblowanemi. Wspomniałem o niezadowolnieniu i niepokojach w klasach inteligentnych i robotniczych, oraz usprawiedliwiłem dostatecznie istnienie nie posiadającego innej wytycznej rewolucyjnej socyalizmu w Rosyi. Tłumaczy to działalność tego ostatniego, zniewolonego w czasach pokojowych zamykać ją w kółkach inteligencyi demokratycznej, radykalnej, anarchistycznej, nadających się na materyał organizacyjny. Kółka te, znalazłszy się w momencie niepokojów wobec przejawów liberalnych w warstwie inteligentnej i coraz to zwiększającego się niezadowolnienia w robotniczej, liczyły na to, że w niezadowolnieniu tem tkwi dostatecznie silna podnieta rewolucyjna — dostatecznie silna na to, ażeby na caracie czynowniczym, konstytucyę wymusić!

Liberałom równie jak socyalistom i najskrajniejszym anarchistom rosyjskim nie o co innego, jeno o konstytucyę — o konstytucyę jakąkolwiek — chodzi. Mówię o tem z pewnością całą, zetknąłem się był bowiem ze skrajnymi w momencie bardzo dla utrzymania w Rosyi absolutyzmu ważnym. Pożądaną jest im konstytucya, chociażby taka jak pruska. Łudzono się zrazu, że ziemstwom uda się wykołatać u rządu coś podobnego. Rychło jednak przekonano się, że ziemstwa, wespół z korporacyami profesorskiemi, literackiemi, dziennikarskiemi, prawniczemi, inżynierskiemi i wszelakiemi innemi, takiej nawet u wielkoksiążęcej z carem na czele korporacyi nie wykołaczą. Nie pozostawało przeto co innego, tylko wyszykowanie odpowiednio demonstracyi robotniczej, pobrzękującej zagadkowo w głębi groźbą rewolucyjną.

Zastosowano się do tego. Dnia 22 stycznia rb. wyszykowaną została demonstracya pokojowa, pod przewodnictwem kapłana prawosławnego, z chorągwiami cerkiewnemi, z obrazami, nie domagająca się konstytucyi, ani niczego podobnego, tylko zanosząca do cara na kolanach błagania o polepszenie smutnej ludu robotniczego doli.

Znanym jest błagania tego rezultat. Po pierwszej, do złożonego z mężczyzn, niewiast i dzieci tłumu bezbronnego salwie karabinowej, demonstracya błagalna zmieniła się na strajk postulujący. Od strajku tego w Rosyi całej rozległo się hasło strajkowe, wywołując strajki prowincyonalne: w Moskwie, Saratowie Warszawie, Twerze, Łodzi, Woroneżu, Sosnowcu i innych miastach prowincyonalnych rosyjskich. Podznaczanie mianownikiem jednym miast polskich i rosyjskich bez znaczenia nie jest. Osłabia je to, że od etnografów o mianowniku „pa siemu byt’!” pochodzi. Ważniejszem bez porównania jest podporządkowywanie przez Polaków sprawy polskiej, sprawie rosyjskiej. Dla Rosyanina przejętego patryotyzmem najgorętszym, kwestya narodowa nie istnieje; dla Polaka nad wszystkiemi innemi góruje, wszystkim innym przoduje, będąc życiową, stanowiąc o bycie narodowym. W Rosyi racjonalnem jest wysuwanie naprzód kwestyi ekonomicznej, podszywając nią dążności polityczne wewnętrzne i zewnętrzne — w momencie obecnym: złagodzenie formy rządu i zaprzestanie głupio wywołanej, niedołężnie prowadzonej i otwierającej szeroko dla potwornych nadużyć czynowniczych pole, wojny na Dalekim Wschodzie; w Polsce kwestye te mają znaczenie drugorzędne — o ile się ona, w niewoli rosyjskiej znajdując, musi na nie podatek z mienia i krwi składać; sam ów mus atoli, sama niewola naprzód w umyśle i sercu zdrowo myślącego i normalnie czującego Polaka, wysuwa sprawę bytowania narodowego niepodległego. Z tego Polski do Rosyi — Polaka do Rosyanina — koniecznego, dzięki niewoli, zestosunkowania się wynika, że „wlewanie Polski do środka Rosyi”, czy to metodą patryotyczną (?) (drogą podboju kulturalnego), wskazaną przez Wielopolskich i Spasowiczów a torowaną przez ugodowców, czy też, wedle maskowanego lub niemaskowanego kosmopolityzmu, drogą przejętego przez Polaków od Moskali socyalizmu — wlewanie jej takie lub inne do środowiska rosyjskiego jest wyraźnem, wątpliwości zgoła nie podlegającem, sprawy narodowej polskiej zaprzepaszczeniem. Ugoda atakuje ją z góry — wali obuchem w łeb; socyalizm podkopuje z pod spodu — odciąga od niej jedną z klas społecznych, klasę, która wydała Kilińskich, Borelowskich, Berków Josielewiczów i in. i in.

W momencie obecnym rzekomo polski socyalizm na scenę polityczną w sposób popisowy się wysunął — wywabiony na nią, przez wypadki w Rosyi.

Nie można było nic głupszego, ani dla sprawy szkodliwszego, nad wywołanie obecnie strajków w Polsce wymyślić. Nie przyświeca im żaden cel rozumny, żaden wzgląd na pożytek jeżeli nie ogólny, to bodaj klasy robotniczej.

Rozum nie pozwalał na łączenie sprawy robotniczej w Polsce z moskiewską, z uwagi na to, że we wszelakich przez Polaków prowadzonych sprawach, rząd rosyjski dopatruje wstrętny mu podkład polityczny. Wątpliwości nie ulega, że podkład ów pod rozwagę brać będzie komitet ministrów, powołany przez ukaz carski z dnia 25 grudnia r. 1904 do uregulowania włościańskich i robotniczych stosunków. Pytanie: jak z przyprawą taką regulacya wypadnie? Przypuszczać można, że z racyi tej samej, jaką kierował się rząd Aleksandra II. po uśmierzeniu powstania styczniowego w regulowaniu w ziemiach polskich stosunków włościańskich, zostaną w duchu Milutynowskim udobrodziejstwowani robotnicy fabryczni. Gdyby atoli dobrodziejstwo to na nich spłynęło, to nie inaczej, tylko pod ścisłym dozorem policyjnym i pod warunkiem rozjemstwa czynowniczego, w razach nieporozumień z zarządami fabrycznemi. Jedno i drugie uczyni dobrodziejstwowanie nieustającem. Jakby na tem wyszedł przemysł? Co na tem robotnicy wskurają?