Fale

Na morza wzdętej toni

Wciąż fala falę goni,

Wzbierając z szumem pędzi,

Srebrzystą pianą wrząca,

W podskokach się roztrąca

Na ostrej skał krawędzi;

Lub tocząc na brzeg płaski

Błyszczące, mokre piaski,

Kamyczki i muszelki,

Zamiera z dźwiecznem echem,

Zanim ją swym oddechem

Ocean wciągnie wielki.

I żadna z nich nic nie wie

W bezsilnym swoim gniewie,

Do jakich celów służy,

Lecz powracając ginie

W bezdennej wód głębinie,

Po krótkiej swej podróży.

Jednak ich ciągła praca

Skalisty brzeg wywraca,

Zmienia koryta prądów,

Pochłania ziem przestworza,

I nowe wznosi morza,

I rzeźbi postać lądów.

Pokoleń smutna fala

Podobnie się użala

Na marność swych zabiegów:

Że tak bez śladu tonie,

W wielkiej całości łonie

Odbita z ziemi brzegów.

Widocznych śladów mało

Po każdej pozostało,

I dumne jej zamysły

Odparte w swoim pędzie

Przez ostre skał krawędzie,

Jak piana nagle prysły.

A przecież siła żywa

Wiążąca ich ogniwa

Przez długie lat koleje,

Z pokoleń w pokolenia

Ludzkości postać zmienia.

I rzeźbi świata dzieje.