Herakles

I

Greckie go mity Heraklesem zwały,

Chociaż właściwie ludem się nazywa;

Na wieczną pracę nieba go skazały,

Więc jego ramię nigdy nie spoczywa.

Jest pracowity, silny i wytrwały,

Lwia skóra nagie barki mu pokrywa,

Lecz wobec pana swojego nieśmiały,

Łańcuchów swoich sam kuje ogniwa,

I spełnia wszystkie najcięższe zlecenia.

Kiedy podniesie maczugę, to straszny!

A jednak stąpa cicho, najzwyczajniej,

Pełen zaparcia i upokorzenia;

Śmieją się z niego, że jest za rubaszny,

Kiedy go widzą w augiaszowej stajni.

II

Dziewicza Muza nieraz wstydem spłonie,

Widząc, jak grubej oddany swawoli,

Pijaną orgią gasi ogień w łonie,

Pragnąc zapomnieć o tem, co go boli;

Lub gdy rozżarty nadmiarem niedoli

Chwyta w szaleństwie za trujące bronie,

I na świat biegnie w niszczyciela roli,

I krwią niewinnych plami swoje dłonie!

Jednak pomimo tych wybuchów szału,

Przez które w niwecz idzie wieków praca,

I wielkich czynów szereg się zaciera,

Z obłędu swego budząc się pomału,

Kornie na dawne stanowisko wraca,

I spełnia dalej dzieło bohatera.

III

On bohaterstwo swoje mało ceni,

I nie wie jeszcze, czem jest i czem będzie,

Nie wie, że cało wyszedłszy z płomieni,

Miejsce dla siebie wśród bogów zdobędzie;

Lecz wiedzą o tem bogowie strapieni,

Co w nim mieć chcieli posłuszne narzędzie,

Więc cały Olimp z wściekłości się pieni

I prześladuje go zawsze i wszędzie.

Jeszcze w kolebce posyłał mu gady,

Aby go zgniotły w duszącym uścisku,

I wciąż tysiącem olbrzymów nań godzi.

Bezsilne gniewy, zasadzki i zdrady!

Będzie zwycięzcą... i przy gromów błysku

Prometeusza z więzów wyswobodzi!