Dziady. Widowisko, część I

Prawa strona teatru — Dziewica w samotnym pokoju — na boku ksiąg mnóstwo, fortepiano, okno z lewej strony w pole; na prawej wielkie zwierciadło; świeca gasnąca na stole i księga rozłożona (romans Valerie).

DZIEWICA

wstaje od stołu

Świeco niedobra! właśnie pora była zgasnąć!

I nie mogłam doczytać — czyż podobna zasnąć?

Waleryjo! Gustawie! anielski Gustawie!

Ach, tak mi często o was śniło się na jawie,

A przez sen — będę z wami, Pan Bóg wie dopóki!

Smutne dzieje! Jak smutnej są źródłem nauki!

po pauzie, z niesmakiem

Po co czytam? Już koniec przezieram z daleka!

Takich kochanków tutaj

wskazuje ziemię

cóż innego czeka?

Waleryjo! ty przecież spomiędzy ziemianek

Zazdrości godna! Ciebie ubóstwiał kochanek,

O którym inna próżno całe życie marzy,

Którego rysów szuka w każdej nowej twarzy,

I w każdym nowym głosie nadaremnie bada

Tonu, który jej duszy brzmieniem odpowiada.

Bo ich twarze tchną głazem, jak Meduzy głowa,

Nad słotny deszcz jesienny zimniejsze ich słowa!

Co dzień z pamiątką nudnych postaci i zdarzeń

Wracam do samotności, do książek — [do] marzeń,

Jak podróżny, śród dzikiej wyspy zarzucony,

Co rana wzrok i stopę niesie w różne strony

Azali gdzie istoty bliźniej nie obaczy,

I co noc w swą jaskinią1 powraca w rozpaczy.

Szalony, niech ukocha swe samotne ściany

I nie targa łańcucha, by nie drażnić rany. —

Witajże, ma jaskinio — na wieki zamknięci,

Nauczmy się więźniami stać się z własnej chęci —

Czyż nie znajdziem zatrudnień? Mędrce dawnych wieków

Zamykali się szukać skarbów albo leków

I trucizn — my niewinni młodzi czarodzieje

Szukajmy ich, by otruć własne swe nadzieje.

A jeżeli do grobu wstęp wiar[ą] zawarty,

Pochowajmy swą duszę za życia w te karty.

Można pięknie zmartwychwstać i po takim zgonie,

I przez ten grób jest droga na Elizu błonie2.

Zamieszkałym śród cieniów zmyślonego świata

Nudnej rzeczywistości nagrodzi się strata.

Cieniów? Nigdyż nie było między ziemską bracią

Takich cieniów, śmiertelną więzionych postacią?

Dusze ich wzięłyż bytność z poetów wyroku.

Kształty odlaneż tylko z pięknych słów obłoku?

Nie mogę przyrodzenia3 tą myślą obrażać,

Nie mogę bluźnić Twórcy — i siebie znieważać.

W przyrodzeniu, powszechnej ciał i dusz ojczyźnie,

Wszystkie stworzenia mają swe istoty bliźnie:

Każdy promień, głos każdy, z podobnym spojony,

Harmoniją ogłasza przez farby i tony;

Pyłek [każdy] błądzący śród istot ogromu,

Padnie w końcu na serce bliźniego atomu;

A tylko serce czułe z dozgonną tęsknotą

W rodzinie tworów jedną ma zostać sierotą?

Twórca mi dał to serce, choć w codziennym tłumie

Nikt poznać go nie może, bo nikt nie rozumie,

Jest i musi być kędyś, choć na krańcach świata,

Ktoś, co do mnie myślami wzajemnymi lata!

O, gdybyśmy dzielące rozerwawszy chmury,

Choć przed zgonem tęsknymi spotkali się pióry,

Lub słowem tylko, wzrokiem, — dosyć jednej chwili,

Dosyć, by się dowiedzieć tylko, żeśmy żyli.

Wtenczas dusza, co ledwie czucia swe ogarnia,

W której rozkosze truje wiązadeł męczarnia,

Z ciemnej, głuchej jaskini stałaby się rajem!

Jakby miło poznawać, zwiedzać ją nawzajem,

I cokolwiek pięknego w myślach zajaśnieje,

Co ślachetnego mają tajne serca dzieje,

Rozświecić przed oczyma kochanej istoty,

Jak wyłamane z piersi kryształów klejnoty!

Wtenczas przeszłość do życia moglibyśmy wcielić

Spomnieniem; można by się z przyszłości weselić

W przeczuciu, a obecnym chwil lubych użyciem

Łącząc wszystko, żyć całym i zupełnym życiem;

Bylibyśmy jak lotne tchnienia, co je rosa

Wiosennym zionie rankiem, dążące w niebiosa,

Lekkie i niewidome, lecz, kiedy się zlecą, —

Spłoną i nową iskrę pośród gwiazd rozświecą.

Na lewą stronę teatru wchodzi Chór wieśniaków niosących jedzenia i napoje; Starzec pierwszy z chóru na czele

GUŚLARZ

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Z czujnym słuchem, z bacznym okiem

Spieszmy się w tajnym obrzędzie,

Z cichym pieniem, wolnym krokiem;

Wszak nie nucim po kolędzie,

Nucimy piosnkę żałoby;

Nie do dworu z nowym rokiem, —

Ze łzami idziem na groby.

CHÓR

Póki ciemno, głucho wszędzie,

Spieszmy się w tajnym obrzędzie.

GUŚLARZ

Spieszmy cicho i powoli,

Poza cerkwią, poza dworem,

Bo ksiądz gusłów nie dozwoli,

Pan się zbudzi nocnym chorem.

Zmarli tylko wedle woli

Spieszą, gdzie ich guślarz woła;

Żywi są na pańskiej roli,

Cmentarz pod władzą kościoła.

CHÓR

Póki ciemno, głucho wszędzie,

Spieszmy się w tajnym obrzędzie.

CHOR MŁODZIEŃCÓW

do Dziewczyny, ob. Romantyczność4

Nie łam twych rączek, niewiasto młoda,

Nie płacz, i oczek, i dłoni szkoda.

Te oczki innym źrenicom błysną,

Te rączki inną prawicę ścisną.

Od lasu para gołąbków leci,

Para gołąbków, a orlik trzeci:

Uszłaś, gołąbko, spojrzy5 do góry,

Czy jest za tobą mąż srebrnopióry?

Nie płacz, nie wzdychaj w próżnej żałobie,

Nowy małżonek grucha ku tobie,

Nóżki z ostrogą, szyją6 mu wieńczy

Wstążka błękitna, a kolor tęczy.

Róża z fijałkiem na letniej łące

Podają sobie dłonie pachnące,

Pieszy robotnik kosi dąbrowę,

Zranił małżonka, zostawił wdowę.

Płaczesz i wzdychasz w próżnej żałobie,

Wysmukły narcyz kłania się tobie,

Jasną źrenicą śród polnych dzieci

Jak księżyc między gwiazdami świeci.

Nie łam twych rączek, niewiasto młoda,

Nie płacz, i rączek, i oczu szkoda.

Ten, po kim płaczesz, wzajem nie błyśnie

Okiem ku tobie, ręki nie ściśnie.

On ciemny krzyżyk w prawicy trzyma,

A miejsca w niebie szuka oczyma.

Dla niego na mszę daj, młoda wdowo,

A dla nas żywych piękne daj słowo.

do Starca

Nie tęsknij, starcze, prosiemy młodzi,

Tęsknota sercu i myślom szkodzi;

W tym sercu dla nas żyją przykłady,

Dla nas w tych myślach jest skarbiec rady.

Stary dąb zruca powiewne szaty,

O cień go proszą trawy i kwiaty:

„Nie znam was, dzieci nowego rodu,

Czyliście warte cienia i chłodu,

Nie takie rosły dawnymi laty

Pod mą zasłoną trawy i kwiaty”.

Przestań narzekać, niesłuszny w gniewie,

Jak było dawniej, nikt o tym nie wie.

Uwiędną jedni, powschodzą inni,

Chociaż mniej piękni, cóż temu winni?

Strzeż naszej barwy, ciesz się z okrasy,

A z nas dawniejsze wspominaj czasy.

Nie wzdychaj, starcze, w próżnej tęsknocie,

Wielu straciłeś, zostały krocie.

Nie całe twoje szczęście jest w grobie,

Nie tam są wszyscy znajomi tobie.

Weź trochę szczęścia od nas szczęśliwych,

Szukaj umarłych pośród nas żywych.

GUŚLARZ

Kto błądząc po życiu kraju,

Chciał pilnować prostej drogi,

Choć mu los wedle zwyczaju

Wszędzie siał ciernie i głogi;

Nareszcie po latach wielu,

W licznych troskach, w ciężkich nudach,

Zapomniał o drogi celu,

Aby znaleźć wczas7 po trudach;

Kto z ziemi patrzył ku słońcu,

Marzył nieba i gwiazd loty

I nie znał ziemi, aż w końcu,

Kiedy wpadł w otchłań ciemnoty;

Kto żalem pragnął wydźwignąć,

Co znikło w przeszłości łonie,

Kto żądzą pragnął doścignąć,

Co ma przyszłość w tajnym łonie;

Kto poznał swój błąd niewcześnie,

O gorszej myśli poprawie,

Mruży oczy, by żyć we śnie

Z tym, czego szukał na jawie;

Kto marzeń tknięty chorobą,

Sam własnej sprawca katuszy,

Darmo chciał znaleźć przed sobą,

Co miał tylko w swojej duszy; —

Kto wspominasz dawne chwile,

Komu się o przyszłych marzy,

Idź ze świata ku mogile,

Idź od mędrców do guślarzy!

Mrok tajemnic nas otacza,

Pieśń i wiara przewodniczy,

Dalej z nami, kto rozpacza,

Kto wspomina i kto życzy.

DZIECIĘ

Wróćmy lepiej do chaty, coś tam od kościoła

Błysnęło, ja się boję, coś po lesie woła.

Jutro pójdziem na cmentarz, ty swoim zwyczajem

Dumać, ja zdobić krzyże kwiatami i majem8.

Mówią, że dzisiaj w nocy umarłych spotkamy,

Ja ich nie znam, ja własnej nie pamiętam mamy,

Ty oczy w dzień masz słabe, pragnąłbyś daremnie

Dawno widzianych ludzi rozeznać po ciemnie9.

I słuch masz słaby. Pomnisz? dwie temu niedziele10

Zebrało się i krewnych i sąsiadów wiele

Urodziny twe święcić; tyś w milczeniu siedział,

Nic nie słyszał, nikomu nic nie odpowiedział.

Zapytałeś na koniec, po co ta gromada

Zeszła się w dzień powszedni? i czy mrok już pada?

A my przyszli winszować i od kilku godzin

Słońce zaszło, i był to dzień twoich urodzin.

STARZEC

Od tego dnia, ach, jakżem daleko odpłynął!

Wszystkiem znajome lądy i wyspy ominął,

Wszystkie dziedziczne skarby znikły w czasu toniach;

Cóż mnie po waszych twarzach, i głosach, i dłoniach?

Twarze, którem z dzieciństwa ukochać przywykał,

Dłonie, co mię pieściły, głos, co mię przenikał,

Gdzież są? Zgasły, przebrzmiały, zmieniły się, starły.

Nie wiem, czym pośród trupów, czylim sam umarły.

Ale inny świat rzucam, aniżelim zastał;

Nieszczęsny, kto częściami do mogiły wrastał!

Twój jeszcze głos, mój wnuku, ostatnia pociecho,

Jak po umarłej pieśniach niemowlęce echo,

Tuła się i głos matki powtarzając kwili.

Lecz i ty mię porzucasz, jak inni rzucili.

Pójdę sam; kto w dzień błądzi i żywych nie słyszy,

Widzi w nocy, zna język grobowej zaciszy.

Nie zabłądzę, wszak co rok chodziłem tą drogą:

Zrazu jak ty, mój synu, z niemowlęcą trwogą,

Potem jak chłopiec pełen ciekawej ochoty,

Potem z tęsknotą, teraz nawet bez tęsknoty,

Bez żalu; cóż mię wiedzie? jakiś zapęd nowy,

Ciemne przeczucie, może to instynkt grobowy.

Znajdę cmentarz i coś mi w głębi serca wróży,

Że nazad już nie będę potrzebował stróży.

Ale nim się rozłączym, twe służby dziecięce

Nagrodzę, pódź, mój synu, uklęknij, złóż ręce.

Boże! Coś mi rozkazał spełnić kielich życia

I zbyt wielki, zbyt gorzki dałeś mi do picia,

Jeśli względów twojego miłosierdzia godna

Cierpliwość, z którą gorycz wychyliłem do dna,

Jedynej, lecz największej śmiem żądać nagrody:

Pobłogosław wnukowi — niechaj umrze młody!

Bądź zdrów; stój i raz jeszcze ściśni dziada rękę!

Daj mi twój głos usłyszeć — zaśpiewaj piosenkę

Ulubioną i tyle powtarzaną razy,

O zaklętym młodzieńcu, przemienionym w głazy.

[DZIECIĘ]

śpiewa

MŁODZIENIEC ZAKLĘTY

Wyłamawszy zamku bramy,

Twardowski błądził śród gmachów11,

Biegł na wieże, schodził w jamy:

Co tam czarów! co tam strachów!

W jednem sklepisku12 zapadłem —

Jak dziwny rodzaj pokuty —

Na łańcuchu, przed zwierciadłem

Stoi młodzieniec okuty.

Stoi, a z ludzkiej postaci,

Mocą czarownych omamień,

Coraz jakąś cząstkę traci

I powoli wrasta w kamień.

Aż do piersi był już głazem,

A jeszcze mu błyszczą lica

Męstwa i siły wyrazem;

Czułością świeci źrenica.

„Kto jesteś? zaklęty rzecze,

Coś te gmachy zdobył śmiało,

Gdzie tak mnogie pękły miecze,

Tylu wolność postradało”.

„Kto jestem? o, drży świat cały

Przed mą szablą, na me słowa

Wielkiej mocy, większej chwały:

Jestem rycerzem z Twardowa”.

„Z Twardowa?... za moich czasów

Nie słyszałem o nazwisku,

Ni śród wojennych zapasów,

Ni na rycerskim igrzysku.

Nie zgadnę, jak długie lata

Mogłem w więzieniu przesiedzieć;

Ty świeżo wracasz ze świata:

Musisz mi o nim powiedzieć.

Czy dotąd Olgierda ramię,

Naszą Litwę wiodąc w pole,

Po dawnemu Niemcy łamie,

Tratuje stepy mogole?”

„Olgierd? Ach, już przeminęło

Dwieście lat po stracie męża,

Lecz z jego wnuków Jagiełło

Teraz walczy i zwycięża”.

„Co słyszę? Jeszcze dwa słowa:

Może w twych błędnych obiegach

Byłeś, rycerzu z Twardowa,

Na Świtezi naszej brzegach?

Czy tam ludzie nie mówili

O Poraju13 silnej ręki14

I o nadobnej Maryli,

Której on ubóstwiał wdzięki?”

„Młodzieńcze, nigdzie w tym kraju,

Od Niemna po Dniepru krańce,

Nie słyszałem o Poraju

Ani o jego kochance.

Po co pytać, czasu strata,

Gdy cię wyrwę z tej opoki,

Wszystkie ciekawości świata

Własnymi odwi[e]dzisz kroki.

Znam czarodziejską naukę,

Wiem dzielność tego zwierciadła15,

Wraz go na drobiazgi stłukę,

By z ciebie ta larwa spadła”.

To mówiąc, nagłym zamachem

Dobył miecza i przymierza,

Ale młodzieniec z przestrachem —

„Stój!” — zawołał na rycerza.

„Weźmi zwierciadło ze ściany

I podaj go w moje ręce,

Niech sam skruszę me kajdany

I uczynię koniec męce”.

Wziął i westchnął, twarz mu zbladła

I zalał się łez strumieniem,

I pocałował zwierciadło —

I cały stał się kamieniem.

CHÓR MŁODZIEŻY

Tu guślarz kazał młodzieży

Stanąć na drogi połowie:

Tam na wzgórku wioska leży,

A tam mogilnik w dąbrowie.

Między kolebką i groby

Młody nasz wiek w środku stoi;

Śród wesela i żałoby

Stójmyż w środku, bracia moi!

Nie godzi się do wsi wracać,

Nie godzi się biec w ich ślady.

Tu będziemy święcić Dziady

I piosnkami noc ukracać.

Będziemy idących witać

I powracających pytać,

Lękliwym rozpędzać trwogę,

Błędnym pokazywać drogę. —

Zaszło słońce, biegą dzieci,

Idą starce, płaczą, nucą,

Lecz znowu słońce zaświeci,

Wrócą dzieci, starce wrócą.

Nim dojdzie siwizny dziecię,

Nim starego dzwon powoła,

Jeszcze ich spotka na świecie

Niejedna chwilka wesoła.

Ale kto z nas w młode lata

Nie działa rzeźwym ramieniem,

Ale sercem i myśleniem,

Taki zgubiony dla świata.

Kto jak zwierz pustyni szuka,

Jak pugacz16 po nocy lata,

Jak upiór do trumny puka,

Taki zgubiony dla świata.

Kto w młodości pieśń żałoby

Raz zanucił, wiecznie nuci;

Kto młody odwiedza groby,

Już z nich na świat nie powróci

Niech więc dzieci i ojcowie

Idą w kościół z prośbą, z chlebem;

Młodzi, na drogi połowie

Zostaniem pod czystym niebem.

PIEŚŃ STRZELCA17

Śród wzgórzów i jarów,

I dolin, i lasów,

Śród pienia ogarów

I trąby hałasów:

Na koniu, co lotem

Sokoły zadumi18,

I z bronią, co grzmotem

Pioruny zatłumi;

Wesoły jak dziecko,

Jak rycerz krwi chciwy,

Odważnie, zdradziecko

Bój zaczął myśliwy.

Witajcież rycerza,

Pagórki i niwy,

Król lasów, pan zwierza,

Niech żyje myśliwy!

Czy w niebo grot zmierza,

Czy w knieje i smugi19,

Stąd leci grad pierza,

Stąd płyną krwi strugi.

Kto w puszczy dojedzie

Odyńca bez trwogi?

Kto kudły niedźwiedzie

Podesłał pod nogi?

Czyj dowcip gnał rojem

Lataczów do sideł?

Kto wstępnym wziął bojem

Sztandary ich skrzydeł?

Witajcież rycerza,

Pagórki i niwy,

Król lasów, pan zwierza,

Niech żyje myśliwy!

Dalejże, dalejże, z tropu w trop,

Z tropu w trop, dalejże, dalejże!

Dalejże, dalejże, z tropu w trop,

Z tropu w trop, hop, hop!

GUSTAW

Spolowałem piosenkę! Nie będą się gniewać

Myśliwi, że do domu wracam bez zwierzyny.

Jak tylko wrócę, zaraz muszę im zaśpiewać. —

Lecz gdzież zaszedłem? nigdzie śladu ni drożyny.

Hola! jak w kniei głucho — ni trąby, ni strzału.

Zbłądziłem — otóż skutek wieszczego zapału!

Goniąc muzę, wyszedłem z obławy. — Mróz ciśnie.

Trzeba ogień nałożyć; gdy światło zabłyśnie,

Nuż jaki spółtowarzysz z myśliwej czeladzi

Błądzi jak ja, ten ogień razem nas sprowadzi,

Łacniej drogę znajdziemy.

O mój przyjacielu!

Takich jak ty myśliwych nie znalazłbyś wielu.

Oni z lasu nie zwykli spoglądać w obłoki,

Ogarami na piękne polować widoki;

Z jednym zawsze zamiarem i z jedyną żądzą,

Na ziemi tropią zdobycz — tym lepiej — nie błądzą!

Pewnie już z rzeźwym sercem i spoconym czołem

Dzienną zabawę kończą za biesiadnym stołem.

Każdy chlubi się z przeszłych lub przyszłych zdobyczy,

Każdy swe trafne strzały, cudze pudła liczy;

Żartują z siebie głośno lub szepcą do ucha;

Wszyscy mówią, a jeden stary ojciec słucha.

A jeśli się pod koniec uprzykrzyły łowy,

Natenczas do sąsiadek — uśmiechy, rozmowy.

Czasem strzelecka miłość — wędrowna ptaszyna,

Serce przelotem zwiedzi — tak mija godzina,

I tydzień, i rok przeszły, — tak bywało wczora,

Tak jest dzisiaj i będzie każdego wieczora.

Szczęśliwi! —

A ja... czemuż nie jestem jak oni?

Wyjechaliśmy razem — cóż mię w pole goni?

Ach, nie zabawy ścigam — uciekam od nudy;

Nie rozkosze myśliwskie lubię — ale trudy.

Że się myśli, a przynajmniej że się miejsce zmienia,

I że tu nikt mojego nie śledzi marzenia,

Łez pustych, które nie wiem, skąd w oczach zaświecą,

Westchnień bez celu, które nie wiem, kędy lecą.

Nie do sąsiadek pewnie! na wiatry, na gaje,

Ku marzeniom!...

Myśl dziwna! Zawsze mi się zdaje,

Że ktoś łzy moje widzi i słyszy westchnienia,

I wiecznie około mnie krąży na kształt cienia.

Ileż razy w dzień cichy szeleszczą na łące

Jakoby nimfy jakiejś stopki latające;

Spojrzę: chwieją się kwiaty i podnoszą głowy,

Jakby z lekka trącone. — Nieraz śród alkowy

Samotny książkę czytam; książka z rąk wypadła,

Spojrzałem i mignęła naprzeciw zwierciadła

Lekka postać, szepnęła jej powietrzna szata.

Nieraz dumałem w nocy; gdy się myśl rozlata,

Wzdycham, i coś westchnieniem dawało znak życia,

Serce biło i czułem drugie serca bicia,

Słowo nawet częstokroć, niewyraźnie, głucho,

Jak przelot nocnej muszki pogłaska mi ucho!...

Zasnąłem we mgle jasnej; z góry i z daleka

Coś błyszczy, choć widocznych kształtów nie obleka;

I czuję promień oczu i uśmiech oblicza!

Gdzież jesteś, samotności córo tajemnicza?

Niechaj się twój duch uwieńczy

Choćby marnym, nikłym ciałem;

Okryj się choć rąbkiem tęczy

Lub jasnym źródła kryształem!

Niechaj twojej blask obsłony

Długo, długo w oczach stoi!

Niech twych ust rajskimi tony

Długo, długo słuch się poi!

Świeć mi, słońca niech źrenica

Olsnie20 marz[ąc] twoje lica;

Piej, syreno! w lubych głosach

Usnę, marzyć o niebiosach!

Ach, gdzie cię szukać? — i od ludzi ucieknę,

Ach, bądź ty ze mną, świata się wyrzeknę!

MYŚLIWY CZARNY21

śpiewa

Latasz, mój ptaszku, za wysoko latasz,

A czy znasz dzielność swoich skrzydełek?

Spojrzy na ziemię, którą tak pomiatasz,

Co tam wabików, co tam sidełek!

MŁODZIENIEC

Hola! słychać śpiewania, hej! wszelki duch żywy!

Ozwij się, bracie, kto jesteś?

STRZELEC

Myśliwy,

Równej jak ty ochoty, większej trochę mocy.

Obadwa polujemy, chociaż ty w poranki

Jedziesz na świat, ja łowy rozpoczynam w nocy,

Ty czyhasz na zwierzęta, a ja — na kochanki.

GUSTAW

Nie wiem, czy dobre miejsce wybrałeś na łowy,

Ale nie chcę przeszkadzać, więc szczęśliwej drogi.

STRZELEC

Hola, kolego! nie bądź taki raptusowy22.

Jest że to grubijaństwo albo skutek trwogi?

Pierwiej mię sam zawołał, a teraz ucieka.

GUSTAW

Ja miałbym ciebie wołać?

STRZELEC

Słyszałem z daleka,

Żeś wołał; kogo? na co? nie wiem doskonale,

Dosyć, że posłyszałem westchnienia i żale.

Jestem jak ty myśliwcem, byłem kiedyś młody,

Znam więc twego rzemiosła i wieku przygody.

Musisz mieć coś na sercu, rozmówmy się szczerze.

Pewnie [cię] zabłąkało w kniei jakie zwierzę?

Bracie, ja sam błądziłem, znam zwierzęta różne,

Skrzydlate i piechotne, czworo– i dwunożne.

A jeśli nic nie gonisz, pewno rad byś gonił?

Ej, czy cię widok pustej torby nie zapłonił?

Wstyd młodemu niczego dotąd nie zastrzelić?

Przyznaj się, ja ci mogę w potrzebie udzielić.

GUSTAW

Dzięki — od nieznajomych nie żądam pomocy,

Nie zabieram przyjaźni tak rychło i w nocy;

I nie rozumiem, co twe słowa mają znaczyć.

STRZELEC

Jeżeliś niepojętny, będę się tłumaczyć.

Jeżeli mi nie ufasz, będę szczerszy z tobą...

Wiedz naprzód, iż gdzie stąpisz, jest wszędzie nad tobą

Pewna istota, która z oczu cię [nie] traci,

I że chce ciebie w ludzkiej nawiedzić postaci,

Jeżeli to, coś przyrzekł23, zachowasz niezłomnie...

GUSTAW

Przebóg! co to ma znaczyć?... Nie zbliżaj się do mnie!

I na tym się rękopis kończy

Przypisy:

1. jaskinią — dawna forma B. r.ż., częsta u Mickiewicza; dziś: (w) jaskinię. [przypis edytorski]

2. Elizu błonie — Elizjum, Pola Elizejskie; w mit. gr. część Hadesu, w której przebywały dusze zacnych zmarłych, ludzi dobrych za życia. [przypis edytorski]

3. przyrodzenia — natury, pojmowanej podówczas jako zespół pierwiastków materialnych i duchowych; stąd Dziewica nazywa je „powszechną ojczyzną ciał i dusz”. [przypis redakcyjny]

4. ob[acz] Romantyczność — słowa te wskazują na łączność postaci Dziewczyny z Karusią rozpaczającą w Romantyczności po śmierci kochanka. [przypis redakcyjny]

5. spojrzy — stpol. forma trybu rozkazującego: spojrzyj. [przypis redakcyjny]

6. szyją — dawna forma B.r.ż.; dziś: szyję. [przypis edytorski]

7. wczas — odpoczynek. [przypis edytorski]

8. majem — zielenią. [przypis redakcyjny]

9. po ciemnie — po ciemku (por. ciemno). [przypis redakcyjny]

10. dwie (...) niedziele — w mowie ludu: dwa tygodnie. [przypis redakcyjny]

11. śród gmachów — gmach, tu w dawniejszym znaczeniu (z niem.): komnata. [przypis redakcyjny]

12. sklepisko — sklepiona piwnica. [przypis redakcyjny]

13. Poraj — jak wiemy z Pana Tadeusza (Ks. IV w. 351), był herbem Mickiewiczów. [przypis redakcyjny]

14. silnej ręki — w średniowieczu częsty przydomek (manu fortis), wskazujący na męstwo rycerza. [przypis redakcyjny]

15. Wiem dzielność... zwierciadła — Znam siłę jego magiczną. [przypis redakcyjny]

16. pugacz — puchacz, sowa. [przypis edytorski]

17. Pieśń strzelca — poeta przerobił ją po latach i ogłosił jako samodzielny utwór w wydaniu z 1829 r. [przypis redakcyjny]

18. zadumi — wprawi w zdumienie. [przypis redakcyjny]

19. smugi — ze staropolszczyzny: pole uprawne, wyciągnięte w długie niwy. [przypis redakcyjny]

20. niech źrenica olsnie marząc twoje lica — niech oko oślepnie, marząc o twojej twarzy. [przypis edytorski]

21. Myśliwy czarny — wyobraża złego ducha. W operze romantycznej tego okresu (1821) Wolny strzelec K. M. Webera występuje Samiel, zły duch, zwany Czarnym Myśliwym. [przypis redakcyjny]

22. raptusowy — porywczy, gwałtowny. [przypis edytorski]

23. coś przyrzekł — mianowicie wyrzec się świata; por. w. 448. [przypis redakcyjny]