*** (Uwaga!)

Uwaga! Już za dziesięć pierwsza (a więc jednak przed)

zdecydowałem się zejść na dół, z pustymi rękami,

niezbyt pewny, czy robię dobrze, niezbyt pewny,

co właściwie robię. Więc kiedy tam zajrzałem

i było zupełnie ciemno, zacząłem natychmiast

(żeby mnie nie wciągnęło) udawać że być może

jestem kimś innym i chodzi mi o coś zupełnie

innego; przed sobą samym, bo znajome głosy

wciąż jeszcze należały do nieznajomych oczu

i mogłem nawet udawać, że mnie wcale nie ma.

Nie ma mnie, idę żółtym korytarzem, tej chwili

nie ma. UWAGA! BÓG CIĘ KOCHA. Zwracam uwagę.

Nie ma mnie. Choćbyś nie wiem co robił, i tak mnie będzie

zawsze kochał bardziej. To nie ja mówię; słucham tego

ale już po raz drugi, nie wiem po co to powtarzam

w myśli, sam sobie (po co w ogóle te rozmowy w łóżku?);

czy wszystko co kocham musi być zaraz Bogiem? Może

po tym właśnie daje się to poznać. Winda posłusznie

podnosi mnie na trzecie piętro, i za osiem pierwsza

już jestem z powrotem i z powrotem jestem.

Kraków, 9 listopada 1991