Po burzy
Fraszka w jednym akcie
przedstawiona po raz pierwszy na scenie lwowskiej w lutym 1882 r.
OSOBY:
- KANIKUŁA
- GERTRUDA, jego żona
- ZOFIA, ich córka
- EUFROZYNA, siostra Kanikuły
- ROZALIA, siostra Kanikuły
- DIONIZY
- RUMBALIŃSKI, notariusz
- WACŁAW, praktykant konceptowy
- JÓZEF, służący
Rzecz dzieje się w małym miasteczku.
Salonik, skromnie umeblowany
SCENA I
Wchodzi Kanikuła, z czerwonym parasolem, przemokły, za nim Dionizy.
KANIKUŁA
Józefie! Józefie! Do kroćset! Józefie!
szamocze parasolem tak, że obryzguje Dionizego
JÓZEF
wpada
Co się stało?
KANIKUŁA
Nie widzisz, cymbale? Cały przemokłem! Podaj szlafrok i gorącą herbatę.
JÓZEF
wychodząc
I po co to byłemu kupcowi udawać oficera od ułanów?
KANIKUŁA
Nie mam słów dla wyrażenia panu mojej wdzięczności.
DIONIZY
To było moim obowiązkiem.
obciera oczy z wody i błota
KANIKUŁA
Co? Pan płaczesz?
DIONIZY
Nie... ale jestem...
KANIKUŁA
Wzruszony? I ja także. Wyobraź pan sobie, co to za szalony pomysł: moje siostry, dwie stare panny, przysłały mi dziś, w dzień moich urodzin, konia wierzchowego... Taki pomysł mogą mieć jedynie stare panny.
DIONIZY
Wybacz! Panie te nie są tak stare... Bardzo zresztą przyjemne, słodycz serca, łagodność charakteru...
KANIKUŁA
To wszystko być może w łaskawych oczach pana, ale ja tego nie widzę. Lecz wracam do mojego opowiadania. Oprócz tego konia kuzynka moja przysłała mi ten stary czerwony parasol. Ma to być grat familijny mego pradziada... I wyobraź pan sobie, mnie, byłemu kupcowi, mieszczaninowi, zachciało się wyjechać. Niewiele namyślając się, zamiast szpicruty biorę parasol, wyjeżdżam. Szkapa ledwie się wlecze... Nagle... zrywa się burza, grzmoty, błyskawice... Otwieram to familijne straszydło...
otwiera parasol
...a tu, panie łaskawy, jak go spostrzeże mój wysłużony artylerzysta... staje, panie, dęba, aż mnie ciarki przechodzą!
naśladuje w komiczny sposób konia spłoszonego, stającego dęba
DIONIZY
usuwając się przed nacierającym na niego Kanikułą
Taki artylerzysta... proszę!
KANIKUŁA
Ano... wybrakowana szkapa kanonierska, na której jechałem, jak zacznie, panie, manewrować to przodem...
naśladuje jak wyżej
DIONIZY
To tyłem...
KANIKUŁA
Gromada trutniów, próżniaków, śmiejąc się, dokoła mnie oblega i wykrzykuje: „Hop! Ha! Hop! Ha!” Ja zaczynam czerwonym parasolem im grozić, koń jeszcze więcej szaleje, wtem... w tak okropnej chwili zjawiasz się pan z szybkością...
DIONIZY
Meteoru!
KANIKUŁA
czule
O tak! Meteoru, błyskawicy, pioruna! Zatrzymujesz moją szkapę, gromisz gamoniów i ocalasz mnie...
z rozczuleniem
Tak! Jestem drogiemu panu bardzo zobowiązany i niczego w tej chwili nie odmówiłbym.
DIONIZY
na stronie
Pomyślna sposobność. Spróbujmy, skorzystajmy z jego rozczulenia.
głośno
Szanowny panie! Niechwalący się, starałem się panu, o ile moje skromne siły na to pozwalały, być użyteczny. Nie wymawiając, broń Boże... wyrządziłem panu niejedną grzeczność z poświęceniem własnej osoby...
KANIKUŁA
ściskając go
O tak! Z poświęceniem, to prawda! Prowadząc konia przez całe miasto, zdjąłeś pan swoją pąsową krawatkę, ażeby go nie spłoszyć.
czule
Pan dla mnie szedłeś bez krawatki wobec tylu kobiet! Bez krawatki!...
ściska go
DIONIZY
Robiłem to w pewnych zamiarach... I tak...
KANIKUŁA
przerywa mu uściskami i patrząc z rozczuleniem na niego, mówi na stronie
Wiem już, jak się wywdzięczyć: poślę mu ćwiartkę cielęciny i cztery butelki wina węgierskiego.
DIONIZY
Niechwalący się, wówczas, kiedy pan byłeś jeszcze właścicielem korzennego sklepu, robiłem skuteczną reklamę pańskim hiszpańskim winom...
KANIKUŁA
na stronie
Przymawia się do hiszpańskiego wina, które darmo spija.
DIONIZY
Niechwalący się, udowodniłem to całemu miastu, iż pan należysz do drugiej, odrębnej rodziny Kanikułów, którzy są szlachcicami, herbu Doliwa.
KANIKUŁA
na stronie
Niemiły z tym wypominaniem.
DIONIZY
Nareszcie starałem się notariuszowi, który, że tak powiem...
KANIKUŁA
No, bez ceremonii, mów pan! Emabluje moją żonę?...
DIONIZY
Otóż w imieniu pańskim dałem notariuszowi do zrozumienia, ażeby zaprzestał tego nadskakiwania, ponieważ moja przyjaźń dla pana...
KANIKUŁA
na stronie
Truchleję. Z czym on w końcu wyjedzie?
DIONIZY
przybierając uroczystą postawę
Drogi panie! Już od roku szukałem chwili, w której mógłbym szczerze wyjawić panu zamiary, dla których w domu pana dobrodzieja tak często bywam. I nieraz, kiedy miałbym był1 sposobność wypowiedzenia tego, co czuję, myśl, że nie dałem się jeszcze poznać dostatecznie, że nie pozyskałem zupełnego zaufania, wstrzymywała mnie od tak ważnego kroku. Dziś jednak w tak pięknej chwili, w której pan sam oświadczyłeś...
KANIKUŁA
Cóż ja oświadczyłem?
DIONIZY
Że niczego mi nie odmówisz...
pada na kolana
KANIKUŁA
Co pan robisz?
DIONIZY
Proszę o rękę córki pańskiej, panny Zofii!
KANIKUŁA
na stronie
A niech go diabli wezmą — tom się złapał!
głośno
Ależ, kochany panie! Tak niespodziewanie... tak nagle...
mieszając się
Nie sądziłem zresztą, że tego rodzaju żądanie... Pan mnie pojmujesz?... Ojciec... który jako ojciec...
DIONIZY
O! Pojmuję! Dla ojca, który ma jedynaczkę, taka chwila uroczysta... jest przejmująca... lecz wierzaj mi pan, niechwalący się, ja też jako ojciec... to jest chciałem powiedzieć jako... zięć, zdołam odpowiedzieć pańskim oczekiwaniom.
KANIKUŁA
na stronie
A to mi zajechał!
mieszając się
Otwarcie, z przykrością wyznać muszę panu, iż jako ojciec decydować tu nie mogę, lecz głównie moja żona, moja córka i... moje dwie siostry, które zrobiły zapisy dla mojej córki, pod warunkiem jeżeli w wyborze pójdę za ich radą. Nie łakomię się na te zapisy, ale jako ojciec, moja żona jako...
DIONIZY
na stronie
Więc będę musiał przejść przez alembik2... ciotek.
KANIKUŁA
na stronie
A tom się zagalopował niepotrzebnie!...
DIONIZY
Z siostrami pana dobrodzieja dawna łączy mnie znajomość i liczę, że będą mi przychylne.
KANIKUŁA
Kochany panie! Uprzedzam, że z nimi niełatwa sprawa. Mam spis oddalonych konkurentów, prowadzony przez moje siostry. Jest tam kilka znakomitości, dwóch lekarzy, jeden mecenas, jeden sędzia, kilku auskultantów3...
DIONIZY
Dołożę wszelkich starań, ażeby ich sympatię zyskać, ale przede wszystkim liczę na pana.
KANIKUŁA
Moje siostry dziś przyjeżdżają, staraj się dać im bliżej poznać.
DIONIZY
Z żoną i z córką pana dobrodzieja mógłbym zaraz pomówić w tej sprawie.
KANIKUŁA
na stronie
Hm! Jak nagli! A niechże go!
głośno
Józefie! Józefie! Gdzie jest mój szlafrok?
SCENA II
Ciż, Józef
(wchodzi ze szlafrokiem)
JÓZEF
Proszę pana!
ubiera go
Czy podać herbatę?
KANIKUŁA
Później! Deszcz pada?
JÓZEF
Ustał.
KANIKUŁA
Wynieś parasol na ganek, żeby go wysuszyć i schowaj na wieczne czasy.
JÓZEF
zabiera parasol
Dobrze, panie!
DIONIZY
Drogi panie! Zechciej poprosić panie tutaj.
KANIKUŁA
Zaraz, zaraz,
na stronie
nieznośny!
do Józefa
Poproś moją żonę i córkę.
JÓZEF
Panie wyjechały na spacer.
KANIKUŁA
Co? W taką burzę? Krytym fiakrem4?
JÓZEF
Pan notariusz powiózł własnym ekwipażem5.
KANIKUŁA
Co? Z notariuszem pojechały? Z notariuszem? Skąd notariusz wziął ekwipaż? Nie, moja żona nie ma taktu!
DIONIZY
Bez pańskiej opieki... z notariuszem!... W istocie to może w mieście wywołać... I tak nie brak już pogłosek...
KANIKUŁA
Co? Mówią już o tym?
DIONIZY
Na herbacie u poczmistrza słyszałem, jak poczmistrzowa robiła pewne złośliwe uwagi w tym względzie... ale ja ostro sfiksowałem6 ją oczami, tak ostro, że zamilkła.
KANIKUŁA
Dziękuję panu!
DIONIZY
Jak będę pańskim zięciem, pierwszym moim obowiązkiem będzie notariusza wyprosić z tego domu.
KANIKUŁA
Nie taję się, że jestem zaniepokojony!
na stronie
Ale co z nim począć? On uważa się już za zięcia!
JÓZEF
wpada
Panie przyjechały!
KANIKUŁA
z gniewem
Dobrze! Pomówimy ze sobą!
DIONIZY
Nie unoś się pan, to gorzej!
SCENA III
Gertruda, Zofia, Rumbaliński, Wacław
wchodzą
GERTRUDA
Ach! Jakaż to okropna burza! Mógł być fatalny wypadek!
DIONIZY
Co, już wiecie? Pewnie całe miasto mówi już o tym?
GERTRUDA
O czym?
KANIKUŁA
Że omal z konia nie spadłem.
GERTRUDA
Nie! O tym nie wiemy.
KANIKUŁA
na stronie
Otóż macie, niepotrzebnie wypaplałem.
głośno
Mniejsza o to, ale pan Rumbaliński...
patrzy groźnie na niego
GERTRUDA
Pełen poświęcenia, nie mam słów dla wyrażenia mu mojej wdzięczności.
KANIKUŁA
Pan Rumbaliński za często się poświęca... Ale cóż to się stało?
RUMBALIŃSKI
Złego nic.
GERTRUDA
Ale mogło źle się zakończyć dla nas.
KANIKUŁA
Cóż takiego?
RUMBALIŃSKI
Pan Wacław spłoszył konie!
WACŁAW
szybko
Ale zaręczam panu dobrodziejowi!...
GERTRUDA
Wyobraź sobie, chciał nam konno obok powozu zrobić... Zawsze zapominam, jak się to mówi...
RUMBALIŃSKI
Fensterparade7.
GERTRUDA
Aha! Tak jest, fensterparade...
KANIKUŁA
zdziwiony bardzo
Jak to? Więc pan jako bezpłatny praktykant konceptowy trzymasz wierzchowca?
WACŁAW
A czyż ta posada ustawą rządową wzbrania jazdy konnej?
KANIKUŁA
Nie, ale... to jakiś feralny dzisiaj dzień dla wierzchowców.
RUMBALIŃSKI
Raczej dla jeźdźców...
WACŁAW
Zobaczywszy, że uprząż pękła, zbliżyłem się na koniu, ażeby...
DIONIZY
Uprząż zapewne kupiona na licytacji.
RUMBALIŃSKI
Mógłbyś pan być mniej dowcipnym.
GERTRUDA
Konie się tedy spłoszyły...
KANIKUŁA
na stronie
Tak jak mój koń.
GERTRUDA
Poczęły uciekać!...
KANIKUŁA
na stronie
Mój stał na miejscu i wierzgał.
GERTRUDA
Pan Rumbaliński z całą energią, a raczej z heroizmem właściwym notariuszom, rzuca się z kozła... chwyta konie...
KANIKUŁA
głośniej
Tak jak... Dionizy.
GERTRUDA
Ależ nie pan Dionizy, tylko pan Rumbaliński.
do Rumbalińskiego
Ach! Jestem tak oczarowana pańską energią. Tak dalece jestem mu zobowiązana, że niczego w tej chwili nie odmówiłabym drogiemu panu.
RUMBALIŃSKI
po cichu
Toteż spodziewam się przychylnej odpowiedzi co do córki pani...
KANIKUŁA
Oho, oho!
GERTRUDA
Cóż znaczy to: „Oho, oho!”? Cóż cię tak zadziwia?
KANIKUŁA
To, że nie pojmuję, jak mogłaś się zdecydować na podobną przejażdżkę.
GERTRUDA
Przejażdżka byłaby wcale przyjemna, gdyby nie pan Wacław, który konie spłoszył...
WACŁAW
Niech mi pani przebaczy, ale udowodnię, że...
KANIKUŁA
Nie o to mi chodzi, tylko że spacer bez mego przyzwolenia, bez mojej opieki, spacer w mojej nieobecności...
GERTRUDA
Panie Rumbaliński, nie zwracaj pan na to uwagi.
KANIKUŁA
Nieprawdaż, panie Dionizy?
DIONIZY
Ha, cóż robić? Pan notariusz, który często legalizuje, sam nie dość legalnie postępuje.
RUMBALIŃSKI
Raz już pana prosiłem, ażebyś w swoich słowach poskramiał się!...
DIONIZY
kłócąc się
A jeżeli mnie się podoba tak mówić?
RUMBALIŃSKI
Ale mnie się to nie podoba!
na stronie
Śmieszny rywal! Parodia kochanka!
patrzy na niego z pogardą
GERTRUDA
Panowie! Dziś urodziny mego męża...
KANIKUŁA
A! To fatalny dzień!
do Dionizego
Dobrze mu palnąłeś, dziękuję panu.
DIONIZY
Ja państwa pożegnam, jestem cokolwiek wzruszony, wzburzony! Moje nerwy! Pójdę na świeże powietrze, lecz za chwilę powrócę.
do Kanikuły
Mam pańskie przyrzeczenie!
wychodzi
KANIKUŁA
Czekamy, czekamy!
GERTRUDA
cicho do Kanikuły
Nie zapraszaj go, to nieznośny człowiek!
KANIKUŁA
do Gertrudy
A ten pan notariusz dla mnie jeszcze nieznośniejszy. Nie zapraszaj tego, to ja tamtego nie będę prosił.
JÓZEF
wpada zadyszany
Ach, ach! Hm, hm!
WSZYSCY
Cóż takiego?
JÓZEF
Ach! Awantura!
KANIKUŁA
Pewnie pan Dionizy kark skręcił?!
JÓZEF
Jeszcze gorzej. Wiatr schwycił i połamał czerwony parasol.
KANIKUŁA
A niech go tam diabli porwą.
JÓZEF
Ale bo się konie pana notariusza spłoszyły, na miejscu przed gankiem wywaliły i połamały powóz!
KANIKUŁA
A to nieszczęście! Ach, ten parasol! Ten parasol!
RUMBALIŃSKI
zmieszany
Żegnam państwa na chwilę. Gdzież mój kapelusz?
na stronie
Ciekawy jestem, jak się nie ożenię z jego córką, kto mi szkodę zwróci?
wybiega
GERTRUDA
Ach, to nieszczęście! Trzeba pójść zobaczyć!
wybiega
KANIKUŁA
Co tu się dzisiaj dzieje? Jakieś licho łamie konia, wywraca notariusza, płoszy mój parasol, moją żonę, moją córkę...
wybiega
SCENA IV
Wacław, Zofia
WACŁAW
Droga panno Zofio! Staraj się pani matkę przekonać, że ja nie byłem powodem tego wypadku.
ZOFIA
Ależ, panie Wacławie, wierzę ci. Miałażbym8 ciebie posądzać o taką nieostrożność, ciebie, który przecież pragniesz mojego dobra?
WACŁAW
O tak, droga panno Zofio! I dziś właśnie chciałem rodzicom oświadczyć się — i gdyby nie ten wypadek...
ZOFIA
Dlaczegoż pan cały rok zwlekasz? Wahasz się?
WACŁAW
Kiedyś... później... pani to wytłumaczę, na teraz pozwól, ażeby to zostało moją tajemnicą...
ZOFIA
Dziś przyjeżdżają moje ciotki, staraj się pan im przypodobać, w przeciwnym razie wszystko stracone.
WACŁAW
Panno Zofio! Cóż mam czynić, aby je pozyskać?
ZOFIA
A, mój Boże! Moje ciotki są poczciwe, dobre, tylko kapryśne, wymagające, prędko się obrażają...
WACŁAW
Jak wszystkie stare panny! A to okropne! Odchodzę, panno Zofio — nie chcę bowiem, ażeby zastawszy nas tu razem, czyniono pani wyrzuty. Za chwilkę będę z powrotem.
wychodząc
Panno Zofio! W tobie pokładam jedyną nadzieję szczęścia całego życia!
ZOFIA
sama
Mama widocznie chciałaby mnie wydać za notariusza, ale ja za niego nie pójdę! Ja go nie cierpię, on taki gwałtowny, szorstki, gdy przeciwnie Wacław taki łagodny, taki dobry. A jakie Wacław ma oczy! Chciałabym mieć jego oczy!
SCENA V
Zofia, Kanikuła, Gertruda
wchodzą
KANIKUŁA
Chwała Ci Panie! Nic się nie stało!
na stronie
Chociaż na chwilkę pozbyłem się tego natręta.
głośno
Po co temu notariuszowi ekwipaż potrzebny?
GERTRUDA
Twoje uwagi nie mają sensu...
KANIKUŁA
na stronie
Teraz najlepsza chwila powiadomić je o nowym konkurencie Dionizym.
głośno
Moja kochana żono i moja droga córko! Zbliżcie się!
zbliżają się
GERTRUDA
Cóż takiego?
KANIKUŁA
z komiczną powagą
Są chwile w życiu, w których zarówno matka, jak i ojciec nie mogą mówić bez pewnego rozrzewnienia. Taką chwilą uroczystą jest dzień dzisiejszy. Dziś bowiem oświadczył się o rękę Zosi...
GERTRUDA
żywo
I mnie się oświadczył.
KANIKUŁA
Co i wam... Dionizy się oświadczył?
GERTRUDA
Ależ notariusz — nie Dionizy.
ZOFIA
A mnie... Wacław.
KANIKUŁA
Notariusz oświadczył się o Zosię?
GERTRUDA
O kogoż miał się oświadczyć? Przecież mamy tylko jedną córkę.
KANIKUŁA
Moja droga! A ja go posądzałem...
na stronie
Ha! Ha! A niechże mnie...
GERTRUDA
O cóż go posądzałeś?
KANIKUŁA
Nic, nic.
całuje ją
Ha... ha... ha!...
GERTRUDA
Jak widzę, jesteś zadowolony i zgadzasz się na notariusza, któremu z mej strony przyrzekłam...
KANIKUŁA
przerywa
Na notariusza nigdy się nie zgodzę!
całuje ją
GERTRUDA
Za cóż mnie całujesz?
KANIKUŁA
Dziś moje urodziny, jestem rozczulony... Że i Wacław także się oświadczył, dobrze słyszałem?
ZOFIA
Tak jest, proszę papy!
całuje go
KANIKUŁA
I wszyscy trzej oświadczyli się po burzy... Słyszałem, że ludzie wieszają się w czasie burzy, ale żeby się żenili, tego jeszcze nie było.
GERTRUDA
Jak uważam, chcesz popierać Dionizego.
KANIKUŁA
Tak jest! Jako ojciec mógłbym postąpić sobie despotycznie, absolutnie, ale dziś moje urodziny... Przemawiam przeto do was nie jako ojciec, ale jako człowiek... jako przyjaciel... za Dionizym. Muszę mu oddać tę sprawiedliwość, że wyświadczał mnie i wam różne grzeczności, a czynił to w tym celu, ażeby pozyskać rękę Zosi i nasze zezwolenie, dlatego ja za nim zawsze przemawiać będę.
GERTRUDA
Wierzaj mi, Zosiu, słuchaj matki, notariusz to ideał męża! Co za odwaga w tym człowieku, jaka energia!
ZOFIA
Proszę rodziców, ja za żadnego z nich nie pójdę.
GERTRUDA
Więc za kogóż?
ZOFIA
Za Wacława.
GERTRUDA
Koncepspraktykanta9?
KANIKUŁA
Bezpłatnego?...
GERTRUDA
Ależ, Zosiu, to być nie może.
ZOFIA
Moja mamo nie gniewaj się na mnie, ale...
GERTRUDA
Żeby przynajmniej miał jaki mająteczek.
KANIKUŁA
Ale to, panie, goły jak turecki święty.
ZOFIA
Kiedy ja jego kocham.
GERTRUDA
Tak ci się zdaje!
ZOFIA
Z pewnością.
GERTRUDA
Taka miłość prędko przemija.
ZOFIA
O nie! Nigdy mateczko!
KANIKUŁA
No, skoro ona go kocha, należałoby może zastanowić się?...
GERTRUDA
Ej! Ty się na tym nie rozumiesz... Mnie moja znajoma hrabina powiedziała: „Niech pani w wyborze zięcia na kochanie nie zważa! Byle był szacunek, miłość znajdzie się po ślubie”.
KANIKUŁA
Kto by temu wierzył, co tam jakaś hrabina powie...
GERTRUDA
z gniewem
Ależ to powiedziała moja znajoma, hrabina, wykształcona i mądra kobieta!
ZOFIA
Dionizy i notariusz to stare graty!
GERTRUDA
Z gratami cicho!
ZOFIA
Jak się Wacław ze mną nie ożeni, to oboje pomrzemy.
zaczyna płakać
GERTRUDA
On, jeżeli chce, niech umiera, tobie nie pozwalam.
ZOFIA
Tak jest, nie będziemy jedli ani pili nic a nic i pomrzemy.
KANIKUŁA
Zosiu, dziś moje urodziny...
GERTRUDA
do męża
Otóż widzisz, tak się dzieje, jeżeli w domu bywa bezpłatny praktykant.
głośno do Zofii
Ależ, moja Zosiu, i tak o twoim przyszłym mężu twoje ciotki będą decydować.
KANIKUŁA
A przecież nie można lekceważyć dwóch takich sukcesji, one zapewniają ci przyszłość.
ZOFIA
Ale ciotki będą tak długo przebierać, aż i ja się zestarzeję jak one.
KANIKUŁA
Zosia ma rację. Już siedemnastu konkurentom odpaliliśmy z powodu tych sukcesji i dziwnych żądań moich sióstr.
ZOFIA
płacząc
Bo moje ciotki będą wybierać, przebierać tak długo, aż zgorzknieję, skwaśnieję jak one i zostanę... zostanę...
z silniejszym wybuchem płaczu
starą panną!
GERTRUDA
Ależ, Zosiu, uspokój się!
biegnie do okna
Słychać turkot...
KANIKUŁA
To pewnie moje siostry! Zosiu, idź zmyj oczy. Wstydź się płakać.
całuje ją, Zosia wychodzi
SCENA VI
Kanikuła, Gertruda, Rozalia, Eufrozyna
Rozalia i Eufrozyna wpadają. Obie ubrane są z pewną komiczną pretensją, lecz bez wielkiej przesady. Rozalia ma pince-nez na nosie, Eufrozyna dużo biżuterii i zegarek złoty, na który ciągle spogląda, otwierając ostentacyjnie koperty złote.
ROZALIA i EUFROZYNA
wpadając
Ach! Wojtuś! Wojtuś! Cóż to za burza!
KANIKUŁA
prowadzi je do kanapy
Drogie siostry! Jakże się cieszę! Cóż się stało?
ROZALIA i EUFROZYNA
Ach, Wojtusiu! Wojtusiu!
GERTRUDA
Ależ uspokójcie się!
EUFROZYNA
Wojtuś! Eteru!!
ROZALIA
Wody kolońskiej!
Kanikuła podaje Eufrozynie pomadę w słoiku, Gertruda Rozalii wodę kolońską.
ROZALIA
nacierając sobie skronie, ręce i całe ubranie nakrapiając
Konie... się...
nakrapiając
spłoszyły...
nakrapia
od... czerwonego... parasola...
KANIKUŁA
A niechże cię!... Znowu ten nieszczęsny parasol!
EUFROZYNA
Co ty mi dałeś? To nie eter, ale topolowa pomada i do tego zepsuta!...
KANIKUŁA
Ach przepraszam!... Gwałtu! Cóż to za dzień dzisiaj! Józefie! Józefie!
Józef wpada
Bałwanie jakiś! Dlaczego nie wyrzuciłeś tego parasola? Masz tu słoik, posmaruj sobie głowę, a potem wyrzuć.
JÓZEF
Dobrze, panie!
KANIKUŁA
Józefie! Herbaty gorącej.
EUFROZYNA
Dla mnie lemoniady!
KANIKUŁA
do Józefa, który za każdym wołaniem wpada
Nie trzeba herbaty! Przynieś lemoniadę!
ROZALIA
Ja piję czekoladę. To uspokaja...
KANIKUŁA
do Józefa
Józefie! Dla panny Eufrozyny... lemoniadę... a dla panny Rozalii... czekoladę!... Tylko nie pomieniaj10!
JÓZEF
odchodząc, na stronie
A to skaranie boże z tymi starymi pannami!
EUFROZYNA
Ach! Jakie grzmoty!
biorąc perfumę
One rozstrajają mi nerwy...
ROZALIA
A ja namiętnie lubię burzę!
EUFROZYNA
Siostra mówisz to tylko jak zwykle dla miłej opozycji. Wszak siostra omal nie zemdlałaś.
ROZALIA
To z powodu błyskawic!
EUFROZYNA
Przecież grzmoty a błyskawice to jedno i to samo.
ROZALIA
Przepraszam! Jeżeli grzmi, to grzmi, a jeżeli łyska, to łyska. Ja wolę grzmoty!
EUFROZYNA
z przekąsem
A ja błyskawice!
ROZALIA
z przekąsem
Zapewne dla miłej opozycji siostra woli, ażeby jej grzmiało?
EUFROZYNA
A siostra dla miłej opozycji woli, ażeby jej błyskało!
KANIKUŁA
Ale o cóż wam idzie? W tej chwili mamy już prześliczną pogodę!
ROZALIA
Doprawdy nie pojmuję, jak można wybrać sobie urodziny w taką burzę.
KANIKUŁA
Ależ to nie moja wina. Ja nie wybrałem tego dnia... to moi rodzice...
EUFROZYNA
I gdyby nie to, że brat skończyłeś dziś lat 50.
ROZALIA
Przepraszam, lat 49.
EUFROZYNA
Przepraszam... bo 50.
KANIKUŁA
Ale 49 czy 50, to na jedno wychodzi. O cóż idzie?
ROZALIA
O zasadę!
EUFROZYNA
O prawdziwość tego, co się mówi.
GERTRUDA
Jedna jak proch, druga jak saletra! Lubią dysputować gorąco.
KANIKUŁA
Ale co też siostruni za pomysł przyszedł do głowy, kupować dla mnie na urodziny wierzchowego konia?
ROZALIA
Radziłam zamiast konia osła kupić. Z osła większy pożytek!
KANIKUŁA
Jak to osła na wierzchowca?
EUFROZYNA
Ten koń przeznaczony do wożenia wody ze źródła, do którego bardzo daleko pieszo... a bratu szkodzi woda gipsowa ze studni. Tak, mój bracie, zdrowie, zdrowie to najważniejsze dla człowieka!
KANIKUŁA
Otóż macie, a ja sądziłem, że to wierzchowiec okropnie bystry, tak tęgo wygląda...
na stronie
...a to woziwoda! Zbłaźniłem się i gdyby nie Dionizy byłbym jeszcze chrymnął z tej szkapy.
ROZALIA
Ale gdzież Zosia? Kochana Zosia?
EUFROZYNA
Wspólne nasze dziecko.
GERTRUDA
Zosiu! Zosiu!
wchodzi Zosia
SCENA VII
Ciż, Zofia
ZOFIA
Drogie cioteczki!
chce ucałować im ręce, ale obydwie wyrywają ręce, z czułości całując ją całą
ROZALIA
Jak się masz, luba Zosiuniu?
EUFROZYNA
Jak się masz, luba Zosiuniu? Ale jak ona blado wygląda...
ROZALIA
Gdzie też siostra widzi bladość? Przeciwnie, wygląda jak jabłuszko!
EUFROZYNA
Może jak pomidor, dla miłej opozycji?
ROZALIA
z przekąsem
A może jak lilia?
EUFROZYNA
Oczęta czerwone jak u królika...
KANIKUŁA
Ależ siostro: przywidzenia! Cokolwiek zakatarzona. Idź, idź, moje dziecko — powiedz Józefowi, niech przyniesie czekoladę i lemoniadę.
Zosia wychodzi
KANIKUŁA
na stronie
A teraz do najważniejszej sprawy przystąpimy.
głośno
Czyby kto mógł przypuścić, żeby burza do czegoś przydać się mogła?
EUFROZYNA
Chyba do zerwania starego dachu.
KANIKUŁA
Otóż z powodu burzy...
GERTRUDA
Nie z powodu burzy, tylko w czasie burzy.
KANIKUŁA
Przepraszam, po burzy trzech nowych konkurentów oświadczyło się o rękę Zosi.
EUFROZYNA
Brat masz widocznie fabrykę do wyrabiania konkurentów...
ROZALIA
Cóż dziwnego? Dziewczyna mająca od nas dwie sukcesje w sperandzie11...
GERTRUDA
Tak! Ale tylko w sperandzie...
EUFROZYNA
Przestrzegam jednak brata jak zwykle. Jeżeli się nie zgodzimy w wyborze...
ROZALIA
Zmażemy zapisy!
KANIKUŁA
Moje siostry! Aż nadto pamiętam o tym, ponieważ już 17 konkurentów na wasze żądanie pochowałem. Prowadzę osobny do tego katalog. W tej chwili mamy trzech nowych kandydatów, których dziś będę mógł osobiście wam przedstawić. Błagam, raz już zdecydujcie, uchwalajcie, bo mi już kością w gardle być ciągle egzekutorem waszych wyroków. Wierzajcie mi, siostry, to ciągłe dawanie koszów jest bardzo przykre!
EUFROZYNA
Prosimy o bliższe określenie konkurentów...
ROZALIA
Szczegółowe.
KANIKUŁA
Siadajcie!
otwiera katalog
Każdy młodzieniec, który u nas bywa, jest szczegółowo w tym katalogu opisany. Są w życiu chwile, że nie tylko matka jako matka, ale i ojciec... nie może bez rozrzewnienia...
wchodzi Józef, wnosząc na tacy lemoniadę i czekoladę
EUFROZYNA
odbierając, kosztuje
Fiii! A to co?
ROZALIA
Ależ tego nie można pić.
GERTRUDA
Co, może niedobre?
EUFROZYNA
Moja lemoniada ma jakiś zapach zabijający!
ROZALIA
A moją czekoladę czuć pomadą topolową.
GERTRUDA
obrażona
Co też siostra mówi... my nie dajemy pomady do czekolady.
KANIKUŁA
który stoi obok Józefa, patrząc na jego wysmarowaną głowę
Ależ do kroćset! To ten bałwan wysmarował sobie głowę pomadą.
JÓZEF
Przecież pan kazał mi posmarować...
KANIKUŁA
Pójdziesz, ty trutniu!...
JÓZEF
wybiegając
Dalibóg!... To skaranie!...
ROZALIA
Prosimy czytać!...
EUFROZYNA
Czekamy.
KANIKUŁA
Nr 7... sędzia, nie, nr 17... pocztmistrz — aha, nr 20... Dionizy Ciepiałowski! Polecam go waszym względom. Wyświadczył on mi niemało grzeczności, nie tai się, iż czynił to w pewnych zamiarach...
GERTRUDA
Wojtuś! Tylko nie nudź!...
KANIKUŁA
Dionizy Ciepiałowski, z dobrej szlacheckiej rodziny, pochodzącej z Pomorza...
GERTRUDA
Prosimy o dowody!
EUFROZYNA
Później, poszukamy w Niesieckim12...
ROZALIA
Ciepiałowski? Aha!... przypominam sobie. Widziałam go na pikniku u poczmistrzowej. Ten z nosem...
KANIKUŁA
Tak jest, z nosem.
ROZALIA
Ależ chciałam powiedzieć z orlim nosem!
GERTRUDA
Ależ przeciwnie, ma nos jak kaczka!
KANIKUŁA
Jesteś stronnicza. Ma lat 30...
GERTRUDA
Lat 34.
KANIKUŁA
Lat 34 i miesięcy dwa!
EUFROZYNA
Będziemy potrzebować metryki chrztu!
ROZALIA
z przekąsem
I może jeszcze daty bierzmowania?
KANIKUŁA
Kapitalista!
GERTRUDA
Pośredniczący w interesach!
KANIKUŁA
Przepraszam, ogłosisz go jeszcze wspólnikiem Mendla, naszego faktora13.
EUFROZYNA
Prosimy dalej!
KANIKUŁA
Pragnie się koniecznie ożenić.
EUFROZYNA
Co, koniecznie? W ogóle?
GERTRUDA
Widocznie z rozpaczy chce to uczynić. Pierwsza miłość zawiodła, a więc pierwsza lepsza, aby się tylko ożenić!
ROZALIA
z zapałem
Pierwsza lepsza! Ma bratowa słuszność!
na stronie
To moja w tym wina, przed kilku laty starał się o moją rękę i dałam mu kosza.
KANIKUŁA
Cóż ma robić? Nie chciała go jedna, próbuje szczęścia u drugiej. I ma słuszność, bo to panny jak zaczną wybierać, przebierać jak Żyd między śliwkami na targu, aż nareszcie kawaler frrru! A panna zostaje starą panną w objęciach kota.
ROZALIA
dotknięta słowami Kanikuły
Brat widocznie mnie wymówki robi, ale nie jestem tak stara...
EUFROZYNA
również wpadając w mowę
Ażeby nas to zmartwiło.
KANIKUŁA
Moje siostry! Nie obrażajcie się! Ale podobno przysłowie mówi: „Uderz w stół nożyce się odezwą”.
ROZALIA
na stronie
Muszę z nim pomówić koniecznie. Gdyby się z Zosią ożenił, byłoby to upokorzeniem dla mnie.
KANIKUŁA
To jedno mogę mu tylko zarzucić, iż moja córka go nie kocha.
GERTRUDA
Ale na tym nic ci nie zależy, ażeby się tylko ożenił.
ROZALIA
na stronie
Doskonała sposobność do sprzeciwienia się temu związkowi.
głośno
Jak to, Zosia go nie kocha i wy chcecie ją za niego wydać? Ależ to byłoby barbarzyństwem!
GERTRUDA
całując Rozalię
Ma siostra słuszność!
ROZALIA
Biedne, nieszczęśliwe dziecię rzucać w objęcia człowieka, którego nie kocha! Nie! Na to nigdy nie pozwolę!
EUFROZYNA
Tak jest! Jeżeli Zosia go nie kocha, lepiej, że nie pójdzie za niego.
GERTRUDA
całując Eufrozynę
Święta prawda!
żywo
Przejdźmy do notariusza Rumbalińskiego...
KANIKUŁA
przegląda
Nr 18. notariusz, lat 48!
GERTRUDA
Lat 38!
KANIKUŁA
Jesteś parcjalna14. Dla zaokrąglenia swojego kapitału poszukuje posagu.
GERTRUDA
Chcesz powiedzieć, że nie szuka serca, młodości i wdzięku, tylko posagu?
KANIKUŁA
Chce...
GERTRUDA
Oczerniasz go! Nie wierzcie mu.
EUFROZYNA
Na młodość nie zważa?
GERTRUDA
Pełen kurtuazji, nonszalancji i trzy tysiące dochodu!
KANIKUŁA
Dochód płynny, ale niestały.
GERTRUDA
Pleciesz nie do rzeczy15.
KANIKUŁA
Dochód zależy od śmiertelności i od cyfry zaciągniętych notarialnie długów.
GERTRUDA
Cóż więcej?
KANIKUŁA
On mi sam oświadczył: „Potrzebuję i szukam posagu”!
GERTRUDA
Tak jest. Ponieważ chciałby otworzyć kancelarię we Lwowie — a tam, jak powiada, mając już ustaloną sławę dobrego notariusza, pozyskałby wziętość... zostałby wybranym na posła do sejmu...
z wzrastającym zapałem
a dalej... dalej... ministrem! Nasza córka byłaby żoną ministra! Ty ojcem ministra... a ja matką ministerialną! Ach!
EUFROZYNA
zamyślona — mówi z rozmarzeniem
Mogłam zostać jego żoną, gdyby nie Pieprzycka, ta stara intrygantka, która nas z notariuszem poróżniła...
KANIKUŁA
Cóż tak siostra się zamyśliła?
EUFROZYNA
Ale nie!
na stronie
Co się odwlekło, jeszcze nie uciekło. Muszę mieszkać we Lwowie!
GERTRUDA
Cóż? Zgadza się siostra na notariusza?
EUFROZYNA
Nie! Notariusz nie może być mężem Zosi! On jej nie kocha, byłaby nieszczęśliwa!
ROZALIA
A mnie proszę zanotować... jestem za notariuszem.
EUFROZYNA
Dla miłej opozycji! Na złość! A mnie proszę zanotować za Dionizym!
KANIKUŁA
Moje siostry! Uspokójcie się!
na stronie
Już mi cierpliwości braknie!
głośno
Pozostaje nam jeszcze Wacław!... Nr... 19... bezpłatny praktykant... ubogi!
EUFROZYNA, GERTRUDA, ROZALIA
razem
Nad tym przechodzimy do porządku!
KANIKUŁA
Zosia go kocha — może byśmy się nad tym zastanowili.
GERTRUDA
Jako matka czuwająca nad przyszłością Zosi sprzeciwiam się temu! Ubóstwo męża zabija miłość!
EUFROZYNA, ROZALIA
razem
Nad praktykantem do porządku!
KANIKUŁA
z gniewem
Więc znów mam spełnić misję dania trzech koszów? To już nad moje siły!
JÓZEF
wchodzi
Pan Dionizy.
KANIKUŁA
Proś!
Józef wychodzi
GERTRUDA
Wojtuś, proszę cię, daj mu prędko odprawę!
KANIKUŁA
Nie jestem twoją maszyną.
SCENA VIII
KANIKUŁA
półgłosem do Dionizego
Eufrozyna za tobą, Rozalia przeciw!
DIONIZY
Która jest Eufrozyna, a która Rozalia? Tyle lat upłynęło, jak ostatni raz rozmawialiśmy z sobą, że nie pamiętam.
KANIKUŁA
Basem przedstawię cię Eufrozynie, a dyszkantem Rozalii.
DIONIZY
Dobrze!
KANIKUŁA
zbliżając się do Eufrozyny — basem
Pan Dionizy Ciepiałowski!
dyszkantem do Rozalii
Pan Dionizy!
GERTRUDA
do męża
Co ci się stało?
KANIKUŁA
Ochrypłem.
DIONIZY
na stronie
Trzeba ją pochlebstwem pozyskać dla siebie.
do Rozalii
Wielce uradowany jestem z zaszczytu, być ponownie pani przedstawiony.
jąkając się
Zaszczyt ten... spada już po raz drugi na mnie. Już na pikniku u poczmistrzowej serce moje przeczuło, że będzie mi pani życzliwa...
ROZALIA
na stronie
Miły człowiek!
DIONIZY
na stronie
O, bo każda znajomość w swych następstwach najczęściej jest przewidziana.
ROZALIA
spuszczając oczy
Co pan chcesz przez to powiedzieć?
DIONIZY
Wierzę w to bowiem, że pierwsze poznanie, pierwsze wejrzenie wzbudza w nas sympatię lub antypatię.
całuje ją w rękę
ROZALIA
O, i ja w to wierzę!
na stronie
Jaki on wzruszony, widocznie z rozpaczy chce zaślubić Zosię!
melodramatycznie
Ale ja go wybawię!
DIONIZY
O, są oczy, w których tyle słodyczy niebiańskiej — rzewności — że mówią one, co czuje serce i dlatego teraz chciałbym ponownie...
ROZALIA
do Dionizego po cichu
Później!... Później!... Gdy będziemy sami, pomówimy o tym...
GERTRUDA
na stronie
A to pochlebca, nawet się nie maskuje. Teraz do tej robi słodkie oczy.
ROZALIA
do Kanikuły
Proszę cię, nie zrywaj z nim, trzeba go bliżej poznać.
do Dionizego
Pan wybaczy, że oddalę się na chwilę, ale przyjechałyśmy w czasie takiej burzy... toaleta jest cokolwiek w... nieładzie...
DIONIZY
O!... Proszę!...
KANIKUŁA
na stronie
Ach!... Pojmuję!... Ona widocznie sama ostrzy ząbki...
DIONIZY
po odejściu Rozalii, do Eufrozyny
Przeczucie mnie nie omyliło, iż wnosząc z opisu brata, w osobie pani spotkam anioła — opiekuna!...
EUFROZYNA
I mnie nigdy przeczucie nie myli... z moją bratową zawsze się zgadzamy.
DIONIZY
O, bo tak, jak w młodszym wieku u panien szukamy zalet w piękności — w turniurce16 — gorącym sercu... tak...
EUFROZYNA
na stronie
Co on plecie?
DIONIZY
Tak w starszym wieku, w wieku pani!...
EUFROZYNA
W moim wieku?
na stronie
Głupiec!
DIONIZY
Szukamy innych zalet: bogobojności, miłości i poświęcenia dla rodziny.
EUFROZYNA
gwałtownie wstaje na stronie
Impertynent17!
DIONIZY
na stronie
Zdaje mi się, iż głupstwo... powiedziałem!
GERTRUDA
Ale gdzie ten notariusz siedzi? Czemu nie przychodzi! To dopiero...
SCENA IX
Ciż, Rumbaliński
GERTRUDA
Aaa! Kochany pan Rumbaliński!
zwracając się do niego
Prosimy!...
RUMBALIŃSKI
Przepraszam, iż bez anonsowania18 wchodzę, ale gospodyni domu mnie do tego upoważniła!
DIONIZY
do Kanikuły
Bez anonsowania. Słyszysz pan! Do tego już doszło... bardzo pana żałuję!...
KANIKUŁA
Lepiej siebie żałować!
GERTRUDA
Prosimy pana notariusza...
półgłosem
Eufrozyna jest przeciw tobie, staraj się ją pozyskać.
głośno
Panie Rumbaliński, moja siostra Eufrozyna.
EUFROZYNA
Cieszę się bardzo...
RUMBALIŃSKI
Bardzo się cieszę... nie mam słów...
EUFROZYNA
na stronie
Zawsze pełen kurtuazji.
patrzy na zegarek demonstracyjnie
RUMBALIŃSKI
do Eufrozyny
Panie jechały w czasie burzy.
EUFROZYNA
Niestety! Wyobraź pan sobie moje nerwy, moje nerwy...
RUMBALIŃSKI
wpatrując się w Eufrozynę
Czy mnie wzrok nie myli, lat temu 15 u Pieprzyckich...
EUFROZYNA
poprawiając bransoletkę
A tak u Pieprzyckich...
RUMBALIŃSKI
Tańczyłem z panią kadryla19.
EUFROZYNA
Tak jest, tańczyliśmy razem kadryla.
RUMBALIŃSKI
W szóstej figurze.
EUFROZYNA
W piątej!
patrzy na zegarek demonstracyjnie
RUMBALIŃSKI
W szóstej — taka chwila pozostaje wiecznie w pamięci.
EUFROZYNA
na stronie
Niepotrzebnie dałam mu wówczas kosza.
głośno z uczuciem
Więc pan nie zapomniałeś tych chwil...
poprawia bransoletę
RUMBALIŃSKI
Wówczas byłaś pani dla mnie sroga, lecz teraz sądzę, gdy bliżej mnie poznasz, pozyskam zaufanie i sympatię twoją, pani.
EUFROZYNA
ze znaczeniem
Kto wie. Może. Nie przeczę.
na stronie
Widocznie chciałby odnowić dawną znajomość.
RUMBALIŃSKI
O... bo ja dla pani zawsze żywię uczucia... które...
EUFROZYNA
spuszczając oczy
Dobrze... dobrze... później bez świadków pomówimy o tym...
po cichu do Kanikuły
Jeżeli notariusz zostanie mężem Zosi, zmażę cały zapis.
KANIKUŁA
Dobrze.
EUFROZYNA
na stronie
Zostanę żoną posła, ministra i będę we Lwowie.
JÓZEF
wchodzi
Proszę państwa, podano do stołu!
GERTRUDA
Gdzie jest panna Zofia?
JÓZEF
Na balkonie rozmawia z panem Wacławem.
WSZYSCY
wstają
Z panem Wacławem?
KANIKUŁA
Proś!
GERTRUDA
Pannę Zofię.
KANIKUŁA
I pana Wacława.
Józef odchodzi.
SCENA X
Ciż, Rozalia
ROZALIA
wchodzi — głowa uczesana z pretensją, różowa jedwabna chusteczka na szyi i mnóstwo kokard
Państwo wybaczą.
DIONIZY
Jakże pięknie pani wygląda.
KANIKUŁA
na stronie
Cóż to, ona ubrała się na redutę20?
ROZALIA
zbliżając się do Kanikuły
Jeżeli Zosia pójdzie za Dionizego, zmażę cały legat21. Ani grosza... rozumiesz?
KANIKUŁA
patrząc na obydwie
A... tego już za wiele. Dla głupich pieniędzy mają rzucać moją córką jak piłką? Dosyć już tego!
SCENA XI
Ciż, Wacław, Zofia
wchodzą
GERTRUDA
półgłosem
Panie Wacławie! Cóż to? Z moją córką na balkonie?
ZOFIA
Spostrzegłam wchodzącego pana Wacława i sama prosiłam go o chwilkę rozmowy.
GERTRUDA
Proszę do mnie, panno Zofio!
po cichu
Zabaw notariusza...
KANIKUŁA
z determinacją
Moi państwo! Są w życiu chwile, że nie tylko matka jako matka, ale ojciec jako ojciec nie może mówić bez rozrzewnienia!!!
GERTRUDA
O czym ty chcesz mówić?
KANIKUŁA
Dziś skończyłem lat 50. Dziś są moje urodziny — należy mi się, żebym choć raz w pięćdziesiąt lat, jako mąż i jako ojciec energicznie i stanowczo postąpił. Moje siostry, na których sądzie w wyborze zięcia polegać chciałem, tak nie mogą się zdecydować, iż nazwać by to można sądem ostatecznym!...
ROZALIA i EUFROZYNA
Oho!...
KANIKUŁA
Krótko mówiąc... Panie Wacławie chciałeś dziś nas prosić o rękę Zosi.
WACŁAW
Tak! Chciałem prosić.
KANIKUŁA
O stronniczość nikt mnie nie posądzi — pan Wacław jest... konkurentem...
GERTRUDA
do Kanikuły półgłosem
Co czynisz?
KANIKUŁA
nie zważając
Jest konkurentem, którego kocha moja Zosia, a ja jako ojciec pozwalam.
WSZYSCY
Co? Co? Co?
RUMBALIŃSKI
z ironią
Pan Wacław wczoraj dostał sukcesję22. I ta sukcesja... zdaje się...
KANIKUŁA
O sukcesji nic nie wiedziałem. Nie jestem notariuszem, żebym wiedział zaraz o każdej sukcesji.
GERTRUDA
na stronie
Sukcesja!...
głośno
Panie Wacławie — sprzeciwiałam się pańskiemu ożenieniu z moją córką, ponieważ lękałam się o jej przyszłość, ale teraz jako matka kochająca...
RUMBALIŃSKI
na stronie
Matka kochająca sukcesję!...
GERTRUDA
Zezwalam!
ROZALIA
A o nas brat zapomniał?
EUFROZYNA
I już nie reflektujesz23?
KANIKUŁA
Na nowe sukcesje... Broń Boże! Pobłogosławicie, a ja się postaram, ażeby dzieci były szczęśliwe.
do Rozalii po cichu
Wpadłaś w oczko Dionizemu!
ROZALIA
półgłosem
Czy być może? Jak brat szlachetny jesteś.
KANIKUŁA
do Eufrozyny po cichu
Notariusz chciałby z tobą wyjechać do Lwowa, pytał mnie o twój posag.
EUFROZYNA
półgłosem
To dla Zosi!
KANIKUŁA
półgłosem
Serce dla Zosi, posag dla notariusza!
EUFROZYNA
na stronie
O! Przeczucie nie omyliło mnie. Będę we Lwowie. Zobaczę Kisielkę! Wysoki Zamek! Wały!
JÓZEF
wchodzi
Proszę państwa, obiad wystygnie!
KANIKUŁA
No, moi państwo — parami! Pierwsza para narzeczeni,
podając sobie ręce
druga para pan notariusz z Eufrozyną, trzecia para — Dionizy z Rozaliną, a my staruszkowie będziemy się cieszyć szczęściem drugich.
EUFROZYNA
Trzeba go przekonać, że będę umiała gości przyjmować.
głośno
Pan lubi strudel z jabłkami?
RUMBALIŃSKI
prowadząc
O... bardzo!
na stronie
Kokietuje mnie widocznie! No... jeżeli ta ma zastąpić Zofię?... Ale cóż robić — lepszy wróbel w garści jak kanarek na dachu.
ROZALIA
przyjmując ramię Dionizego
Pan lubi poziomki ze śmietaną?
DIONIZY
O, bardzo!
na stronie
Kokietuje mnie widocznie. Ale cóż robić? Na bezrybiu i rak ryba!
Wychodzą wszyscy
Zasłona spada.
Przypisy:
1. miałbym był — daw. forma czasu zaprzeszłego; znaczenie: miałbym wcześniej. [przypis edytorski]
2. alembik — daw. sprzęt laboratoryjny służący do destylacji (metalowe lub w postaci szklane naczynie zamknięte pokrywą z długą szyjką). [przypis edytorski]
3. auskultant — niższy urzędnik sądowy. [przypis edytorski]
4. fiakier — dorożka; powóz z woźnicą wynajmowany dla przebycia określonej trasy lub na godziny. [przypis edytorski]
5. ekwipaż (daw.) — lekki, luksusowy pojazd konny. [przypis edytorski]
6. sfiksować (przestarz.) — utrwalić; tu: przybić (wzrokiem). [przypis edytorski]
7. Fensterparade (niem.) — dosł. parada u okna; chodzi o zwyczaj towarzyszenia konno przez młodzież męską u okna powozu, w którym jechała dama. [przypis edytorski]
8. miałażbym — konstrukcja z partykułą -że-, skróconą do -ż-; inaczej: czy miałabym, czyżbym miała. [przypis edytorski]
9. koncepspraktykant, właśc. konceptpraktykant — aplikant biurowy; praktykant na stanowisko urzędnika konceptowego, tj. umiejącego sporządzać pisma urzędowe. [przypis edytorski]
10. pomieniać (daw.) — zamienić, pozamieniać. [przypis edytorski]
11. speranda (przstarz.) — nadzieja na coś, przewidywany zysk. [przypis edytorski]
12. Niesiecki — tu: popularny herbarz autorstwa Kaspra Niesieckiego (1682–1744), jezuity, genealoga i heraldyka. [przypis edytorski]
13. faktor — pośrednik handlowy, pośrednik w interesach. [przypis edytorski]
14. parcjalny (przestarz.) — stronniczy. [przypis edytorski]
15. nie do rzeczy — od rzeczy; niedorzecznie, bez sensu. [przypis edytorski]
16. turniurka (z fr. tournure)— zdrobn. od: tiurniura: element sukni, podkreślający tył bioder, stosowany w drugiej poł. XIX w. dla nadania kobiecej sylwetce kształtu litery S. [przypis edytorski]
17. impertynent — człowiek cechujący się impertynencją: obraźliwym, wyzywającym sposobem zachowania się w stosunku do kogoś. [przypis edytorski]
18. anonsowanie — zapowiedź (najczęściej przez lokaja, kogoś ze służby domowej) przybycia jakiejś osoby. [przypis edytorski]
19. kadryl (fr. quadrille) — tańczony parami w grupach taniec salonowy, popularny w XVIII–XIX w., o metrum przemiennym 6/8 i 2/4. [przypis edytorski]
20. reduta (daw.) — zabawa towarzyska, łącząca bal (często maskowy) oraz grę w karty dla panów i plotki oraz swatanie par dla pań. [przypis edytorski]
21. legat — zapis testamentowy dla osoby niebędącej spadkobiercą. [przypis edytorski]
22. sukcesja — spadek. [przypis edytorski]
23. reflektować (daw.) — chcieć, wyrażać ochotę na coś. [przypis edytorski]