alchemia

Jest rentgen pod mansardą i kolejka,

która chce zobaczyć swoje sprute wnętrze.

Ludzie zamiast spraw pilnych dostają

płuc, czaszek, piersi i kamieni w piersiach.

Czaszka mojego pokoju jest wielka i krucha

jak pusta głowa gipsowa. Futryny wpuszczają

kuchenny zapach hotelu, pisk kotów. Smutek

z pokojów uwalnia się kominami i wraca do rzeki

lamentując w rurach. Miłość w pokojach

jest mokra i krótka. Ma zapach zmurszałych desek

i pleśni, która jest tu wpisana we wszystko.

Tylko kiedy piszę moja głowa jest lampą,

radioaktywnym grzybem, wahadełkiem nad żyłką

światła. Czasami dom wpuszcza gwiazdę, pleśń

cofa i da się wierzyć w boga, że ma skórę

z ciasta i zamieszkamy w niej razem, choćbyśmy żyli

jak teraz — w całkiem innych bajkach.