jeśli już to

Boli go głowa: płaci,

ale jest to opłata

do przyjęcia. Zażył żeń-szeń

i apap i chce, żeby mu wierzyć.

Czyta hard-kabalistów i mam

pójść z nim dzisiaj na drinka.

Jestem w szczerym polu

(w głębokiej dupie, jak głosi dystych)

jak głosi brat Łata z zakonu piśmiennych,

bo aniołem jestem tylko w dni parzyste

(wierzę ci). I to, że nie napisałam,

że cię lubię, nie znaczy, że cię nie lubię

(lubię cię). Więc jaki masz smak w ustach,

co teraz robisz i czemu nie ze mną?

I tak, chciałabym, jak mówi psalm,

włożyć ci palec w oko,

dobrać się do mięsa,

nagrać je na płytę. Do tego

(od tego) pada drobny śnieg

w polu nauki, kiedy postanawiam

zawiesić się w funkcji anioła

i jednak przespać się z tobą

w łazience i nagle nie wiem,

jak zacząć, jak przestać, jak

mówią politycy — nie ma

dobrych rozwiązań.

Cudowne zadanie aktorskie: oswoić

twoje nałogi, zostać jednym z nich.