mrugnij

I on mi pisze, że mam negatywny wpływ

na hist lit pol, bo nie mógł się skupić

(to komplement). Nigdy się nie dowie,

że w takich chwilach przypominam sobie

jego niedobry wiersz (to mi dodaje odwagi).

Rzeczywiście, mam od rana ochotę

przetłumaczyć jego wiersze na inupiaq

lub slogan Bronxu, albo chociaż klingoński

(wiecie jak jest „chcę cię” w tej nieziemskiej mowie

startreckiej?) lub przeżyć z nim

religijny trans na Jawie (to przez ciebie

zgubiłam dzisiaj breloczek z Maryjką).

Nie lubi, jak mu cytuję kolegów

(już czytał). Więc mu polecam

ask-imam. com, gdyż:

rozwiązanie wszelkich problemów

seksualnych polega na nieustannej

refleksji nad wartościami Islamu

(online non stop 24 h na dobę).

I on mnie pyta, czy wszyscy Polacy

tak mają! Słuchaj, nie mam pojęcia.

Nie uprawiam antropologii miłości.

Jestem ino skromną rysowniczką

twojego ciała i uważam, że pięknie

mnie to — pardon — konstruuje.

Nie wie, co powiedzieć,

więc się udał na małego drinka,

podczas gdy na drugim końcu Europy

czytam w „Przekroju”: 77 rzeczy,

dla których warto żyć w 2010

(jesteś jedną z nich).

I ten telefon, esemesy, impulsy,

jakieś dzikie sygnały (dla użytkowników

oznacza to ciągłe zwisy, awarie,

restarty i mnóstwo utraconych

danych). A przecież chciałabym

zbadać twoje palce i głębokość

oczu, obrysować ręką, zaleźć szczegół

i do niego wracać (myślę o tobie,

reszta to brednie). No więc

się udał na małego drinka,

podczas gdy ja tu umieram.

I — Boże, dlaczego właśnie oko!

Żeby chociaż ręka, albo noga,

a tak, czytaj ty 600 stron jednym

okiem, kiedy prawe podrywa to lewe

do góry, robiąc ostry ból?

Płaczę, kiedy cię czytam.

I jest to odpowiednia reakcja

na tekst literacki. Jeśli to są męki,

to chcę tego więcej. Jeśli nie —

to też. I wyję z rozkoszy,

ponieważ „ciemnoskóre pokojówki

o pałających oczach stawiają

na stołach bukiet świeżych kwiatów

w pokojach wychodzących

na morze” (chyba cię jednak kocham).

I jeszcze ten śnieg. Po zakupy

trzeba jeździć amfibią.

Najwyraźniej źle znoszę w oczach

ciała obce, lusterka. I za dwa tygodnie

będę ponoć kózką (no żesz kurwa meeeee!).

Wreszcie dzwoni. Pyta, czy boli mnie

oko. Trochę tak, ale jest

dużo lepiej. Odrosło mi psie

oko. Udało mi się nawet

porównać przekłady Berrymana

(Staszka lepszy niż Piotrka).

We śnie widzę swobodnie.

Więc mówisz, że śniłam ci się pod,

ponad, na. Tylko taka śnię się

odkąd cię lubię — i że wciąż

widzi blizny moich oczu.

Posłusznie poznaję taką erotykę,

co na granicy smutku snu

się rozwija. Agnieszko,

nie jest źle. Coś tam naciągnij

na siebie, długopis wypacza

charakter, kawa jest w warsie,

a w Wawie kup sobie płytę

Grinderman z zieloną małpą.

I nagle pyta mnie, czy chcę mieć z nim

wspólną przeszłość. Chociażby

to, jeżeli by nic. Cytuje i radzi

bawić się odpowiedzialnie

albo się wymądrza, milcząc

jak Marcin Sendecki u Xiędza.

W piątek wpadnie do miasta

zobaczyć mnie bez skarpetek.

Bo czasem spada na miasto,

robi śnieg, chuligani, a potem

ekipy remontowe te piękne

katastrofy, te małe dewastacje —

znoszą, przy pomocy wszystkiego,

co żyje lub nie. Ali we wanted

was everything, jak rzecze piosenka, lub —

przejdźmy na pański język: es muss sein,

łączniczko, in tacz.