obiady otwarte

Jawajski krajobraz w śląskim polskim mieście:

słońce zmęczone ciążami, w gorącej wodzie

kąpane — skraca czas podróży. W ogrodzie

za domem kółko różańcowe. Duch

whisky duszkiem pitej o poranku

tygodniami krąży nad sadzawką. I światła

nad Zaolziańską jak trio kolorowych papug.

Smużki mrówek, księżyc w bibułce i bajki

muzyczne (muzykę gamelanów opisywano mi

jako kling-klang ding-dong). Jak na Jawie: walka

z przeciągami, ciągłe zmaganie się z ziemią.

Tyle traci się czasu, jeśli się nie zna języka.

Moje włosy pachną prażonym cukrem,

kiedy zbliżasz się zabobonnym krokiem.