ona

wiatr nam urywa ogniki, uschłe

papierosy: nasze czarne czułki

palczaste. sztywne przedszkolanki

ciaśniej wiążą szaliki dziewczynkom

(plując tiktakami, detonują miętę).

nasze pueblo wygląda jak tarta:

w metrze kebabu od metra,

śródmieście śpi w siwej ściółce,

a parki i barki pracują na czas.

wszystko żyje po to, żeby być na zdjęciach,

mam rybkę w koniaku, mam mak.