Oresteja

Agamemnon

OSOBY DRAMATU:

  1. Agamemnon
  2. Klitajmestra
  3. Ajgistos
  4. Kasandra
  5. Poseł
  6. Stróż
  7. Chór mężów rady argiwskiej
  8. Świta Agamemnona, Klitajmestry i Ajgistosa

Ściana tylna sceny przedstawia zamek Atrydów w Argos1.

Przed zamkiem szereg ołtarzy i posągów bóstw. Na dachu przechylony ku przodowi Stróż.

STRÓŻ

Ach, skończcie raz już, proszę, bogowie, tę nędzę!

Przez cały rok na dachu Atrydowym2 pędzę

Psie życie, strażujący — istny kundel dziki.

Aż nadtom ci już poznał nocne gwiazd sejmiki,

Wyliczyć mogę wszystkie te jasne wielmoże,

Władnące w tym powietrznym nade mną przestworze;

Wiem, które dają ciepło, które zimę rodzą

I w jakiej wschodzą chwili, a w jakiej zachodzą.

I teraz pilnie baczę z tej strażnicy mojej,

Czy wieści mi nie przyjdą o zburzonej Troi,

Ogniste, szybkie wieści. Bo tak mi królowa

Kazała — nadoprawdy3, mądra, męska głowa!

Więc leżę, ni4 ten tułacz, przesiąknięty rosą,

Wczasuję się, lecz wczasy nocne nie przyniosą

Spoczynku moim kościom: w ciągłej jestem trwodze,

Ażeby sen zbyteczny nie skleił niebodze

Tych powiek utrudzonych. A jeśli się kiedy

Świstaniem albo śpiewem chcę pozbyć tej biedy

I snu natarczywego odpędzać katusze,

Nad losem tego domu zalewać się muszę

Gorzkimi iście łzami — bo gdzież się podziały

Te dawne, dobre czasy i cnoty, i chwały?

Bodajby już nareszcie błysnął ogień boski,

Co zwolni mnie, nędzarza, od tej ciągłej troski!

chwila milczenia; nagle spostrzega ognie na górach

A, witajże mi, światło, ty słońca zwiastunie!

Zatańczy lud argiwski5 w twojej szczęsnej6 łunie,

Dziękując za tę łaskę. Oj dana! Oj dana!

Co tchu ja zawiadomię żonę mego pana,

By, z łoża się zerwawszy, wszystek dom zbudziła,

Okrzykiem przeradosnym witając co siła

Ten błogi żar pochodni. Padł gród Ilijonu7

Tak wieści straż płomienna tam, u nieboskłonu!

Jać8 sam wyskoczę pierwszy, bo straż moja czujna

Sprawiła, że mi padła dziś szóstka potrójna9

W szczęśliwej grze mych państwa zapłatą dostatnią,

Gdy rękę mego króla uściskam jak bratnią.

O reszcie wolę milczeć.. Tak jest, mówię szczerze:

Mam pypeć10 na języku... Wcale mnie nie bierze

Ochota pisnąć słówko! Hej, świat by się zdumiał,

Co by ten dom powiedział, gdyby mówić umiał!

Cóż gadać o tym ludziom nieświadomym rzeczy?

Kto wie, temu milczenie moje nie zaprzeczy.

Z boku wchodzi na scenę Chór, z piętnastu złożony starców, w świątecznych szatach, z wieńcami na głowie, z długimi laskami w ręku, z mieczami u lędźwi. W czasie gdy się ustawiają, mówi Przodownik chóru.

PRZODOWNIK CHÓRU

Dziesięć upływa lat,

Gdy dwaj wrogowie Priama11,

Których zrodziła ta sama

Boska Atrydów krew,

Król Menelaos i brat,

Król Agamemnon, na czele

Tysiącznych argiwskich okrętów

Jęli przecinać topiele

Morskich odmętów —

Zemsty poganiał ich gniew.

Z bojowym ruszyli okrzykiem —

Każdy krwiożerczy jak ptak,

Jak oszalały ten sokół,

Co skrzydeł wiosłami naokół

Z gniazda odartych, skalnych ścian

Powietrza prując szlak,

Krakaniem napełnia dzikiem

Przestworza:

Zaginął jego płód,

Przepadły pisklęta,

Długiego wylęgu trud.

Aleć12 Apollon13, czy Zeus14, czy Pan15,

Władyki16 stromych gór,

Sokoli usłyszą wrzask:

Moc boża

O powierzonych swej trosce pamięta!

Pomsta żyje —

Choć nierychliwe,

Lecz sprawiedliwe

Jawią się Erynije17.

Tak gościnności możny stróż18,

Zeus, rozdawca opiekuńczych łask,

Atreuszowym kazał synom iść

Na Aleksandra19, odbić z jego rąk

Najpłochszą z ziemskich cór.

Długo bitewny unosił się kurz;

Pod tarcz brzemieniem tłum rycerzy kląkł.

Kolana zadrżały ni liść,

Oszczepów kruszył się wał.

Proch krew trojańską ssał

I naszą, Danaów20 krew.

Lecz jakikolwiek będzie tego kres,

Tak będzie, jak każe los:

Boży gniew,

Boży cios

Nic sobie nie robi z łez,

Uderza, niepowstrzymany.

Mimo ofiary wylanej;

Łamie, niezwyciężony,

Pomimo żertwy21 spalonej.

Lecz myśmy tu pozostali

Precz22 od wojennej chwały,

Precz od chwalebnej wojny;

Ni23 chłopaczkowie mali,

Tarczy nie źdźwigniem zbrojnej:

Kij nam do ręki daje wiek zgrzybiały.

Bo jeśli w wątłej postaci chłopięcej

Potężny Ares24 nie zamieszka,

Tym więcej

Stronić on musi od starości znojnej.

Odartą ze świeżych liści,

Żywotać ją wiedzie ścieżka,

Słabą i chwiejną,

W dal beznadziejną.

Po życia wlecze się drogach;

Trzęsąca się, o trzech nogach25;

W dzień biały

Ni senna snuje się zjawa,

Niepewnym krokiem stawa26,

Nikłego widma wzór.

Klitajmestra wyszła tymczasem z pałacu, otoczona służebnicami, i zajmuje się podczas wierszy następnych składaniem ofiar na ołtarzach.

Córko Tyndareowa27,

Cóż się to, powiedz, dzieje?

Jakież nadeszły wieści,

Jakież to cudo się iści28,

Jakież radosne przyniesiono słowa

K’nam29,

Iże30 ofiarą kolejną

Bogom nie skąpisz części?

Niechże nam powie królowa.

Niech Klitajmestra nam powie,

Czemu obiata31 się leje.

Dlaczego żertwa się pali

Dla władców nizin i gór,

Dla bóstw, co chronią nasz gród,

Co rynków strzegą i bram?

W kosztownym płoną żarze

Wszystkie po mieście ołtarze;

Olejów, jakie znam,

Najprzedziwniejszy dym

Swe kłęby ku niebu splótł;

Wonności skarbiec bogaty

Z królewskiej wynosisz komnaty —

Jakiż to stał się cud?

O dobrym wypadku czy złym,

Jeżeli słuszność ci każe.

Opowiedz, troskę tę zrzuć,

Pod którą krok się nasz chwieje,

Pod którą duch nasz zamiera.

Ogni tych blask

Wielkie w nas budzi nadzieje,

Otwiera

Nowe koleje

Niespodziewanych łask.

Ból nam wypędza ze serca,

Co tak nam w łono się wwierca,

Co tak nas cały pożera.

Klitajmestra milczy, zajęta ofiarami.

CHÓR

Zaśpiewać chcę wam dzisiaj o tym, jaki znak

Walecznych powiódł mężów w ten chwalebny szlak.

Dźwięcznej mi pieśni nie odmówił bóg —

Jak stało się, że władca napowietrznych dróg,

Możny, królewski ptak32,

Dwuberłej33 kazał mocy Achajów34, by młódź,

Zbrojną w oszczepy i łuk,

Zebrawszy, Teukrów35 ukróciła chuć.

Wodzom okrętów zabłyśli u góry

Orłowie dwaj, ten biały, a ten czarnopióry,

Po stronie oszczepu36 siedli

Na wierchu, zajęczycy rozszarpanej jedli

Niedonoszony płód!37

O, biada! Niech jęczy lud,

Niech skargi rozebrzmią ponure —

Lecz dobro niech weźmie górę!

Dwoistą myśl Atrydów widząc, mądry wróż38

W zabójcach zajęczycy ujrzał widmo burz

I takieć wieszcze wnet im słowa rzekł:

„Nadejdzie czas, gdy zniszczon39 gród Priama legł,

Gdy go pokryje kurz,

A Mojry40 wam oddadzą zdobycz, którą dom

Długi gromadził wiek.

Bodajby tylko pomsty bożej grom

Nie strzaskał bicza, co smagać ma Troję:

Niechętna jest Artemis41 — i o to się boję —

Krwiożerczym ptakom, co siadły

I, trwożną zajęczycę rozszarpawszy, jadły

Niedonoszony płód”.

O, biada! Niech jęczy lud,

Niech skargi rozebrzmią ponure —

Lecz dobro niech weźmie górę!

„Nadobna pani nasza42,

Która o leśnej zwierzynie pamięta,

Ma w swej opiece i przypierśne lwięta,

Przeze mnie powiedzieć rada,

Co z wieszczby onej wypada —

Weseli mnie ta wróżba, ale i przestrasza.

Błagać więc będę Pajana43,

By naw44 danajskich wiatr nie wstrzymał wrogi,

Ażeby, zagniewana,

Wyrodnej nie żądała ofiary, co w progi

Domowe nieprzepartą nienawiść by wniosła.45

Czeka już bowiem zemsta, z krwi wyrosła46

Mord dziecka krew zapłaci, haniebnie wylana!”

Tak królom wróżył Kalchas, dzień blasku i chwały

Z tych ptaków przepowiadał, co jadły nieźrzały47

Ów zajęczycy płód.

Więc niechaj jęczy lud,

Niech skargi rozebrzmią ponure —

Lecz dobro niech weźmie górę!

Zeusie! Ty ku nam się skłoń!

Nie wiem, jak wzywać go mam,

Jak mam przemawiać doń.

To jedno tylko wiem,

Że on mi ucieczką w złem.

Że on w swej mocy boskiej zbawi mnie wszelkiej troski.

On mi ją zrzuci sam!

Ten, co tak długi czas

Wszechwładzy rozkosz pił48,

W ludzkiej pamięci zgasł.

Ale i wtóry bóg49

Zaginął — Zeus go zmógł!

W rozumie poszedł najdalej, kto dziś Zeusa chwali,

Kto czci go z wszystkich sił.

Przezeń nauczon jest człek,

Że mądrość li50 zdobył świat,

Gdy wie, co znaczy ból.

Zaledwieś do snu, uspokojon, legł,

Już on na serce wspomnieniem ci padł —

Wbrew woli naukę masz!

Lecz łaska boża ma nad nami straż,

Acz srogi jest wieków król.

I starszy floty wódz

Achajskiej zgiął się wnet

Przed siłą wieszczych słów,

Poddał się losom, co chciały go zmóc,

Gdy wiatr przeciwny od Chalcydy51 szedł.

Z okręty on w Aulis52 stał,

Bacząc cierpliwie, aże53 morski wał

Przyjazny mu będzie znów.

Wichr szalał od Strymonu54,

Za nim szła zwłoka i głód.

Wróg zwycięskiego plonu,

Tak rozpętawszy się nagle,

W tak dziki wydąwszy się prąd,

Łamał maszty, szarpał żagle,

Walił w okrętu przód;

Krzepki Argiwów lud

Bezczynnie wiądł.

Wówczas natchniony wieszcz,

Bożego słowa stróż,

Poddał pod wodzów sąd

Lekarstwo sroższe od burz:

„Gniew Artemidy z was szydzi —

To wiem!

Trzeba mu zadać kres!”

Straszny ich przejął dreszcz,

Berła rzucili Atrydzi

O ziem55.

Zalani strugą łez.

Z starszego księcia wargi

Spłynął naonczas56 ten głos:

„Z boginią pójdę w zatargi,

Gdy jej podepcę rozkazy!

Lecz zbrodnia to będzie i ból,

Straszne piętno krwawej zmazy,

Jeśli, jak chce tego los,

Ojcowskiej ręki cios

Na kwiat mych pól,

Na córkę sprowadzi skon.

I tu jest zło, i tam”.

Tak rzecze ten zbożny król —

„Lecz czyż was rzucić mam?

Być zdrajcą bojowych przymierzy?

Niech krew

Ukoi burzę fal!

Niech ten dziewiczy plon

Srogiego gniewu uśmierzy

Dziś gniew!

Tak, dobrze — i płony57 żal!”

Przed koniecznością gdy tak zegnie kark,

W duszy się jego występek zapłodni —

Złowróżbny go owiał dech!

Ziejący żądzą zbrodni,

Z sumieniem nie wchodzi już w targ,

Bo kogo raz już opanował grzech,

W tym ci zuchwałość ponadmiar wyrasta.

Wojnę poczęła niewiasta,

A dla tej wojny

I by zwycięstwo dać swej flocie,

W spokojnej,

Ponurej

Ochocie

Stał się mordercą swej córy.

Ten płacz i żal jej — na cóż się on zdał?

Ku rodzicowi zanoszone prośby,

Ni czar dziewiczych lat

Od tej straszliwej kośby58