Prometeusz skowany1

OSOBY DRAMATU:

  1. Kratos i Bia
  2. Hefajstos
  3. Prometeusz
  4. Chór Okeanid
  5. Okeanos
  6. Io, córka Inachosa
  7. Hermes

PROLOG

SCENA 1

Kratos i Bia, Hefajstos, (Prometeusz).

Spadziste góry w Scytii, przerwane doliną. W dolinie sterczy skała. W oddali szumi morze. Kratos (Gwałt) i Bia (Przemoc) pojawiają się, wlokąc olbrzymiego Prometeusza. Towarzyszy im Hefajstos z narzędziami do przykucia Prometeusza do skały.

KRATOS

I oto stanęliśmy na okrajach2 ziemi,

Pomiędzy skityjskiego brzegu3 bezludnemi

Skałami. Hefajstosie! Niech twój umysł zważa

Na rozkaz, dan od ojca4, byś tego zbrodniarza,

W żelazne, niezerwalne wziąwszy go kajdany,

Co tchu do tej opoki przykował krzesanej.

Albowiem płomień ognia, twoją chwałę drogą5,

Ukradłszy, dał go ludziom... Winien ci jest bogom

Pokutę6: niech ma karę za swój czyn zbrodniczy,

Z Zeusa niech się władzą nieuchronną liczy

I zrzeknie się miłości, którą ma dla człeka.

HEFAJSTOS

Kratosie i ty, Bio7! Żadne z was nie zwleka

Wypełnić woli Boga, lecz mnie brak odwagi,

Ażebym mógł przemocą do tej turni nagiej,

Na wichrów tych igrzysko, krewne przybić plemię8.

Lecz muszę to uczynić, ciężkie bowiem brzemię

Na barki swoje ściąga, kto się, nieposłuszny,

Sprzeciwia woli Ojca. O ty, wielkoduszny

Temidy9 prawej synu, patrzaj, co się święci;

Z niechęcią mam cię dzisiaj, na przekór twej chęci

Skutego w te spiżowe, niezłomne łańcuchy,

Do skał odludnych przybić, w tej pustyni głuchej,

Gdzie głosu nie dosłyszysz, nie ujrzysz postaci

Człowieczej! Za to ciało twoje kwiat swój straci

W niesytym ogniu dziennym; noc się utęskniona

Pojawi, zgasi żar ten, a potem znów skona

Poranny chłód pod tchnieniem miłosnego słońca:

I tak cię twa niedola żreć będzie bez końca,

Bo ten, co by cię zbawił, dotąd niepoczęty!

Za miłość swą do ludzi takie zbierasz sprzęty10!

Sam bóg, wbrew woli bogów w ponadmiar wysokiej

Dla człeka żyłeś części, przeto tej opoki

Strzec będziesz beznadziejnej, wyprężon, kolana

Nie mogąc zgiąć; pierś twoja, snem nieuciszana,

Jękami nie rozwieje zaciekłości Boga.

Tak! Każda nowa władza twarda jest i sroga11.

KRATOS

Przecz12 zwlekasz, przecz w daremnym zawodzisz mi słowie?

Czyż bogiem, którym inni wzgardzili bogowie,

Nie gardzisz, chociaż skarb twój ludzkiej wydał rzeszy?

HEFAJSTOS

Zbyt silnym jest krwi związek i wspólność pieleszy.

KRATOS

Rozumiem, lecz czyż myśl cię nie ogarnia trwożna,

Iż słowa rodzicielskie tak podeptać można?

HEFAJSTOS

Zbyt twardy byłeś zawsze i nazbyt zuchwały.

KRATOS

Daremnie łzy tu ronić. Na cóż się przydały

Twe trudy, gdy z nich żadna korzyść nie wyrosła?

HEFAJSTOS

O jakiż wstręt uczuwam do swego rzemiosła!

KRATOS

Nie! Po co masz złorzeczyć? Niech cię to nie boli,

Nie twoja przecież sztuka winna jego doli.

HEFAJSTOS

A jednak przecz13 kto inny nie ma mej sprawności?

KRATOS

Prócz w rządach nad bogami, trud we wszystkim gości,

I tylko Zeus jest wolny, zresztą nikt na świecie.

HEFAJSTOS

Nie myślę się sprzeciwiać, wiem ja o tym przecie.

KRATOS

Więc pęta mu zarzucić przecz14 się dłoń twa wzbrania?

Ma Ojciec15 nasz być świadom twojego wahania?

HEFAJSTOS

Wszak widzisz, że pod ręką łańcuch mam gotowy.

KRATOS

Nie zwlekaj, skuj mu ręce w żelazne okowy,

Do ściany przybij skalnej, nie żałując młota.

HEFAJSTOS

Zabieram się do dzieła, wraz pójdzie robota.

KRATOS

Wal silniej, nie ustawaj, zacieśnij kajdany,

Bo może się wywinąć z ogniw lis ten szczwany.

HEFAJSTOS

Przybite jedno ramię, uwięzione do cna.

KRATOS

I drugie niech przykuje twoja ręka mocna,

Ażeby się przekonał, iż Zeus jest chytrzejszy.

HEFAJSTOS

Prócz niego, nikt mi za to sławy nie umniejszy.

KRATOS

A teraz żelaznego klinu straszne ostrze

Niech, piersi mu przeszywszy, na głaz go rozpostrze.

HEFAJSTOS

O biada! Prometeju! Twa boleść mnie wzrusza!

KRATOS

Co? Jęczeć masz odwagę nad wrogiem Zeusza?

Bodajbyś tak nie płakał nad swą dolą własną!

HEFAJSTOS

A tobie, gdy to widzisz, czyż oczy nie gasną?

KRATOS

Ja widzę, że nań kara spadła sprawiedliwa.

Hej! Jeszcze jego boki zawrzyj w swe ogniwa!

HEFAJSTOS

Uczynić wszak to muszę! Po cóż te rozkazy?

KRATOS

Tak! Będę rozkazywał, krzyczał po sto razy!

Zejdź na dół i potężnie skrępuj mu i uda.

HEFAJSTOS

Dokonam tego łatwo, nie żadne to cuda.

KRATOS

A teraz gwoździe kajdan silnie wbić mu trzeba:

Pamiętaj: twardy na cię patrzy sędzia z nieba.

HEFAJSTOS

Twój język jakżeż twojej dorównał postaci!

KRATOS

Pozostań niewieściuchem! Lecz się nie opłaci

Przyganiać mojej złości i mojej tężyźnie.

HEFAJSTOS

Uchodźmy! Z tych on więzów już się nie wyśliźnie.

Hefajstos odchodzi.

KRATOS

zwrócony do Prometeusza

A ty się tu przechwalaj! Własność kradnij bożą

Dla tworów, co się tylko na dzień jeden mnożą!

Czyż zwolnią cię śmiertelni z tych pęt? Niech odpowie

Twój przemysł16! Przemyślnikiem zwali cię bogowie —

Fałszywie! Baczże17 teraz, by przez twe przemysły

Żelazne się łańcuchy na tobie rozprysły.

Kratos i Bia odchodzą.

SCENA 2

PROMETEUSZ

sam

Skrzydlatych wiatrów pełne niebieskie przestworza,

Potoków wy źródliska i ty, falo morza

Rytmiczna, i ty, ziemio, wszystkich nas rodzico,

I ty, wszechwidzącego słońca krągłe lico,

Spojrzyjcie, jakie znoszę, bóg, od bogów znoje!

Na trudy popatrzcie się moje,

Na srom18, którego ciężar na mych barkach legł

Po nieskończony wiek!

Takimi więzy19 chce mnie dzisiaj zmóc

Ten nieśmiertelnych hufców młody wódz20.

Nie tylko czas dzisiejszy pogrąża mnie w łzach,

Lecz także dni, co idą! Ach! Biada mi! Ach!

Kiedyż się skończy moich cierpień bieg?!

Lecz po cóż ja to mówię? Widzę, co się stanie,

I jutro żadna na mnie klęska niespodzianie

Nie spadnie, a niniejszej trza ulegać doli

Jak można najpogodniej: konieczności woli

Przełamać nikt nie zdoła! Darmo krzyczeć „biada!”

Czy milczę, czy nie milczę, na jedno się składa.

Człowieka chciałem zbawić; za to mnie w tej chwili

Do skały zakutego w łańcuchy przybili.

Płomienistegom ognia źródło skrył21 w łuczywie:

W nim wszelkich sztuk dla ludzi nauczyciel żywie22,

Wszelkiego mistrz pożytku, i za tę przewinę,

Zawieszon23 na powietrzu, w tych okowach ginę.

Na wozie skrzydlatym przylatują z powietrza Okeanidy.

Ojej, ojej!

Co słyszę? Jakiż zapach płynie do tych stron!

Jakież tu ślą go smugi?

Czy człek do tych samotnych zabłąkał się kniej,

Czy bóg, czy jeden i drugi?

Pragnieli świadkiem być24 boleści mej,

Lub czego chce tu on?

Patrzajcie! Oto leży skrępowany bóg,

Przez Zeusa znienawidzon i przez wszystkie bogi,

Co złotych jego zamków przestępują progi,

Za miłość ku ludziom go zmógł!

Ach, ach! Co słyszę znowu? Jakby ptaków lot!

Od skrzydeł falujących drży powietrze w krąg.

Ach! Jakikolwiek zjawi się tu miot,

Nowych to dla mnie trwóg i nowych źródło mąk!

PARODOS

CHÓR OKEANID, PROMETEUSZ

STROFA 1.

CHÓR

Nie lękaj się niczego! Przyjacielski huf25

Ciężkim brzemieniem słów

Zdołał przekonać rodzica

I w chyżym pędzie do twych przybiegł skał;

Wiatr szybkolotny ku tobie mnie gnał.

Szczęk młota w mój podziemny przecisnął się dom,

W tej swojej grozie

Z przerażonego lica

Starł mi dziewiczy srom26

Bosa w skrzydlatym pomknęłam tu wozie.

PROMETEUSZ

Ojej, ojej!

Tetydy płodnej córy27

I ojca Okeana,

Co wszystkie ziemskie lądy28

Niestrudzonymi opasuje prądy,

Na los mój spojrzyjcie ponury:

Z przepastnej pustoszy tej

Opoka wyrasta krzesana,

A na niej przyjaciel wasz

Spełnia — ach, w jakie pęty

Strasznie ujęty! —

Niepożądaną straż!

ANTYSTROFA 1

CHÓR

Jać29 widzę, Prometeju, i na taki kres

Gdy patrzę, chmura łez

Trwożne przesłania mi oczy!

W żelaznych więzach giniesz wśród tych ścian!

Tak! Na Olimpie nowy włada pan —

Bezprawnie sprawia Zeus nowy dzisiaj rząd:

Prawdę, co lśniła

Śród dawnych wieków mroczy,

Uważa dziś za błąd

I wraz ją depce niewstrzymana siła.

PROMETEUSZ

Czemuż w Hadesu nie strącił mnie dół —

Między umarłych niezliczony tłum,

Poza Tartaru bezbrzeżnego brzeg?

W nierozerwalny choć mnie łańcuch skuł,

Żaden by z tego nie cieszył się bóg,

Ni żaden człek!

Dziś mi urąga lada wichru szum,

Śmieje się lada wróg.

STROFA 2

CHÓR

Któż z nieśmiertelnych, któż

Takie by serce miał twarde,

By tak naocznie

Twój niepomierny ból

Radość w nim wzbudzał i wzgardę?

Któż by nie żywił litości

Dla twoich mąk?

Chybali30 Zeus, nieugięty król,

Nowego prawa stróż,

Co Uranowy ród31

W gniewie niesytym zgniótł

I w żądzy swojej nie spocznie,

Póki mu władzy nie wyrwie kto z rąk,

Chytrze z niebieskich nie wygna go włości.

PROMETEUSZ

Choć sromotnymi zelżył mnie okowy32,

Jeszcze ci33 temu zwierzchnikowi nieba

Będzie mej rady potrzeba,

Gdy zechce usłyszeć wieści,

Jaki go zamach nowy

Z berła obedrze i cześci34,

Daremna wówczas miodnych35 słów przynęta,

Chociażby brzmiała najsłodziej!

Daremna gróźb jego trwoga:

Nie powiadomię boga,

Aże mi zdejmie te krwawiące pęta

I hańbę mą wynagrodzi.

ANTYSTROFA 2

CHÓR

Przestań, zuchwalcze, stój!

Jeszcze cię gorzkie katusze

Nie przełamały!

Czelnych używasz słów,

A ja tu lękać się muszę,

Jaką ci dolę niebiosa

Gotują! Ach!

Groza mną targa, czy skończy się znów

Ten ból okrutny twój?

Jakiego portu czar

Zdejmie ci brzemię kar?

Zakamieniały,

Głuchy na prośby, wykąpane w łzach,

Twardego serca jest ci36 syn Kronosa!

PROMETEUSZ

Wiem ja, że srogi to władca i prawa

Kuje dowolne, a jednak się zdarzy,

Iż zmięknie również jego umysł wraży37,

Gdy pierwszy spadnie nań cios!

Złość w nim uśmierzy się krwawa,

Tęsknoty głos

Wyrwie mnie z kaźni,

Roztęsknionego przyjaciela Wezwie do swego wesela,

Do swojej powoła przyjaźni.

EPEISODION 1

SCENA 1

PROMETEUSZ, PRZODOWNICA CHÓRU

PRZODOWNICA CHÓRU

Opowiedzże38 nam wszystko, wytłumacz nam ninie39,

Na jakiej to cię Zeus pochwycił przewinie,

Że pijesz dzisiaj gorycz tak sromotnej40 doli?

Mów, jeśli tylko boleść mówić ci pozwoli.

PROMETEUSZ

Boleśnie jest mi mówić i milczeć boleśnie —

Zaiste! W tym i tamtym znów cierpienie wskrześnie.

Gdy pierwej w sercach bogów gniew się straszny zrodził

I powstał spór wzajemny, kto by im przewodził,

Czy Kronos ma być zepchnion41 z tronu, aby dalej42

Panował Zeus: gdy inni wręcz się opierali,

Ażeby nad bogami on mógł dzierżyć władzę,

Zdarzyło się, niestety, że daremnie radzę,

Daremnie chcę przekonać słowy życzliwemi

Tytanów, Uranosa płód i matki-Ziemi43.

Zbyt pyszni, odrzucili roztropne fortele,

Sądzący44, że przemocą działając, a śmiele,

Zwyciężą. Ale macierz ma, Temis i Gaja45,