All that jazz

numerek 666 proszony jest do gabinetu

z poczekalni

Błogosław przyspieszenia. Kiedy wschodzą gwiazdy

tężeją rysy twarzy, ciemnieją uśmiechy i przestwór

powraca do szyku, który za dnia rozerwany

pobudzał twoje tętno mamrocząc we krwi:

zamęt, który cię wzrusza, szyje igła słońca

co czyta w nas muzykę na ginące głosy —

a każdy niczym ścieżka na skraj kanwy narzecza.

Jeżeli chcesz przyspieszyć, przesuwaj akcenty

z mocnych części taktów na te przemilczane i

zważ: deseń jest wytarty do samej osnowy,

pyłu uczuć, dźwiękotek — więc spróbuj zniweczyć

sekundę między ściegami nastrojów, żeby puściła

składnia a nowy język pokrył ślepą mapę wzruszeń

wzorem gęstym jak grad i tak błyskawicznym,

że przycichnie szmer werbli i harf, choć tło

musi pozostać, aby tym prędszy wydawał się potok

synkop, szybki jak podmuch ciszy spadający na tych,

którzy zaniemówili ze szczęścia. I rzeczy

przemkną przez ciebie dobrze oświetlone

i tak wolne od znaczeń jak dzień, po którego zboczach

spłynęły widoki na przyszłość.

Powinieneś jednakże zacząć od zerwania

pieczęci z księgi widm pospolitych wątków,

żeby zasnuć ich gładkość, rozpisać je na głosy,

naderwać ścięgna sensów. Przynaglaj wszystko,

co zniewolono do trwania. Kochaj,

ale wystawiaj miłość codziennie na próbę

snów mocnych jak piołun i nowej muzyki.