Czas i pieniądz

Dzień stanął w mglistym cieple

Pisk dzieci w żeliwnej wodzie

Zgrzyt rozochoconych łóżek w suchych portach

Przeglądamy się w krótkich kałużach

Z rogami lamp na czubkach głów

Nasze pocałunki fruwają jak chude nietoperze

I każdy idzie w stronę swoich oczu

Kocich gwiazdek na księżycowych tarczach

Albo kryształków rosy na pajęczynach

Iluzja pościgu powstaje trochę później

Kiedy nuda kładzie sztuczne światło na szarzejącym mózgu

I zegar poklepuje po ramieniu

A sekundy są jak szeregowi szpicle

O nogach migocących jak tłum złotówek

Czy jednak można nas o coś oskarżyć

O życie bez większego wysiłku

Dwa trzy tygodnie w tym samym kolorze

Rozdania bez znaczenia

Kiedy rozkładasz się pod obcym dachem

Skrupuły smakują jak opłatek

Lata posiłków w milczeniu i napięciu

Po słabnący uścisk sumienia na gardle

I zamierający wiatr z piątej pieśni piekła

I to że musimy zadawać sobie ból

Żeby wszystko szło śpiewająco