Huntsville

Le sexe est sombre, et, Henri Parisot,

parce que la poesie l’est encore plus.1

Antonin Artaud

Dni są nieistotne: sprawunki, zniewagi,

i ta szorstka jawność w tekturowych domkach

bez okiennic, zazdrostek, firanek i rolet

tak że wie się dużo i męczy wrażenie

uczestnictwa w spowiedzi każdego przed każdym,

Tu wszędzie jest skała, nuda i otwartość,

plateau ennui i beletrystycznych nastrojów

i można odpowiedzieć na każde pytanie

zadane przez kogoś dawno i daleko. A świat

nam się układa w żmudne serie rytmów

rzucanych bezładnie we wszystkich kierunkach —

fala, skowyt nura, grzmot, kroki i oddech —

jakby jakiś demiurg puszczał kaczki przez wszechświat

siedząc na kamienistej plaży w skupieniu godnym

lepszej sprawy. Ale czy cokolwiek z tego

staje się częścią umierania? Bo myślę, że śmierć

jest jak to jezioro stojące na sztorc

w powietrzu, całe skryte w rudej mgle,

grzywce światła. I to już jest noc.

A noce są ciekawsze, montują obrazy, księżyc

jak cząstka cytryny wbity w krawędź szklanki nagle

przepada we mgle i jeden dom z tektury wygląda

jak bania pinakolady na śniegu. I słychać świerszcza

„jak-jak” surową krytykę, słychać każdy oddech

i dalej wszystko trzeba robić jakby potajemnie

z palcem na czyichś ustach, z zębami

na własnym nadgarstku, bo noc niby miłość musi być

cicha i pusta jak plaża baptystów w niedzielę.

Ale i noc do nich należy, bo zorza polarna,

ta korona, przyczółek lub ostroga światła

w rzece nocy (choć dla mnie raczej oszroniona szklanka,

lub dłoń na ciepłym czole nocy) jest dość sugestywna,

by pisali farbą w sprayu na wysokich skałach

o sądzie, który przyjdzie zaraz po tym, i palcem

w lepkim kurzu na samochodach, że Jezus umarł

za nasze grzechy. A wszędzie na trawniczkach:

my presence shall go with thee2. Zaiste,

nieoswojone są tylko te chwile nad ranem,

kiedy zamiera śmiech i dogorywają gry, wywrotowe

zabawy — chińczyk na planszy od węży i drabin

jak na ironię serio. I pamiętam biel soli

na ustach, poranne pragnienie i brak uzmysłowiony,

który uświadomiony staje się sekretem

jak tamten nocny motyl, ćma wielkości dłoni dziecka,

jakby z barwnego zamszu, kropka postawiona po nocy —

emblemat snu, albo magiczny inicjał

rozpoczynający iluminowany rękopis,

którego treści nie będziemy znali.

Przypisy:

1. Le sexe est sombre, et, Henri Parisot, parce que la poesie l’est encore plus. (fr.) — Płeć jest ciemna, Henri Parisot, ponieważ poezja jest taka jeszcze bardziej. [przypis edytorski]

2. my presence shall go with theeKsięga Wyjścia 33, 14. [przypis edytorski]