Ta chwila

W oślepiających zygzakach gałęzi stoi powietrza niebo

każda z błyskawic złotych zbrojna w owocu grom.

W chłodzie traw

wypalonych przez słońce w rdzy plamy

szukam owocu żywota twojego

owocujący.

Niebo w sieciach, w sieciach zygzaków — —

Czyjaś dłoń, ale wiem: nie twoja...

Nie ułowisz słońca przelotnego,

ni żadnego z przelotnych ptaków:

zgubi się w dali najniższej ostatni żurawi klucz

i nie otworzysz nim nigdy

zagadki

pozostawania.

Wiatr błyskawice drzew podda erozji, rozwieje.

Ta chwila zmieni się w drobne — w drobne listeczki.

A ty — — wobec zagadki zostania

mający tylko przelotność uśmiechu — —

przelotnie się roześmiejesz...

Pozostaniemy.