Wieczór w śniegu
Śnieżne dachy obwiesiły szklane okna
w firanek
biały błam1.
Miasto zmierzchu cętkowane w punkty lamp:
w każdym oknie miedziak dla biednego...
Pejzaż późny w dziurach śniegu, jak koronka.
Osiwiały miękkie młode włosy brzóz.
Rozciągnięty w perspektywach zimy park
tak się skulił, że zamienił drzewa w kule...
Wschód księżyca — wniebowstąpi któraś z kul.
Biały konik
z garstek śniegu biały koń
w dzwonkach dzieci z puszczy się wynurzy...
Ktoś mu gwiazdkę pocałunkiem w czoło wpiął,
gwiazdkę — — gwiazdy są naprawdę zbyt duże.
Gwiazdy śniegu — — pocałunki czyichś ust
zamarznięte... może matki, może bielsze?...
Podeptane przez przechodnia but
zwiędłe kwiaty powietrza.
Lecz ty mała, tak zmalała w tym wieczorze,
nie narzekaj, patrząc na nie, że świat płaski,
bo przypomnę ci wtedy w przedszkolach
malowane przez dzieci obrazki,
które przecież jeszcze śliczniej... jeszcze gorzej!
— są płaskie.
Przypisy:
1. błam — zszyte skóry zwierząt futerkowych, wykorzystywane do uszycia płaszcza bądź jego podbicia. [przypis edytorski]