Chmury
I
„Czy przyda się mówić prawdę w żartobliwy i dowcipny sposób? Czy wyśmiewając i wyszydzając zdrożności ludzkie, można je z serc ludzi wyplenić?” Takie pytanie zadaje sobie I. van Leeuwen, pierwszorzędny dziś znawca Arystofanesa i wielki jego wielbiciel; rozchodzi się oczywiście o komedię, o jej ostateczne zadania i cele istotne, tj. o jej wychowawcze, życiochronne, kulturalne działanie, którym się zbliża do wielkiej swej siostrzycy tragedii, spełniać mającej, udoskonalenie człowieka na czele ogółu sztuk pięknych.
Pokąd geniusz Arystofanesa siał blaskami swej Muzy, a siał całe życie, potąd nie wątpił ani na chwilę ten po wszystkie czasy prawdziwie wielki Ateńczyk1, że istnieją ludzie pod szczęśliwą gwiazdą urodzeni, którzy otrzymali taki przywilej z rąk swawolnej Muzy. A kiedy jego komedia, której grot przygwoździł do ziemi wszechpotężnego demagoga Kleona, jego przesławni Rycerze, zyskali frenetyczny poklask w teatrze i pierwszą nagrodę ze strony τῶν πέντε κριτῶν, wtedy uwierzył Arystofanes, że jego posłannictwem jest przez chłostę komedii sprowadzić poprawę i uzdrowienie społeczeństwa.
Ponieważ jednak mściwy Kleon oskarżył go przed sądem, iż jest cudzoziemcem, aby raz na zawsze zniszczyć Arystofanesa jako komediopisarza (było bowiem prawo, że o chór do komedii może prosić archonta tylko rodowity Ateńczyk2, a skutki tej skargi były dla Arystofanesa fatalne, nigdy bowiem już nie występował z komedią pod swoim imieniem), przeto, aby nie drażnić rudego łupiskóry, postanowił Muzę swą odwrócić na jakiś czas od polityki w sfery społeczno-naukowe; zapuścił więc nóż operacyjny w mniej niebezpieczny, a jednak niesłychanie społecznie ważny element postępowców i pozytywistów ateńskich.
Bystry jego wzrok widział od dawna, że nie tylko w sprawach rzeczypospolitej i jej rządu, lecz i w życiu prywatnym — stary obyczaj i stare życia codziennego podwaliny i zasady tego pokolenia, które wydało „Marathonomachów”3, bohaterów spod Artemisjon, Salaminy i Maratonu, że, jednym słowem, wielka puścizna ojców zaczyna się gwałtownie rysować, rozkładać, psuć: z dnia na dzień rośnie liczba ludzi, pragnących namiętnie odmiany i jakichś nowych kierunków, nowych haseł i poglądów, bryzgających ojcom zarzutem wstecznictwa dlatego, że bronili dawnych ideałów, nie ufając na ślepo nowinkom i wiedząc z doświadczenia, że nie zawsze gorączka rozwoju i ewolucyjnych przemian oznacza postęp; rozwój i wymiana materii odbywa się przecież na ogromną skalę i w przyspieszonym tempie w pewnych chorobach wszelakich żywych organizmów, ale ten rozwój, ta wymiana, ta ustawiczna odmiana, przyspiesza im przedwczesną śmierć. Postępem dla takich organizmów jest przywrócenie i utwierdzenie dawnego, pierwotnego, stanu za wszelką cenę, za cenę życia i przyszłości.
Tymczasem hasła rzekomego postępu rozbrzmiewały coraz szerzej i głośniej, porywając za sobą lud prosty i młodzież zapalną. Wszystkie dotąd niewzruszone prawdy, niewątpliwe, nie ulegające dyskusji, święte — zaczęto „wentylować”, omawiać, dowodzić, przeczyć.
Naraz zaczął się chwiać budynek wierzeń, przykazań, pojęć etycznych, estetycznych, prawno-społecznych, naukowych i politycznych — nad całą Helladą. Któż to uczynił?
Wielki patriota ateński, który kochał ojczyznę, jak mało kto w tej epoce, genialny poeta i myśliciel Arystofanes, zadał sobie to pytanie i odpowiedział na nie stanowczo, z siłą druzgocącą nieprzyjaciela, bez litości — i bez obsłonek: winowajcami byli sofiści.
Bogactwo, sława i potęga Aten, które w ciągu piątego wieku zdobyły sobie pierwszorzędne i naczelne miejsce wśród wszystkich miast Hellady, zwłaszcza ogromnie ludzkie i gościnne wobec cudzoziemców prawa ateńskie, pociągały i przywabiały aż z krańców świata helleńskiego roje ludzi utalentowanych, przedsiębiorczych, szukających sławy i fortuny. Stąd ta ogromna liczba uczonych przybyszów, wśród których głośne są imiona Protagorasa z Abdery w Tracji, Hippona ze Samos czy Metapontu, Prodikosa z wyspy Keos, Hippiasa z Elidy i Gorgiasa z Leontinoj na wyspie Sycylii: przytaczamy tylko imiona „mistrzów” przedstawicieli lub twórców pewnych kierunków filozoficznych, za którymi idą całe legie sił drugorzędnych. Wszystko to czyhało na bogatą młódź ateńską, która słono płaciła za modną wiedzę i oświatę. Toteż ludzie starszego pokolenia patrzyli krzywo na to, co się działo, sarkali i nieraz zapewne potępiali sofistów w czambuł, niepomni, że bądź co bądź, wielu z tych przybyszów siało ziarna prawdziwej nauki: chwalono i podziwiano energię Sparty, która wydała właśnie banicję na wszystkich obcych sofistów; gdybyż tak i w Atenach przeprowadzić ξενηλασίαν?
Arystofanes widział zło głębiej i rozróżniał doskonale to, co epoka nowa niosła dobrego, ale dla pewnych objawów „postępu” nie miał przebaczenia: toteż nie godził, jak współcześni komediopisarze4 w szeregowców tego ruchu, lub też w pewne jego śmieszności, lecz zaczepił rzecz niesłychanie głęboko, trafiając w samo serce niszczyciela helleńskiej kultury tragicznej, opartej na mitach tragicznych.
Co więc rozumieć należy przez wyrazy: kultura tragiczna?
Jest pewne bardzo stare ludowe podanie helleńskie, które opowiada, że mityczny król Midas długi czas czyhał i polował wśród kniei frygijskich na mądrego Sylena5, opiekuna i wychowawcę Dijonysa6, nie mogąc go schwytać nijakim sposobem. Kiedy mu wreszcie wpadł w ręce, zapytał go, co jest dla człowieka ze wszystkiego najlepsze i najpożądańsze. Upornie, bez ruchu, milczał demon: aż na koniec, przez króla rozdrażniony, wybuchając przeraźliwym chichotem, tak przemówił:
„Och, wy nędzne twory jednodniowe, wy dzieci przypadku i cierpienia, wy ludzie! Czemuż zmuszacie mnie do wypowiedzenia tego, o czym nie słyszeć byłoby dla was najpożyteczniej? Najlepsza rzecz jest dla ciebie niedosięgalna: nie urodzić się, nie żyć, nie być, być niczym! Najlepszą dla ciebie po tej rzeczy jest — umrzeć natychmiast!”
Podanie to świadczy, że Hellen7 znał i odczuwał świadomie wszystkie okropności i ohydy istnienia, życiem zwanego: aby w ogóle móc żyć, musiał pomiędzy sobą a tym strasznym losem człowieka ustawić świetlane bóstwa olimpijskie: musiał je wyśnić i artystycznie stworzyć, bo niesłychanie nie dowierzał owym tytanicznym mocom natury, które nazwał jednym strasznym wyrazem: Ananke8, konieczność, przeznaczenie, osąd przyrody, prawo natury.
Tak bronił się umysł Hellena wobec owych sępów Prometeusa9, wobec złowrogiej Sfinksy mądrego i zbożnego Edypa10, wobec klątwy na ród Atrydów11, co syna zmusiła zamordować matkę!
Tak ułatwiał sobie byt ziemski Hellen, wyłamawszy z głębin ducha świat pośredni bogów olimpijskich, które mu miały przesłaniać i zasłaniać ponurą prawdę leśnego demona. Aby móc żyć, musieli sobie Grecy wytworzyć takich bogów wprost z konieczności życiowej, a przedstawiamy sobie ten fakt w ten sposób, że z pierwotnego, tytanicznego, ustroju bogów strachu, mroku i grozy rozwinął się powoli ustrój bogów oporu, światła i radości pod wpływem kultu tegoż światła, w miarę posuwania się na południe, tj. pod wpływem rozwijających się popędów życia i popędów piękna: tak wśród ciernia i głogów wykwita róża.
Czyżby lud tak głęboko czujący, tak żywiołowo namiętny, tak wyjątkowo uzdolniony do odczucia i cierpienia, mógł inaczej znieść mękę życia, gdyby mu nie ukazano tego życia, opromienionego glorią wyższą żywych, wiecznie żyjących bogów? Ten sam popęd, który stworzył sztukę, jako uzupełnienie i przedłużenie ziemskiego życia, oraz udoskonalenie bytu, tchnął duszę w olimpijskie niebiany, w których się twórcza wola helleńska tak odbiła, jak się odbija w zwierciedle twarz ludzka lub w krynicznej wodzie niebiosa i nadbrzeżne skały.
Tak usprawiedliwiają, rozgrzeszają i błogosławią to ciężkie życie człowieka — bogowie, żyjąc tym samym żywobyciem i wiodąc je tak samo.
W ten sposób tylko z tego pierwotnego, beznadziejnego pesymizmu elementarnych sił przyrody doszedł Grek Homerowy do oceny wartości życia tak, że współczujemy cichej boleści Achillesa, który wie, że krótka jest nić żywota, jaką mu wydzieliły posępne Mojry: dla niego ponura prawda Sylena niemal nie istnieje; chciałby żyć, aby działać, jak bogowie, jak wielcy heroje; wie o niej, ale stoi ponad nią. Chce działać, tworzyć, żyć energicznie, a pięknie a sławnie; czynem, bohaterstwem, sztuką, arcydziełem — przedłużyć to życie w nieskończoność: takim w ogólnym zarysie jest każdy bohater helleński, bo taki jest mit tragiczny12.
Otóż cały ten zbiór mitów tragicznych ułożył się w ogólną symfonię, grającą w duszy Hellena wieczną pobudką do czynu, do twórczości, do sztuki, do poezji, jako jedynych środków życiochronnych, jako owych leków czarodziejskich, które odwracały myśl od ponurej Mojry13, a bujnym, młodością i życiem kipiącym naturom kazały się wznosić ponad Moc śmierci, gardzić lub z nią igrać: pokazać jej, że jest coś, co jest potężniejsze od niej, tj. sztuka i piękno: coś podobnego widzimy dzisiaj u Japończyków, których kulturę możemy również nazwać kulturą tragiczną.
Czymże się przede wszystkim objawiła ta kultura u Hellenów? W namiętnym, bezprzykładnym, powszechnym, umiłowaniu piękna i sztuki, dla których jedynie warto istnieć i znosić mękę życia i które na odwrót to życie upiększają, podnoszą i chronią.
Pojęcie to stało się wprost programem państwa i rządu w Atenach. Stąd troska tego rządu, aby każdy obywatel stał się jak najwięcej dostępnym tej kulturze, stąd obowiązek powszechnej nauki muzyki, śpiewu i gimnastyki oraz czytania i pisania; obowiązek pojęty niemal jako dogmat religijny. Dalszym środkiem kształcącym były przeliczne obchody na cześć bóstw, pod egidą rządu, stale połączone z popisami muzyczno-choralnymi, na które poeci i muzycy dostarczali utworów, zawsze nowych, systemem konkurencji płatnej przez rząd, względnie przez wyznaczonych lub chętnych obywateli: utwory te, zwane dytyrambami, śpiewali wolni mężczyźni i chłopcy. Od czasu Peryklesa14 liczba tancerzy i śpiewaków, współdziałających co roku w uroczystościach państwa, wynosi mniej więcej 2000 osób. To są cyfry, dotyczące tylko maleńkiej Attyki, która w owej epoce miała całej ludności męskiej wolnej zaledwie 80.000 głów.
Najwyższym stopniem tej kultury i tego programu rządowego wychowawczego były kilkodniowe przedstawienia teatralne, odbywające się 3 razy do roku, w mieście w wielkim teatrze Dijonysa oraz w licznych pod i przedmiejskich teatrach. Chóry, występujące co roku w tragediach i komediach, złożone również z mężczyzn i chłopców, wymagały zastępu śpiewaków-tancerzy, wynoszącego najmniej kilkaset osób. To daje miarę, do jakiego stopnia miłował Hellen sztukę, zwłaszcza dramatyczną, której nie rozumiał bez muzyki, chóru, tańca i śpiewu. Muzyka chóralna, będąca głównym czynnikiem i tragedii i komedii, entuzjazmuje i fanatyzuje te tłumy, wytwarzając wspólny, szczepowy, święty, nastrój bakchiczny, który, jak prąd elektryczny, drga w każdym sercu świadomością i dumą, że się jest Hellenem, gdy tam poza ojczyzną są tylko βάρβαροι: dzicz! barbarzyńcy!
Dość przytoczyć, że od Klejstenesa15, tj. od r. 506 do śmierci Eurypidesa16 w 406 r., przedstawiono w Atenach 900 tragedii i 300 dramatów satyrowych a komedii, której początek przypada na r. 485 do tegoż czasu tj. do końca V wieku odegrano z górą 500! A wszystkie te utwory były dziełami miejscowymi, ateńskimi i przeważnie oryginalnymi!
Jakże odmienne są nasze stosunki! W naszych czasach grają w teatrach bardzo często i stale, lecz na ten stół, tak obficie zastawiony, pracują olbrzymie narody wszystkich części świata, a potrawy pomimo to pochodzą bardzo często z owych prastarych ogrodów Hellady: sztuk oryginalnych, wytworzonych przez jeden wyłącznie naród nowożytny, byłoby w porównaniu z twórczością Hellenów zbyt mało. Nie mówię już o tym, że od tego czasu nie wytworzyła ludzkość żadnego nowego typu sztuki teatralnej; tragedię, dramat, komedię, mimy, pantomimy, wszystko to stworzył geniusz kultury helleńskiej17.
Widzimy z tego jasno, że państwo i rząd ateński działały w ten sposób celowo na kierunek wychowania publicznego, zapewniając i utrwalając w obywatelach zdrowie fizyczne i duchowe. Żywiąc tradycje piękna, budowano przyszłość.
Otóż w tym czasie i w tych Atenach, żyjących w całej pełni kulturą, której naczelnym znamieniem była cześć dla piękna, dla sztuki, dla muzyki, a hasłem dogmat równowagi ciała i duszy, dogmat helleńskiej kalokagatii18, w tym czasie powstał w Atenach człowiek przedziwny, jakby jakiś nowo narodzony demon tej ziemi, mędrzec antyhelleński, mistrz i szermierz zimnej, stalowej logiki, który począł niszczyć tę najdroższą, najcenniejszą, rzecz Hellena, tę jego kulturę, pojęcia religijne, mityczne, etyczne i estetyczne.
Nauki Sokratesa, streszczające się w zdaniach: „cnota jest wiedzą, uświadomieniem”: „wszystko, co ma być piękne, musi być zrozumiałe, logiczne, prawdziwe”: „tylko człowiek uświadomiony może być cnotliwym” i tym podobne odkrycia etyki i estetyki racjonalistycznej, pozytywnej, zaczęły wstrząsać podwalinami duszy helleńskiej. Jego bóstwo, δαιμονιόν, które go ostrzega negatywnie zawsze i wszędzie, jego krytyczne zapatrywania na starych bogów, w których pozornie tylko wierzył, na święty mit tragiczny, jego sąd o sztuce, zwłaszcza o tragedii, która „nie mówi prawdy”, zatem ma wartość błahą, wszystko to było obce i przeciwne duchowi greckiemu. Sztukę tragiczną zaliczał tylko do sztuk bardzo zabawnych19 „schlebiających”, jako taką, która ma na celu przyjemność, nie ścisłą wiedzę i pożytek. To, co mówi o poezji i poetach, jest tak charakterystyczne, że, jakkolwiek czytelnik zna Apologię20 doskonale, muszę to miejsce przytoczyć jako dokument. Jak wiadomo, opowiada przed sądem Sokrates, iż przez całe swe życie obchodził polityków, sofistów, mówców itp. i wszystkim po kolei dowodził, że są niemądrzy, za co go „znienawidzili”, on zaś jeden jest od nich mędrszy, mniejsza przez co, dość, że jest σοφώτερος: wreszcie „od statystów i polityków poszedłem do poetów. tworzących tragedie i dytyramby i inne poematy, w przekonaniu, że okażę się mniej od nich mądrym. I biorąc do ręki ich utwory (tragedie), które były zdaniem moim dziełami ich najlepszymi, rozpytywałem ich o istotę i treść poematów, aby przy tej sposobności samemu także nauczyć się czegoś od nich: i wstyd mię wyznać przed wami prawdę, obywatele, ale wyznać ją muszę. Otóż, krótko mówiąc, prawie wszyscy obecni tam, lepiej mogliby rozmawiać od nich o tym, co oni sami napisali. Przekonałem się więc wkrótce i o poetach, że nie z mądrości tworzyli dzieła swoje, ale z wrodzonego jakiegoś tam popędu i w zachwycie, podobnie jak natchnieni wróżbiarze”. Platon Apol. 22. A więc i od nich, jak powiada, niczego się nie nauczył i odszedł z tym przekonaniem, że jest mędrszy21.
Z jakąż ironią traktuje tu Sokrates ten stan duszy natchnionego poety, który tworzy! Jakżeż mało rozumiał owo „rozżarzenie mózgu aż do białości”, owo skupienie, naprężenie i napięcie wszystkich władz duszy w szczęśliwej chwili twórczej! „Poeta tworzy nie z mądrości” — tylko z tego, co jest poza mądrością, co nią nie jest, więc też nic dziwnego, że te twory są mało warte: to jest sens ironii Sokratesa. Dlatego żądał od swych uczniów wstrzymywania się od tego rodzaju niskich, niefilozoficznych podniet i to z tak dobrym skutkiem, że młodzieńczy Platon, piszący z wielkim zapałem tragedie, spalił wszystkie swe sceniczne utwory, aby stać się uczniem godnym Sokratesa. Jeżeli ten radykalny moralista żądał tego od Platona, to wymagania takie musiał mieć od początku wobec każdego, który miał aspiracje poetyczno-artystyczne, jak to sam zresztą przyznaje. Wszak sam porzucił rzeźbę, sztukę par excellence helleńską.
Proszę sobie teraz unaocznić konsekwencje tych tez Sokratesa: „cnota jest wiedzą”: „grzeszy się tylko z braku wiedzy”; „cnotliwy człowiek jest szczęśliwy”. W tych trzech formułach optymizmu czai się śmierć tragedii! Bo gdzie jest świadomość czynu, tam jest odpowiedzialność: „cnotliwy człowiek jest szczęśliwy” więc zły musi być nieszczęśliwy, zły czyn zatem sprowadza nieszczęście, karę.
A zatem jest wina i kara w pojęciu zwykłym p. prokuratora, tło mieszczańskiego dramatu, ale nie tragicznego.
Cóż winien Prometeus, co Edyp, co Orestes22? Oni, tacy szlachetni, za co cierpią? Kto i za co wplótł w koło tortury Elektrę23? Ona taka piękna, taka młoda, taka bolesna!
Jakaż to straszna skarga huczy z ust Antygony, niepokalanej brata pogrzebnicy:
„Anim zaznała miłości,
Ani mi zabrzmi żadna pieśń weselna,
Ale na zimne Acherontu24 łoże
Ciało nieszczęsne me złożę!
(Sofokles Antygona — K. Morawski).
Czym zawiniła ta biała dusza helleńska, że głos jej płynie ku nam z głębi wieków, jako głos Wandy, która woła z mogiły do Chrystusa:
Skoczyłam do Wisły cała w zbroi.
Kiedy biła godzina rozpaczy!
Dziś na grobie moim Chrystus stoi:
Wspomni o mnie mój Pan i ...przebaczy!
. . . . . . . . . . . . . . .
Leżę w hełmie u nóg — mego Pana:
Niech mnie wskrzesi w pancernej odzieży!
. . . . . . . . . . . . . . .
Niech mnie wskrzesi, ja piękna i młoda —
Niech mnie wskrzesi, niech rękę mi poda!
Czym zawiniła nasza Wanda? Czym zawinił Gustaw i Konrad? Czym król Lear? Ofelia i Hamlet? Romeo i Julia? Beatrix Cenci? Chyba tym, jak powiada Calderon, że się urodzili. Prawda leśnego demona!
Hellen wierzył, że Ananke, że to Mojry zdziałały i dlatego bohater jego był tragiczny: wiedział, że każdy syn ziemi zrodzony jest na ból, na mękę, ale ponadto wszystko trzeba żyć górnie, choć tam gdzieś biją pioruny w oszalałe bólem Prometeje, choć Achilles młodo wali się w Hades25 ponury, choć ślepy Edyp krwawe łzy wylewa, choć Antygona żywcem w grób wepchnięta, ginie na pętlicy, ale wszyscy oni są za to wieczni, wiecznie piękni, tragicznie piękni, bo spełnili jak Heroje kielich goryczy: bo nie paktowali, bo się nie ugięli.
„Cnotliwy człowiek jest szczęśliwy”: więc cnotliwy bohater musi być teraz dialektykiem, bo pomiędzy cnotą a świadomością, pomiędzy wiarą a moralnością oraz ich zaprzeczeniami musi być teraz widoczny — przyczynowy związek i logiczny pomost. Owo wzniosie rozwiązanie tragedii przez transcendentalną sprawiedliwość Ajschylosa26 obniża płaska i zuchwała zasada „poetyckiej” sprawiedliwości, wymierzanej przez usłużnego boga maszynerii teatralnej; deus ex machina Eurypidesa27!
Że pomiędzy Sokratesem a Eurypidesem istniał ścisły sojusz duchowy i wzajemny prąd ideowy, nie uszło to oka współczesnej starożytności: najwymowniejszym wyrazem tego trafnego sądu było podanie, krążące w Atenach, że Sokrates pomaga Eurypidesowi w twórczej pracy28.
Zwolennicy i chwalcy staroświeckich „dobrych” czasów, wymawiali oba te nazwiska, jak się to dziś mówi, jednym tchem, tak bez zająknienia, jeżeli chodziło o to, aby wskazać uwodzicieli i gorszycieli społeczeństwa. „To są właśnie sprawcy, że dawna maratońska tężyzna duszy i ciała pada ofiarą jakiegoś podejrzanego postępu, jakiegoś uświadomienia, że się kurczy piękne ciało i piękna dusza Hellena przy świetle tych dwu złowrogich komet”.
W tym tonie, pół na pół z oburzeniem lub pogardą, mówi stale o tych dwu duchach czarodziejska Muza Arystofanesa, a słowa jej i sądy wywołują wśród ludzi nowożytnych zdumienie i przerażenie: łatwo nam poświęcić Eurypidesa i uwierzyć, że działał niefortunnie, ale potępić Sokratesa, uwierzyć, że działał jak sofista na szkodę sztuki, że Arystofanes genialnym wzrokiem dostrzegł w nim ognisko, focus, soczewkę, koncentrującą rozkładowe dążności epoki i... że dostrzegł trafnie...29
Ach, ileż to wymyślono teorii i teoryjek, mniej więcej dowcipnych, aby obronić Arystofanesa przed zarzutem, że oczernił Sokratesa! Mówiono i pisano, że komedia attycka, zwłaszcza starsza, jest spokrewniona z dzisiejszą karykaturą pism humorystycznych, że jak żaden, dajmy na to, rozumny minister nie gniewa się o to. że go w piśmie humorystycznym przedstawią w najśmieszniejszej karykaturze, bo to żart, który nie krzywdzi, tak samo Chmury... nie krzywdzą Sokratesa. Mówiono i pisano (Christ), że Arystofanes popełnił sobie taki żart „karnawałowy”; że mylnie poinformowany, uważał Sokratesa za sofistę, więc się pomylił co do osoby; że tylko dlatego wyśmiał Sokratesa, że inni sofiści byli cudzoziemcami, więc mało znanymi, a jemu chodziło o figurę popularną w Atenach. Z drugiej strony posądzano go nawet, że, przekupiony przez wrogów Sokratesa, napisał nań pamflet „za srebrniki”; że działał jako wróg wszelkiego postępu, jako wstecznik i konserwatysta, zaprzedaniec partii arystokratycznej. (Z racji tych przyczepiano do niego rozmaite „etykietki”, jakby do geniusza można przyczepić etykietę; exemplum30: proszę ją do Szekspira przyczepić: konserwatysta, arystokrata, demokrata, wstecznik, radykał, liberał, monarchista, republikanin i ile ich tam jest. Któraż się nada? Cóż to za rozpacz dla zwolenników etykiet! a Carducci?..!)
Nie: podziwiać należy głęboki instynkt, raczej genialną intuicję Arystofanesa, który przeczuł, jak nikt drugi, że robota tych dwu ludzi, Eurypidesa i Sokratesa, sprowadzi koniec wielkiej epoki Hellenów tj. koniec ich kultury tragicznej.
Duchowy związek Sokratesa z Eurypidesem zaznaczył się na zewnątrz tym ciekawym rysem, iż Sokrates, jako przeciwnik sztuk tragicznych, nie chodził na tragedie starego stylu, a pokazywał się ostentacyjnie tylko wtedy, kiedy dawano nową sztukę Eurypidesa.
Kanon estetycznego sokratyzmu: „wszystko musi być wyrozumowane, co ma być piękne”, oraz kanon etycznego sokratyzmu: „tylko człowiek uświadomiony może być cnotliwy”, był zarazem kanonem Eurypidesa, podług którego zmienił i przeobraził całą sztukę dramatyczną, zarówno jej zasadę, jak szczegóły: język, charaktery, budowę dramatyczną i, co najważniejsze: muzykę chóralną, której nawet sam nie tworzył, lecz którą zamawiał u drugich!
Porównując tragedię Ajschylo-Sofoklesowską z dramatami Eurypidesa, wykazują u niego esteci i krytycy brak poetyckiej fantazji, oraz jakby upadek — dekadencję: a to jest właśnie wynik owej z góry powziętej, zuchwałej zasady, że wszystko musi być jasne, zrozumiałe, wyrozumowane, logiczne. Prolog Eurypidesa jest typowym przykładem takiej twórczości podług racjonalistycznej recepty. Nic nie może być bardziej wstrętnym dla naszej scenicznej techniki, jak prolog w dramacie Eurypidesa: oto wychodzi jedna osoba przed zaczęciem sztuki na scenę i oznajmia, kim jest, co się dotychczas stało, co poprzedziło akcję dramatu, ba; nawet co się będzie działo podczas przebiegu sztuki; współczesny nam poeta, a nawet widz, musi to uważać jako lekkomyślne, niewybaczalne, zrzeknięcie się efektu napięcia uwagi i ciekawości. Już wiemy wszystko, co się będzie działo, po cóż tu czekać? Przecież to nie sen proroczy, który podnieca i drażni nasze nerwy, czy się spełni w rzeczywistości, na jawie?
Inaczej rozumuje Eurypides: dramat musi być doskonale zrozumiały; wrażenie polega nie na akcji, lecz na owych retoryczno-lirycznych dia- lub monologach, w których tkanka psychologiczna, „naga dusza” i dialektyka bohatera wytwarzają patos i nastroje; i tu także zaczyna się obca duchowi helleńskiemu przewaga duszy nad ciałem, początek zachwiania się tragicznej kalokagatii.
Jak się zapatruje ten nowy, sokratesowsko-eurypidyczny, świat na chór i muzyczno-bakchiczny podkład tragedii? Jako na coś podrzędnego, „byle było”, jako na reminiscencję początków sztuki teatralnej, podczas gdy wiemy dokładnie, że ten chór muzyczny jest źródłem, głównym nerwem tragedii, jej boskim elementem31; że państwo, rząd, wydzieliły działaniu muzyki pierwszorzędne, wychowawcze zadanie i że liczyły na to, że wraz z mitem tragicznym spełni nadzieje wyhodowania pokolenia dzielnego, duchem tragicznym wykarmionego32.
Wpływ Sokratesa na młodzież był olbrzymi: mistrza naśladowano, jako ideał doskonałości, a że Sokrates małą wartość przywiązywał i do muzyki, wiemy to z pewnością: ta despotyczna, genialnie logiczna głowa, ceniła przede wszystkim wiedzę i filozofię, którą uważał za najznamienitszą Muz przedstawicielkę, mając się w ten mylny sposób za jakiegoś Apollinowego wybrańca! Zdaje się, że czuł jednak niekiedy jakby wyrzut, że sztuki pięknej nie docenił: przynajmniej w ostatnich chwilach życia, w więzieniu, jak to opowiada swym uczniom, miewał często sny; postać jakaś boska wołała nań: „Sokratesie, uprawiaj muzykę!” Zrazu oczywiście myślał, że jego filozofia jest tą najwyższą Muz sztuką, tą harmonią grającą na strunach jego spekulatywnej duszy, ale gdy się sen powtarzał, wziął się do tej sztuki, której tak zaniedbał: w więzieniu ułożył proojmion33 do Apollina, jakby tego boga muzyki chciał przeprosić za to zaniedbanie całego życia.
Może wtedy poczuł ten „najmędrszy z ludzi” pierwszy raz wątpliwość, czy ta wiedza i ta chłodna, racjonalna logika, którą głosił jako jedyną mądrość, wystarcza człowiekowi, aby żyć?
Może wtedy pierwszy raz „najmędrszy z ludzi” zawahał się, czy prawdą jest jego naczelne z dziesięciorga: „tylko rzecz zrozumiała może być piękną”, może sam siebie zapytał: „czy rzecz, której ja nie rozumiem, musi być koniecznie niezrozumiała?” A może jest gdzie region takiej mądrości, gdzie się kończy i ustaje prostolinijny lot logika, nawet „najmędrszego”?
Może sztuka jest tą jemu zaklętą krainą, gdzie logika nie wystarcza, może ta sztuka jest równouprawnioną siostrą wiedzy, a może czymś wyższym?
Cóż mu głównie Arystofanes w Chmurach zarzuca?
Że podkopuje wiarę w bogów i że psuje młodzież. Oba zarzuty prawdziwe, tylko że psucie młodzieży polegało na odwodzeniu ich od sztuki, od chórów, od muzyki, od gimnastyki — do wiedzy, do filozofii.
W oczach Arystofanesa, który wiedział, do jak ważnych i świętych celów służyć ma ta sztuka tragiczna i te entuzjastyczne, błogosławione, chóry kultu apollińsko-bakchicznego, było to właśnie największą zbrodnią. Poeta wie i pamięta o tym całe życie: przez usta Ajschylosa w Żabach34, gdy Eurypides uniewinnia się, że nie stworzył „zła”, bo „ono istniało”, wypowiada elementarną prawdę o posłannictwie poety i zadaniu wychowawczym poezji:
Zło istniało: lecz poeta winien zło omijać, kryć,
A nie szerzyć i zachwalać! Szkolarz uczy pacholęta,
Lecz mistrzem dorosłych ludzi jest poeta; więc my musim
Głosić zawsze ideały!
A w innym miejscu35, w tych samych Żabach, powiada bóg Dionizos, że przybył do podziemia po wieszcza tragicznego, aby ratował ojczyznę i „aby miasto ocalone zaprzęgnął do chórów”: to starczy, by zrozumieć, czym miał być dla ojczyzny poeta tragiczny i czym były chóry tragiczne.
Oba te zarzuty podnieśli oskarżyciele Sokratesa w lat blisko 24 po ukazaniu się Chmur. Sokrates sam wypomina przed sądem nazwisko Arystofanesa, jako jednego z tych, którzy mu najbardziej zaszkodzili. (Plato, Apologia, 18, 19)36. Wprawdzie Platon opowiada w czarującej swej Biesiadzie, że tragik Agaton (w 7 lat po wystawie Chmur), święcąc tryumf swej sztuki, wyprawił dla swych przyjaciół ucztę; wśród zaproszonych godowników, sławiących po kolei boga miłości, wypowiadają zapatrywanie na sprawy Erosa Sokrates i Arystofanes najpiękniej, w zupełnej zgodzie: wtem wpada cała drużyna — a była to już późna noc — wesołych hulaków ateńskich, zaczyna się tęga pijatyka, która trwa do rana: jedni goście odchodzą do domu, drudzy śpią, powaleni napojem Bakcha37. Arystodemos, który nam o tej uczcie opowiada, budzi się nad ranem i widzi taki obraz: świt; wszyscy śpią, gdzie kto siedział, na ławach i na ziemi: tylko Sokrates, Agaton i Arystofanes rozprawiają z zapałem, pijąc z jednej ogromnej czary: właśnie zmusza Sokrates swą żelazną logiką obu poetów do przyznania, że istota poezji tragicznej i komicznej jest ta sama, że kto stworzy tęgą tragedię, ten potrafi napisać również dobrą komedię i na odwrót. (Miał rację: dowód, Szekspir!)
Skłonni jesteśmy wierzyć, że gdyby Platon na tej uczcie był osobiście i gdyby już wtedy znał Chmury, byłoby Symposyon inaczej wyglądało. Kiedy Chmury przedstawiano, miał Platon lat 4, a kiedy ucztę wyprawiał Agaton, lat 11. Biesiadę swą napisał w r. 384, tj. już po śmierci Sokratesa i Arystofanesa, kiedy mogiły, pokrywające obu zapaśników — nakazywały zapomnieć o jątrzącej, bolesnej bądź co bądź, sprawie. Z tego arcydzieła platońskiego wnosić, że Platon i Sokrates uważali Chmury za żart niewinny38, pochodzący od człowieka, którego rzemiosłem miało być wytwarzanie śmiechu i służba bogu Dionisowi oraz bogini Afrodycie (ᾧ περὶ Διόνυσον καὶ Ἀφροδίτην πᾶσα ἡ διατριβή), jest rzecz bardziej niż problematyczna. Widzimy tylko, że stosunki towarzyskie i decorum39 były zachowane, przynajmniej tak chce Platon, a w Symposyonie jest raczej hołd dla Arystofanesa, aniżeli jakikolwiek dowód, że zarzuty w Chmurach umieszczone, są nieświadomą, pełną gracji, igraszką: trzeba bowiem pamiętać, jakie uwielbienie żywił Platon dla Arystofanesa. Kiedy tyran Syrakuz, Dionysios, zapytał Platona, jak najłatwiej poznać ustrój społeczeństwa ateńskiego, posłał mu Platon przede wszystkim Chmury Arystofanesa, dodając w liście, że przez pilne wczytanie się w arcydzieła tego poety osięgnie cel najprędzej. (Th. Bergk, Prolog. de comoedia, XII, 9).
Jest też podanie, które przechował Olympiodoros40, że po śmierci Platona znaleziono pod poduszką zmarłego komedie Arystofanesa, z którymi się nie rozstawał.
Tradycja przypisuje właśnie Platonowi głęboki, pełen sentymentu, epigram herooelegijny na śmierć Arystofanesa: przytaczam go w tłumaczeniu:
Chram41 chciały mieć Charyty, co nigdy nie zginie:
Duch Arystofanesa wzięły za świątynię.
Nadto trzeba tu zaznaczyć, że niesłychanie podniosły obraz Sokratesa, jaki przebija z pism Platona, jest tylko idealnym portretem tego zagadkowego człowieka: jest stanowczo poetycznie przerysowany, bo przecież, mówmy otwarcie, Platon jest poetą, stokroć więcej poetą niż filozofem. Inny jest Sokrates Ksenofonta42, tego żołnierza, zapatrzonego w dwa bożyszcza: Spartę i Sokratesa; obraz to więcej naturalny i do prawdy zbliżony. Trzeci obraz, na który za mało zwrócono uwagi, jako na obraz (widziano tam tylko karykaturę), to Sokrates Chmur Arystofanesa; jeżeli umiejętnie odrzucimy to, co jest w istocie karykaturą, pozostanie potężna wizja tego tajemniczego, zagadkowego, człowieka, który sam nie pozostawił nam od siebie literalnie nic, ani litery, bo nigdy nic nie pisał: wizja, oświecona jaskrawo słońcem najpiękniejszego z ginących światów, geniuszem Arystofanesa, który dwu ludzi swej epoki, Sokratesa i Eurypidesa, stale chwytał na arkan43 szyderstwa i wlókł przed pręgierz. Że Arystofanes nie zmienił przekonań swych o Sokratesie, świadczy wspomniana już komedia Żaby, wystawiona w 18 lat po Chmurach, zawierająca bardzo ostry sąd na Sokratesa i te same zarzuty. Komedia ta, jak z dat widzimy, napisana była w 11 lat po owej uczcie u Agatona, gdzie to niby sprawę „zapito”.
Oto, co mu wytyka poeta:
w. 1491 i n.
Jakże pięknie, że młodziki.
Wyrwawszy się raz z pazurów,
Sokratesa nie obsiędą,
Żeby paplać, a muzyki
Lub tragicznych niechać chórów!
. . . . . . . . . . . . .
Wżdy44 kto harde słowa miota —
O włos kozi — durno ścisły
Spór wywodząc, bając wszędzie,
Próżnująca to robota
Męża, co postradał zmysły.
Zresztą to wielkie poety serce, bijące tylko dla sztuki i ojczyzny, miało do potępienia Sokratesa jeszcze jeden powód niesłychanie ważny, na który nikt dotąd nie zwrócił uwagi. „Po owocach ich poznacie je”: uczniowie Sokratesa wybitniejsi byli, jak wiadomo, wszyscy przyjaciółmi i zwolennikami Sparty; nie w tym znaczeniu, jak poeta, który nie chciał z nią wojny i nawoływał do zgody, bo czuł, bo obawiał się, że Ateny w końcu ulegną, lecz Sokratycy byli z zasady Spartofilami i zwolennikami oligarchii oraz urządzeń społecznych spartańskich i to w czasie, kiedy trwał śmiertelny bój: wymienię tu przede wszystkim Krytyasa, Platona i Ksenofonta, który poszedł najdalej w tym kierunku; popełnił najnikczemniejszą zdradę, przeszedł na stronę Sparty, a nawet stał w szeregach wroga w krwawej bitwie pod Koroneją 394 przeciw własnym rodakom45. Czy mógł się rys, wspólny wszystkim Sokratykom wytworzyć bez wpływu mistrza?46 Czy ulubieniec największy mistrza, Alkibiades47, nie był zdrajcą? Czy ta filozofia nie była podszyta kosmopolityczno-dialektyczną podszewką? Czy nie rozluźniała najwidoczniej sumień?
Ale zwycięstwo w tym pojedynku pozostało przy Sokratesie, pomimo, że zarzuty, wypowiedziane w Chmurach Arystofanesa, a powtórzone w lat dwadzieścia kilka przez Meletosa, Anytosa i Likona, sprowadziły nań śmierć.
W tym straszliwym zmaganiu się dwu światów i dwu poglądów jest jedna rzecz niezwykła, mianowicie wyrok, wydany przez wielki sąd ateński: wszak jedyną formą skazania mogło tu być tylko wygnanie z ojczyzny, co byłoby Ateńczyków uchroniło od haniebnego i okrutnego czynu, a potomność wszystkich czasów od zgorszenia i oburzenia. Że jednak skazali go rodacy nie na wygnanie, lecz na śmierć, to zrobił sam Sokrates, dobrowolnie i świadomie, niesłychanie podrażniwszy łyków48 ateńskich, nie czując owej przyrodzonej, naturalnej bojaźni przed śmiercią, na którą szedł z takim spokojem, z jakim wychodził, jak powiada Platon, z owej uczty nad samym ranem, jako ostatni biesiadnik — na trzeźwo, aby rozpocząć, jak zwykle, czynności dziennej nowy dzień, gdy tam w godowej komnacie pozostali oszołomieni winem, śpiący na ławach i na ziemi towarzysze, marząc zasłyszane w półśnie magnetyczne49 dialogi Sokratesa, prawiącego o Erosie, co płodzi w głowach pięknych efebów50 miłość mądrości — filozofię.
Konający w więzieniu Sokrates stał się nowym, dotychczas nigdy i nigdzie nie widzianym ideałem szlachetnej młodzieży greckiej: przede wszystkim ugina kolana przed tym nowym bóstwem typ efeba helleńskiego, Platon, czyniąc z płomiennego serca i duszy swej marzycielskiej ogromny, nieśmiertelny, wieczysty poemat dialogów, włożonych w usta mistrza.
Drugi ideał, poszukiwanie wiedzy i prawdy przedmiotowej, to sztandar nowego pokolenia, a nieśmiertelną zasługą Sokratesa jest właśnie to, że pierwszy dźwignął ten sztandar, chociaż co prawda zbyt jednostronnie.
Zwyciężył w tym boju Sokrates: kultura tragiczna upadła, a z nią i wielkość Aten; duch zyskał despotyczną przewagę nad ciałem, potomność wpływy te utrwaliła, zniszczywszy kult ciała zbyt jednostronnie, a jednak czy na zawsze?
Czy wróci Kalokagatia, sprawiedliwa równowaga tragicznej Hellady, prowadząca ludzkość w kult piękna, którego kwiatem i koroną jest wedle Goethego sztuka tragiczna, jako causa finalis51 świata?
To też kończę te uwagi słowami największego myśliciela: „Ich habe es oft gesagt und werde noch oft wiederholen, die causa finalis der Welt — u. Menschenhändel ist die dramatische Dichtkunst”52.
Niechaj teraz czytelnik zestawi niesłychanie lekceważący sąd Sokratesa o tragedii z sądem mędrca weimarskiego, rezultatem musi być hołd geniuszowi Arystofanesa i poklask Chmurom oddany.
Pogląd Arystofanesa na znaczenie i wartość sztuki tragicznej, na jej ostateczne, kulturalne cele, a pogląd Goethego, którym ją uważa za causa finalis świata i ludzkości, jest przedziwnym, prawdziwie klasycznym, przykładem tej boskiej prawdy, jaką wypowiedział Fr. Nietzsche53. „Olbrzym skrzykuje olbrzyma poprzez niezmierzone przestrzenie wieków i czasów, a chociaż plemię karłów, które się gdzieś dołem u stóp ich czołga, czyni wrzawę natrętnie i bezładnie, majestatyczna rozmowa duchów ciągnie się w górze nieprzerwanie”.
II
Chmury wystawiono czasu Wielkich Świąt Dionizejskich w miesiącu marcu r. 423 przed Chr. (Ol. 80.). Z przerzeczonych powodów nie prosił autor o chór pod swoim imieniem, lecz zgłosił się do archonta54 Isarchosa przyjaciel poety, aktor-reżyser Filonides, który wystawiał sztuki Arystofanesa społeczno-literackiej treści np. przeciw Sokratesowi lub Eurypidesowi (Meineke Fragmenta comicorum graecorum, II, 914). podczas gdy politycznej treści utwory wystawiał inny druh poety, również aktor-reżyser, Kallistratos (Th. Bergk Prol., III, 12): czasami zastępował Arystofanesa syn jego ulubiony, Araros, również komediopisarz: podobno że „trzymał do chrztu” dwie komedie ojca, Pokój (wtóry!) i Plutosa, czyli Boga Skarbów, (I. Van Leeuwen Prol. ad „Pacem” et „Plutum”).
Równocześnie współubiegali się z Arystofanesem o pierwszeństwo sędziwy Kratinos (miał wtedy lat blisko 100!), który wystawił wyborną komedię pt. Pani Flasza (Πυτίνη) i Ameipsjas z komedią pt. Konnos, która miała treść i tendencję podobną do Arystofanesowskich Chmur: wyszydzała Sokratesa, a chór był złożony z sofistów: Arystofanes poniósł klęskę. Pani Flasza Kratinosa zyskała pierwszą nagrodę, wtórą Konnos Ameipsjasa, a trzecią dopiero Chmury, co oznaczało, że sztuka padła.
Dotkliwie odczuł tę porażkę poeta, to też nieraz uskarża się, że ta „najlepsza z jego komedii” przepadła. Mówi o tym wyraźnie w Osach55. Postanowił jednak ten utwór, który uważał za arcydzieło, poddać pod sąd całego społeczeństwa Hellenów: napisał więc nową parabasę tj. odezwę do wszystkich rodaków, której treścią jest obrona Chmur i krytyka kolegów po piórze oraz publiczności ateńskiej, wstawił ją przed pierwotną parabasę i tak okazawszy archontowi, jako władzy cenzuralnej, wydał jako książkę, jeśli się tak można wyrazić, tj. puścił w obieg księgarski, gdyż wierzył niezawodnie, że zawiera zbyt ważne idee i że czytająca publiczność pozna się na wartości arcydzieła.
Jest przekonanie wśród większości filologów, że Chmury istniały w dwu lub trzech wydaniach: pierwsze z r. 423, które zaginęło, którego nikt nigdy nie widział, nawet w starożytności, oraz drugie, przerobione i poprawione przez Arystofanesa, który „chciał” je powtórnie na scenę wprowadzić i to trzecie, które mamy, a które powstało przez pomięszanie tekstów dwu pierwszych wydań.
Nie wierzę, aby tak było: owszem, ufam wywodom I. van Leeuwena, który twierdzi, że nigdy żadnych drugich, ani trzecich Chmur nie było: że mamy pierwsze wydanie w tej formie, jak je napisał Arystofanes na r. 423, kiedy sztuka upadła: w jakiś czas dodał tylko ową odezwę i tak puścił w świat książkę, która doszła nas w formie niezmienionej pod względem zasadniczym. Tak samo zapatruje się na tę kwestię B. Heidhues56, a stanowisko to przyjmuje również Karol v. Holzinger. Ostatecznie jest to pogląd, który wygłosił już 1823 Wilhelm Esser (De prima et altera quae fertur „Nubium” Aristophanis editione, Bonnae 1823).
Że tak jest, świadczy bardzo stanowczo jednolita budowa utworu, który sprawia wrażenie arcydzieła, ulanego z jednej bryły kruszcu: nigdzie najmniejszej rysy lub jakiegoś załamania się akcji, która ma wspaniałą linię ewolucyjną: każdy szczegół wypływa logicznie z poprzedzających okoliczności, każda scena jest logicznym, koniecznym następstwem ewolucji planu i myśli przewodniej, zakończenie perspektywicznie skrócone, skupione, zwarte, właściwe wielkim mistrzom, działa niespodzianką, jak błysk nagiej stali. Gdyby to był zlepek lub rzecz niewykończona, musiałyby istnieć sprzeczności lub luki. Tylko w głowach ciasnych, pojmujących filologię jako rzemiosło bezdusznej krytyki tekstu i dociekań gramatycznych, a nie wnikających w treść i ducha utworu, mogła powstać dziwaczna myśl, że mamy do czynienia ze zlepem dwu redakcji, lub jakim przerobionym, czy niedopoprawianym przez Arystofanesa powtórnym wydaniem.
Nikt rozumny nie może przypuścić, że poeta ten właśnie poemat, który uważa za arcydzieło swej twórczości, przerabiał i „poprawiał” dlatego, że się nie spodobał... komu? Pięciu urzędowym krytykom τοῖς πέντε κριταῖς! A nawet pewnej części P. T. publiczności!
Arystofanes, który w Chmurach zahaczył świadomie o najważniejsze kwestie epoki, miał przykrawać wielki swój utwór pod miarę gustów ateńskiego snoba? On, kapłan wielkiej sztuki?
Czy można przypuścić, żeby Mickiewicz przerabiał Dziady, a Goethe Fausta, pod miarę wymagań krytyki „sterującej”? I to w zasadniczych kwestiach?
Takie dygi i podskoki robią tylko miernoty: lew nie powtarza skoku; mówią, że jest za dumny.
Treść komedii jest następująca:
Wykrętowic (Strepsiades), stary, niegdyś zamożny, kmieć spod Aten, popadł w lichwiarskie długi, z powodu rozrzutności żony arystokratki i wybryków jedynaka Odrzykonia (Pheidippidesa), hołdującego wzorem złotej młodzieży ateńskiej sportowi końskiemu. Katastrofa finansowa zbliża się wraz z końcem miesiąca, terminem płatności; chcąc jej zapobiec, namawia syna, aby wstąpił do szkoły Sokratesa, „do tej pomysłowni”, gdzie wyuczy się tak wszelakiej mądrości, iż skręci kark wszystkim procesom. Odrzykoń odrzuca tę radę; wtedy Wykrętowic wstępuje sam do szkoły Sokratesa, lecz okazuje się z powodu starości do tego stopnia nieudolnym, iż go Sokrates wypędza.
W rozpaczy zwraca się „wykluczony” ze szkoły chłop do chóru Chmur o poradę. Arcychmura poleca, aby zmusił syna do wstąpienia na studia. Odrzykoń, któremu ojciec zagroził wypędzeniem z domu, zgadza się volens nolens57 na wolę ojca. Występują dwaj rzecznicy, jako przedstawiciele, personifikacje, dwu kierunków wychowania staroświeckiego i modnego (sokratycznego): w szermierce słownej tj. w agonie, zwycięża modny „nieprawy” rzecznik, przedstawiciel szkoły Sokratesa. Odrzykoń oddaje się mu z przekonania, zostaje uczniem „pomysłowni” i czyni szybkie postępy w sofistyce. Tymczasem lichwiarze nachodzą Wykrętowica o pieniądze: zaufany w biegłość prawniczą syna, przepędza ich skąpy chłop batogiem. Nauka syna skończona: Sokrates oddaje ucznia „wyzwolonego” ojcu, który z uciechy wyprawia ucztę tak zdolnemu jedynakowi. Na tej uczcie powstaje między ojcem a synem sprzeczka o Eurypidesa, którego stary nienawidził: zuchwały synek używa jako argumentu... pięści i to tak skutecznie, że ojciec wypada z krzykiem o pomoc. Syn dowodzi bardzo umiejętnie, że ma prawo bić ojca, nawet matkę, i że dobrze uczynił, tak postąpiwszy. Wtedy nareszcie zrozumiał stary Wykrętowic, jaka ta nauka58 Sokratesa. Rozżalony i oburzony skrzykuje pachołków i wraz z nimi rąbie i pali pomysłownię, z której zaledwie z życiem uchodzą mistrz i sokratycy.
Pomysł końcowy „wykurzenia” sofistów opiera się na fakcie, który zdarzył się w Krotonie około r. 435 w południowej Italii, zwanej Wielką Grecją. Tam rozwinęła się bujnie filozofia Pitagorejczyków, która miała liczne szkoły. Jedną z tych szkół podpalili wrogowie sekty. Pożar, zażegnięty ze wszystkich stron, zniszczył nie tylko dom Milona, lecz spowodował liczne ofiary w ludziach: zginęło w tym autodafé 40 uczniów Pitagorasa. uratowało się tylko dwu, Lysis i Archippos. (Zeller, Philosophie der Griechen I, 307).
Żadna z komedii Arystofanesa nie przysporzyła mu u potomności tyle sławy i uwielbienia, żadna tyle niesławy i oburzenia: bo żadna z nich nie podniosła imienia jego do takiej wyżyny, ale zarazem żadna nie rzuciła na charakter poety tyle dwuznacznego światła, żadna nie rzuciła takich „Chmur” podejrzeń na wartość etyczną jego poezji, na prawość tendencji i prawdę poglądów, zawarte w innych jego komediach.
Tę kwestię poruszano bardzo obszernie i wielostronnie: usiłowano w przeróżny, jak wspomniałem, sposób „uniewinnić” Arystofanesa z tego „głównego” grzechu, że śmiał potępić Sokratesa, którego uczą nas czcić niemal urzędownie na zasadzie tego, co pisze o nim Platon59: Platon wyznawca, Platon poeta, Platon optymista, z którego szydzi Byron nielitościwie:
Słuchaj Platonie! Twój szalony system
Sprawia, że wielu w grzechach ginie marnie:
Więcej tyś sprawił złego twojem mglistem
Mamidłem w serca nieskażonem ziarnie,
Niż wieszcze bardy łopotem szumistym
Swych skrzydeł... Głupcze, piejący bezkarnie,
Ty krasomędrku jakiś! Niech ci chórem
Pieśń zabrzmi: Jesteś ludzkości rajfurem!
Lawirowanie dalsze jest niemożliwe. Prawda idzie na przebój, Arystofanes stworzył z Chmur arcydzieło zarówno etyczne, jak estetyczne, przed którego światłem pierzchają wszystkie inne wątpliwości i podejrzenia co do wiarogodności poety: dziś najwięksi historycy liczą się z nim bardzo poważnie.
Najlepszą miarą wartości utworu jest jego niesłychana żywotność i aktualność: w każdym narodzie kulturalnym zbudzi ten utwór echo znanych swojskich analogii.
W roku bieżącym wystawiono w Paryżu w teatrze des Arts Chmury Arystofanesa z niesłychanym powodzeniem.
Znany krytyk dramatyczny A. Brisson pisze, że nazwisko poety ma zawsze „kredyt” u publiczności z racji swej wiecznej młodości i humoru; o samym przedstawieniu tak się wyraża:
„Nous avons eu la sensation d’un jeune faune folâtrant à travers les vignes plantureuses de Bacchus. Et ce fut charmant...
Strepsiade et Phidippide incarnent deux generations successives: l’une attachée aux règles du passé, l’autre deliée de ces règles, l’une inaccessible, l’autre accessible à la voix des sophistes, qui selon l’auteur des Nuées, pervertissaient, ruinaient Athènes. Et c’est l’éternel conflit des pères et des fils, qui n’ont plus même coeur, même cerveau et que sépare un irrémédiable malentendu. La lutte ressuscite à tous les moments de l’histoire oú l’on remue des idées. Elle existe aujourd’hui comme au siècle de Creon. Aristophane pourrait récrire, au commencement de notre vingtième siècle, sa comédie60”...
Może teraz zrozumiemy podziw dla Chmur pani Anny Dacier, uczonej francuskiej, pierwszej tłumaczki Arystofanesa na język ojczysty (1684)61, która powiada, że czar, jaki rzuciły na nią te Chmury, był tak wielki, iż je przeczytała w oryginale 200 razy!
CHMURY
OSOBY:
- Wykrętowic (Strepsiades), stary kmieć spod Aten
- Odrzykoń (Pheidippides), syn Wykrętowica
- Ksantias, pachołek Wykrętowica
- Sokrates
- Uczeń Sokratesa
- Rzecznik prawy
- Rzecznik nieprawy
- PASJAS, lichwiarz ateński
- AMYNIAS, lichwiarz ateński
- Chajrefont, przyjaciel Sokratesa
- Chorus Chmur składający się z 24 śpiewaków-tancerzy tj. choreutów
- OSOBY NIEME: Uczniowie Sokratesa, Świadek przyprowadzony przez Pasjasa, Pachołcy Wykrętowica
Role: aktor pierwszy, protagonistes, grał Wykrętowica; aktor drugi, deuteragonistes, Sokratesa, Rzecznika Nieprawego i Pasjasa; trzeci, tritagonistes, Odrzykonia, ucznia Sokratesa, Amyniasa; czwarty, tetragonistes, Rzecznika Prawego i krótką rolę Ksantiasa. Nadto nieznaczną rolę Chajrefonta musiał objąć zapewne tritagonista, gdyż był wtedy wolny.
Rzecz dzieje się w Atenach pomiędzy domem Wykrętowica a uczelnią Sokratesa około r. 423 przed Chr.
Tłumaczenia dokonałem z greckiego oryginału podług tekstu Teod. Kocka, idąc w niektórych miejscach za Fryd. Blaydesem i J. ran Leeuwenem.
PROLOG
(1–262)
Scena przedstawia plac publiczny między sąsiednimi domami Sokratesa i Wykrętowica. Namienia już na świtanie, po czym robi się piękny, jasny, poranek. Wnętrze domu Wykrętowica na pierwszym planie otwarte, w głębi widać śpiącego Odrzykonia i pachołka; na progu staje Wykrętowic stary, siwy, ale krzepki jeszcze chłop, ubrany w biały chiton62 i takąż chlajnę63 czyli opończę, na nogach sandały: przeciąga się i ziewa, chodząc tu i tam przed domem. Posąg Hermesa z boku.
SCENA I
Wykrętowic, Ksantias, potem Odrzykoń.
WYKRĘTOWIC
Ziewa przeciągle, kilkakrotnie, pozierając na niebo.
Eh-eeeh-aaah!
O królu Zeusie
ziewa
czyż noc się nie skończy?
ziewa
Kiedyż oświtnie, kiedy się dzień zacznie?
Wżdy64 kury piały, tak dawno słyszałem...
A czeladź65 chrapie! Nie tak było drzewiej...
Sczeźnij, o wojno! Przez cię siła66 złego,
Przez cię nie wolno chamów tknąć ni ręką!67
pokazuje na wnętrze domu i widoczne łoże
A ten przezacny młokos, owinięty
Pięciu kołdrami, śpi, jak cztery dziewki...
I ani myśli wstawać, tylko... grzmoci!
Wżdy łeb obwinę i spróbuję chrapnąć.
Otula głowę opończą i usiłuje zasnąć na ławie przed domem.
Ach, spać nie mogę, nędzarz!
po chwili
Jak pchły, żrą mnie
Wybryki syna, koszta, owsy, cugi68,
A on, kędziory bujne utrefiwszy69,
Konno pojeżdża, dobiera i sprzęga
Do maści, nawet śpiąc frymarczy końmi70,
Gdy ja tu ginę, termin z nowiem idzie
I procent rośnie!
Na pachołka — ku sieni
Pachoł, zapal lampę!
Wychodzi zaspany Ksantias z lampką oliwną
Przynieś rachunki, odczytamy sobie,
Com komu winien, by choć procent spłacić.
Pachoł podaje zwoje i tabliczki.
Poświeć, zobaczym...
Czyta przy świetle lampki oliwnej, którą trzyma pachołek.
Pasji min71 dwanaście...
ze złością
Cóż to za Pasja? Pożyczyłem... na co?
przypomina
A... gdym kupował gniadosza. Przebogi!
Oby mi pierwej gnidy ślepie zżarły!
ODRZYKOŃ
woła przez sen
Filon, nie szachruj; nie lza72, jedź swym torem...
WYKRĘTOWIC
Ten ci to kaduk73, co mi łeb ukręca!
Śpi a pojeżdża, śpiąc ma szkapy w mózgu...
ODRZYKOŃ
przez sen
Ileż ty torów jeździsz na wyścigach?
WYKRĘTOWIC
Ścigasz ty ojca poprzez mnogie tory!...
Więc tyle Pasja: jakież inne dłużki?
Amynias żąda trzech min za rydwanik.
ODRZYKOŃ
przez sen
Konia mi wytrzeć a potem do stajni!
WYKRĘTOWIC
coraz gwałtowniej i głośniej
Już ty mój mieszek do gruntu wytarłeś:
Ot, wyrok na mnie, a insi grabieżą
Gratów mi grożą!
ODRZYKOŃ
zrywa się z łoża, wychodzi na próg i woła z gniewem
Więc jeszcze, mój ojcze,
Nie śpisz? Tłuczesz się całą noc, jak zmora?!
WYKRĘTOWIC
Woźny „Pluskiewka” wygryza mnie z łoża...
ODRZYKOŃ
Daj mi, narwańcze, zdrzymnąć74 się choć chwilkę!
wchodzi do wnętrza i rzuca się na łoże.
SCENA II
Wykrętowic i Pachołek.
WYKRĘTOWIC
Lulajże, lulaj, lecz wiedz, że te długi
Spadną ci na łeb niezadługo... wszystkie.
Milknie i zamyśla się.
A, do stu katów! Oby ta swacicha,
Rajfura75 w rzeczy, zdechła była pierwej,
Nim zeswatała mnię z twą zacną matką!
Lampka ciemnieje.
Aza76, mnie chłopski żywot wieść najmilej
Było: legałem, gdziem chciał, w śmieciach, w brudzie,
Ale w bród miałem oliwek, pszczół, jagniąt!
Aliści żonę wziąłem — bratanicę
Megakla, rodu Megaklesów córę...77
Chłopski syn, wziąłem pannę z miasta; szumną,
Dumną, spieszczoną, słowem arcyksiężnę78!
Owa, po ślubie idziemy w łożnicę:
Ja cuchnę wełną, wędzarnią i kisem79.
Ona wonieje szafranem i mirrą,
Lubieżnych pieszczot warg chce i całunków.
Pompy, smaczności, Afrodyty kunsztów...
śmieje się jakby na wspomnienie
Hej! Nie powiadam, by też leniem była...
Wżdy dziergła; ja jej tę starą opończę
Przed oczy kładę, mówiąc przez podobę:
Dziergaj, byś wnet nas w biedę nie zadziergła...!
Wśród ostatnich słów lampka gaśnie.
KSANTIAS
Oliwy w lampce nie ma ani kropli!
WYKRĘTOWIC
gwałtownie
Co za pijaczkę oliwy tyś zażegł80?
Sam do mnie! Weźmiesz w łeb!!
KSANTIAS
podchodząc ze strachem
Jegomość! Za co?
WYKRĘTOWIC
bijąc go w kark, mówi dobitnie i powoli
Za to, żeś wsadził za gruby knot w lampę!
Wrzeszcząc Ksantias ucieka — z lampą i tablicami.
Potem nam synek — ten oto, się rodził,
Mnie i mej zacnej małżonce: więc zaraz
Jęliśmy81 sądzić się o jego imię.
Ona coś zawsze zowie go od konia:
Dzierżykoń albo Miłokoń, Konisław,
A ja mu dzieję82 po dziadku Odrzycu.
Tak się swarzymy, aż po długim czasie
Godzim się wspólnie zwać go Odrzykoniem83...
Synka na łono wziąwszy, tak pieściła:
„Kiedy urośniesz, jak Megakles, jadąc
W gród na rydwanie, płaszcz przewiesisz dumnie...”
Jam zaś powiadał: „Kiedy z tej uboczy
Barany pędząc, jak ociec w kożuchu”...
Przebóg, nie słuchał nawet mojej gwary!
No — i szkapiarnia zjadła wszytkie dudki84!
po chwilce milczenia
Noc dzisiaj całą suszę łeb, jak radzić...
Mam ci plan jeden przecudowny, śmiały;
Dali85 się syn doń przekonać — to wygram.
Owo go zbudzić trza naprzód: ba, grzecznie:
Jakoż go zbudzić najgrzeczniej, najsłodziej?
wchodzi na próg i woła czule
Odrzykoń! Odryś, Odrzykoś!
SCENA III
Wykrętowic, Odrzykoń.
ODRZYKOŃ
Piękny efeb, mina butna, włosy w bujnych kędziorach, wąsy i broda zaledwo meszek i pierwszy puch. Okryty krótkim, wełnianym, białym chitonem, na nogach sandały: wychodzi na próg, ziewając.
Cóż, papo?
WYKRĘTOWIC
Ucałuj ojca, podaj rączkę prawą!
ODRZYKOŃ
podaje rękę, mówiąc z niechęcią
Dobrze, coć trzeba?
WYKRĘTOWIC
Mów, miłujesz ojca?
ODRZYKOŃ
Tak mi Władykoń86 Posejdon dopomóż!
WYKRĘTOWIC
Pfe! Dajże pokój z twoim Władykoniem!
Ten ci twój bożek winien całej biedy!
Lecz jeśli szczerze, z serca mnie miłujesz,
Słuchaj, mój synu!
ODRZYKOŃ
Dobrze, czego żądasz?
WYKRĘTOWIC
Porzucisz zaraz swoje złe nałogi.
Będziesz się uczył tam, gdzie cię zawiodę.
ODRZYKOŃ
Rozkazuj, ojcze!
WYKRĘTOWIC
Posłuchasz?
ODRZYKOŃ
Posłucham,
Przez Dionisa.
WYKRĘTOWIC
pokazując na dom Sokratesa
Poźryj ku tej stronie!
Czy widzisz ową bramkę i ten dworek?
ODRZYKOŃ
Widzę; cóż w rzeczy chałupa ta znaczy?
WYKRĘTOWIC
Mądrych to duchów gniazdo: pomysłownia.
Tam żyją męże, co cię przekonają,
Że nieb sklepienie jest jakby żużelnik,
Co wisi wokół nas... że my węgielki87.
Oni nauczą, gdy płacisz, każdego,
Pobić, słusznieli88, czy niesłusznie prawiąc.
ODRZYKOŃ
Cóż to za jedni?
WYKRĘTOWIC
Nie pomnę już nazwisk
Tych wolnodumców89 pięknych a szlachetnych.
ODRZYKOŃ
z obrzydzeniem, bardzo głośno
Pfe! Znam tych łotrów, paliwody same,
Wymoczki, śledzie, bosonogie bractwo,
Wśród nich Sokrates, zły duch i Chajrefont90!
WYKRĘTOWIC
oglądając się trwożnie, zatyka mu usta
Ej — ej — milcz synu, nie mów takich bluźnierstw!
Pragnieszli, aby ociec miał chleb w zębach
Do nich się garnij, a pluń na koniarstwo!
ODRZYKOŃ
Na Bakcha, nigdy, choćbyś dawał nawet
Leogorasa w zamian bażantarnię91!
WYKRĘTOWIC
z wielką czułością
Idź, błagam ciebie, najmilejszy, złoty.
Idź, ucz się od nich!
ODRZYKOŃ
z oburzeniem
Mam się uczyć? Czego?
WYKRĘTOWIC
Słychać, że mają jakieś dwa wywody:
Lepszy, tak ci jest — i jakiś tam gorszy.
Ten drugi wywód, jak mówią, choć gorszy,
Zwycięża zawsze przez nieprawe środki,
Gdy pojmiesz dobrze ten nieprawy wywód,
To z długów owych, com winien za ciebie,
Ani szeląga nikomu nie płacę.
ODRZYKOŃ
Nie myślę słuchać! Nie śmiałbym rycerstwu
Spojrzeć do oczu z cerą tych wymoczków.
WYKRĘTOWIC
wybucha gniewem
Już, na Demetrę92, ni ty, ni dyszlowy,
Ni ten twój bachmat, u mnie żreć nie będą:
Precz żenę wszytkich — precz, na cztery wiatry!
ODRZYKOŃ
z emfazą
Wujcio Megakles nie zgodzi się nigdy,
Bym żył bez koni. Idę, nie znam ciebie!
odchodzi
SCENA IV
Wykrętowic sam.
WYKRĘTOWIC
Po chwili milczenia, skupiwszy energię
Raz mną rzuciło, lecz nie pogromiło.
Z bożą pomocą sam się uczyć będę
W tej owo szkole, w tej tu pomysłowni...
zamyśla się
Jakoż ja — w leciech93, bez pamięci, gnuśny94,
Pojmę misternych mów cienkie trzaseczki?
Ej, śmiele stuknę!
idzie ku zagrodzie Sokratesa, wali gwałtownie we wrota
Hej! otwórz, młodzieńcze!
Wychodzi blady, rozczochrany, obszargany, bosonogi uczeń.
SCENA V
Przed domem Sokratesa. Wykrętowic i uczeń Sokratesa, pełniący obowiązek odźwiernego.
UCZEŃ
Wściekł się! To wali! Któż tam do pioruna!!
WYKRĘTOWIC
Ja, syn Odrzyców, Wykrętowic, z Kikin95.
UCZEŃ
Gbur jesteś w rzeczy, bo walisz piętami
Tak bez systemu we wrota, żeś sprawił,
Iżem poronił myśl w łonie poczętą...96
WYKRĘTOWIC
Odpuść mi, jestem z wioszczyny zapadłej.
Lecz przebóg, cóżeś za dziwo poronił?
UCZEŃ
Zakon97 nie każe mówić, li98 współuczniom!
WYKRĘTOWIC
Mów zatem śmiało, toć ja, w mej osobie,
Idę na ucznia do tej pomysłowni.
UCZEŃ
Powiem, lecz to jest tajemnica święta.
Właśnie Sokrates spytał Chajrefonta,
Ile pchła własnych stóp uskoczyć zdoła,
Co jednym susem ze brwi Chajrefonta
Skoczyła sobie na mistrza łysinę.
WYKRĘTOWIC
z ogromnym zaciekawieniem
I on to zmierzył?
UCZEŃ
Najdokładniej w świecie.
Wosk roztopiwszy, pchłę sprawnie uchwycił
I obie łapki zanurzył w płyn lepki.
Wosk ostygł: pchła ma damskie, perskie buty.
Te zdjął i nimi rozmierzył odległość.
WYKRĘTOWIC
Królu Dijosie! To ci spryt nad spryty!
UCZEŃ
Zdziwisz się kiedy poznasz inny pomysł
Mistrza!
WYKRĘTOWIC
No — jakiż? Zaklinam, mów śmiele!
UCZEŃ
Pytał go kiedyś Chajrefont Sfetejski99,
Jak myśli o tym: czy ryjkiem gra komar,
Czy też muzykę czyni tyłka końcem?
WYKRĘTOWIC
Cóż mistrz powiedział o komarzym tonie?
UCZEŃ
Tak rzecz wyłuszczył: komar ma kiszeczkę
Wąską. Jelitem cienkim wiatr pomyka,
Przemocą party, wprost na dół do tyłka,
Który się kończy podwiniętym lejkiem.
Więc zadek śpiewa, gdy weń dmuchnie komar.
WYKRĘTOWIC
ze zdumieniem
To tak... to zadek u komarów trąbką...
O trzykroć szczęsny bądź, badaczu kiszek!
Jak snadnie100 taki wykpi się z procesu,
Co na wskróś przeznał jelita komara!
UCZEŃ
Onegdaj pomysł świetny był postradał
Z winy jaszczurki.
WYKRĘTOWIC
bardzo zaciekawiony
Jako? Gadaj żywnie101!
UCZEŃ
Gdy badał drogi i zmiany księżyca
Z głową zadartą, gębę rozdziawiwszy,
Jaszczurka z dachu wprost siknęła do niej102.
WYKRĘTOWIC
śmieje się do rozpuku
Jaszczurka twoja, sikająca w mistrza,
Jest, wiesz, ucieszna!
UCZEŃ
Wczoraj na wieczerzę
Nie było w domu ni kawałka chleba.
WYKRĘTOWIC
No — czym was karmił, jak się mistrz wychytrzył?
UCZEŃ
Byli-m w palestrze: tam na stół ofiarny
Nasypał piasku, zgiął rożen, by103 cyrkiel,
Wszyscy się gapią: on łap ćwiartkę mięsa!
WYKRĘTOWIC
O, już Talesa104 nie uwielbiam wcale!
Więc otwórz, puść mnie do tej pomysłowni
I zaraz mi tu pokaż Sokratesa!
Chce mi się na gwałt, chce, chce... uczyć: puszczaj!
Uczeń otwiera drzwi ostrożnie, lecz w tej chwili wysypuje się cała gromada młodzików obszarpanych, bladych, chudych i brudnych. W głębi dużej sali widać innych uczniów w rozmaitych pozach; tuż obok stoją różne przyrządy naukowe, jak cyrkle, gnomony105, tablice geograficzne z metalu, oraz astronomiczne rysunki gwiazd i nieba. Wykrętowic, zobaczywszy tylu obdartusów, woła zdumiony
WYKRĘTOWIC
O Heraklesie, a to co za stwory?
UCZEŃ
Co się tak gapisz, do kogo ich równasz?
WYKRĘTOWIC
Do jeńców z Pylos, głodomorów Sparty106.
Przecz patrzą na dół, w ziemię ślepia wbiwszy?
UCZEŃ
Szukają rzeczy pod ziemią.
WYKRĘTOWIC
A? cebul
Szukają? Chłopcy, nie troszczcie się o to!
Znam pole takie, gdzie są duże, ładne.
A ci, co robią, co się tak zgarbili?
UCZEŃ
Erebu107 mroki przebijają wzrokiem.
WYKRĘTOWIC
pokazując na bose pięty uczniów
Czemuż ich zady spoglądają w niebo?
UCZEŃ
śmiejąc się
Z własnej fantazji liczą niebios gwiazdy.
do uczniów, którzy się tłoczą z ciekawością do nowo przybyłego.
Wnijdźcie108 w dom zaraz, bo tu mistrz was spotka!
WYKRĘTOWIC
Daj im pozostać, chciałbym z nimi chwilkę
Pogwarzyć w sprawie, która mnie obchodzi.
Uczniowie odchodzą i nikną w głębi budynku.
UCZEŃ
Lecz im nie wolno na świeżym powietrzu,
Ani na dworze długo baraszkować.
WYKRĘTOWIC
Więc gorze nam, gorze!
Rozchylają się w głębi uczelni opony: widać w górze, u samego stropu, Sokratesa siedzącego w ogromnym koszu, wiszącym na linie. Teraz spostrzega go Wykrętowic.
WYKRĘTOWIC
A tam ki kaduk109? Któż tam buja w koszu?
UCZEŃ
On jest.
WYKRĘTOWIC
Któż ten on?
UCZEŃ
Sokrates.
WYKRĘTOWIC
z adoracją
Sokrates!?
Sokrates nie słyszy wołającego, przeto chłop zwraca się do ucznia.
Nuże, wołaj go, wołaj wielkim głosem!
UCZEŃ
udając ogromnie zajętego
Sam go zawołaj; nie mam chwilki czasu!
wybiega pędem.
SCENA VI
Wykrętowic, Sokrates.
WYKRĘTOWIC
woła coraz głośniej
Mości Sokrates, mości Sokratesku!
Sokrates, zawieszony w powietrzu, opuszcza się z wolna i, nie dotykając sceny, mówi z kosza.
SOKRATES
Po cóż mnie wzywasz, ty marna istoto?
WYKRĘTOWIC
Racz mnie nasamprzód110 objaśnić, co robisz?
SOKRATES
W eterach bujam, słońce w myślach ważę.
WYKRĘTOWIC
Więc z góry patrzysz na bogów, jak z grzędy
Kogut na kury?
SOKRATES
Nie mógłbym inaczej
Nadziemskich tajni przeniknąć do głębi:
Muszę zawiesić jaźń, aby um111 wiotki
Zmieszał się z równie powiewnym eterem112,
Kto z ziemi, z dołu, bada górne zjawy,
Nic nie wykryje. Ziemia bowiem ciągnie
Swą siłą k’sobie mdłe113 opary umu;
Tak ciągnie z ziemi opary rzeżucha.
WYKRĘTOWIC
do siebie
Jako? Um ciągnie parę do rzeżuchy?!
do Sokratesa
Mój Sokratesku, zleź ty z kosza do mnie,
Byś mnie nauczył tego, po com przybył.
Sokrates wychodzi z kosza, który podciąga jeden z uczniów w górę. Postać jego gruba, jakby „od topora”, głowa potężna, kark krótki, gruby, oczy wypukłe, groźne, chiton brudny, boso. Majestatycznym krokiem zbliża się ku ławie i zasiada, podczas gdy Wykrętowic stoi z uszanowaniem.
SOKRATES
Za czym przybyłeś?
WYKRĘTOWIC
wznosząc doń ręce błagalnie
Naucz ty mnie gadać,
Albowiem lichwa114 i te psy, lichwiarze,
Drą, żrą, roznoszą mnie żywcem i grabią!
SOKRATES
Jakże się stało, żeś tak zabrnął w długi?
WYKRĘTOWIC
Choroba końska, nosacizna115 żre mnie:
Wżdy wyucz ty mnie swojej drugiej mowy,
Tego wywodu, co nic nie oddaje...
A ja ci, klnę się na bogi, zapłacę!
SOKRATES
Na jakie bogi klniesz się? Tej monety
Boskiej my wcale nie uznajem.
WYKRĘTOWIC
Tylko
Żelazną? Klniesz się, jako Bizantyńcy,
Na żeleziaki116?
SOKRATES
Nie rozumiesz tego.
A czy chcesz poznać li prawdę o bogach?
WYKRĘTOWIC
Jużci, na Zeusa.
SOKRATES
Chcesz, by moje Bóstwa,
Chmury, gadały z tubą?
WYKRĘTOWIC
Z całej duszy!
SOKRATES
Siadaj tu zatem na święty trój... tapczan117!
WYKRĘTOWIC
Już siedzę.
Natychmiast siada na tapczanie: w tej chwili przybiega kilku uczniów, niosących przybory potrzebne do rytuału, jako to: wieńce, mąkę w koszyczku, kadzielnicę i żużelnik z ogniem. Wprawnie pomagają mistrzowi w ceremonii.
SOKRATES
z kapłańską powagą wkłada sobie wieniec mirtowy na głowę, a drugi podają chłopu.
Ten zaś wieniec włóż na skronie118.
WYKRĘTOWIC
z trwogą
Po cóż to? Gwałtu! Chciałbyś mnie, Sokracie,
W ofierze bogom rznąć, jak Atamanta119?
SOKRATES
Nie. Obrzęd jednak od wtajemniczanych
Wymaga tego.
WYKRĘTOWIC
wkłada wieniec na głowę z pomocą chłopaków
Cóż ja zyskam na tym?
SOKRATES
Będziesz frant120 gębą, będziesz mełł, jak pytel121: —
Ani truń teraz!
Sypie na głowę chłopa mąkę i sól z koszyczka.
WYKRĘTOWIC
zasłaniając się rękami przez zbyt grubymi kawałkami soli
Przebóg! Nie zełgałeś;
Wżdy łeb mój zbity zacznie wnet siać mąką!
PARODOS (WEJŚCIE CHÓRU)
(263–477)
SCENA VII
Ci sami.
SOKRATES
Pokornie, starcze, umilknij
I słuchaj duchem modlitwy:
rzuca uroczyście kadzidło na ołtarz i kadzielnicę, wznosi dłonie w modlącej posturze i mówi z emfazą
Władyko, Wietrze bezkreśny,
Co dzierżysz ziemię w zawiesi,
Eterze jasny, wy Chmury,
Boginie łun i piorunów.
Wstań, Trójca włastów122 — i jaw się!
Nad głową ucznia zawiśnij!
Horyzont ciemnieje, słychać dalekie grzmoty.
WYKRĘTOWIC
z okrutnym strachem, dzwoniąc zębami, naciąga płaszcz na głowę
Nie teraz, jeszcze nie teraz,
Aż ściągnę kaptur, bo zmoknę.
Żem ja też z domu wychodząc,
Zapomniał czapy — psiajucha!
SOKRATES
kończąc modlitwę uroczystym tonem
Bywajcie, Chmury prześwięte!
Wyznawcy temu się jawcie,
Czy na Olimpu turnicach123,
Zawianych śniegiem, siedzicie,
Czy w Okeana gdzieś sadach
Rej124 święty Nimf spowijacie,
Czy wodę z Nilu limanów125
Konwiami126 ssiecie złotymi,
Czy Staw Meocki127 tulicie,
Czy łeb śnieżystą Mimanta128,
Głos słyszcie, przyjmcie ofiarę
I obrzędowi folgujcie129!
SCENA VIII
Ci sami i Chorus chmur.
Z prawej strony od widzów widać krajobraz, zamknięty lesistym stokiem Parnetu. Nad nim ukazuje się ogromny obłok, z którego wśród grzmotu, piorunów i błyskawic dochodzi potężna melodia chóru, jeszcze niewidzialnego: akompaniament fletów i klarnetów.
CHÓR
Strofa (275–290)
Chmury, wieczności pławaczki!
Naszą rosistą i lotną urodę jawiące,
Lećmy z prałona rodzica naszego, hej Okeanosa
Gromko hucznego, na lasem włochate
Szczyty pagórów ateńskich!
Lećmy oglądać opoki widoczne z daleka,
Błogosławiony ten wyraj130 rodzajny,
Dźwięczne siklawy131 przeświętych strumieni,
Morze zwełnione i porykujące!
Właśnie też nieutrudzona źrenica Eteru
Blaski promienne zażegła,
Przeto strzepnąwszy deszczowe powłoki
Z naszych niemrących postaci, puszczajmy
Oko daleko po ziemskim okręgu!
SOKRATES
patrząc w stronę, skąd pieśń idzie
O Chmury arcyczcigodne,
Znać głos mój doszedł was skoro!
do Wykrętowica
Słyszałeś śpiewy i grzmoty.
Huczące społem z ust boskich?
WYKRĘTOWIC
przerażony zwraca się również ku śpiewającym
Choć kornie czczę was, o bóstwa,
Na grzmoty wasze niestety
Odwtórzyć muszę ze strachu,
Tak srodze dzwonię zębami:
Zakon zakonem — to prawda,
Popuszczam jednak — to druga.
SOKRATES
Figliki porzuć i nie czyń,
Jak czynią błazny w komediach,
Lecz zmilknij zbożnie i słuchaj!
Rój boskich pieśni już wzlata;
CHÓR
jeszcze niewidzialny, lecz bliżej
Antystrofa (299–313)
Deszczów piastunki, dziewice!
Lećmy pozierać na ziemię słoneczną Pallady132,
Lećmy w krainę przekraśną
Kekropa urodnych młodzieńców,
Kędy133 tajemnych obrzędów zakony,
Kędy się chrama134 zaklęte
Wrota rozwodzą dla wiernych
Li w święto nad święta135,
Kędy niebianom w ofierze stawiają
Szczytne świątynie i złote posągi,
Kędy orszaki pobożnych zielenią
Wieńczą ołtarze w kolejnych miesiącach,
Świątko po święcie godując —!
Wiosna zaczyna tam hołdem dla Bakcha,
Plęśba i gędźba136 weselem ponosi,
Kiedy się fletów melodie rozjęczą!
WYKRĘTOWIC
Zaklinam ciebie na Zeusa.
Mów, kto są owe majaki,
Co ronią pieśni tak wdzięczne,
Czy jakie cne heroiny?
SOKRATES
Ależ to chmury niebieskie,
Wszechmocne bóstwa cyganów137,
Które nam dają sąd trafny,
Wymowę, umysł przytomny,
Prawdopozorność i kruczki,
Dowcip i powab ułudny.
WYKRĘTOWIC
Toć moja duszka słuchała,
Że aż jej rosły skrzydełka,
Rada by słówka gryźć zaraz,
Rozprawiać ściśle o dymie,
I zdańkiem dzióbać po zdaniu
I palić dowód na dowód.
Ano raz chciałbym je widzieć
Naprawdę, jeśli to można.
SOKRATES
Spojrzyj tu w górę na Parnet138
Widać je bowiem, jak suną
W milczeniu.
WYKRĘTOWIC
patrzy na wszystkie strony
Gdzież są, nie widzę?
SOKRATES
pokazuje mu ręką
Zstępują w mnogim zastępie
Żlebem Parnetu, przez gaje,
Na przełaj.
WYKRĘTOWIC
wykręca się na wsze strony
Cóż to olsnąłem139,
Że nic nie widzę?
SOKRATES
Patrz ku drzwiom!
WYKRĘTOWIC
Nareszcie! Niby coś widzę!
SCENA IX
Ci sami i Chór.
Na orchestrę wkracza orszak Chmur tj. 24 dziewic, ubranych w białe, powiewne, szaty, trzymających w ręku długie, przeźrocze zasłony, które przy tańcu wirują dokoła nich rytmicznie. Na głowach mają zielone wieńce. Obie przodownice czyli Arcychmury mają wieńce większe i berła w rękach.
SOKRATES
Jeśliś ich teraz nie dojrzał,
Masz, bratku, kurzą ślepotę.
WYKRĘTOWIC
A może.
ujrzał i woła z admiracją
O przenajświętsze!
Aliści pełno ich wszędzie.
SOKRATES
Wiedziałeś, że to boginie,
Czy nie wierzyłeś w ich boskość?
WYKRĘTOWIC
Gdzież tam! Myślałem, że chmury
To rosa, dymy i para.
SOKRATES
Kłamstwo, na Zeusa140 to bóstwa,
Co żywią lud myślicieli,
Jako doktorków i wróżów,
Gogów pierścienio-pazurnych,
Pieśni choralnej rakarzy141,
Budowy świata naprawców,
Lecz darmozjadów, cyganów
Tuczą, bo wierszem im kadzą.
WYKRĘTOWIC
puka palcem w czoło
Oni to kują te bzdury:
„Chmur mokrych orkan piorunny,
Stułebna trąba Tryfona,
Grzywacza; gwizdów huragan,
Mgliste otocze, roztęcze,
Otęcze chmurne i ćmawe,
Chmurno zamgliste osmędy142...”
Hej, pili za to i żarli
Minogi, tłuste łososie,
Kwiczoły i udka kuropatw!
SOKRATES
Z łaski tych bogiń — i słusznie.
WYKRĘTOWIC
Wżdy powiedz, co im się stało,
Jeśli to chmury naprawdę,
Że postać wzięły białych głów?
Prawdziwa chmura nie taka.
SOKRATES
Więc jaka, opisz jej kształty?
WYKRĘTOWIC
Nie wiem dokładnie, na przykład...
Do pierzyn lecą podobne,
Nigdy zaś, przebóg, do kobiet:
Te mają nosy jak trąby.
SOKRATES
A teraz zadam pytanie.
WYKRĘTOWIC
Mów żwawo, o co ci chodzi!
SOKRATES
Czyś widział kiedy na niebie
Chmurę o kształtach Kentaura,
Pantery, byka lub wilka?
WYKRĘTOWIC
Na Zeusa, prawda; mów dalej!
SOKRATES
Czym zechcą, stają się zaraz.
Gdy ujrzą gdzie perukarza,
Strojnisia, chłopiąt lubowcę,
Jakim jest syn Ksenofanta143,
Drwiąc z szału durnia takiego,
Ukażą zady Kentaurów.
WYKRĘTOWIC
Cóż gdy zobaczą złodzieja
Groszy publicznych, Symona144?
SOKRATES
By zdradzić łotra charakter,
W wilki przedziergną się zaraz.
WYKRĘTOWIC
Dlatego, kiedy ujrzały,
Jak puklerz prasnął Kleonim145
Tchórza nad tchórze piętnując,
Wczoraj sarnami się stały.
SOKRATES
Dzisiaj zaś, widząc Klejstena146 —
Rozumiesz — wzięły kształt dziewek.
WYKRĘTOWIC
do chóru
Witajcie ninie147, o Panny,
Jako dla innych łask pełne,
Mnie takoż w głos niebosiężny
Piejcie148, Wszech światów Królowe!
CHOROS CHMUR
na tle fletów
ARCYCHMURA PIERWSZA
do Wykrętowica
Bądź pozdrowion, łowco wiedzy,
Siwy dziadu przedwiekowy!
ARCYCHMURA DRUGA
do Sokratesa
Ty zaś, gładkich słów proroku,
Mów! Słuchamy twej wymowy.
CHMURA A
Słuchać mędrków ani chcemy,
Bujających tych po niebie:
CHMURA B
Krom149 Prodyka150 dla mądrości
Jego wielkiej...
ARCYCHMURA PIERWSZA
przerywając
Kromia ciebie,
Co jak paw ulicą kroczysz,
Hardym okiem patrzysz z góry:
ARCYCHMURA DRUGA
I choć marzną bose pięty,
Ku nam czoło ślesz w lazury151!
WYKRĘTOWIC
Ziemio matko! Co za głosy,
Święte, cudne, niepowszednie!
SOKRATES
Boć jedyne to boginie,
Arcybóstwa: reszta brednie!
WYKRĘTOWIC
oburzony
Jako? Na tę świętą ziemię,
Olimpijski Zeus — to nie bóg?
SOKRATES
Zeus? A jaki? Cóż ty breszysz?
Zeusa nie ma.
WYKRĘTOWIC
ze zdumieniem
Co powiadasz?
Któż więc deszcze, kto posyła?
Wyjaśnij mi to przed wszytkim!
SOKRATES
Właśnie Chmury. Przed twe oczy
Dam dowody na to jawne:
Mów, czyś widział, by deszcz padał
Gdzie bez chmury, kiedykolwiek?
Tożby lało i w pogody,
Kiedy chmury za granicą!
WYKRĘTOWIC
Na Apolla152! Jak łopatą
Wsadziłeś mi w łeb tę mądrość,
A ja pierwej rozumiałem,
Że Zeus moczy, jak przez sito.
Ale któż tak łupie grzmotem,
Że aż drgają podkolanka?
SOKRATES
Chmury grzmią tak, gdy się toczą.
WYKRĘTOWIC
Jak, dlaczego, mów, ty śmiałku?
SOKRATES
Kiedy woda je przepełni,
Muszą z miejsca swego ruszyć,
A gdy zwisną ponad sobą,
Samą siłą swej ciężkości
Jedne waląc się na drugie,
Łamią się i łoskot ronią.
WYKRĘTOWIC
Ktoż więc zmusza je do ruchu,
Kto, powiadaj, czyż to nie Zeus?
SOKRATES
Nie on, ale wir powietrzny153.
WYKRĘTOWIC
Wir? Ten — mówisz? Nie wiedziałem,
Że kopyta Zeus wyciągnął,
A za niego Wir jest królem.
Ale mimo to nic a nic
Nie pouczasz mnie, skąd grzmoty.
SOKRATES
Czyś nie słyszał, gdym wykładał,
Jak brzemienne wodą chmury,
Jedne waląc się na drugie,
Łoskot czynią, zagęszczone?
WYKRĘTOWIC
Mam ci wierzyć bez dowodów?
SOKRATES
Więc na tobie udowodnię:
Kiedy w Świątki Panateńskie
Żurem napchasz się po grdykę,
Czyć nie jeździ po żywocie154,
Nagle czyż nie huknie z niego?
WYKRĘTOWIC
Na Apolla! Toć na wnątrzu
Strasznie burczy mi i kruczy:
Takie hań155 wyrabia gwałty
Żur mizerny, nikiej156 grzmoty;
Zrazu cicho: purli, purli,
Potem głośniej: purpur, purpur:
A gdy kucnę na usiadkę,
Grzmi jak piorun: pappaks, pappaks!
SOKRATES
Patrz! Z tyciusiej, ot, brzuszyny
Co za hejnał wypierdziałeś!
A dech wiatrów, niezmierzony,
Ten by nie miał czynić grzmotów?
WYKRĘTOWIC
Więc już nawet mówią ludzie:
„Zagrzmiał”, gdy kto puści dołem.
Ale skąd się piorun niesie,
Ogniem zionąc? To wytłumacz!
Piorun, który jednych spali,
Drugich zgłuszy i osmali?
Ja bo wierzę: Zeus nim razi
Tych, co krzywo przysięgają!
SOKRATES
Och ty głupcze, ty stańczyku157,
Ty przedpotopowy baju!
Gdyby raził krzywokleńce,
Czyżby nie był Symon ubit
I Kleonim i Teoros158?
Toż to krzywokleńcze głowy!
On zaś własne razi chramy,
Sunion razi, Aten przyląd,
Oraz dęby święte! Za co?
Przedsię159 krzywo dąb nie przysiągł160!
WYKRĘTOWIC
Nie wiem. Jednak prawisz161 mądrze.
Czymże jest więc piorun Zeusa?
SOKRATES
Kiedy skwarny wiatr zawieje
I wciśnie się w łono chmury,
Jako pęcherz ją nadyma;
Wnet w następstwie praw przyrody
Starga obwłok i wypada
Pod ciśnienia siłą straszną,
Zapalając się sam z siebie,
Pośród tarcia, pośród zgrzytu.
WYKRĘTOWIC
Doświadczyłem, przebóg, tego
Sam na sobie, tak przypadkiem:
Dla krewniaków w świątko Zeusa
Kiszkę smażąc, zapomniałem
Naciąć szelmy. Gdy się wzdęła,
Rozpuczyło ją i nagle
W same ślepia mi siurnęła,
Wrzącym łojem parząc gębę!
CHÓR
ARCYCHMURA I
Zapragnąłeś od nas chłopie,
Na gwałt wiedzy wielkiej ceny;
ARCYCHMURA II
Toż cię będą zwać szczęśliwym
Ateńczycy i Helleny,
Jeśli pamięć masz i pomysł.
Jeśli duch twój nie zna znoju...
CHMURA A
przerywając na wyścigi jedna drugiej
Jeśli ciało nie omdleje,
Ni w pochodzie, ni w postoju,
CHMURA B
Jeśli mrozy krzepko znosisz,
Nie obzierasz się za miską,
CHMURA C
Winem gardzisz i hulanką...
CHMURA D
Odsię żeniesz162 żądzę niską..
ARCYCHMURA I
A mądrości ten cel kładziesz,
W jaki praktyk winien mierzyć:
W sądach i na sejmach wygrać
I językiem pobój szerzyć!
WYKRĘTOWIC
Oto, czy duch mam jak rzemień,
Na bezsenne troski twardy,
Czy mój brzuch się umie kurczyć
I pożywić byle bulwą,
Fraszka o to: strzyma cielsko,
Gdybyś nawet kuł w nie młotem...
SOKRATES
Jeszcze jedno: w cudze bogi
Nie masz wierzyć, kromia w nasze,
Chaos, Chmury, oraz Język,
W trójcę bożą tę, jedyną!
WYKRĘTOWIC
zahukany, z rezygnacją
Toć już innych nie pozdrowię,
Choćbym spotkał gdzie w ulicy,
Nie dam żertwy163, ani wina,
Ani im zakadzę mirrą!
ARCYCHMURA I
Śmiało wyjaw twe życzenia:
Sprawim, być się wszystko wiodło,
Póki będziesz nas czcił, wielbił,
Póki praktyk chęć — twe godło!
WYKRĘTOWIC
Panny możne, jedną dajcie
Rzecz maleńką: by w gadaniu
Każdy Hellen o sto stajań
Za mną został, het, het, w tyle!
ARCYCHMURA II
Stanie się to z łaski naszej:
Na wiek wieków, od tej chwili —
Więcej walnych wniosków w gminie
Nikt nad ciebie nie przesili!
WYKRĘTOWIC
Jechał je sęk... walne wnioski;
Dyć164 nie oto was tu proszę:
Chcę wykręcić się spod prawa,
Z lichwy wymknąć się pazdurów!
ARCYCHMURA I
Gdy niewielkich pragniesz rzeczy,
Spełni się twe rozkazanie:
Ninie165 naszym tu Świątnikom
Daj się, służ im, co sił stanie!
WYKRĘTOWIC
Wierzę wam i tak trza zrobić,
Bo mnie nędzi dola sroga
I ogiery, te rasowe,
I ta żonka, strasznie droga!
śpiewa:
Więc wam daję duszę, ciało;
Róbcie teraz, wydziwiajcie,
Co się będzie podobało!
Bijcie, głódźcie, pić nie dajcie,
Drzyjcie pasy, na mróz w budzie
Zawrzyjcie mnie!... Bych ze saka
Lichwy umknął, byle ludzie
Bali się mnie, jak junaka,
Śmiałka, zbója, kpa, urwisza,
Pieniacza, psa, lisa, łgarza,
Wygi, gada, gza, okpisza,
Hycla, kręta, łotra, wszarza
I piernikarza!
Choćby mi tak powiedał do oczu świat cały,
Niechaj mi robią, co chcą, niechaj drą w kawały,
Klnę się Demetrą:
Niech mnie już i posieką i na kiszkę zetrą
I zżrą mędrały!
CHÓR
Jakiż to w nim duch ogromny,
Na wsze gotów i przytomny!
Słysz więc, że niebosiężną okryjesz się chwałą
Wśród ludzi, kiedy pojmiesz tę naukę całą!
WYKRĘTOWIC
Cóż zyskam?
CHÓR
Po wiek wieków, łaskami naszemi
Darzon, zyskasz raj szczęścia śród ludzi na ziemi!
WYKRĘTOWIC
Czy ujźrą to me oczy naprawdę?
CHÓR
Tak będzie.
Podwoje twego domu wielki tłum obsiędzie,
Aby z tobą obcować i wejść w rozgowory166:
Będziesz im pisał pozwy, skargi i wiódł spory
Za tysiące dukatów, twego sprytu godne!
ARCYCHMURA I
do Sokratesa
Bierz się więc do tego starca,
Wstępne pocznij nauczanie,
Umysł dobrze mu pomieszaj,
Potem pytaj go o zdanie!
SCENA X
Ci sami. Chmury rozsiadają się na scenie w dwu grupach i słuchają.
SOKRATES
Nuże, sam opisz charakter swej duszy,
Abym, poznawszy, jaką jest, mógł zażyć
Mej mechaniki szkolnej nowych metod!
WYKRĘTOWIC
Co? Mechaniki? Chcesz machiną walić?
SOKRATES
Gdzież znowu! Zadam kilka krótkich pytań.
Jaką masz pamięć?
WYKRĘTOWIC
Dwojaką, na Zeusa!
Jedna wyborna, gdy mnie co kto winien,
Druga wręcz marna, kiedym ja sam winien.
SOKRATES
Czy masz z natury łatwość, zręczność, w mowie?
WYKRĘTOWIC
W mowie zręczności nie mam, za to w łapie.
SOKRATES
Jakże więc będzie z nauką?
WYKRĘTOWIC
Wybornie.
SOKRATES
Więc gdy ci rzucę jaki pomysł mądry
Z nadziemskiej wiedzy, w lot czy pojmiesz, schwycisz?
WYKRĘTOWIC
Co? Jak pies muchy, tak mam łowić mądrość?
SOKRATES
do siebie
Człowiek ten gbur jest, przy tym dzikus, barbar.
do Wykrętowica groźnie
Boję się, starcze, czy tu bat pomoże...
Spróbujmy. Jeśli cię biją, co czynisz?
WYKRĘTOWIC
Niech biją... czekam, za czas wzywam świadki,
A zasie za czas mały skargę wnoszę.
SOKRATES
Wejdź w dom, zrzuć burkę!
WYKRĘTOWIC
Czylim w czym przeskrobał?
SOKRATES
Nie. Lecz w uczelnię wchodzi się bez płaszcza.
WYKRĘTOWIC
Przeć tam nie idę szukać, co mi skradli167.
SOKRATES
Nie pleć, lecz zrzucaj!
Przy tych słowach zdziera z niego gwałtownie chlajnę.
Wykrętowic zrzuca na rozkazujący mistrza giest sandały. W tej chwili wybiega z pomiędzy uczniów i porywa rzeczy Chajrefont.
WYKRĘTOWIC
Powiedz mnie to jeszcze:
Gdy się przyłożę setnie do nauki,
Do kogo z uczniów stanę się podobien?
SOKRATES
Do Chajrefonta, jak dwie krople wody.
WYKRĘTOWIC
A niech cię jasne!!!... Taki zdechlak będę!
SOKRATES
Przestań już bredzić, na koniec raz chodź już!
No prędzej; za mną!
WYKRĘTOWIC
Dajże ty mi w rękę
Placuszek z miodem; tak się bowiem stracham,
Jakbym lazł w czeluść wróża Trofoniosa168.
SOKRATES
Jazda! Cóżeś tak ugrzązł przy tych dźwierzach169?
Wpycha Wykrętowica do pomysłowni. Uczniowie zabierają koszyk, kadzielnicę i żużelnik, wchodzą do pomysłowni i zamykają drzwi. Na scenie pozostaje tylko chór, który zwraca się uroczystym pochodem w kilku szeregach do widzów.
PARABASIS CHORI (ZWROT DO WIDZÓW)
510–626
Kommation, śpiew chóralny.
CHÓR
Dalejże śmiało naprzód z radosną odwagą,
Mężny człowieku!
Niechaj cię wiedzie szczęście, iże z tą powagą
Późnego wieku
Imasz się spraw młodzieńczych, barwami młodości
Starca niedolę
Krasząc: mądrości
Ucząc się w szkole!
POETA
Widzowie, do was ja teraz170
Prawdy słowami przemówię
Otwarcie, prze Dyjonysa,
Bożyca171, co mnie hodował!
Obym zwycięstwo tak zyskał,
Obym tak przez was był uznan,
Jak was uważam za widzów
I sędziów sztuki wytwornych,
Jak wierzę, iż ta komedia
Jest pośród moich najlepsza
I najprzedniejsza. Dlatego
Jam się pokusił powtórnie
Rzecz tę zastawić przed wami,
Wszak pracy misternej to dzieło.
A jednak owym tam błaznom
Dank172 przysądzono przede mną:
Jam był niegodzien! Że na to
Wyście zwolili, o znawcy!
Wprost wam przyganiam do oczu
Ja, co me trudy wam niosę!
Mimo to nigdy, z mej woli,
Nie rzucę was, sędzie wytworni!
Od chwili bowiem, gdy ludzie,
Co poją serca prawością,
Poklaski dali tu memu:
Skromnemu przeciw Porubcy173,
— Wtedym był jeszcze wżdy dziewką,
Nijakoż było mi rodzić;
Toć podrzuciłem to dziecię;
Ktoś inny podjął miłościw,
Wyście zaś dali opiekę
I wychowali dostojnie! —
— Odtąd porękę mam świętą,
Że sąd wasz trafny, bezstronny.
Teraz więc sztuka ta moja,
Jakoby owa Elektra,
Przyszła tu patrząc, czy najdzie
Znawców tak samo życzliwych:
Jeśli ich ujrzy wśród widzów,
To pozna brata po włosach174!
Patrzcie zaś, jako jest skromna
Z urody: wszak nie przyszyła
Wisielca o łbie czerwonym,
Wałka ze skóry, by śmieszyć
Gawiedź uliczną i młodzież!
Wszakże nie szydzi z łysego,
Ni wodzi tańce błazeńskie.
Ni żaden stary dziadyga,
Gdy wiersz wygłasza, nie bije
Palicą po łbie nikogo
Z aktorów, aby tą sztuczką
Zasłonić nicość dowcipu.
Nie skaczą w niej z pochodniami,
Nie wrzeszczą: oj, dadada!
W siebie i własną poezję
Dufna — stanęła przed wami!
Acz jestem takim poetą,
Kędziorów jednak nie trefię,
Nie oszukuję was, dając
To samo dwakroć lub trzykroć,
Lecz zawsze nowe idee
Wprowadzam pełne pomysłów,
Nic nie podobne do siebie,
Odrębne, zawsze dowcipne.
Jam to Kleona, gdy panem
Był bezgranicznym, w brzuch kopnął;
Nie byłem jednak tak czelnym,
By deptać powalonego.
Lecz tamci, kiedy raz jeden
Hyperbol kozła wywinął,
Już po nicponiu wciąż jeżdżą.
Ba — matkę jego kalają!
Oto nasamprzód Eupolis
Dał Marikasa na scenie,
Rycerzy moich małpując,
W sposób szelmowski, sam szelma;
Babsko pijane mu przydał
Dla sprośnych tanów: ten pomysł
Dawno już Frynich wprowadził,
Smok potem babę pożera.
Następnie na Hyperbola
Hermippos napadł ze sceny,
A teraz wszyscy już inni
Nań ujadają gromadą,
Każdy zaś musi tam wsadzić
Mą o węgorzach przypowieść175.
Kto się więc śmieje z tych błazeństw,
Tego ma sztuka zawiedzie,
Lecz jeśli szczerze was cieszą
Pomysły moje i duch mój,
Dacie tym dowód na przyszłość,
Na zawsze — żeście rozsądni!
CHÓR
Strofa (Śpiew)
Niebem władnący bogów bóg,
Zeusie gospodnie176 znijdź w ten próg,
Ciebie pierwszego zwę w mój chór!
I ciebie, o mocarny trozębu piastunie,
Ziem i fal słonych groźny opiekunie,
Wzywam w chór!
I ciebie, o chodzący w sławie ojcze mój,
Eterze święty,
Co wszystkim nam zesyłasz życiodajny zdrój.
Wzywam w chór!
I ciebie, rumaków słonecznych właście,
Co w ognia promieniach
Trzymasz niebios i ziem przepaście,
Wielki w bożych i w ludzkich wielki pokoleniach,
Wzywam w chór!
EPIRRHEMA (POBUDKA)
ARCYCHMURA PIERWSZA
O słuchacze cni, wytworni,
Raczcie skłonić ku nam uszy,
Wżdy o nasze ciężkie krzywdy
Żalim się przed wami z duszy.
Acz najwięcej z wszystkich bogów
Miastu temu dobra dajem,
Palnych ani płynnych ofiar
My, jedyne, nie dostajem.
My, co was, jak oczka, strzeżem!
Bo gdy wojnę — na agorze
Ot — tak z bzika — uchwalacie,
Grzmimy, lejem w tejże porze177.
Owa, gdyście bogów wroga,
Paflagona, łupiskórę,
Wojewodą obierali,
Brwi zmarszczywszy — złe, ponure,
Zaczęłyśmy jawić wróżbę:
W blaskach ryczał grom po gromie.
Miesiąc178 zboczył ze swych torów,
Nawet słońce swoje płomię179
Przydusiło180, zaraz w siebie
Knot wciągnąwszy, i orzekło,
Że nie świeci, jeśli Kleon —
Wódz — i zaćmą się oblekło!
Wyście go i tak wybrali...!
Mądrzy mówią, że w tym grodzie
Rej bezgłowie cięgiem wiedzie,
Lecz bogowie w miłej zgodzie
Błędy i przecherstwa wasze
Pchną na gładsze tory snadnie181;
Aby się i dziś powiodło,
Taka rada od nas padnie:
Gdyby tak Kleona kruka
Na kradzieży schwycić; gdyby
Dopaść nawet na łapówce
I zagłobić mu kark w dyby —
To znów, jako w dawne czasy,
Choćbyście co pobroili,
Łaska bogów szczęścia szalę
Ku nam zwróci i przechyli.
CHÓR
Antystrofa (Odśpiew)
Febie182 mój, który dzierżysz łuk,
Kintu, podniebnej skały, róg,
Książę Delijski, rzuć — zejdź w chór!
I ty, szczęsna bogini, co złotą świątnicę
Rządzisz w Efezie, gdzieć Lidów dziewice
Dają cześć!
I ty, o boska ksieni nasza, przybądź w lud,
Pallas Ateno!
O pawęży183 strażniczko, ty, co dzierżysz gród,
Aten gród!
Ty Bakchu, bożycu, książę parnaski,
Co łuną smolaków
Pośród Bakchantek siejesz blaski,
Wodząc delfickie pląsy przeświętych orszaków,
Przybądź w chór!
ANTEPIRRHEMA (OD-ZEW)
ARCYCHMURA DRUGA
Kiedyśmy się w drogę ku wam
Tutaj właśnie puszczać miały,
Księżyc spotkał nas w przestworach,
Dając do was odkaz184 mały:
„Ateńczyków mi pozdrówcie
I Związkowych” — tak powiada —
„Lecz niech wiedzą, że się wściekam,
Bo dojedli mi nie lada,
Acz ich wszystkich nie słowami,
Ale czynem wspieram godnie,
Każdy bowiem mniej o drachmę,
Już co miesiąc na pochodnie
Daje tak, że idąc wieczór
Na swą czeladź woła: »Dzieci,
Nie kupować mi pochodni,
Wżdy miesiączek cudnie świeci«” —
Wypominał inne łaski,
Lecz wy nawet dni się jego
Nie trzymacie po dawnemu,
Nieład wnosząc do wszystkiego.
Mówił, że mu każdym razem
Grożą bogi już obuszkiem,
Kiedy minie ich biesiada
I w dom idą z pustym brzuszkiem,
Rozminąwszy się ze świątkiem
Wedle kalendarza daty185,
Bo po sądach się włóczycie,
Gdy im trzeba bić obiaty!
A tymczasem, gdy my, bóstwa,
Posty suszym w pewne doby,
Sarpedona czy Memnona
Opłakując dni żałoby,
U was kielich i śmiech dzwoni!
Za to, na ten rok mianowan
Arcyksiędzem wasz Hiperbol,
Został z wieńca obrabowan
Przez nas, bogów! Niechże sobie
Zapamięta ten niecnota,
Jak to trzeba po księżycu
Naprawować dni żywota!
SCENA XI
Sokrates, Wykrętowic, Chór.
SOKRATES
wychodząc z uczelni
Klnę się na Oddech, na Chaos, na Wiatry,
Że nie widziałem tak dzikiego chama,
Takiej ciemięgi, tumana i gapia,
Co, nim się kilku drobiazgów wyuczył,
Już ich zapomniał! Jednakże spróbuję
Wezwać go na dwór, tu — na światło dzienne.
bardzo głośno, zwrócony do uczelni
Hej! Wykrętowic! Sam tu, wynieś łoże!
WYKRĘTOWIC
odpowiadając z wnętrza
Cóż kiedy pluskwy ruszyć go nie dają!
Wykrętowic boso, tylko w chitonie, wynosi powoli i niezgrabnie tapczan, nakryty baranicą.
SOKRATES
Żwawo! Kładź tutaj! Teraz czuj duch!
WYKRĘTOWIC
Baczę.
SOKRATES
Powiadaj, czego najpierw chcesz się uczyć
Z przedmiotów, których nie znasz jeszcze: rzeknij,
Czy chcesz o miarach, taktach, czy imionach?
WYKRĘTOWIC
z werwą
O miarach, jużci. Co dopiero bowiem
Orznął mnie mączarz o dwie kwarcie186 mąki.
SOKRATES
zniecierpliwiony
Nie to! Lecz którą z miar za najpiękniejszą
Mniemasz: potrójną czy poczwórną miarę187?
WYKRĘTOWIC
Ostatnią, bo też nie ma jako garniec.
SOKRATES
Człowieku, bredzisz!
WYKRĘTOWIC
Tak? Załóż się ze mną,
Że cztery kwarty mieści cały garniec!
SOKRATES
Niechże cię...! Jesteś dzik i tępa głowa.
Lecz może snadniej pojmiesz coś o taktach188?
WYKRĘTOWIC
Cóż to? Czy z taktów wypiecze się placek?
SOKRATES
Więc przede wszystkim już w obejściu z ludźmi
Będziesz wytworny, umiejąc rozróżnić
Każdy takt, czy to wojenny, czy daktyl...
WYKRĘTOWIC
przerywając, ze zdziwieniem
Daktyl?
SOKRATES
Tak, przebóg.
WYKRĘTOWIC
Przeć go znam.
SOKRATES
Więc opisz!
WYKRĘTOWIC
Po co? Wszak jadłem... no daktyl, jak daktyl.
Sokrates zaprzecza głową; wtedy pokazuje mu tak zwaną „figę”.
Gdym był chłopięciem, to brano za daktyl189.
SOKRATES
z obrzydzeniem
Jesteś cham, tuman!
WYKRĘTOWIC
w pasji
A tyś co? Dziad, żebrak!
Tych bredni nie chcę się uczyć.
SOKRATES
Więc czegóż?
WYKRĘTOWIC
Jednej, jedynej rzeczy, kręcić prawem!
SOKRATES
Wpierw musisz innych rzeczy się nauczyć.
Któreż z czwórnogich męskie są z prawidła?
WYKRĘTOWIC
Dyć wiem, co męskie; jeszczem nie ogłupiał.
Byk, cap i baran, pies, kogut i gawron190.
SOKRATES
ironicznie.
A ślicznie, cudnie! Samicę też nazwiesz
Pewnie gawronem, tak samo, jak samca?
WYKRĘTOWIC
Jakoż to, jak to?
SOKRATES
No — gawron i gawron.
WYKRĘTOWIC
Tak, prawda, przebóg! Jako mam zaś mówić?
SOKRATES
„Gawron” na samca, na samkę „gawronka”.
WYKRĘTOWIC
Gawronka?
uradowany
Dobrze, pięknie, klnę się Wiatrem!191
Wiesz co? Już za tę jednę twoją lekcję
Sypnę ci mąki jęczmiennej w dzież hojnie.
SOKRATES
Patrz! Tu błąd znowu. „Dzież” mówisz, toć żeńskie
Odmieniasz, jako męskie!
WYKRĘTOWIC
W jaki sposób?
Ja dzież przemieniam na męskie?
SOKRATES
Tak właśnie,
Jakbyś odmieniał Kleonyma.
WYKRĘTOWIC
ze zdumieniem
Jako?
SOKRATES
U ciebie jedno, czy dzież, czy Kleonym.
WYKRĘTOWIC
z urąganiem
Ależ Kleonym nigdy nie miał dzieży,
śmiejąc się
Wżdy ciasto miesił w kulistym moździerzu.
Na koniec jakże mam gadać?
SOKRATES
Chcesz wiedzieć?
Mówi się „dzieża” tak, jako „Sostrata”.
WYKRĘTOWIC
Dzieża jak baba?
SOKRATES
Teraz dobrze mówisz!
WYKRĘTOWIC
do publiczności obrócony, mówi do siebie, jakby sobie wbijał w pamięć
Trza mówić dzieża i ta Kleonyma.
SOKRATES
Jeszcze ci trzeba nauczyć się, które
Są z imion własnych męskie, które żeńskie.
WYKRĘTOWIC
Wiem przecie, które żeńskie.
SOKRATES
Wymień kilka.
WYKRĘTOWIC
Lilia, Filinna, Klejgora, Demetria192.
SOKRATES
Znasz jakie męskie imiona?
WYKRĘTOWIC
Tych krocie,
Jak Filoksenos, Melesjas, Amynias.
SOKRATES
Widzisz, ty drabie, wszak ci to nie męskie!
WYKRĘTOWIC
Te wam nie męskie?
SOKRATES
Nigdy w świecie. Jakże
Wołasz, spotkawszy, gdziekolwiek Amynię?
WYKRĘTOWIC
Jak bym miał wołać: „Hej, bywaj Amynio!”193
SOKRATES
Widzisz... wołałeś na babę Amynię!
WYKRĘTOWIC
Czyż on nie baba, co się boi wojny?
Uczysz wżdy tego, o czym wszyscy wiemy.
SOKRATES
pokazując na tapczan
Nie przebóg! Teraz połóż się tu.
WYKRĘTOWIC
Po co?
SOKRATES
Masz tu wymyślić coś sam, samodzielnie!
WYKRĘTOWIC
ze wstrętem i strachem
Błagam cię, nie tu. Mam-li co wymyśleć,
To już na ziemi legnę, byle nie tu.
SOKRATES
Taki mój rozkaz!
usadza Wykrętowica przemocą na tapczanie, odstępuje na bok i staje w pozie ogromnie zamyślonej.
SCENA XII
Wykrętowic, Chór.
WYKRĘTOWIC
To ci los nieszczęsny!
Dziś mnie pchły, pluskwy, prusaki zagryzą!
podczas następującego śpiewu rzuca się Wykrętowic na tapczanie, tocząc wojnę z pluskwami.
CHÓR
Strofa
Teraz podumaj i wiercąc się w kółko, nieboże.
Skupiaj twe zmysły,
A skoro wpadniesz w dociekań bezdroże,
Na inne przeskocz pomysły,
A sen przesłodki niech krąży, daleki
Od twej powieki!
WYKRĘTOWIC
Rety! Ratuj mnie w niedoli!
ARCYCHMURA
bardzo poważnie
Co cię dręczy, co cię boli?
WYKRĘTOWIC
Ginę, nieszczęsny! Z tego pielecha
Wyłazi, żre mię
To pruskie plemię!
Obgryzują żywcem boki,
Wysysają z cielska soki,
Wywlekają mądze z miecha,
Zadek rąbią:
Na śmierć trąbią!
ARCYCHMURA
Nie przesadzaj zbyt w lamentach!
WYKRĘTOWIC
Jak nie biadać, gdy duch w piętach!
Poszły grosze, poszło zdrowie,
Siły poszły i chodaki,
A tu spać mi nie da mrowie,
Bo stąd źganie, stamtąd darcie:
Zeżrą mnie już wnet robaki
Wrzeszczącego, jak na warcie!
SCENA XIII
Wykrętowic, Sokrates, Chór.
SOKRATES
jakby ocknąwszy się z głębokiej zadamy, zbliża się nagle do Wykrętowica.
Cóż ty wyrabiasz, dlaczego nie myślisz?
WYKRĘTOWIC
Na Posejdona, myślę.
SOKRATES
Nad czym? Gadaj!
WYKRĘTOWIC
Czy pluskwy ze mnie zostawią choć flaczek!
SOKRATES
Zdychaj tu, leniu!
WYKRĘTOWIC
Duszo moja, zdycham!
SOKRATES
Nie pieść się, ale łeb tu zaraz nakryj
I wynajdź pomysł jaki okpiszowski,
Jakowyś wykręt!
obwija mu głowę baranicą i wchodzi do uczelni, aby dać pozór194 na innych uczniów.
WYKRĘTOWIC
gdy tylko Sokrates zniknął — wysunął głowę spod baranicy.
Kroćset...! Któż wydębi
Z tych tu run owczych jaką myśl frantowską?
SOKRATES
wychodząc od siebie
Trzeba popatrzyć, co on tam porabia?
do Wykrętowica, który głowę schował w tejże chwili
Hola! — śpisz znowu?
WYKRĘTOWIC
głowę wysuwając
Na Apolla, nie śpię.
SOKRATES
Masz co?
WYKRĘTOWIC
Nic, przebóg!
SOKRATES
Nie masz nic, nic zgoła?
WYKRĘTOWIC
Nic... oprócz tego kusia195 w prawej ręce.
SOKRATES
z gniewem, plując
Natychmiast okryj łeb i wymyśl sposób!!
WYKRĘTOWIC
Jaki? Toć ty mnie wskaż go, Sokratesie!
SOKRATES
Sam naprzód wymyśl, co chcesz, samodzielnie!
WYKRĘTOWIC
zniecierpliwiony
Tysiąc już razy słyszałeś, co ja chcę,
Żeby nie oddać procentów nikomu!
SOKRATES
Dalej, nakryj się; swą lotną jaźń szczypaj
I punkt po punkcie rozważaj zadanie
Podług systemu, punkt za punktem!
WYKRĘTOWIC
nakrywając głowę
Losie!
SOKRATES
Ani truń teraz! Gdy się myśl twa zwikła,
Rzuć ją na razie; po chwili wróć, natrzyj
Myślą w to samo: taksuj196, kładź na wagę!
Milcząc czeka chwilkę.
WYKRĘTOWIC
Drogi, mój złoty Sokratku!
SOKRATES
Cóż dziaduś?
WYKRĘTOWIC
Mam, mam już pomysł okpiprocentowy!
SOKRATES
Wyjaw go!
WYKRĘTOWIC
Powiedz, dobrodzieju...
SOKRATES
Cóż tam?
WYKRĘTOWIC
Gdybym tak wiedmę tessalską podkupił
I nocką ukradł miesiączek, a potem
Zawarł go szczelnie w puzdro okrąglaste
I jak zwierciadko schował za pazuchę?
SOKRATES
Cóż byś ty na tym zyskał?
WYKRĘTOWIC
Ba! i wiele!
Przeć by już miesiąc nie wschodził na niebie,
Procentów płacić nie musiałbym.
SOKRATES
Jak to?
WYKRĘTOWIC
No tak: bo procent płaci się co miesiąc.
SOKRATES
Nieźle! Więc wtóre zadam rozmyślanie.
Gdybyć skarżono o pięć talencików,
Jakbyś tej skardze zgrabnie kark ukręcił?
WYKRĘTOWIC
Jakby tu, jako? Nie wiem, trza pomyśleć.
Obwija głowę.
SOKRATES
Nie kręć się wokół jednego systemu,
Lecz puszczaj w loty myśl w przestwór powietrza,
Jak chrząszcza dzierżąc za nitkę u nogi!
Milczy przez chwilę.
WYKRĘTOWIC
wysuwa głowę
Mam ci już sposób świetny na twą skargę,
Sam przyznać musisz.
SOKRATES
Jakiż ten twój sposób?
WYKRĘTOWIC
Widziałeś kamień u tych olejkarzy,
Taki prześliczny, przeźroczysty kamyk,
Co ogniem pali?
SOKRATES
A, szkło? Szkiełko takie?
WYKRĘTOWIC
Tak, szkiełko. Gdybych197 takie szkiełko złapał,
I właśnie, kiedy pisarz skargę pisze,
Z dala se stanął — o tak — popod słonko
I pismo do cna wysmalił ze skargi198?
SOKRATES
Na wdzięki Charyt199, nieźle!
WYKRĘTOWIC
Jak się cieszę
Żem skręcił skargę pięciotalentową!
SOKRATES
Dzielnie! Więc raźno rozwiąż mi...
WYKRĘTOWIC
lekceważąco
No — cóż ta?
SOKRATES
Jakbyś zniweczył skargę i powoda,
Mając już przegrać wobec braku świadków?
WYKRĘTOWIC
Wróble już piszczą o tym.
SOKRATES
Gadaj!
WYKRĘTOWIC
drwiąco
Owszem!
Gdy przedostatnią sprawę sądzą, zanim
Mnie wywołają, w te pędy się wieszam!
SOKRATES
To brednie!
WYKRĘTOWIC
Klnę się na bogi, to prawda!
Wżdy nikt, gdy zdechnę, na sąd mnie nie pozwie!
SOKRATES
z gniewem
Drwisz sobie?! Precz stąd! Nie uczę cię więcej!
WYKRĘTOWIC
zrywa się z tapczana i przypada do kolan Sokratesa
Za co? Błagam cię, Sokratesie, daruj!
SOKRATES
Toć zapominasz zaraz, czego uczę:
Mów, czegoś tu się najpierwej nauczył?
WYKRĘTOWIC
Już... zaraz mówię: najpierw... najpierw... było,
Co najpierw?... Aha! W czym się ciasto miesi...
Nie! Cóż to było?
SOKRATES
odwracając się z pogardą i gniewem
A niech ci kat świeci!
Dziadu bezmózgi, stary trzopie, precz stąd!
staje na boku i zamyśla się.
SCENA XIV
Wykrętowic i Chór.
WYKRĘTOWIC
Litości! Cóż ja, niebożątko, pocznę:
Zdechnę, jeśli się kręcić nie wyuczę!
zwraca się do Chóru błagalnie
O Chmury! Dyć wy dajcie mądrą radę!
CHÓR
Radzimy tobie tak, o siwa głowo:
Masz-li ty doma dorosłego syna.
Poślij go w zamian za siebie w naukę!
WYKRĘTOWIC
Mam ci ja synka pięknego, dzielnego.
Alić się nie chce uczyć! Wżdy co czynić?
CHÓR
I ty to ścierpisz!
WYKRĘTOWIC
Ha — cóż; śliczny, bujny,
Krew to po matce pańska, ba, książęca!
Ale poń pójdę: nie zechce mnie słuchać,
Wyścigam z domu, dalibóg, na zawsze!
Do Sokratesa
Zaczekaj chwilkę na mnie, tu w tym miejscu.
Wykrętowic wbiega do swego domu.
SCENA XV
Sokrates, Chór.
CHÓR
Antystrofa200 (Śpiew)
Czy ty uznajesz, że przez nas, jedyne boginie,
Zdrój łask ci płynie?
Ten człowiek gotów na twe skinienie
Oddać swe całe imienie.
Widzisz, jako stumaniał i nos zadarł w górę?
Więc teraz do woli drzyj skórę,
A spiesz się, bo taki narodek jest zmienny,
Jak wiatr wiosenny!
Sokrates wchodzi do swego domu.
SCENA XVI
Wykrętowic, Odrzykoń, Chór.
WYKRĘTOWIC
popychając przed sobą syna i gwałtownie fukając.
Klnę się na Mgliska, dłużej cię nie trzymam,
Idź precz, precz lizać słupy Megaklesa201!
ODRZYKOŃ
Narwaniec! Jaki szał nosi cię, ojcze?
Masz bzika, klnę się Zeusem na Olimpie!
WYKRĘTOWIC
wybucha śmiechem
Patrzaj! Zeus, Olimp! Ale też to bałwan;
śmieje się
Wstyd! Tyli drągal... wierzy w jakieś Zeusy!
ODRZYKOŃ
Ty szydzisz z tego?
WYKRĘTOWIC
Tak: zwłaszcza gdy widzę,
Żeś dzieciak, skoro wierzysz w tę starzyznę.
Lecz zbliż się do mnie, a dowiesz się więcej!
Powiem rzecz taką, że od razu będziesz
Uczonym — tylko nikomu ni słówka!
ODRZYKOŃ
No — no — więc słucham.
WYKRĘTOWIC
Przysięgasz na Zeusa?
ODRZYKOŃ
Tak, papo!
WYKRĘTOWIC
Widzisz, co znaczy nauka?
tajemniczo, na ucho
Zeusa już nie ma.
ODRZYKOŃ
zdumiony
Któż zań jest na niebie?
WYKRĘTOWIC
Toć hań Wir królem, Zeusa napędziwszy.
ODRZYKOŃ
Ach, cóż ty bredzisz?
WYKRĘTOWIC
Tak ci jest naprawdę!
ODRZYKOŃ
Któż ci to mówił?
WYKRĘTOWIC
Sokrates z Niedowiar202
Oraz Chajrefont, co pchle ślady zliczył!
ODRZYKOŃ
Więc już do tegoś stopnia zbziczał, papo,
Że tym szaleńcom wierzysz?
WYKRĘTOWIC
bardzo gwałtownie, oglądając się z trwogą
Jak pies, breszysz203:
Złych słów nie miotaj na tych cwanych ludzi,
Pełnych rozumu. Z nich dla oszczędności
Żaden się nigdy nie strzyże, nie goli,
Oliwą nie trze, po łaźniach nie myje!
Tyś mnie jak trupa obmył już za życia
Z dudków: więc zaraz idź mi tam w naukę!
ODRZYKOŃ
Któż się co od nich nauczył dobrego?
WYKRĘTOWIC
Wątpisz? Co tylko mądrym świat nazywa,
U nich jest. Poznasz, jakiś sam gbur, głuptas.
Ba! Czekaj tutaj na mnie małą chwilkę!
wbiega do domu Sokratesa.
Odrzykoń, Chór.
ODRZYKOŃ
pokazuje palcem na czoło i puka
Bieda! Wszak papa zbzikował! Co robić?
Czy skarżyć, by go sąd uznał za bzika,
Czy bzik ten leczyć trzeba u trumniarza?
wbiega Wykrętowic z gawronami w ręku.
Wykrętowic, Odrzykoń, Chmury.
WYKRĘTOWIC
pokazując jednego gawrona
Zobaczym teraz: jak go zwiesz, mój synku?
ODRZYKOŃ
To? Gawron.
WYKRĘTOWIC
pokazując drugiego
Ślicznie. No, a to, jak się zwie?
ODRZYKOŃ
Gawron.
WYKRĘTOWIC
Tak samo? Oba? Jesteś śmieszny!
Otóż od dzisiaj masz tu ją nazywać
Gawronką, samca zaś tylko gawronem204.
ODRZYKOŃ
Gawronką? Takich uczysz się mądrości,
W dom uczęszczając tych panów nadludzi?
WYKRĘTOWIC
Ba, dobrze uczą, lecz com się nauczył,
Zawszem zabaczył205. Toć nie dziw, bom stary.
ODRZYKOŃ
opatruje go ze wszystkich stron
Przez to, jak widzę, zgubiłeś opończę?
WYKRĘTOWIC
Nic nie zgubiłem, tylkom przemędrował.
ODRZYKOŃ
A ciżmy, gdzież są, gdzieś je podział, ciapo?
WYKRĘTOWIC
„Na cel konieczny” dałem, jak Perykles206.
Lecz raz już chodźmy! Co tam; słuchaj ojca,
Nie żałuj mienia! Pomnę ja, gdyś ongi
Sześć lat miał dopierz i ledwoś szczebiotał —
Za pierwsze grosze, co wziąłem za sądy,
Jam tobie wózek kupił w świątko Diasjów207.
ODRZYKOŃ
Pójdę — bylebyś potem nie żałował.
WYKRĘTOWIC
Ładnie, że słuchasz!
krzycząc w kierunku pomysłowni
Bywaj Sokratesie!
Sokrates wychodzi
Wychodź, przywiodłem właśnie do cię syna,
Choć się przeciwił!
SCENA XVII
Wykrętowic, Odrzykoń, Sokrates, Chór.
SOKRATES
protekcjonalnie
Boć to mleczak jeszcze:
Nie zna zagadnień, w powietrzu wiszących.
ODRZYKOŃ
opryskliwie
Ty je sam poznasz, gdy cię wiszać przyjdą.
WYKRĘTOWIC
A do stu katów! Tu będziesz kląć mistrza!?
SOKRATES
z godnością
Patrzcie go: „wiszać” — paskudna wymowa:
Wargi masz chyba opuchłe? Mów: „wieszać”!
Jak taki zdoła przed sądem wykręcać
Skargi lub pozwy, jak sędziów tumanić?
Choć i Hyperbol pojął, płacąc hojnie!
WYKRĘTOWIC
Moja rzecz płacić. Ucz go, ma on dowcip
Wrodzony. Gdy był tycim jeszcze bębnem,
Doma chałupki klecił, łódki strugał,
Ze skóry wózki grzeczne208 szył: co powiesz?
Z łupin granatu żaby nawet robił!
Niech się więc uczy obu tych wywodów,
Tego prawego i tego nieprawa,
Co nieprawością swą bije prawego;
Nie da się obu — to wszelkim sposobem
Wyucz go tego nieprawa przynajmniej!
SOKRATES
Będzie się uczył od nich samych, od tych
Obu wywodów. Żegnam cię.
Odchodzi do siebie.
WYKRĘTOWIC
wołając za nim
Pamiętaj,
By prawić umiał wbrew prawu wszelkiemu!
PROAGON (PRZED-TURNIEJ)
SCENA XVIII
Wykrętowic, Odrzykoń, Rzecznik Prawy, Rzecznik Nieprawy, uczniowie.
Rzecznik prawy, ubrany po staroświecku: włos długi, upięty opaską z agraf w kształcie złotych świerszczy, strój na nim z czasów maratońskich, tj. purpurowa chlajna. Rzecznik nieprawy, elegant, podług ostatniej mody, utrefiony, uróżowany, pachnący, wygolony, krótka biała chlajna, w ręku laseczka.
RZECZNIK PRAWY
Wejdź tu — na scenę, stań widzom śmiele
Do oczu, jakoś zuchwałe ziele!
RZECZNIK NIEPRAWY
Idź w swoją drogę, zniszczę cię bowiem
Zbyt łatwo, gdy rzecz przed tłumem powiem.
RZECZNIK PRAWY
Mnie zniszczysz? Ktoś ty?
RZECZNIK NIEPRAWY
Rzecznik.
RZECZNIK PRAWY
Lecz lichy!
RZECZNIK NIEPRAWY
Zbiję cię, chociaż pełen-eś pychy
Lepszym się mieniąc.
RZECZNIK PRAWY
Pokażesz sztukę?
RZECZNIK NIEPRAWY
Wynajdę, stworzę nową naukę.
RZECZNIK PRAWY
wskazując na widzów
Wszak już zakwitła ta mądrość nowa
Przez pysk tych głupców!
RZECZNIK NIEPRAWY
Przez mądrych słowa.
RZECZNIK PRAWY
Ja ciebie tutaj zgniotę na miazgę!
RZECZNIK NIEPRAWY
Mnie zgnieciesz, proszę, czym, w jaki sposób?
RZECZNIK PRAWY
Słów mych prawością.
RZECZNIK NIEPRAWY
Prawość, jak drzazgę,
Zdmuchnę łbem na dół — słowy sprzecznemi!!
Twierdzę, że — nie ma prawa na ziemi.
RZECZNIK PRAWY
Więc nie ma prawa?
RZECZNIK NIEPRAWY
Gdzież jest wskróś ciebie?
RZECZNIK PRAWY
Prawo u bogów żywie na niebie!
RZECZNIK NIEPRAWY
Byłoby prawo, a niekarany
Zeus, który ojca zakuł w kajdany?
RZECZNIK PRAWY
A, pfe! Wywodzisz znów stare brednie?
Mdłości mnie szarpią! Podać tu miednię209!
RZECZNIK NIEPRAWY
Stary głuch z waści i durniom kmotr!
RZECZNIK PRAWY
Ty, samcołożnik, bezwstydny łotr!
RZECZNIK NIEPRAWY
Różami dźwięczysz!
RZECZNIK PRAWY
Obieżyświat!
RZECZNIK NIEPRAWY
Lilią mnie wieńczysz!
RZECZNIK PRAWY
Rodzicom kat!
RZECZNIK NIEPRAWY
Bezwiednie złotem krasisz ty mnie!
RZECZNIK PRAWY
Raczej ołowiem zmiażdżyłbym cię!
RZECZNIK NIEPRAWY
Słowa twe pełne dla mnie pochwały!
RZECZNIK PRAWY
Jesteś zbyt czelny!
RZECZNIK NIEPRAWY
Tyś dziad spróchniały!
RZECZNIK PRAWY
Przez cię już wcale do szkół porządnych
Iść nie chcą nasi młodzieńcy:
Poznają kiedyś Ateńcy,
Czegoś nauczył tych nierozsądnych!
RZECZNIK NIEPRAWY
Łachami trzęsiesz!
RZECZNIK PRAWY
Tyś obrósł w piórka!
Niedawnoś łaził z torbą, w podwórka.
Telef, król Mydów z wszemi tytuły,
Gryząc, by210 kości, mędrków formuły
Pandeletejskie211!
RZECZNIK NIEPRAWY
ironicznie
Mądrości popis!
RZECZNIK PRAWY
Popis narwaństwa!
RZECZNIK NIEPRAWY
Twego własnego.
RZECZNIK PRAWY
Twego i państwa,
Które cię żywi chlebem sowicie,
Byś młodzież naszą plugawił skrycie!
RZECZNIK NIEPRAWY
wskazując na Odrzykonia
Tego mi chłopca nie ucz — mamucie!
RZECZNIK PRAWY
Właśnie go trzeba chronić twej chucie,
Nie samej uczyć szermierki słowa!
RZECZNIK NIEPRAWY
Do mnie pójdź, chłopcze, rzuć wartogłowa212!
RZECZNIK PRAWY
Tkniesz go li213 ręką, pysk zbiję waści!
rzucają się na siebie zajadle, lecz rozdzielają ich Arcychmury.
SCENA XIX
Ci sami i Chór.
ARCYCHMURA I
Dość tych swarów, dość napaści!
Ty wskaż, jakoś nam pradziady
Uczył; a ty swe zasady
Ukaż nowe, aby młody,
Słysząc wasze tu wywody,
Szkołę wybrał sądem własnym!
RZECZNIK PRAWY
Zgoda na to.
RZECZNIK NIEPRAWY
Chętna zgoda.
CHÓR
Któryż pierwszy prawić będzie?
RZECZNIK NIEPRAWY
Przodem puszczę go z dworności.
A potem zerżnę mu jego orędzie,
Nowokute wyrazy i ostre dogryzki
Puszczając, jako strzały, prosto w jegomości:
W końcu, jeżeli piśnie, to mu oba pyski
I ślepie tak pokłuję umem, jak szerszenie,
Że zdechnie — biedne stworzenie!
AGON (TURNIEJ)
(949–1104)214
SCENA XX
Ci sami.
CHÓR
Strofa (Śpiew)
Teraz pokażcie, wy dwaj zuchwalce,
Pomysłów kunsztem, słowy trafnymi,
Przypowieściami nowokutymi,
Kto z was dzielniejszym w tej słownej walce!
Oto na ostro godzą na się szyki,
Walcząc o dank215 mądrości:
Turniej tu walny stoczą zawodniki
Wobec tak miłych gości.
ARCYCHMURA I
Lecz ty, który oplatałeś
cnoty kwieciem przodków skroń,
Śmiało puszczaj głos spod serca,
własnej duszy dzieje dzwoń!
EPIRRHEMA (POBUDKA)
RZECZNIK PRAWY
Więc opowiem, jak chowano,
synów drzewiej, z dawnych lat
Gdy ceniono skromność, prawość;
kto je głosił, był jak kwiat.
Naprzód nikt tam nie usłyszał,
aby chłopak krnąbrnie klął:
Szli rówieśni ulicami
do muzycznych razem szkół216
Rzędem w szyku, z jednej gminy,
w jednej szatce, choć śnieg dął.
W szkole siedząc nóg nie spletli;
zaśpiewali prostą pieśń:
„Hej Pallado, miast zagłado!”,
lub: „O lutnio, w dal głos nieś!”217
Pod melodii wtór prastary,
jako piali ojce ich!
Niechby który był zapiskał
lub wył nosem jako dziad,
Lub jak teraz uczy Frynis
puszczać gardłem cienki trel,218
Byłby dostał zaraz baty,
aby nie plugawił Muz.
W zapaśniczej szkole siedząc,
młodziankowie nogi wprost
Wyciągali, by nie dojrzał
nieskromności żaden widz:
Gdy zaś wstali, każdy zatarł
dołek w piasku, bo się strzegł,
Żeby nawet kształt urody
rozpustnikom z piasku zwiać.
Niżej pępka oliwą się
nie namaszczał z chłopców nikt,
Iż przyrodę219 całą porósł,
by brzoskwinię, rośny puch.
Ni pieszczonym on głosikiem,
ani oczkiem, jako dziś,
Do kochańców się umizgał,
rajfurując własny wstyd!
Nie lza220 było przy obiedzie
łebki li od rzodkwie brać,
Ni porywać przed starszymi
anyż albo seler z mis,
Ni łasować, ni grymasić,
ni na krzyż zakładać nóg!
RZECZNIK NIEPRAWY
Wszystko śmierdzi starym sadłem,
kiedy złotych świerszczy strój,
Pieśń Kekejda i byk święty221
władły nami!
RZECZNIK PRAWY
Lecz ten mój
Wychowania system wydał
Maratońskich wojów pułk!
Ty zaś ninie uczysz dziatwę
zawijać się w ciepły płaszcz;
Ach, mnie dusi gniew, bo młodzież
podczas Panateńskich Świąt
Tańcząc, dzierży tarcz na brzuchu,
czyniąc tym Palladzie srom!
do Odrzykonia
Ufaj-że mi, o pacholę!
jam jest prawy rzecznik twój;
Gardzić rynkiem cię nauczę,
łaźni się gorących strzec,
Rozmów sromać się222 haniebnych,
na obelgę zemstą wrzeć.
Wstawać z ław przed siwą głową,
swe rodzice zawsze czcić
Przede wszystkim; nigdy zasię
nie popełniać czynów złych,
Które mogą Wstydu obraz
skalać snadnie w duszy twej:
Więc nie wpadać w próg tancerek,
byś rozdziawił z dziwu pysk
I utracił dobrą sławę,
gdy w cię jabłkiem rzuci223 drań.
Ani z ojcem się nie swarzyć,
ani go Japetem zwać;
Nie klnij starca; wżdy cię żywił,
jako żywi pisklę ptak!
RZECZNIK NIEPRAWY
Jemu gdy zawierzysz, chłopcze,
w Dyjonysa ci się klnę.
Zgasisz synków Hipokrata;
będą cię gagatkiem zwać224!
RZECZNIK PRAWY
Lecz zakwitniesz krasą, zdrowiem,
na boiskach tężąc pierś,
A nie mieląc wciąż językiem
po agorze, jako dziś,
Ani włócząc się po sądach
dla matacko brudnych spraw!
Za to w cieniu drzew oliwnych,
w Akadema pędząc gaj,
Z druhem skromnym się wybiegasz,
wieńcząc w śnieżny łabuź225 skroń.
Bluszczem i lelują pachnąc,
srebrnych topol siejąc woń;
Szczęśliw wiosną, gdy miłośnie
ze sokorą szemrze klon!
. . . . . . . . . . . .
Gdy tak postąpisz, jako radzę,
Ku cnocie dążąc duszą całą,
Mieć będziesz pierś, jak lew wspaniałą,
Kwitnące lica, bark niezłomny,
Języczek cienki, zad ogromny,
Pręcik maleńki!
Wżdy za tym dążąc, co dziś w modzie,
Będziesz miał lica trupio-zbladłe,
Barki szczuplutkie, piersi wpadłe,
Ozór na łokieć, zad mizerny,
Bindas dostały — wór niezmierny
Wniosków bez końca!
. . . . . . . . . . . .
Nakłoni ciebie ten twój obrońca,
Abyś brzydotę jak piękno czcił,
Piękno na odwrót, jako srom, lżył!
A na dobitek wszczepi w młode ciało
Antymachową — chuć zwyrodniałą!
SCENA XXI
Ci sami.
CHÓR
Antystrofa
Półobrót ku Prawemu Rzecznikowi
Z tej najpiękniejszej baszty mądrości226,
Którą hetmanisz najsławniej,
Głos się twój niesie po ziemi:
Z echa wyrasta cudny kwiat skromności.
O, szczęśni wszyscy ci, co żyli dawniej
Wraz z praojcami naszymi!
półobrót ku Nieprawemu Rzecznikowi
Teraz, czcicielu Muzy giętkomodnej,
Masz błysnąć nowym orężem,
By podjąć bój z owym mężem,
Co wieniec sławy zyskał mędrca godnej:
Chceszli go przemóc,
Mocnych ci trzeba zażyć nań forteli,
By cię zbyt skoro za błazna nie mieli!
ANTEPIRRHEMA (OD-ZEW)
RZECZNIK NIEPRAWY
Kiszki się skręcały we mnie,
tak już dawno żądzą płonę,
Rozbić w puch te jego bzdury,
głosząc prawdy odwrócone.
Mnie to bowiem myśliciele
mówcą wręcz nieprawym zową
Dzięki temu, żem ja pierwszy
odkrył tę metodę nową:
Z góry przeczyć praw zasadzie
wśród sądowych procederów!
Czyż to nie jest więcej warte
niźli tysiąckroć staterów227,
Jąwszy się przepadłej sprawy,
wygrać ją na łeb, na szyję?
do Odrzykonia
Patrz więc, jak mu wychowanie,
które sławił, w niwecz zbiję:
Oto naprzód wzbrania tobie
wprost używać ciepłej łaźnie.
do Prawego Rzecznika
Czemuż, w jakiej myśli, ganisz
ciepłą kąpiel? Mów wyraźnie!
RZECZNIK PRAWY
Nałóg ten najgorszy — wierę —
z męża czyni zniewieściucha.
RZECZNIK NIEPRAWY
Dość! Natychmiast w pół cię schwycę,
iż nie ujdziesz spod obucha.
Powiedz mi też — z Zeusa synów,
który najdzielniejszy w boju?
Który zmógł największe moce
i najwięcej strzymał znoju?
RZECZNIK PRAWY
Nie masz woja nad Herakla!
takie moje zdanie, błaźnie!
RZECZNIK NIEPRAWY
Gdzieś więc widział, gdzie i kiedy,
zimne Heraklesa łaźnie?228
A kto większy witeź229 nadeń?
RZECZNIK PRAWY
Owo, starą piosnkę dzwoni,
Którą młódź bezmyślnie papląc,
całe dnie po parniach trwoni.
Tak, iż łaźnie zawsze pełne,
a boiska puste wcale230!
RZECZNIK NIEPRAWY
Takoż sejmowanie w rynku —
ty zniesławiasz, a ja chwalę!
Gdyby ono czymś złem było,
byłżeby Nestora231 z Pylu,
Mówcę, wielbił kiedy Homer,
oraz innych mędrców tylu?
Teraz przejdę do języka,
w którym, wedle ciebie, młodzi
Nie powinni się wyćwiczyć:
na to duch mój się nie godzi.
„Powinni zaś być skromnymi”:
oto dwa największe błędy!
Bo jeżeliś widział może,
że przez skromność już się kędy
Coś dobrego stało komu,
mów, przekonaj mnie, mój skromny!
RZECZNIK PRAWY
Niejednemu. Oto Peleus
dostał za nią miecz niezłomny232.
RZECZNIK NIEPRAWY
śmieje się
Miecz?! ha-ha-ha! Ani słowa,
prezent dostał nad prezenty!
Toć Hyperbol — ten nasz lampiarz,
wziął krociowe już talenty
Za bezczelność, a nie jakiś
tam śpikulec, przebóg święty!
RZECZNIK PRAWY
Że Tetydę233 wziął za żony
przez tę skromność, toś niepomny?
RZECZNIK NIEPRAWY
Lecz puściła go i zbiegła.
że był dla niej nadto skromny
I nie umiał na pościeli
całą noc trwać z nią w zapałach:
Baba na to jak na lato...
A waść — jesteś stary wałach!
Patrz, pacholę, ile straty
taka skromność tobie niesie,
A rozkoszy ilu zbawi
i to jakich; oblicz że się:
Chłopców, dziewek, gry i wina,
smakołyków, śmiechu, żartów;
A czyż warto żyć na świecie,
Bez tych uciech, do stu czartów?!
Kończąc wywód, przejdę teraz
do koniecznych praw przyrody:
Pobroiłeś z cudzą żonką...
ona młoda i tyś młody...
Złapali was. Zginiesz, bratku,
bo nie umiesz gadać. Ze mną
Hulaj dusza bez kontusza!
Żadnej rzeczy za nikczemną
Nie miej! Gdy cię w cudzym łożu
schwycą, mów do męża śmiele
Że to nie grzech i na Zeusa
odwoływaj się fortele:
Wszak się dostał on-bóg mocny,
w kobiet i Erosa kleszcze.
Jakoż chciałbyś ty, śmiertelny,
być od boga lepszym jeszcze?
RZECZNIK PRAWY
Lecz gdy w zad mu wbiją rzodkiew
i popiołem natrą wrzącym234,
Jakiż fortel najdzie wtedy,
by nie zostać wielką rurą?
RZECZNIK NIEPRAWY
Chociaż będzie wielką rurą,
cóż to złego, cóż się stanie?
RZECZNIK PRAWY
Czyż go może co gorszego
spotkać jeszcze, miły panie?
RZECZNIK NIEPRAWY
Co powiesz, gdy w tym cię zmogę?
RZECZNIK PRAWY
Będę milczał, lub dam nogę.
RZECZNIK NIEPRAWY
Mów więc, z kogo biorą, bratku,
Mecenasów?
RZECZNIK PRAWY
Z wielkich w zadku235.
RZECZNIK NIEPRAWY
Pięknie. A tragików z kogo?
RZECZNIK PRAWY
Z wielkorurów.
RZECZNIK NIEPRAWY
Ślicznie, błogo.
A przewódców ludu w mieście?
RZECZNIK PRAWY
Z wielkorurów.
RZECZNIK NIEPRAWY
Więc, nareszcie...
Wiesz już, że masz sieczkę w głowie.
A wśród widzów — spójrz w to mrowie —
Kogóż więcej?
RZECZNIK PRAWY
Widzę... mnóstwo...
RZECZNIK NIEPRAWY
No — cóż widzisz?
RZECZNIK PRAWY
O, przez Bóstwo!
Najliczniejsi wielkorury:
Ten, ów, tamten... znam was, gbury,
Znam i tego — kędziornego...!
RZECZNIK NIEPRAWY
z tryumfem
Cóż więc teraz, kto z nas górą?
RZECZNIK PRAWY
z głębokim ukłonem
Składam broń... przed... wielką rurą!
Rzuca chlajnę ze sceny ku uczelni Sokratesa, po czym daje susa i znika między uczniami Sokratesa.
O, na bogi; płaszcz wam daję,
Potrzymajcież go, hultaje,
Bym stąd łacniej mógł wyskoczyć,
Do was przystać, z wami kroczyć!
Nieprawy Rzecznik odchodzi tryumfalnie na prawo, Sokrates wychodzi równocześnie z uczelni.
SCENA XXII
Chór, Odrzykoń, Wykrętowic i Sokrates.
SOKRATES
Cóż więc, czy syna chcesz zabrać do domu,
Czy mam go ćwiczyć dalej w słów szermierce?
WYKRĘTOWIC
Ucz go, ćwicz, smagaj, pamiętaj li o tym
Dobrze mu ozór nastalić; pysk lewy
Na drobne skargi: za to prawą szczękę
Naostrz, by mogła wielkie gryźć procesy!
SOKRATES
Nie troszcz się! Praktyk zeń będzie, sofista.
ODRZYKOŃ
do widzów — półgłosem, odchodząc za Sokratesem do pomysłowni
Zdechlak, już widzę, i łapserdak marny!
Wykrętowic wchodzi do swego domu.
PARABASA WTÓRA
CHÓR
Do odchodzących: Sokratesa i Wykrętowica
Więc idziecie?
do Wykrętowica
Lecz my sądzim,
że na ciebie przyjdzie żal!
Zwrot do widzów. Chór ustawia się w półkole frontem do widzów: Arcychmura I deklamuje przy wtórze fletów.
EPIRRHEMA WTÓREJ PARABASY
ARCYCHMURA I
Co sędziowie uzyskają,
jeśli raczą ten nasz chór
Poprzeć, jak to słuszna zresztą,
chce wam wskazać orszak Chmur.
Oto naprzód, gdy pokładać
role trzeba w orby236 czas,
Będziem dżdżyły wam najpierwej,
innym później gwoli was237.
Potem bacznie winnic waszych
i zasiewów będziem strzec,
Że ich nie zaleje woda,
ani susza będzie żec238.
Gdyby zaś kto z was śmiertelnych
nas, boginie, zelżyć chciał,
Niech pomyśli, ile od nas
w darze złego będzie miał,
Gdy nie zwiezie wina, zboża,
nic, nic wcale, ze swych grzęd;
Bo gdy zaczną winogrady
i oliwy puszczać pęd,
Wyrypiemy wszystko gradem!
będziem prały, jako z proc!
Gdy dachówki będzie suszył,
dżdżymy w szopę całą noc
Tak, że glinę mu w proch zetrzem,
sypiąc strumieniami grad!
Gdy zaś będzie chciał ślub zawrzeć,
on lub krewny, druh lub brat,
Będziem chlapać przez noc całą. —
tak, że lepiej pono wraz
Wynieść się aż do Egiptu,
niż źle tutaj sądzić nas!
SCENA XXIII
Wykrętowic wychodzi ze swego dworu, dźwigając na plecach duży wór mąki.
WYKRĘTOWIC
licząc na palcach
Dwudziesty szósty, siódmy, ósmy, po nim
Zasie dziewiąty, a tuż zaraz za nim
Dzień ten, przed którym drżę od strachu, wstrętu
Ścierwa; ostatni, czyli „stary, młody”239.
spluwa
Każdy przysięga, komum ta co winien,
Że zastaw złoży, że mnie zniszczy, zmarni,
Z torbami puści, choć go kornie błagam:
„Tej cząstki długu nie bierz, serce, teraz;
„Tę płatę odłóż, tę zaś, duszko, daruj”
„Nie mogę, tak bych wszytko stracił” — fuczą.
Klnąc, iżem cygan i grożą mi sądem.
Teraz — niech skarżą, gwizdam na te sądy,
Gdy mój Odrzykoń umie mleć ozorem.
Lecz trza oń pytać, w tej hań240 pomysłowni.
stuka do bramki Sokratesa
Hej, bywaj, bratku!
SCENA XXIV
Poprzedni i Sokrates.
Wychodzi Sokrates, witając na widok prezentu bardzo grzecznie.
SOKRATES
Czołem, mości Wykręt!
WYKRĘTOWIC
Czołem, niechże ta, lecz przyjmij to naprzód!
Trza bowiem uczcić pana profesora.
Sokrates odstawia na bok wór241.
Teraz gadajcie, czy syn mój, co u was
W szkole się uczy, pojął te praktyki?
SOKRATES
Pojął.
WYKRĘTOWIC
westchnąwszy z ulgą — do Arcychmury
Chwałaż ci, Królowo krętaczy!
SOKRATES
Tak, że się wyłżesz snadnie z każdej sprawki.
WYKRĘTOWIC
Choćby i świadki byli, żem pożyczył?
SOKRATES
Tym snadniej, choćby ich było tysiące!
WYKRĘTOWIC
tańczy i śpiewa solo
Hurra, Hurra! Krzyk podnoszę,
Z pełnej piersi, niech drży wróg!
Rońcie łzy, o ważygrosze,
Wy, kapitał, proces, dług,
I procenty od procentów!
Już wy mi teraz nie zrobicie psoty:
Taki mi synek roście szczerozłoty
W domu tych krętów!
Dwusiecznym ozorem łyskający w skos,
Rycerz na kresach242, gazdostwa zbawca, na wrogi knut243,
W gorzkich opałach ojcu słodki miód!
Dalejże raźno do mnie go pozywaj!
„Dzieciątko moje, synu, przybywaj244,
Słysz ojca głos!”
SCENA XXV
Ci sami i Odrzykoń.
Wychodzi Odrzykoń brudny, chudy, boso, obdarty; ojciec go zrazu nie poznaje.
SOKRATES
Ten mąż, toć syn twój!
WYKRĘTOWIC
O synu miły, o synu drogi!
SOKRATES
Zabierz go sobie w domowe progi!
Sokrates odchodzi do swego dworu.
SCENA XXVI
Wykrętowic, Odrzykoń, Chór.
WYKRĘTOWIC
podrygując z radości
Hejże synku, hejże hop!
Jakże się cieszę, widząc, żeś tak pożółkł!
Teraz to poznać po tobie od razu
Zaprzańca, sprzekę; nasze czelne, swojskie
Kście porzekadło w tobie, to: „Co pleciesz!”
Znać też, że umiesz, choć łotr, udać jagnię!
Na czole twoim lśni attycka buta!
„Teraz więc ratuj, gdyś to ty mnie zgubił!”245
ODRZYKOŃ
Cóż cię tak trwoży?
WYKRĘTOWIC
Co? Stary i młody.
ODRZYKOŃ
Co za zwierzęta...: stary, młody?
WYKRĘTOWIC
Dzień to,
Na który wszyscy grożą mi pozwami.
ODRZYKOŃ
Stracą na pewne zastaw, gdyż nie mogą
Dwa dni oznaczać nigdy dniu jednego.
WYKRĘTOWIC
Jak to nie?
ODRZYKOŃ
W żaden żywy sposób, chyba
Starucha może być współcześnie młódką.
WYKRĘTOWIC
Ba! Takie prawo.
ODRZYKOŃ
Sądzę, że po prostu
Nie rozumieją ducha prawa.
WYKRĘTOWIC
nie rozumiejąc, z podziwem
Ducha?
ODRZYKOŃ
Nasz stary Solon był z całego serca
Ludu przyjaciel...
WYKRĘTOWIC
Cóż to ma do rzeczy?
ODRZYKOŃ
Przeto rozłożył nam na dwa dni pozwy;
Ostatni „stary” i na „młody” pierwszy,
Aby pierwszego wszcząć kroki sądowe.
WYKRĘTOWIC
To po cóż dodał „stary”?
ODRZYKOŃ
Po to, dudku,
By oskarżeni dobrowolnie, sami246
W dniu tym ze sobą pogodzić się mogli:
Nie — to pierwszego masz, skoro świt lament247!
WYKRĘTOWIC
Przecz248 bierze władza nie pierwszego zastaw,
Lecz ostatniego to jest w stary-młody?
ODRZYKOŃ
By jak najprędzej wziąć pieniądze w łapy,
Zdaje się, robią, jak probiercy ofiar:
Dniem wprzód ofiarę liżą, jaki smak ma.
WYKRĘTOWIC
Prawda!
do widzów, jakby tam byli sami lichwiarze
Psie syny; po cóż tam siedzicie
Wy, dla nas mędrców pastwa, ślepcy, głazy,
Banda, barany, wy... szczerbate dzbany!
Ja wam tu pieśnię pochwalną wraz utnę
Z radości — na cześć własną i cześć syna!
WYKRĘTOWIC
śpiewa i tańczy w szale orgiastycznym
Hej! Wykrętowic szczęścia lubieniec!
Jakiej mądrości zdobył on wieniec,
A jaki syn mu się chowa!
Taka tam pośród przyjaciół mowa...!
Widzę, jak zazdrość pali kumy i sąsiady,
Kiedy po sądach zwyciężą twe rady!
przestaje tańczyć i mówi
Lecz pójdźma do dom, chcę wyprawić bankiet!
wchodzą do domu Wykrętowica.
SCENA XXVII
przed domem Sokratesa.
Pasjas, Świadek później Sokrates.
Wchodzi na scenę od strony lewej Pasjas, lichwiarz, niski, pękaty, czerwony: sapie. Świadek chudy kościsty, długi, ubogo odmiany. Wchodząc Pasjas rozmawia i gestykuluje żywo.
PASJAS
do świadka
...Po wtóre, po cóż ma człek grosz swój marnić?
Przenigdy. Lepiej było zaraz wtedy
Pokazać figę, niż mieć tyle biedy...
Ot... ciebie muszę, dla własnego grosza
Na świadka włóczyć, a do tego zadrzeć
Z człowiekiem wspólnej gminy; lecz przenigdy
Nie zadam hańby, pókim żyw, ojczyźnie!
bardzo głośno
Przeto pozywam cię, Wykręcie!
SCENA XXVIII
Ci sami, Wykrętowic.
WYKRĘTOWIC
wychodząc z domu
Ktoś ty?
PASJAS
Ja: na dzień stary i młody!
WYKRĘTOWIC
do widzów
Wy świadki,
Że mówi o dwu dniach!
do Pasjasa
O cóż pozywasz?
PASJAS
O min dwanaście, któreś wziął, by kupić
Gniadego konia.
WYKRĘTOWIC
do publiczności
Konia! Czy słyszycie?
Wy wszyscy wiecie, jak nie cierpię koni!
PASJAS
Przez Zeusa, oddać przysłałeś na bogi!
WYKRĘTOWIC
Prze Zeusa, wtedy mój Odrzyk nie umiał
Jeszcze — tej mowy niczym nie pobitej!
PASJAS
Czy to dlatego chcesz się teraz zadrzeć?
WYKRĘTOWIC
A jakąż miałbych korzyść z tej nauki?
PASJAS
Więc chcesz na bogi przysiąc, żeś nie winien?
WYKRĘTOWIC
Na jakie bogi?!
PASJAS
Na Zeusa, Hermesa
I Posejdona.
WYKRĘTOWIC
Tak, przebóg! Dołożę
Chętnie trzy grosze, bym krzywo mógł przysiąc!
PASJAS
Byś tu padł trupem, żeś taki bezbożny!
WYKRĘTOWIC
klepie go po brzuchu
Tak go wyprawić ługiem... byłby bukłak!
PASJAS
w złości poczerwieniał jak burak
Psiakrew!!! Drwisz jeszcze?
WYKRĘTOWIC
Wlazłoby sześć garncy...
PASJAS
Czekaj! Przez Zeusa wszechmoc i przez bogi,
Nie ujdziesz ty mi!
WYKRĘTOWIC
wzrusza ramionami
Bawią mnie te bogi!
Ten Zeus przysiężny — dla uświadomionych
Jest śmieszny!
PASJAS
Jeszcze on cię kiedyś skarze!
Lecz dasz pieniądze teraz, czy nie oddasz?
Mów zaraz, czasu nie mam!
WYKRĘTOWIC
Bądź spokojny!
Zaraz ci tutaj powiem dokumentnie.
wpada do domu pędem.
PASJAS
do swego świadka
Jak ci się zdaje, odda, czy nie odda?
zanim ten zdołał odpowiedzieć, wpada Wykrętowic z dzieżą.
WYKRĘTOWIC
Gdzież ten, co woła o pieniądze? Gadaj,
Co to takiego?
PASJAS
biegnie i ciekawie zagląda w dzież
To tutaj? Dzież przecie.
WYKRĘTOWIC
Ty śmiesz pieniędzy żądać? Ty fujaro!
Przenigdy grosza nie oddam takiemu,
Co zamiast „dzieża” mówi „dzież”. Rozumiesz?
PASJAS
Więc mi nie oddasz?
WYKRĘTOWIC
Nic, ile wiem o tym.
Przeć raz się wynoś! No — dymaj czym prędzej
Spod moich dźwierzy!
PASJAS
Idę, lecz pamiętaj,
Że zastaw złożę, choćbym paść miał trupem!
Rozsierdzony wychodzi ze świadkiem.
WYKRĘTOWIC
do odchodzących
Dołożysz go więc do tych min dwunastu!
gdy znikli do siebie
Chociaż mi trochę żal ciebie, ty kundlu,
Boś tak ucieszcie dzieżę nazwał dzieżem!
SCENA XXIX
Wykrętowic, Amynias, Chór.
Słychać jęki za sceną. Równocześnie wsuwa się lichwiarz Amynias249), długi, kościsty, mówi poetycznym patosem.
AMYNIAS
Och, ach, o biada!
WYKRĘTOWIC
A tam, co takiego?
Któż to tak jęczy? Może który z owych
Tam nieboraków Karkina250 tak jęknął?!
AMYNIAS
tragiczny patos
Och! Kim ja jestem, chcecież wiedzieć prawdę?
Jam nieszczęśliwiec!
WYKRĘTOWIC
Opamiętajże się!
AMYNIAS
„O srogie bóstwa! O rydwanołomny
„Losie mych koni! O Pallas, ma zgubo!”251
WYKRĘTOWIC
Cóż ci Tlepolem mógł złego wyrządzić?
AMYNIAS
Nie szydź, o druże! Lecz rozkaż synowi
Oddać srebrniki, które był pożyczył —
Dla przyczyn wiela, zwłaszcza, iżem w biedzie.
WYKRĘTOWIC
Jakie srebrniki?
AMYNIAS
Te, które pożyczył.
WYKRĘTOWIC
Źle, widzi mi się, stoi sprawa twoja.
AMYNIAS
„Z rydwanu w pędzie zwaliłem się, przebóg!”
WYKRĘTOWIC
Cóże ty bredzisz? Czyś z osła spadł na łeb?
AMYNIAS
Ja — bredzę?? Gdy się pieniędzy domagam?
WYKRĘTOWIC
Rzecz oczywista; tyś chory!
AMYNIAS
Ja chory?!
WYKRĘTOWIC
Mózg, widzi mi się, otrząsnąłeś w sobie!
AMYNIAS
w złości
A mnie się widzi, na Hermesa252, że ty
Będziesz zaskarżon, gdy nie oddasz...
WYKRĘTOWIC
Słuchaj!
Jak sądzisz, czy Zeus zawsze każdym razem
Nowy deszcz zsyła, czy też słonko z dołu
Wyciąga wodę tę samą z powrotem?253
AMYNIAS
Nic nie wiem o tym: a cóż mnie do tego?
WYKRĘTOWIC
Jak możesz prawnie domagać się grosza,
Skoro nic nie wiesz o nadziemskich sprawach?
AMYNIAS
A możeś w biedzie z synem, więc choć procent
Oddajcie!
WYKRĘTOWIC
Procent? A to co za bydlę?
AMYNIAS
czule
Cóż by, jak to że, gdy czas cicho płynie,
Dzionek po dzionku, miesiąc po miesiącu,
Coraz to więcej pieniążków przybywa?
WYKRĘTOWIC
Ślicznie. A morze, jak sądzisz, jest teraz
Pełniejsze niż wpierw?
AMYNIAS
Przebóg, zawsze równe:
Nie śmie przenigdy być pełniejsze!
WYKRĘTOWIC
Jak to,
Morze, wisielcze, choć do niego wpada
Rzek mnóstwo, nigdy nie staje się większe254?
Ty zaś chcesz, by twój kapitał się zwiększał?
Może byś nura stąd dał: precz mi z oczu!
Dawać tu oścień!
Wybiega pachoł z ościeniem — i daje go Wykrętowicowi.
AMYNIAS
do widzów
Was wzywam na świadki!
WYKRĘTOWIC
grozi mu ościeniem
Jazda! Jeszcześ tu? Wiśta, wio! Rysaku!
AMYNIAS
ustępując z trwogą, krzyczy
To gwałt publiczny!
WYKRĘTOWIC
coraz gwałtowniej, dźgając
Nastąp! Bo cię kolnę
Ościeniem w zadek — no, bo dźgnę, licowy!
kole go raz wraz ościeniem i ściga
Zmykaj!
Amynias uciekł na prawo. Wykrętowic z tryumfem do siebie
No wreszcie... udało się ruszyć
Z miejsca te twoje kolce i rydwany!
Amynias ucieka. Wykrętowic idzie na ucztę do siebie.
CHÓR
Strofa
Cóż to za miłość wszego łajdactwa!
Starzec ten, w pysze zuchwały,
Chce za pomocy matactwa
Skręcić dług cały!
Lecz zaprawdę, dzisiaj jeszcze
Łbem o coś twardego wytnie;
Choć mądrala działa sprytnie,
Hultaj, popadnie zaraz sam w hultajskie kleszcze!
Antystrofa
Sądzę, że znajdzie to w okamgnieniu,
Czego pożądał i szukał zawdy255,
By syn miał moc w dowodzeniu
Każdej nieprawdy!
I bił wszystkich swą wymową,
Kogo spotka, tym sromotniej,
Im rzecz wywodzi przewrotniej:
Aliści wnet zapragnie, by został niemową!
Wypada z krzykiem z domu swego Wykrętowic, za nim syn Odrzykoń, bijąc ojca.
SCENA XXX
Wykrętowic, Odrzykoń, Chór.
WYKRĘTOWIC
Ratunku, gwałtu!
Sąsiedzi, krewni i wy jednogmińce,
Brońcie mnie! Bije, wali mnie, morduje!
Och! Jakże boli, czaszka, głowa, szczęki.
Ty zbrodniu! Ojca śmiesz bić?
ODRZYKOŃ
Biję ojca!256
WYKRĘTOWIC
Widzicie, przyznał, że bije mnie.
ODRZYKOŃ
Owszem.
WYKRĘTOWIC
Ty ojcobójco, łotrze, włamywaczu!
ODRZYKOŃ
Powtórz to samo jeszcze raz i więcej:
Wiesz, iż mi lubo słuchać różnych obelg!
WYKRĘTOWIC
Ty wiercignoju!
ODRZYKOŃ
Różami mnie wieńczysz!
WYKRĘTOWIC
Ty ojca bijesz!
ODRZYKOŃ
Wnet ci udowodnię,
Przebóg, że słusznie biję cię!
WYKRĘTOWIC
Ty łotrze!
Jakże to można bić ojca i „słusznie”?
ODRZYKOŃ
Dowody podam i przekonam słowem.
WYKRĘTOWIC
Ty mnie przekonasz?
ODRZYKOŃ
Najzupełniej gładko.
Wybieraj, jaki chcesz z obu wywodów!
WYKRĘTOWIC
Co za wywody?
ODRZYKOŃ
Prawy i nieprawy.
WYKRĘTOWIC
Prawda; jam zrobił to, żeś się nauczył,
Przebóg, wbrew prawu kazać! Cel osiągłem,
Jeśli mnie teraz przekonasz, że słuszna
I piękna, by syn ojca swego grzmocił.
ODRZYKOŃ
Myślę więc, że cię przekonam tak snadnie,
Że wysłuchawszy, słowem nie odrzekniesz!
WYKRĘTOWIC
Bardzom też ciekaw, co mi będziesz prawił.
CHÓR
Strofa
Teraz twym dziełem, starcze, obmyślić fortele,
Jak skarcić tego młokosa.
Gdyby w tę mądrość swoją nie dufał zbyt śmiele,
Nie byłby zadarł tak nosa!
Lecz inna jeszcze pychy musi być przyczyna:
Tamtego257 widać w tym wina!
AGON WTÓRY
1353–1452
SCENA XXXI
Ci sami.
ARCYCHMURA I
Jednakże z czego wśród was ta bójka się pocznie,
Trzeba wiedzieć chórowi; opowiedz bezzwłocznie!
WYKRĘTOWIC
O co właśnie my nasamprzód
zaczęliśma lżyć się wzajem,
Toć słuchajcie! Jako wiecie,
siedzieliśma przy biesiedzie;
Więc ja jemu wziąć kazałem
naprzód lutnię i zaśpiewać
Symonida258 pieśń tę starą,
jako Krijos259 w sławie chodził:
Ten zaś mówi, że na lutni
grać i śpiewać w czasie uczty
Rzecz niemodna, że tak baby
pieją, mieląc pęcak w żarnach.
ODRZYKOŃ
I już wtedy trzeba było
pana ojca prać i kopać,
Gdyś mi tylko kazał śpiewać,
jakbym świerszczem był na uczcie!
WYKRĘTOWIC
Takie brednie mówił doma,
jako teraz tu przed wami:
Śmiał Symonidesa nadto
marnym nazwać wierszokletą.
Zrazu z trudem, lecz tam jakoś
wstrzymywałem wybuch gniewu;
Potem mówię mu, niech weźmie
na skroń swoją kiść wawrzynu
niech coś z Ajschyla głosi,
a ten na to zaraz breszy:
„To sękaty pysk, ryczywół,
huku pełen odmigęba!”
A wtedy mi, wżdy czujecie,
jak nie zedrga serce w piersi.
Ajschylosa260 bowiem mam ja
za hetmana wszech poetów:
Pomimo to wargi zgryzłem
i powiadam: to z tych nowszych
Wieszczów coś mi tu zaśpiewaj,
jako to tam mądre głowy.
Ten w tej chwili śpiewa rytmy
Eurypida261, jako przespał
Brat rodzoną siostrę swoją262!
Chrońże nas od złego, Febie!
Wtedy już nie mogłem zdzierżyć.
Plunąłem weń zamaszyście
Prawdą mnogich brzydkich wyzwisk:
stąd zaczęła się, jak bywa,
Kłótnia, ząb za ząb zażarta.
Potem wyród skoczył na mnie,
Zwalił na ziem, skolankował,
dusił, gniótł, do żywa dobił!
ODRZYKOŃ
Czyż nie słusznie? Nie uznajesz
przecież Eurypida księciem
Wszystkich mędrców?
WYKRĘTOWIC
Księciem mędrców?
Jego? O ty, ty, jak zwać cię!!?
Cóż, kiedy mnie bić znów poczniesz!
ODRZYKOŃ
Klnę się Zeusem, zbiję słusznie.
WYKRĘTOWIC
Jak to słusznie? Bić mnie, drabie,
który wyżywiłem ciebie?
Gdyś dzieciątkiem zaczął paplać,
jam zgadywał twoje cbęci:
Ledwieś zaszczebiotał mlimli,
jam już mleczko ci podawał,
Kiedyś krzyknął tylko papu,
biegłem wraz263 i bułkę niosłem.
Jeszcześ wżdy nie uśpiał pisnąć
ę, ę, już cię w ręku miałem,
I na dwór wyniósłszy, strzegłem!
Tyś mnie dziś pod gardło chwycił!
śpiewa
Wrzeszczącego w niebogłosy,
Iże mnie nagli, na dwór nie puściłeś
Tylko dzierżąc mnie za włosy,
Łotrze, tak długo na ziemi dusiłeś.
Aż trzasła błona:
Zwolniał zamek u łona!
SCENA XXXII
Ci sami.
CHÓR
Myślę, że biją żywo serduszka młodzików,
Co powie synal, ciekawe:
Dopuściwszy się takich na ojcu figlików,
Gdy wygra słowną rozprawę,
Wtedy za skórę ojców nie wydamy z miecha
Ni dziurawego orzecha!
Więc do dzieła, ty nowych zasad krzewicielu,
Znajdź rację, by choć pozór był słusznego celu!
ODRZYKOŃ
Jakże miło poznać nowe
i dowcipne owe prawdy
I ze wzgardą patrzeć z góry
na społecznych praw przesądy!
Gdy się przedtem zajmowałem
całą duszą li264 koniarstwem,
Nie umiałem wypowiedzieć
ni trzech zdań bez błędów mnóstwa:
Teraz zaś, gdy mnie powstrzymał
ten mój stary, sam, od błazeństw,
Zająłem się wiedzą wyższą,
praktykami i studiami.
Sądzę więc, że udowodnię,
iż się godzi bić rodzica.
WYKRĘTOWIC
Toć, prze Zeusa, jedź, pojeżdżaj!
Dla mnie lepiej jest z pewnością
Ogierów ci karmić czwórkę
niż raz wraz brać basarunek265!
ODRZYKOŃ
Otóż gdzieś mi przerwał mowę,
wracam do przedmiotu mego;
I pytanie pierwsze zadam:
czy mnie biłeś, gdym był dzieckiem?
WYKRĘTOWIC
Oczywiście, lecz przez miłość
i przezorność...
ODRZYKOŃ
Więc mów zaraz,
Czy nie słuszna, bym ja ciebie
obił również przez tę miłość,
Skoro bicie już dowodem
jest miłości — wedle ciebie?
Czyliż ma być wolne może
od plag chłosty ciało twoje,
Moje zasie nie? A jednak
jam się również wolnym zrodził!
Płaczą dziatki, biorąc chłostę:
czemu nie ma płakać ojciec?
Powiesz mi, że podług ciebie,
taki jest przywilej dzieci.
Ja zaś twierdzę, że staruszek,
przebóg, to podwójne dziecko!
Przeto rzecz słuszniejsza karcić
starych ostrzej niźli młodych,
Zwłaszcza, że w podeszłym wieku
wcale nie przystoi grzeszyć!
WYKRĘTOWIC
Lecz na całym świecie nie ma
takich praw, by ojców bito!
ODRZYKOŃ
Czyż to nie był człowiek taki,
jakoś ty jest, jakom ja jest,
Który prawa nadał ongi,
przodków słowem przekonawszy?
Czyż nie wolno i mnie nadać
praw najnowszych, by w przyszłości
Mogli w odwet bić do woli
rodzicieli swych synowie?
Jednak, ile batów wzięlim,
nim to nowe prawo stanie,
Odpuścimy ojcom z łaski
i skwitujem porachunki.
Patrzaj acan266 na koguty
i na inną wszechżywiznę,
Jak ścigają, bijąc ojców!
Aza różnią się czym od nas?
Przebóg, chyba tym, że ustaw
na tablicach nie gryzmolą!
WYKRĘTOWIC
Czemuż tedy, gdy koguty
naśladujesz w każdej sprawie,
Nie żresz z nimi na gnoisku
i na płocie nie śpisz, siedząc?
ODRZYKOŃ
To nie jedno, panie miły!
Tak Sokrates nie powiada.
WYKRĘTOWIC
Wobec tego nie bij ojca,
bo sam na się bicz ukręcisz!
ODRZYKOŃ
Jak to mniemasz?
WYKRĘTOWIC
Skoro ciebie,
jako ojciec prawnie karcę,
Tak ty, gdy mieć będziesz syna...
ODRZYKOŃ
szydersko
Jeśli go zaś mieć nie będę,
To te baty darmo wezmę,
ty zaś umrzesz, drwiący ze mnie!
WYKRĘTOWIC
Mnie się zdaje, o rówieśni,
że syn słuszne rzeczy prawi!
Przeto mniemam, że się godzi
wręcz ustąpić po słuszności!
Gdy bezprawie bowiem czynim,
słuszna — byśmy brali cięgi.
ODRZYKOŃ
Poznaj inną mą zasadę!
WYKRĘTOWIC
Chcesz mnie chyba życia zbawić?
ODRZYKOŃ
Nie — i owszem: chcę ci ulżyć,
żeś tam dostał, ile wlazło.
WYKRĘTOWIC
Jakimże to, mów, sposobem,
chcesz mi, synku, sprawić ulgę?
ODRZYKOŃ
Matkę zbiję, jako ciebie!
WYKRĘTOWIC
ze zdumieniem i strachem
Kogo? Matkę, matkę zbijesz?!!
Toli jeszcze większa zbrodnia!
ODRZYKOŃ
śpiewając i tańcząc
Cóż, a jeśli cię przekonam
Przez ten wywód mój nieprawy,
Że konieczność bić swą mać?
WYKRĘTOWIC
Wtedy tobie mogę dać
Jednę radę: bez obawy
Z Sokratesem, tym wyrodem
I z nieprawym twym wywodem
Prosto w otchłań na łeb skacz!
zwracając się do chóru
Przez was, o Chmury, jam to wszystko wyznał,
Wam powierzywszy całe szczęście moje!
OBIE ARCYCHMURY
Sam sobie służysz za sprawcę i kata,
Gdyś tak „wykręcił” na zdrożny tor świata!
WYKRĘTOWIC
Przecz267 tego pierwej wyście mi nie rzekły,
Lecz starca, gbura, jeszcze bardziej wzdęły?
OBIE ARCYCHMURY
Zawsze tak czynim, ile razy widzim
Człeka, co w sercu złe skłonności pieści:
Wtrącim go na dno nieszczęścia i szydzim,
By się nauczył dobrze bożej cześci268!
WYKRĘTOWIC
Wszystko to boli, o Chmury, lecz słusznie,
Bo grzechem było wyprzeć się bezczelnie,
Com gdzie pożyczył! Teraz, synu miły,
Pójdziem bić na śmierć łotra Chajrefonta
I Sokratesa, bo nas oszwabili!
ODRZYKOŃ
Nigdy nie będę moich krzywdził mistrzów!
WYKRĘTOWIC
Na bogi! Bój się Zeusa, Rodziciela!
ODRZYKOŃ
Patrzaj go! Zeusa! Jakiżeś ty wstecznik!
Jestli Zeus jaki?
WYKRĘTOWIC
Jest!
ODRZYKOŃ
Ech! Już go nie ma!
Wir tam króluje, wypędziwszy Zeusa!
WYKRĘTOWIC
Oj, to nieprawda, tylkom ja tak poplótł
Na wiarę tego mędrka. Och, ja nędznik!!
gesty rozpaczliwe
ODRZYKOŃ
Sam tutaj szalej i sam bredź do siebie!
odchodzi spiesznie.
SCENA XXXIII
Wykrętowic, Chór.
WYKRĘTOWIC
Och, to szaleństwo! Jakżem mógł tak zgłupieć,
Żem chciał wypędzać bogów dla Sokrata!
podchodzi do posągu Hermesa przed domem, obejmuje go pieszczotliwie
Drogi Hermesie, nie gniewaj się na mnie,
Nie gub do reszty, daruj: już nie będę!...
Wybacz, żem bzika dostał przez warcholstwo!
Teraz poradź mi, czy mam ich zaskarżyć
Przed sądem, czy też co innego każesz...
przykłada ucho do ust boga, nasłuchując
Dowcipnie radzisz... nie włóczyć się w sądach,
Lecz w okamgnieniu podpalić to gniazdo
Owych warchołów...
woła donośnie na służbę, która wypada z osękami i toporkami.
Hej! Do mnie, Rudasie!
Dawaj drabinę a przynieś osękę!
Wychodź mi zaraz na tę wymyślnicę,
Rwij dach, rozwalaj, pokaż, iż mnie kochasz!
Żywo! Tę szopę na łeb trza im zwalić!
Przynieś tam który zapaloną żagiew!
Już ja tu dzisiaj komuś sprawię łaźnię!
Ja wam tu... łotry... ja wam... paliwody!...
Niewolnicy szybko wypełniają rozkazy, rąbią i rwą dach. Wykrętowic z głownią i oskardem wchodzi po drabinie na dach, rąbie i podpala. Dym i ogień. Oknami wyglądają przerażeni uczniowie.
EXODOS (ZAKOŃCZENIE)
SCENA XXXIV
Wykrętowic, Uczniowie, Chajrefont, Sokrates.
Z uczelni wybiegają w popłochu uczniowie.
UCZEŃ PIERWSZY
Rety, ratunku!
WYKRĘTOWIC
na dachu, podpalając
Hej, smolna szczapo, rób swoje, żeż ogniem!
UCZEŃ PIERWSZY
Człeku, co robisz?!!
WYKRĘTOWIC
rąbiąc
Co robię, czyś ślepy?
Z krokwiami budy wiodę cięte spory.
CHAJREFONT
innym oknem
Rety! A któż tam podpalił nam szkołę?
WYKRĘTOWIC
Ten właśnie, komu skradliście opończę.
CHAJREFONT
Ty chcesz nas zabić!
WYKRĘTOWIC
Zgadłeś, kotku: chciałbym,
zachwiał się, potknąwszy o coś
Jeśli mnie tylko nie zawiedzie osęk
I na łeb lecąc, nie skręcę gdzie karku!
Sokrates wytyka głowę przez jakiś otwór.
SOKRATES
Hej! Co ty robisz — tam na moim dachu?
WYKRĘTOWIC
„W eterach bujam, słońca w myślach ważę”.
SOKRATES
Ratunku! W dymie duszę się, nieszczęśnik!
CHAJREFONT
A ja, nieborak, upiekę się żywcem!
WYKRĘTOWIC
Co was napadło, na bogi się zrywać??
Seleny269 stolce podpatrywać, łotry!!?
Sokrates i uczniowie wyrywają się z płonącego domu i uciekają. Wykrętowic i służba jego pędzi ich bijąc i wrzeszcząc.
Bij ich, kol, morduj, dla wielu powodów,
Lecz przede wszystkim, że bogom bluźnili!
W tej gonitwie wszyscy wypadają za scenę — na lewo.
CHÓR
Ninie270 do domów odchodźcie:
na dzisiaj wystarczy wam tańca i śpiewu!
Przypisy:
1. geniusz Arystofanesa (...) prawdziwie wielki Ateńczyk — G. Hogarth, angielski filolog i tłumacz Arystofanesa, nazywa go pierwszym poetą Aten i największym komediopisarzem wszystkich czasów. The „Frogs” of Aristophanes... Englisch version by S. Hogarth and Godley, Oxford 1892 (Przedmowa). [przypis tłumacza]
2. o chór do komedii może prosić archonta tylko rodowity Ateńczyk — ojciec poety był jak się zdaje Ajginetą [red. WL: pochodził z podbitej przez Ateńczyków wyspy o nazwie Ajgina, Egina], chociaż sam poeta rodził się i wychował w Atenach z matki Zenodory, rodowitej Atenki. [przypis tłumacza]
3. Marathonomachowie (z gr.) — walczący pod Maratonem. [przypis edytorski]
4. współcześni komediopisarze [godzili] w szeregowców tego ruchu — Kratinos w komedii Pan-optai, „Wszech-widzący”, wyszydził filozofa Hippona, Ameipsias w komedii Konnos — ogół sofistów i Sokratesa stronę zewnętrzną, Eupolis w Kolakes, „Pasożyci”, przyjaciół Kalliasa, patrona sofistów. [przypis tłumacza]
5. Sylen (mit. gr.) — towarzysz boga Dionizosa, przedstawiany jako tłustawy mężczyzna z końskimi uszami, nogami i ogonem. [przypis edytorski]
6. Dijonys (mit. gr.) — Dionizos, bóg wina i odradzającej się przyrody; jego rzymskim odpowiednikiem jest Bachus. [przypis edytorski]
7. Hellen — Grek starożytny. [przypis edytorski]
8. Ananke (mit. gr.) — bogini konieczności, nieuchronności. [przypis edytorski]
9. Prometeusz (mit. gr.) — bohater, który stworzył człowieka, lepiąc go z gliny zmieszanej ze łzami, a następnie, wbrew woli bogów, obawiających się buntu ludzi podobnego do wcześniejszego buntu Tytanów, podarował ludziom ogień. Za karę został przykuty do skał Kaukazu, gdzie sęp wyjadał mu codziennie odrastającą wątrobę. [przypis edytorski]
10. Edyp (mit. gr.) — król Teb, jako niemowlę pozostawiony przez rodziców na śmierć za sprawą przepowiedni; przeżył jednak i wyrokiem przeznaczenia zabił ojca i nieświadom, co czyni, poślubił własną matkę. [przypis edytorski]
11. Atrydzi — potomkowie Atreusa, w tym Agamemnon, który poświęcił swoją córkę Ifigenię, by uzyskać przychylność bogów dla greckiej wyprawy przeciw Troi. Czyn ten rozpoczął serię dokonywanych z zemsty zabójstw w obrębie rodziny. [przypis edytorski]
12. taki jest mit tragiczny — Jakob Burckhardt Griechische Kulturgeschichte III, str. 378 wyraża się tak: Die wahre, unerreichbare Grösse des Griechen ist sein Mythus; etwas wie seine Philosophie (Platon, Arystoteles itd.) hätten Neuere auch zu Stande gebracht, den Mythus nicht. Ten mit tragiczny jest zatem alfą i omegą wielkości Hellady! [przypis tłumacza]
13. Mojry (mit. gr.) — trzy boginie losu, które znały przyszłość i nie podlegały rozkazom bogów olimpijskich, wyobrażane jako prządki przędące i przecinające nić ludzkiego żywota. [przypis edytorski]
14. Perykles (ok. 495–429 p.n.e.) — polityk i mówca ateński. [przypis edytorski]
15. Klejstenes — polityk i reformator ateński z przełomu VI i V w. p.n.e. [przypis edytorski]
16. Eurypides (ok. 480–406 p.n.e.) — dramaturg grecki, autor tragedii, uznawany za reformatora gatunku. [przypis edytorski]
17. od tego czasu nie wytworzyła ludzkość żadnego nowego typu sztuki teatralnej (...) wszystko to stworzył geniusz kultury helleńskiej — opera i operetka jest tylko odmianą tragedii, dramatu satyrowego lub komedii greckiej. [przypis tłumacza]
18. kalokagatia — staroż. gr. idea połączenia dobra i fizycznego piękna. [przypis edytorski]
19. Sztukę tragiczną zaliczał tylko do sztuk bardzo zabawnych — Τὸ δημοτερπεστάτου τῆς ποιήσεως τὸ δρᾶμα. [przypis tłumacza]
20. Apologia — dialog Platona, bardziej znany pod tytułem Obrona Sokratesa. [przypis edytorski]
21. odszedł z tym przekonaniem, że jest mędrszy — Jakob Burckbardt Griechische Kulturgeschichte III, str. 380–384. Tą nieustanną krytyką, zawsze bezwzględną, często brutalną (Laches), uprawianą z artystami, uczonymi lub zwykłymi śmiertelnikami, z ojcami rodzin wobec synów, młodzików zuchwałych, których „uświadamia” — a którzy przy lada okazji wybuchają śmiechem na widok zakłopotania starszych osób, sprawił Sokrates, że „wszystko, co żyło, uciekało na cztery strony świata, gdy go tylko ujrzano gdzieś na rogu ulicy; ostatecznie oburzył wszystkich: uczonych, artystów, kapłanów, prawdziwych demokratów, którzy mu nie mogli przebaczyć, że na czele oligarchii stali jego uczniowie, wreszcie patriotów starego pokroju, zaciekłych nieprzyjaciół sofistyki”. Chmury powstały właśnie w czasie, kiedy ta nienawiść była powszechna. Zaznaczyć tu należy, że Hellenowie byli niezmiernie ambitni i wrażliwi na formę dyskusji, były wypadki, że sofista, pokonany i zawstydzony wobec publiczności, szedł do domu, pisał odpowiedź i obronę swej tezy i... popełniał samobójstwo. Już jeden z uczniów Pitagorasa, urażony surowym słowem mistrza, odebrał sobie życie. Diogenes Laertios, II, 11, 1; Plutarch, De adulatione et amico c. 32. [przypis tłumacza]
22. Orestes (mit. gr.) — syn Agamemnona i Klitajmestry, który pomścił ojca, zabijając jego morderczynię a swoją matkę. [przypis edytorski]
23. Elektra (mit. gr.) — córka Agamemnona i Klitajmestry, wspólnie z bratem zabiła matkę, mszcząc się za śmierć ojca. [przypis edytorski]
24. Acheront (mit. gr.) — rzeka w podziemnej krainie umarłych, jej nazwa oznacza „płynący cierpieniem”. [przypis edytorski]
25. Hades (mit. gr.) — podziemna kraina umarłych. [przypis edytorski]
26. Ajschylos (525–456 p.n.e) — dramaturg grecki, uważany za twórcę tragedii jako gatunku literackiego. [przypis edytorski]
27. Eurypides (ok. 480–406 p.n.e.) — dramaturg grecki, autor tragedii, uznawany za reformatora gatunku. [przypis edytorski]
28. podanie, krążące w Atenach, że Sokrates pomaga Eurypidesowi w twórczej pracy — krytyczni historycy zaprzeczają w ogóle temu, żeby Eurypides pisał pod wpływem Sokratesa, gdyż — risum teneatis — był o całych 15 lat starszym od Sokratesa; zapewne wtedy, gdy Eurypides miał lat 20, a Sokrates 5, wpływu tego nie było, ale różnica pojęć znikła, gdy pierwszy miał lat 45, a drugi 30. [przypis tłumacza]
29. ale potępić Sokratesa, uwierzyć, że działał jak sofista, że Arystofanes genialnym wzrokiem (....) dostrzegł trafnie... — Jakob Burckhardt Gr. Kulturgeschichte III, str. 381 nazywa go również sofistą. [przypis tłumacza]
30. exemplum (łac.) — przykład. [przypis edytorski]
31. [zapatruje się na chór] jako na coś podrzędnego, „byle było” (...) — klasycznym przykładem takiego „byle było” — jest chór w jego Hippolitosie. Niewiasty opowiadają publiczności, że ich przyjaciółka była przy studni, aby wyprać bieliznę i tam słyszała od innych praczek, że Fedra zachorowała! [przypis tłumacza]
32. państwo, rząd wydzieliły działaniu muzyki pierwszorzędne, wychowawcze zadanie (...) liczyły na to, że (...) spełni nadzieje wyhodowania pokolenia dzielnego... — Burckhardt III, str. 155–157. [przypis tłumacza]
33. proojmion (gr.) — wstęp a. modlitewny utwór poetycki. [przypis edytorski]
34. przez usta Ajschylosa w „Żabach” — Żaby w. 1419. [przypis tłumacza]
35. w innym miejscu powiada bóg Dionizos — Żaby 1053–1056. [przypis tłumacza]
36. Sokrates sam wypomina przed sądem nazwisko Arystofanesa (..) (Plato...) — Jakob Burckhardt, Griechische Kulturgeschichte III, str. 288. [przypis tłumacza]
37. Bakchos (mit. gr.) — bóg wina, znany też jako Dionizos; w mit. rzym.: Bachus (Bacchus). [przypis edytorski]
38. Z tego arcydzieła platońskiego wnosić, że Platon i Sokrates uważali „Chmury” za żart niewinny — A. Couat, Aristophanes et l’ancienne comédie attique, Paris 1899, str. 311, 312. Edward Meyer, IV. str. 440 i nast. uw. [przypis tłumacza]
39. decorum (łac.) — powaga bądź styl stosowny do tematu. [przypis edytorski]
40. podanie, które przechował Olympiodoros — Olympiodoros tak pisze: „Kochał (Platon) szczególniej komediopisarza Arystofanesa i mimografa Sofrona, z których brał wzór stwarzania charakterystycznych postaci w dialogach; kochał ich tak bardzo, że po śmierci znaleziono na łożu Platona ich utwory”. [przypis tłumacza]
41. chram (daw.) — świątynia. [przypis edytorski]
42. Ksenofont (ok. 430–ok. 355 p.n.e.) — pisarz, historyk i żołnierz grecki. [przypis edytorski]
43. arkan — sznur z petlą na końcu, podobny do lassa. [przypis edytorski]
44. wżdy (daw.) — przecież, jednak. [przypis edytorski]
45. Ksenofont (...) nawet stał w szeregach wroga w krwawej bitwie (...) przeciw własnym rodakom — zupełnie słusznie nazwał go Niebuhr (Kleine Schriften, I. B. str. 467) „najnędzniejszym wyrodkiem, jakiego kiedykolwiek jakie państwo wydało”, gdyż zdradę popełnił bez powodu. Alkibiadesa tłumaczy po części krzywda, jaka go spotkała ze strony rządu; tego nic! [przypis tłumacza]
46. Czy mógł się rys, wspólny wszystkim Sokratykom wytworzyć bez wpływu mistrza? — Arystofanes Ptaki w. 1282 powiada wyraźnie, że kto tylko w Atenach był Spartofilem, ten „sokratesował”. [przypis tłumacza]
47. Alkibiades a. Alcybiades (450–404 p.n.e.) — ateński polityk i wódz, w młodości uczeń Sokratesa; przed wyruszeniem na wyprawę na Sycylię obwiniony o świętokradztwo; po niepowodzeniu wyprawy w obawie przed procesem zbiegł do Sparty, której oddał znaczne usługi w wojnie przeciw Atenom. [przypis edytorski]
48. łyk (pogardl.) — mieszczanin. [przypis edytorski]
49. magnetyczne dialogi Sokratesa — o tej demonicznej, magnetyzującej sile Sokratesa, którą Nietzsche nazywa „fascinierend”, przytacza Burckhardt w tomie III str. 382. uw. 1 taki np. szczegół, że uczeń Sokratesa Menon przyrównywał działanie wymowy Sokratesa do owego bezwładu skutkiem uderzenia drętwy elektrycznej (Menon). [przypis tłumacza]
50. efeb (gr.) — pot. piękny młodzieniec; w staroż. Grecji młodzieniec u progu dorosłości, 18–20 letni, przechodzący obowiązkowe szkolenie wojskowe (efebię), które poprzedzało uzyskanie pełnego obywatelstwa. [przypis edytorski]
51. causa finalis (łac.) — ostateczna przyczyna. [przypis edytorski]
52. Ich habe es oft gesagt und werde noch oft wiederholen, die causa finalis der Welt — u. Menschenhändel ist die dramatische Dichtkunst (niem.) — Często mówiłem i równie często będę jeszcze powtarzał, że ostateczna przyczyna świata i ludzkości — to poezja tragiczna. [przypis edytorski]
53. wypowiedział Fr. Nietzsche. „Olbrzym skrzykuje olbrzyma...” — Fryderyk Nietzsche: Unzeitgemässe Betrachtungen, II Stück: Vom Nutzen und Nachtheil der Historie für dan Leben, Lipsk 1903. [przypis tłumacza]
54. archont — jeden z 10 wysokich urzędników ateńskich, zajmujących się m. in. sądownictwem. [przypis edytorski]
55. Mówi o tym wyraźnie w „Osach” — w. 1044–1048. [przypis tłumacza]
56. Tak samo zapatruje się na tę kwestię B. Heidhues — B. Heidhues, Über die Wolken des Aristophanes, Progr. des kk. Friedrich Wilhelm-Gymnasiums zu Köln 1897. [przypis tłumacza]
57. volens nolens (łac.) — chcąc nie chcąc. [przypis edytorski]
58. Syn dowodzi (...), że ma prawo bić ojca, nawet matkę (...) Wtedy nareszcie zrozumiał stary Wykrętowic, jaka ta nauka — czy to nie analogiczne zjawisko nasze warszawskie, uświadamiające wiece pedagogiczne? [przypis tłumacza]
59. Sokratesa, którego uczą nas czcić (...) na zasadzie tego, co pisze o nim Platon — Burckhardt nazywa go utopistą i optymistą III str. 393 i 394. [przypis tłumacza]
60. Nous avons eu la sensation... (fr.) — Mieliśmy wrażenie, jakby młody faun hasał w winnicach Bachusa. I to było piękne... Strepsiades i Phidippides uosabiają dwa kolejne pokolenia: jedno przywiązane do zasad z przeszłości, drugie uwolnione od tych zasad, jedno niedostępne, drugie otwarte na głos sofistów, który według autora Chmur psuł społeczeństwo Aten. I to jest wieczny konflikt ojca i syna, którzy nie są jednego serca ani jednej myśli, a nawet rozdziela ich nieodwracalne nieporozumienie. Walka zrodzona z każdego momentu w historii, w którym mieszają się różne idee, dzieje się dziś tak samo, jak w wieku Kreona. Arystofanes mógłby ponownie napisać swoją komedię na początku XX wieku. [przypis edytorski]
61. Anna Dacier — małżonka sławnego francuskiego filologa, André Dacier, córka wielkiego uczonego Lefebre’a, żyła pod koniec XVII w. Wydała Kallimacha, Florusa, Aureliusa Victora, Eutropiusa, Dictysa z Krety; przetłumaczyła Anakreonta i Safonę, kilka komedii Plauta i Terentiusa, Iliadę i Odyseję; nadto pierwsza we Francji przetłumaczyła 1684 r. Arystofanesa. A zatem Francuzi mieli już w 1684 Arystofanesa w ojczystym języku: my go dotąd w całości nie mamy... [przypis tłumacza]
62. chiton — starożytny strój grecki, prostokąt płótna spinany na ramionach i z boku. [przypis edytorski]
63. chlajna (staroż.) — męski płaszcz z grubej wełny. [przypis edytorski]
64. wżdy (daw.) — przecież, jednak. [przypis edytorski]
65. czeladź (daw.) — służba. [przypis edytorski]
66. siła (daw.) — wiele. [przypis edytorski]
67. Zczeźnij, o wojno! (...) Przez cię nie wolno chamów tknąć ni ręką! — z powodu wojny ze Spartą musiano się bardzo grzecznie obchodzić z niewolnikami. Obie strony wojujące liczyły na zbiegów, przyjmowały ich i zbroiły. Ateńczycy podburzali i zbroili helotów, Spartanie odpłacali im pięknym za nadobne. W r. 413, a wiec w 10 lat później, gdy król Agis zajął Dekeleję, uciekło 20.000 niewolników ateńskich do Spartan, co stanowiło samo przez się poważną klęskę. Tukidydes, VII. 24. [przypis tłumacza]
68. cug (daw.) — cztero- bądź sześciokonny zaprzęg. [przypis edytorski]
69. on, kędziory bujne utrefiwszy — jako rycerz: trefienie włosów oznaczało szyk i elegancję stanu rycerskiego. Wolny Hellen zapuszczał długie włosy, wąsy i brodę, niewolnik miał boże poszycie krótko strzyżone, twarz wygoloną. To była moda piątego wieku, ale przyjaciele polityczni Sparty wprowadzali zwyczaj spartański golenia zarostu coraz bardziej. [przypis tłumacza]
70. Konno pojeżdża, dobiera (...) nawet śpiąc frymarczy końmi — wyścigi i sport koński kwitnęły w Atenach bujniej, aniżeli u nas. [przypis tłumacza]
71. mina — 1 mina, około 100 koron, a zatem ów gniadosz kosztował mniej więcej 1200 koron. [przypis tłumacza]
72. nie lza (daw.) — nie należy. [przypis edytorski]
73. kaduk (reg.) — diabeł. [przypis edytorski]
74. zdrzymnąć — dziś popr.: zdrzemnąć. [przypis edytorski]
75. rajfura — rajfurka, tj. stręczycielka. [przypis edytorski]
76. aza (daw.) — czy. [przypis edytorski]
77. żonę wziąłem (...) rodu Megaklesów córę — był to potężny, arystokratyczny ród Alkmeonidów, zajmujący pierwsze stanowisko w Atenach. Praszczur tego rodu, Alkmeonida Megakles, odniósł pierwszy z Ateńczyków zwycięstwo czwórką rumaków na Igrzyskach Olimpijskich w 632. Dziadek Alkibiadesa, Megakles, syn prawodawcy Klejstenesa, był opiewany przez poetę Pindara z powodu pięciokrotnego zwycięstwa czwórką na Igrzyskach Olimpijskich. Perykles zaliczał się również do tego rodu po matce. Małżeństwo córki takiego rodu z chłopem świadczy o wielkim zrównaniu towarzyskim wolnych Ateńczyków. [przypis tłumacza]
78. słowem arcyksiężnę — w oryginale: wcieloną Kojsyrę; była to córka Megaklesa, wydana za Pizystrata, więc króla, tyrana, udzielnego księcia na Atenach. [przypis tłumacza]
79. kis — kiszonka. [przypis edytorski]
80. zażec (daw.) — zapalić. [przypis edytorski]
81. jąć (daw.) — zacząć. [przypis edytorski]
82. dziać (daw.) — nazywać, nadawać imię. [przypis edytorski]
83. Odrzykoń — w oryginale imię oznaczało mniej więcej „ten, kto oszczędza na koniach”, co jest dokładną odwrotnością postępowania bohatera. [przypis edytorski]
84. dudki (reg.) — pieniądze. [przypis edytorski]
85. dali — da z partykułą pytajną -li. [przypis edytorski]
86. Władykoń Posejdon — Odrzykoń, namiętny sportsmen, jak wszyscy z rodu Alkmeonidów Megaklesi, klnie się na Posejdona z przydomkiem Hippios tj. Władykoń, który jako stwórca konia był opiekunem wyścigów; sławna była jedna z jego licznych świątyń, stojąca na wzgórzu Kolonos, tuż obok Aten. Na scenie widać posąg Posejdona. [przypis tłumacza]
87. męże, co cię przekonają, Że nieb sklepienie jest jakby żużelnik (...) że my węgielki — poeta wyśmiewa poglądy filozoficzno-przyrodnicze Metona i Hippona, którzy twierdzili, że powietrze jest żywiołem ognistym. Meton wyraził się nie bardzo szczęśliwie, że powietrze i niebiosa są jakby piecem, żużelnikiem na jarzące węgle (πνιγεύς): stąd powszechne drwinki na ten temat. [przypis tłumacza]
88. słusznieli — czy słusznie (czasownik z partykułą). [przypis edytorski]
89. wolnodumca (neol.) — wolnomyśliciel. [przypis edytorski]
90. Chajrefont — przyjaciel Sokratesa od młodości, znany w Atenach jako zaciekły szperacz, mól książkowy, zawsze pod względem powierzchowności zaniedbany. Jemu to wyrocznia delficka miała odpowiedzieć, że Sokrates jest najmędrszy z ludzi. [przypis tłumacza]
91. Leogorasa bażantarnia — czasu wojny peloponeskiej były w Attyce znane i chowane bażanty, jak u nas. Leogoras, jeden z najbogatszych arystokratów, znany z procesu Hermokopidów, w r. 415 wtrącony wraz ze synem Andokidesem do więzienia, ocalał dzięki sprytowi syna, który zwalił winę na pewien arystokratyczny klub, ponieważ wiedział, że członkowie jego uciekli na czas za granicę. [przypis tłumacza]
92. Demeter (mit. gr.) — bogini urodzaju, rolnictwa i płodności; w Rzymie jej odpowiednikiem była Ceres. [przypis edytorski]
93. w leciech (daw.) — stary. [przypis edytorski]
94. gnuśny (daw.) — leniwy, pozbawiony energii. [przypis edytorski]
95. Kikinny — gmina przedateńska. Attyka dzieliła się wtedy na 10 okręgów (phylaj), czyli na 174 gmin (demoj). [przypis tłumacza]
96. Iżem poronił myśl w łonie poczętą... — uczeń wyraża się w myśl mistrza Sokratesa: wiadomo, że Sokrates, którego matka, Fajnarete, była położną, porównywał swą metodę katechetyczną do sztuki położniczej; on tak samo dobywał ideę, tkwiącą półświadomie w duszy ucznia na świat, tj. do życia w uświadomieniu, jak położna dziecię. [przypis tłumacza]
97. zakon (daw.) — prawo. [przypis edytorski]
98. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
99. Sfetejski — Sfeteja, jedna z gmin attyckich. [przypis tłumacza]
100. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
101. żywnie (daw.) — żywo, tj. szybko. [przypis edytorski]
102. Jaszczurka z dachu (...) siknęła... — w oryginale άσκαλαβώτης iγαλεώτες, południowo-europejska jaszczurka z bardzo wydatnymi przylgami palców, łażąca zwinnie po murach, a nawet po sufitach. Prof. dr. Wł. Kulczyński sądzi, że to jest stellio, po polsku mierzienica albo gek, znienawidzona przez gospodynie, gdyż bardzo często, wałęsając się po murach, wpada im do naczyń z mlekiem i do garnków. Lud nasz opowiada, że ropucha do gniewu pobudzona, czyni ten sam nieprzyzwoity gest, co jaszczurka Arystofanesa, i że można wskutek tego oślepnąć. [przypis tłumacza]
103. by (daw.) — jak. [przypis edytorski]
104. Tales z Miletu — filozof i matematyk grecki z VII/VI w. p.n.e., przedstawiciel jońskiej szkoły filozofii przyrody. [przypis edytorski]
105. gnomon — zegar słoneczny. [przypis edytorski]
106. jeńców z Pylos, głodomorów Sparty — mowa o jeńcach spartańskich, wziętych na Sfakterii do niewoli przez Kleona i Demostenesa r. 425, tj. na 19 miesięcy przed datą komedii. W miesiącu sierpniu r. 425 przywiozły okręty wojenne ateńskie kilkuset bohaterskich Spartan, którzy z powodu głodu i ran musieli się poddać. Wyglądali strasznie, gdy ich pędzono z portu pirejskiego obdartych, w kajdanach, krwią i brudem pokrytych, do więzienia, w którym dotąd pozostawali. Wypuszczono ich dopiero po zawarciu pokoju Nikiasa 421 r. [przypis tłumacza]
107. Ereb (mit. gr.) — najciemniejsza część Hadesu, podziemnej krainy zmarłych. [przypis edytorski]
108. wnijść — dziś popr.: wejść. [przypis edytorski]
109. kaduk (reg.) — diabeł. [przypis edytorski]
110. nasamprzód — najpierw. [przypis edytorski]
111. um (daw.) — rozum. [przypis edytorski]
112. eter — wg daw. nauki niedostrzegalna substancja wypełniająca kosmos. [przypis edytorski]
113. mdły (daw.) — słaby. [przypis edytorski]
114. lichwa — kredyt, procent. [przypis edytorski]
115. nosacizna — zaraźliwa choroba końska. [przypis edytorski]
116. jako Bizantyńcy, na żeleziaki — Byzantion było osadą dorycką: stąd używano tam niegdyś żelaznej, spartańskiej monety, czyli żeleziaków, gdy w Atenach, jako moneta drobna, kursowały chalkusy czyli miedziaki. [przypis tłumacza]
117. święty trój... tapczan — Sokrates chce powiedzieć „święty trójnóg” — ale ponieważ ma tylko tapczan w swym ubogim domostwie, więc zaprasza na święty trój-tapczan. [przypis tłumacza]
118. wieniec włóż na skronie — przyjęcie ucznia do szkoły odbywało się z ceremoniałem i tajemniczymi obrzędami, zupełnie tak, jak np. dzisiaj przystąpienie do loży wolnomularskiej. Nawet wielki filozof Pitagoras ujął swą szkołę w pewne sekretne formuły, jakoby zakonu: inne szkoły filozoficzne, jak widzimy z tego ustępu, musiały mieć również pewien rytuał dla nowicjuszów. Cały następny ceremoniał przypomina pokątne obrzędy bóstw azjatyckich, jak Sabaziosa (frygijski Bakchos), oraz innych, zawlekanych do Aten przez niewolników, a zwłaszcza przez niewolnice. Zaklęcia, na które pojawiają się Chmury, to jakby późniejsze średniowieczne sabaty i czary, oraz praktyki, przez moc których zjawiał się na usługi zły duch. [przypis tłumacza]
119. W ofierze bogom rznąć, jak Atamanta — chłop wspomina Atamanta, którego widział niedawno w teatrze: Sofoklesa tragedia pt. Atamas. Ino, zazdrosna macocha, chce zabić na ofiarę pasierba Fryksosa i Helle, a nawet ich ojca, Atamanta, a swego męża — lecz gdy przybrani, jak ofiary na rzeź prowadzone, w kwiaty i wieńce, zjawiają się na scenie, uratowała ich matka Nefele (Chmura), posławszy na pomoc złotorunego barana. [przypis tłumacza]
120. frant (daw.) — spryciarz. [przypis edytorski]
121. pytel — urządzenie do odsiewania mąki. [przypis edytorski]
122. włast (daw.) — władca. [przypis edytorski]
123. turnice (reg.) — turnie, tj. szczyty górskie. [przypis edytorski]
124. rej (daw.) — korowód. [przypis edytorski]
125. liman — płytkie słone jezioro w pobliżu morza. [przypis edytorski]
126. konew (daw.) — dzban. [przypis edytorski]
127. Staw Meocki — Jezioro Meockie, staroż. nazwa Morza Azowskiego, od zamieszkujących jego wybrzeża plemion Meotów. [przypis edytorski]
128. Mimant — obecnie Karaburun, szczyt górski na wschodnim wybrzeżu Azji Mniejszej, w pobliżu wyspy Chios. Staroż. nazwa pochodzi od imienia jednego z mitycznych gigantów. [przypis edytorski]
129. na Olimpu turnicach (....) wodę z Nilu (...) w Okeana gdzieś sadach (...) Staw Meocki (...) łeb śnieżystą Mimanta (...) przyjmcie ofiarę... — Sokrates wzywa Chmury z czterech stron świata: z północy, zachodu, południa i wschodu. Olimp na północnej granicy Tracji, dziś Elembo, szczyt blisko 3000 m wysoki, „niebieski dwór” olimpijskich bogów; sady Okeanosa na zachodzie — to święty gaj Hesperyd i złotych jabłek, gdzie nimfy, osłonione przed ludzkim okiem parawanem Chmur, pląsają święty rej (dziś Gibraltar) — staw Meocki i Mimas, szczyt w Jonii azjatyckiej, więc na wschodzie, Nil na południu. [przypis tłumacza]
130. wyraj — miejsce, gdzie ptaki odlatują na zimę. [przypis edytorski]
131. siklawa (reg.) — wodospad na górskim strumieniu. [przypis edytorski]
132. Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny. [przypis edytorski]
133. kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]
134. chram (daw.) — świątynia. [przypis edytorski]
135. święto nad święta — Święto Demetry i Kory w Eleusis i mysterie eleusyńskie: „wierni” to wtajemniczeni tj. mystowie, zakon najbardziej czczony, najbogobojniejszy; procesja z Aten do Eleusis należała do największych uroczystości w Helladzie. [przypis tłumacza]
136. gędźba (daw.) — muzyka. [przypis edytorski]
137. cyganów — wyraz ten użyty w znaczeniu cyganerii: nowomodnych literatów. [przypis tłumacza]
138. Parnet — wzgórza na północ od Aten. [przypis tłumacza]
139. olsnąć (daw.) — oślepnąć. [przypis edytorski]
140. Zeus (mit. gr.) — najważniejszy z bogów, władca Olimpu, brat Posejdona i Hadesa, syn Kronosa, patronujący zjawiskom na niebie, zwłaszcza piorunom. [przypis edytorski]
141. rakarz (daw.) — hycel. [przypis edytorski]
142. Chmurno zamgliste osmędy — parodia młodopolskich neologizmów. [przypis edytorski]
143. perukarza, strojnisia, (...) jakim jest syn Ksenofanta— tym synem Ksenofantesa był Hieronym, poeta liryczny, z którego drwi Arystofanes w Chamach Acharnejskich [ob. tłum. jako: Acharnejczycy; red. WL] 389, że ma tak olbrzymie włosy, iż staje się niewidoczny, jak pod czapką Plutona „Niewidką”. [przypis tłumacza]
144. Symon — jakaś marna figura, sofista z Heraklei, osławiony krzywoprzysięzca i lichwiarz. [przypis tłumacza]
145. jak puklerz prasnął Kleonim — Kleonymos, Falstaff Arystofanesa, brzuchata, żarłok, pieczeniarz i tchórz: przed wyprawą wojenną usiłował się nadaremno wykręcić, podczas bitwy rzucił tarczę — stracić tarczę uchodziło za hańbę — i uciekł: groził mu wskutek tego proces o tchórzostwo, δειλίας γραφή, karane atimią, tj. odjęciem praw obywatelskich bez konfiskaty mienia. [przypis tłumacza]
146. Klejsten — znany hulaka i rozpustnik. [przypis tłumacza]
147. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]
148. piać (daw.) — śpiewać. [przypis edytorski]
149. krom (daw.) — prócz. [przypis edytorski]
150. Prodyk — Prodikos z wyspy Keos, sofista współczesny, znany z wykładów o właściwym użyciu i znaczeniu wyrazów; sławna jest jego opowieść o Heraklesie na rozstajnych drogach. [przypis tłumacza]
151. choć marzną bose pięty, ku nam czoło ślesz... — Sokrates był ubogi, miał tam gdzieś w Atenach mały domek i kawałeczek gruntu, jako zeugita, lecz to zaledwie starczyło na utrzymanie żony i dzieci. Śmiano się, że chodzi boso, a co do hardego wzroku, to nawet Platon pisze, że mając wypukłe oczy, patrzał groźnie, „na kształt tura” (ταυρηδόν, Fajdon). Postać jego nadawała się do kpinek: potężne cielsko, krótki gruby kark, rysy twarzy grube, nos spłaszczony i ten wzrok „na kształt tura”. [przypis tłumacza]
152. Apollo (mit. gr.) — bóg słońca, sztuki, wróżbiarstwa i gwałtownej śmierci, przewodnik dziewięciu muz. [przypis edytorski]
153. wir powietrzny [powoduje ruch] — Arystofanos wydrwiwa poglądy Demokryta, Anaksagorasa i Protagorasa, głoszących filozofie monistyczną; świat powstał z wirujących atomów. Wir atomów, δίνη v. δῖνος — to świat cały. Chłop zrozumiał dosłownie, zwłaszcza, że Dios i Dinos brzmiało mu podobnie. [przypis tłumacza]
154. żywot (daw.) — tu: brzuch. [przypis edytorski]
155. hań (reg.) — tam. [przypis edytorski]
156. nikiej (reg.) — jak. [przypis edytorski]
157. stańczyk — tu: błazen. [przypis edytorski]
158. Teoros — totumfacki Kleona, wyśmiany przez Arystofanesa w Acharnach i Osach. [przypis tłumacza]
159. przedsię (daw.) — przecież, jednak. [przypis edytorski]
160. krzywo dąb nie przysiągł — dąb był właśnie Zeusowi poświęcony. [przypis tłumacza]
161. prawić (daw.) — mówić. [przypis edytorski]
162. żenąć (daw.) — gnać. [przypis edytorski]
163. żertwa (daw.) — ofiara. [przypis edytorski]
164. dyć (reg.) — przecież. [przypis edytorski]
165. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]
166. rozgowor (daw., reg.) — rozmowa. [przypis edytorski]
167. Przeć tam nie idę szukać, co mi skradli — jeśli Ateńczyk miał na kogo podejrzenie o kradzież, mógł zrobić rewizję w domu podejrzanego, lecz musiał odzież zwierzchnią zdjąć, by nie powiedziano, że podrzucił. [przypis tłumacza]
168. czeluść wróża Trofoniosa — jaskinia Trofoniosa w Lebadei w Beocji, dokąd się udawano po wyrocznię i wróżbę. Była to ciemna, ponura grota, pełna wyziewów kwasu węglowego, które odurzały i doprowadzały ludzi do halucynacji. Placek z miodem jako ofiara dla smoków i wężów, które strzegły zaklętej jaskini. Trofonios, za życia budowniczy, po śmierci czczony jako półbóg, był panem tej wyroczni. Opowiadano sobie straszne rzeczy o widmach i okropnościach, jakie się tam ukazywały. Poeta Kratinos wyśmiał ten zabobon w komedii Trofonios. Patrz Lukian, Rozmowy Umarłych, III, str. 239 i 240, tłum. M. Bogucki, Wyd. Ak. Um. Biblioteka Przekładów z literatury starożytnej, T. I, Kraków 1906. [przypis tłumacza]
169. dźwierze (daw.) — drzwi. [przypis edytorski]
170. POETA [do widzów] — tę przemowę wpisał tutaj poeta w kilka lat po wystawieniu sztuki. Patrz Wstęp. [przypis tłumacza]
171. bożyc (daw.) — syn boga. [przypis edytorski]
172. dank (daw.) — pierwszeństwo. [przypis edytorski]
173. ludzie (...) Poklaski dali tu memu: Skromnemu przeciw Porubcy — poeta przypomina tryumf swej pierwszej sztuki pt. Dajtales, Biesiadnicy, której myśl przewodnia — to przeciwstawienie wychowania tragicznego do wychowania nowomodnego w osobach dwu braci: Skromnego i Porubcy. Sztukę tę napisał poeta, będąc jeszcze tak młodym, że mu wiek nie pozwalał zgłosić się z nią do archonta, więc jej „kto inny ojcował” (Filonides). [przypis tłumacza]
174. pozna brata po włosach — Orestes, który przybył z Pyladesem potajemnie do dworca ojcowskiego, aby się pomścić za śmierć ojca Agamemnona na wiarołomnej matce i Aigistosie, zostawia na grobowcu ojca kosmyk swych pięknych kędziorów, będąc przekonany, że siostra Elektra, zobaczywszy te włosy, domyśli się, że przybył brat i mściciel. Jak więc Elektra poznała brata po włosach, tak i widzowie, którzy poznali się na wartości pierwszej komedii Arystofanesa (Biesiadników) darząc ją oklaskami — również i teraz Chmury jego po tych samych zaletach poznają i obdarzą oklaskami, widząc w nich rodzonego brata owej pierwszej komedii. [przypis tłumacza]
175. Mą o węgorzach przypowieść — Rycerze, w. 864 i nast. [przypis tłumacza]
176. gospodyn a. gospodzin (daw.) — pan. [przypis edytorski]
177. gdy wojnę (...) uchwalacie, grzmimy, lejem... — Ateńczyk był religijnie zabobonny i w ogóle przesądny. Już przy pierwszej kropli deszczu, przy pierwszym grzmocie lub błyskawicy, rozpuszczano zgromadzenie dla złej wróżby. (Acharny [ob. tłum. jako: Acharnejczycy; red. WL] 171: „Zakazuję — veto — dalszych obrad, gdyż oto kropla dżdżu — znak Zeusa — spadła mi na nos”). [przypis tłumacza]
178. miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]
179. płomię — dziś popr.: płomień. [przypis edytorski]
180. słońce swoje płomię przydusiło... — najwidoczniej mowa o ówczesnym zaćmieniu słońca. [przypis tłumacza]
181. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]
182. Feb (mit. gr.) — przydomek Apolla, boga słońca i muzyki. [przypis edytorski]
183. pawęż (daw.) — tarcza. [przypis edytorski]
184. odkaz (daw.) — odpowiedź. [przypis edytorski]
185. Rozminąwszy się ze świątkiem wedle kalendarza daty — właśnie w tym czasie, około 424 r., zmieniono kalendarz za radą matematyka Metona. [przypis tłumacza]
186. dwie kwarcie — daw. forma liczby podwójnej; dziś powinno być: dwie kwarty. [przypis edytorski]
187. Lecz którą z miar za najpiękniejszą Mniemasz: potrójną czy poczwórną miarę — mowa o proporcjach. [przypis edytorski]
188. takt — tu: rytm. [przypis edytorski]
189. pokazuje mu tak zwaną „figę”: Gdym był chłopięciem, to brano za daktyl — pokazać komu daktyl, tj. palec średni: σκιμαλίσαι oznaczało wielką obelgę: podobnie gniewają się i u nas o tzw. „figę”. Stąd nagła złość i obraza u mistrza. [przypis tłumacza]
190. Byk, cap i baran, pies, kogut i gawron — kogut i gawron zaliczone do czwórnogich, ale to nie razi „mistrza”, który zważa tylko na formy gramatyczne. [przypis tłumacza]
191. klnę się Wiatrem! — Wykrętowic robi postępy, już nawet klnie się na bogi Sokratesa. [przypis tłumacza]
192. Lilia, Filinna, Klejgora, Demetria — imiona znane ówczesnego ateńskiego półświatka. [przypis tłumacza]
193. Jak bym miał wołać...— cała ta nauka Sokratesa przypomina Sawantki [ob. bardziej znane jako Uczone białogłowy; red. WL] Moliera: Akt II, Scena VI, str. 35 i nast. Tłumaczenie L. Rydla, Kraków 1906: Filaminta i Beliza, pouczające kucharkę Marcynę. Podobieństwo niesłychane: znany krytyk, A. Brisson, pisze: „Molière etait imprégné des Grecs et des Latins: a chaque ligne de ses comédies se retrouvent des réminiscencens d’Aristophane et de Plaute”. Ale właściwiej byłoby powiedzieć, że bez nich nie byłoby Moliera. [przypis tłumacza]
194. dać pozór (daw.) — spojrzeć. [przypis edytorski]
195. kuś (daw.) — penis. [przypis edytorski]
196. taksować — patrzeć oceniając. [przypis edytorski]
197. gdybych (reg.) — gdybym. [przypis edytorski]
198. pismo do cna wysmalił ze skargi — pisano, czyli raczej ryto rylcem na drewnianych tabliczkach, powleczonych woskiem. Alkibiades zniszczył skargę Hegemona przed sądem, zwilżonym palcem zdrapawszy wosk z tabliczek oskarżyciela: nim drugą napisano, termin zapadł. [przypis tłumacza]
199. Charyty (mit. gr.) — boginie wdzięku i piękna. [przypis edytorski]
200. Antystrofa — tu antystrofa nie odpowiada dokładnie strofie, zawartej w wierszach 700–706; tłumacz nie zawinił, lecz tekst oryginału, który ma strofę (700–706) prawdopodobnie uszkodzoną. Brak w niej dwu wierszy; stąd różnice i w rytmice i w objętości. [przypis tłumacza]
201. Idź precz (...) lizać słupy Megaklesa — tj. do pałacu wuja, któremu z tych wielkich bogactw i z tego państwa — został się pałac z pięknymi kolumnami — ale jeść tam nie ma co, chyba musisz lizać owe stylowe słupy. [przypis tłumacza]
202. Sokrates z Niedowiar — w oryginale melijski, z wyspy Melos, ponieważ stamtąd był ów Diagoras ateista, wypędzony niedawno z Aten za bezbożność. [przypis tłumacza]
203. breszyć (daw., reg.) — mówić głupoty. [przypis edytorski]
204. masz tu ją nazywać gawronką, samca zaś tylko gawronem— jak tu Wykrętowic ośmiesza się przed synem swą dopiero co nabytą mądrością, której strawić nie miał czasu, tak samo czyni to w Moliére’a Le bourgeois gentilhomme [Mieszczanin szlachcicem; red. WL] (3, 3) M. Jourdain przed swa żoną i pokojówką. [przypis tłumacza]
205. zabaczyć (daw.) — zapomnieć. [przypis edytorski]
206. „Na cel konieczny” dałem, jak Perykles — w r. 446 wpadł młodziutki król spartański Plejstoanaks do Attyki i stanął już pod Eleusis, grożąc Atenom, które nie były wcale przygotowane na ten napad. Perykles, widząc groźne niebezpieczeństwo, przekupił doradcę i właściwego wodza wyprawy spartańskiej, Kleandridasa, oraz młodego króla Plejstoanaksa sumą 20 talentów. Spartanie odstąpili. Perykles, zmuszony zdać liczbę przed sądem z owych 20 talentów, oświadczył krótko: dałem je na rzecz konieczną. Lud mu uwierzył. Kleandridas i Plejstoanaks poszli pod sąd. Ale pomimo dyskrecji Peryklesa, rzecz się w Sparcie wykryła. Kleaudridasa skazali Spartanie na śmierć, a młodziutkiemu królowi spartańskiemu wymierzono ze względu na wiek karę łagodniejszą grzywny 15 talentów. [przypis tłumacza]
207. świątko Diasjów — Diasia (Διάσια), wielkie święto obchodzone w Atenach na cześć Zeusa Meilichiosa (Opiekuńczego). [przypis edytorski]
208. grzeczny (daw.) — porządny („do rzeczy”). [przypis edytorski]
209. miednia — miednica. [przypis edytorski]
210. by (daw.) — jak. [przypis edytorski]
211. Telef, król Mydów (...) gryząc (...) formuły pandeletejskie — aluzja do tragedii Eurypidesa Telephos. Telef, król Myzji, zraniony w bitwie przez Achillesa, nie mogąc wygoić rany, udał się po radę do wyroczni delfickiej. Wyrocznia orzekła, że ranę uleczy tylko ten, kto ją zadał. Aby nie być poznanym przez Greków, przebrał się Telef za żebraka i tak zbliżył się do Achillesa, który mu ranę opatrzył, zasypawszy ją rdzą, zeskrobaną ze swej peliońskiej włóczni. Czym były „pandeletejskie formuły”, nie wiemy. [przypis tłumacza]
212. wartogłów (daw.) — narwaniec. [przypis edytorski]
213. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
214. wersy 949–1104 — podług dzieła dr. T. Zielińskiego, Gliederung der altattischen Komödie. [przypis tłumacza]
215. dank (daw.) — pierwszeństwo. [przypis edytorski]
216. szli rówieśni (...) do muzycznych (...) szkół — obowiązkowe wychowanie młodzieży zaczynało się w dziesiątym roku życia; żacy (μειράκια) uczyli się pisać, czytać i deklamować wiersze (przeważnie Homera) u bakałarza (γραμματιστής). Nauka ta trwała 3 lata. Od trzynastego do szesnastego roku życia trwał wyższy kurs, który obejmował naukę gry na cytrze i śpiewu znanych lub poznawanych poematów, przy wtórze cytry u nauczyciela muzyki (κιθαριστής); równocześnie kształcono ciało u nauczyciela gimnastyki (παιδοτρίβης) w zapaśnictwie, na boiskach (παλαίστρα). Pierwszy stopień wychowania, γράμματα, pomija poeta, jako niezmieniony: postęp nie dotarł widać do ateńskich żaczków. [przypis tłumacza]
217. „Hej Pallado, miast zagłado!”, „O lutnio, w dal głos nieś!” — przykłady starych patriotycznych pieśni: pierwsza Lamproklesa (około 476 r.), druga jeszcze starszego Kekejdesa. [przypis tłumacza]
218. jak teraz uczy Frynis puszczać gardłem cienki trel — koloratura. Frynis, cytrzysta z Mytilene, który w tych czasach odniósł zwycięstwo muzyczne i założył modną szkołę śpiewu i gry na cytrze. [przypis tłumacza]
219. przyroda — tu: przyrodzenie, genitalia. [przypis edytorski]
220. nie lza (daw.) — nie należy. [przypis edytorski]
221. byk święty — wzmianka o świątkach „Dipolia” — na cześć Zeusa — które w dawnych czasach obchodzono, a w stuleciu oświaty wydawały się czymś dziecinnie śmiesznym. Podprowadzano byczka od pługa do ołtarza Zeusa, aby się pokusił jeść leżące tam jarzyny: za to zabijał go kapłan siekierą — i uciekał — jakby zbrodnię popełnił, gdyż nie wolno było zabijać bydła roboczego; nad siekierą odbywano sąd i rzucano na nią klątwę. [przypis tłumacza]
222. sromać się (daw.) — wstydzić się. [przypis edytorski]
223. gdy w cię jabłkiem rzuci... — jabłko dać, rzucić lub jeść z kimś — było symbolem oświadczeń miłosnych. [przypis tłumacza]
224. Zgasisz synków Hipokrata; będą cię gagatkiem zwać — Hipokrates, bratanek Peryklesa, wódz ateński, który poległ w r. 424 w bitwie pod Delion, miał dwu synów, z których śmiały się całe Ateny: nazywano ich prosiakami. [przypis tłumacza]
225. łabuź (reg.) — tatarak. [przypis edytorski]
226. Najpiękniejsza baszta mądrości — to właśnie sztuka wychowania. [przypis tłumacza]
227. stater — moneta srebrna, równa czterem, albo złota, równa dwudziestu drachmom, czyli koronom. [przypis tłumacza]
228. Gdzieś (...) widział (...) zimne Heraklesa łaźnie? — ciepłe lub gorące źródła nazywano łaźniami Heraklesa na pamiątkę, że Atena, chcąc orzeźwić strudzonego Heraklesa, stworzyła takie źródła w Termopilach. [przypis tłumacza]
229. witeź — chwat. [przypis edytorski]
230. wcale (daw.) — całkiem. [przypis edytorski]
231. Nestor — bohater Iliady i Odysei, ojciec Antylocha, król Pylos, najstarszy uczestnik wojny trojańskiej, symbol wieku i związanego z nim doświadczenia. [przypis edytorski]
232. Peleus dostał za nią [za skromność] miecz... — druga Putyfarowa i drugi Józef. Piękna a namiętna Hippolita, żona króla z Jolku, Akastosa, nie mogąc ślicznego a skromnego Peleusa uwieść, oczerniła go przed mężem, że ją napastuje miłością. Akastos zwabił go na polowanie: bezbronny byłby musiał zginąć, ale bogowie za skromność podają mu cudowny „niezłomny” miecz roboty Hefajsta. W ten sposób uniknął śmierci, a nawet pokonał Kentaurów. [przypis tłumacza]
233. Tetyda (mit. gr.) — boginka morska, matka Achillesa. [przypis edytorski]
234. gdy w zad mu wbiją rzodkiew i popiołem natrą wrzącym — tak w Atenach karano cudzołożników. [przypis tłumacza]
235. z wielkich w zadku — w oryginale mowa o homoseksualistach. [przypis edytorski]
236. orba — orka. [przypis edytorski]
237. gwoli was (daw.) — ze względu na was. [przypis edytorski]
238. żec (daw.) — palić. [przypis edytorski]
239. stary-młody — tj. stary i młody księżyc, czyli zazwyczaj ostatni dzień starego miesiąca, gdy za pierwszy dzień (νουμηνία) nowego miesiąca uważano ten dzień, a raczej wieczór, kiedy ukazał się o zmroku rożek księżyca po nowiu. A zatem astronomiczny pierwszy nie zgadzał się z praktyką: na pograniczu był pewien okres czasu niestały (od jednego do trzech dni), który nazywano stary-młody, postrach dla dłużników, jako termin płatności. Zastaw złożyć musiał wierzyciel z góry, przeniósłszy do sądu w tymże okresie na koszta wyroku i egzekucji pewną sumę (maksimum 3%), którą strona wygrywająca odbierała od przeciwnika. [przypis tłumacza]
240. hań (reg.) — tam. [przypis edytorski]
241. Sokrates odstawia na bok wór — powszechnie twierdzą, że Sokrates nie brał żadnego wynagrodzenia od swych uczniów: Arystofanes każe mu brać zapłatę. W każdym razie mamy pewno poszlaki, że Arystofanes i tego zarzutu na wiatr nie wypowiadał, gdyż są tradycje, iż Sokrates korzystał z usług pieniężnych swych uczniów. Plutarch opowiada, że Kryton pożyczył mu 70 min, tj. 7000 koron (Arist., I [red. WL: Plutarch, Żywoty sławnych mężów. Arystydes]). Podług Aristoksenosa (Diogenes Laertios, II, 20) żył Sokrates ze składek „które sam na swą korzyść zarządzał pomiędzy uczniami”. Sokrates był biedny, obarczony rodziną, na wyżywienie której trzeba było w czasach niesłychanej drożyzny łożyć niemało: datki rządu nie wystarczały. (Ed. Meyer IV, 3, 440 Geschichte des Altertums). Stąd owe składki. [przypis tłumacza]
242. kresy — granica. [przypis edytorski]
243. knut — rodzaj bata. [przypis edytorski]
244. „Dzieciątko moje, synu, przybywaj...” — prawie dosłowna parodia z Hekaby Eurypidesa w. 172. [przypis tłumacza]
245. „Teraz więc ratuj, gdyś to ty mnie zgubił!” — cytat z Telefa Eurypidesa. [przypis tłumacza]
246. oskarżeni dobrowolnie, sami — tj. bez sądu, prywatnie. Odrzykoń zaczepia wyrażenie „stary-młody”, dowodząc, że oznacza dwa osobne dni, a zatem skarga ma błąd formalny, gdyż termin sądowy musi być ściśle określony. Rozumowanie całkiem trafne i typowo sofistyczne: trudność leży tylko w dowodzie, że „stary-młody” to dwa dni, nie jeden: w każdym razie ojca przekonał w zupełności. [przypis tłumacza]
247. pierwszego masz (...) lament — tj. egzekucje i grabież. [przypis tłumacza]
248. przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]
249. lichwiarz Amynias — Leeuwen przedstawia Amyniasa jako efeba i przyjaciela Odrzykonia, wbrew temu idę za Kockiem, Teufflem i Blaydesem (1890 r. Nubes) i zachowuję Amyniasowi charakter lichwiarza, jak go niewątpliwie pomyślał i stworzył Arystofanes. [przypis tłumacza]
250. Któż to tak jęczy? Może który z (...) nieboraków Karkina... — Karkinos, stary poeta tragiczny sprzed Ajschylosa, chwalony przez helleńskich dramaturgów; nie pozostało jednak nic z jego dzieł. Miał trzech synów, również tragików, ale bardzo lichych, których współczesna komedia często wyszydza: są to Ksenokles, Ksenotinos i Ksenarchos. Poetyczny lichwiarz Amynias szpikuje swe zdania frazesami z dramatu Ksenoklesa Alkmena. [przypis tłumacza]
251. „O srogie bóstwa! (...) Losie mych koni! O Pallas, ma zgubo!” — Z napuszonego dramatu Ksenoklesa pt. Alkmena. Lykymnios, brat Alkmeny, przyjaciel Heraklesa, zginął wskutek nieostrożnej jazdy na rydwanie Tlepolema, syna Heraklesa. [przypis tłumacza]
252. Hermes (mit. gr.) — bóg kupców i złodziei, posłaniec bogów. [przypis edytorski]
253. czy Zeus zawsze każdym razem nowy deszcz zsyła, czy też (...) wodę tę samą z powrotem? — jedna z kwestii, które roztrząsali sofiści. [przypis tłumacza]
254. Morze (...) choć do niego wpada rzek mnóstwo, nigdy nie staje się większe — również jedno z powszechnie omawianych zagadnień: p. Lucretius [red. WL: Lukrecjusz, O naturze wszechrzeczy (De rerum natura)], VI, 607. [przypis tłumacza]
255. zawdy (daw.) — zawsze. [przypis edytorski]
256. Biję ojca! — podług praw attyckich za pobicie ojca groziła banicja mniejsza: w każdym razie kara bardzo surowa. [przypis tłumacza]
257. Tamtego (...) w tym wina — Sokratesa. [przypis tłumacza]
258. Symonides z Keos (ok. 556–468 p.n.e.) — poeta grecki, znany jako autor trenów i smutnych elegii. [przypis edytorski]
259. Krijos z Eginy — bohater z wojen perskich, opiewany przez Symonidesa. [przypis edytorski]
260. Ajschylos (525–456 p.n.e) — dramaturg grecki, uważany za twórcę tragedii jako gatunku literackiego. [przypis edytorski]
261. Eurypides (ok. 480–406 p.n.e.) — dramaturg grecki, autor tragedii, uznawany za reformatora gatunku. [przypis edytorski]
262. rytmy Eurypida, jako przespał brat rodzoną siostrę swoją — dramat Eurypidesa, Ajolos: treścią jego jest miłość kazirodcza pomiędzy rodzeństwem, Kanachą i Makareusem. [przypis tłumacza]
263. wraz (daw.) — zaraz. [przypis edytorski]
264. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
265. basarunek (daw.) — baty. [przypis edytorski]
266. acan (daw.) — waćpan. [przypis edytorski]
267. przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]
268. cześci — dziś popr. forma D.lp: czci. [przypis edytorski]
269. Selene — bogini księżyca. [przypis tłumacza]
270. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]