Oda IV

Ciepło, widno mroczniejesz nocy, ty!

Chłopcze, pójdź ze mną wędrować pod ramię,

Z brązu wargi zbliżający k’druha1

Jasnym policzkom, drżąc.

Jesteś skromny najprawdziwiej; wolę

Twoją, o prosty, śliczną mowę;

Miękkie, powabne słówka rzymskie

Szepcesz szmerem twych warg.

Nie szepcże, nie dziękuj niegodnemu!

Czyżbym mógł nie oglądać w oku,

Ach, wahającej się łzy, i nie drżeć?

Na źrenicy miłej?

Gdyby ją Bachus2 oglądał raz,

Ciebie to rad by on obrał wnet,

Ambrą namaszczon3, wsparłszy pewnie

Lekko się ciałem!

Niech mi święte będzie to miejsce, gdzie

Ciebiem ujrzał4, Janikulu wzgórze,

Święty klasztorek spokojny, miły

Placyk, zawsze barwny.

Tak stamtąd mi zawsze ukazujesz

ów kościół, pałac, ruiny zwalisk,

W dal ożeglowaną barkę lotną,

Która sunie pod prąd.

Przypisy:

1. k’druha jasnym policzkom (daw.) — do druha jasnych policzków. [przypis edytorski]

2. Bachus a. Dionizos (mit. gr. i rzym.) — bóg wina, płodnych sił natury, plonów. Syn Zeusa i Semele, mąż Ariadny. [przypis edytorski]

3. namaszczon — namaszczony. [przypis edytorski]

4. ciebiem ujrzał — cię ujrzałem. [przypis edytorski]