Zator

Niedziela, sprawy się komplikują. Bazylia jest w doniczce; zanim

jakieś pesto, trzeba ją wyżywić. A ty boisz się środka — korytarzy, żyłek.

Masz je tak blisko wierzchu, że mogłabym ci wejść w krwiobieg jednym

płynnym ruchem.

Ale póki co, wracasz na noc do domku na drzewie pod moją łopatką.

Pomyśl, czy to nie dziwne, że nigdy nie zobaczę, jaki masz wyraz, kiedy

tam lądujesz. Pomyśl, czy to nie dziwne, że tyle słów nie zmienia się

w ciało.

Dokarmianie światła, na uwadze

szlaban, balustrada z widokiem na skórę.