Pieśń czterdziesta pierwsza. Ostatnia chwila Czyśćca Ricarda

Ricardo śpiewa wreszcie

Otwierasz mi usta bardzo szeroko do badania

do dentystycznego, laryngologicznego dźwięku

tak, aż moja żuchwa swobodnie odfruwa na bok

Śpiewam nie za pomocą słów, ani też jakiejś składni

swoim ulotnym niebyciem mruczę cicho

resztka obecności jeszcze pomrukuje z ciepła

Nie będę śpiewał o moim przewrażliwionym bycie

Nie będę śpiewał o moim tłustym ojcu Heliosie

Nie będę śpiewał o mojej matce porwanej przez morze

Nie będę śpiewał o połykaniu kwaśnych winogron

Nie będę śpiewał o mojej śmierci

Nie będę śpiewał o niegodziwości wspaniałych narkotyków

Nie będę śpiewał o moralizowaniu i niemoralizowaniu

Nie będę śpiewał o jasno i sterylnie wyznaczonych szlakach

Nie będę śpiewał o moim błądzeniu i niebłądzeniu

Nie będę śpiewał o ostrych kamieniach w mojej stopie

Nie będę śpiewał o smutnych spojrzeniach

Nie będę śpiewał o nadmiarze śliny w słowach

Nie będę śpiewał o tobie siostro moja, bracie mój

Nie będę śpiewał już o niczym, wszystko zostało mi darowane

za jedno słowo

Nie jest ani miłosierdziem, ani przebaczeniem

lecz czymś zakochanym w tobie tak, że zapomina

że jesteś zafajdany resztkami po wczorajszym obiedzie

że masz resztki farby pod paznokciami i ją ciągle wyjadasz

badając, jaki smak ma zdrapywanie do białości, do czystości

Nie umiesz zawołać, zabrakło ci słów, których nadużywałeś

Pozostały ci tylko puste uderzenia w blachę w rytmie zdań

może by się ktoś domyślił, że jest to rodzaj alfabetu Morse’a

lecz bez znaczeń, bez znaczenia dźwięki te były

Wybacza ci wszystko, przyciąga cię do siebie

za kręgosłup ze skłonnościami do skoliozy