Pieśń czterdziesta trzecia. Ostatnie przechodzenie

Idę brzegiem plaży w moim zapiaszczonym bycie

Jestem największym burzycielem konstrukcji z piachu

choć dosyć dyskretnym krokiem kroczę tanecznie

absolutnie wolny w dzisiejszy wieczór życia

Więc gdzie chcesz ze mną pójść na późny spacer?

Poczujesz chłód mojego śpiewania, może ubierz coś

cieplejszego, coś włóż na siebie, byś się nie przeziębiła

bo jeszcze umrzesz i wtedy to będzie dopiero ciekawie

Więc ubierz się ciepło na spacer z trupem zbawionym

Pachnę likierem kokosowym, a moje usta są niebieskie

od pocałunków przechadzających się na plaży

Zatracam rysy twarzy najbardziej mi znane

takie legitymacyjne, rozpoznawalne, wzrost 174

znaków szczególnych miliardy we mnie

Przemieszczam się, zdążając na molo w Ahlbecku

gdzie przejdę po drewnianych stopniach rytmicznie

Festiwal organowy przy każdym moim dotknięciu

palcami u nóg zagram jeszcze raz coś pociesznego

Wszyscy będą się dziwić, że potrafię grać stopami

co za miły, niepełnosprawny człowiek, tak potrafi

Będę naciskać te drewniane klawisze, bez obawy

Oto jest wejście na mój punkt obserwacyjny, ostatni

Przed wejściem widzę jeszcze resztki architektury

Z cukru pudru i śliny poczynionej przez ludzi budowli

uświetniające tysiącletnie rocznice śmierci świętych

oni nigdy się namiętnie nie całowali, nie dotykali

im zawsze było wstyd tak zatracić się na chwilę

w ciepłocie izolacji, w pomarańczowej skórze

Dmuchnę, tchnieniem rozproszę wokół siebie

te przemądrzające się w mej pamięci wieżyczki

zdmuchnę ten tort urodzinowy bez świeczek

z dużą ilością tłustego kremu, z dekoracjami

żyj sto lat, sto lat, sto lat i nigdy nie umieraj

Przechodząc, znoszę ze sobą wszystko

W lustrze ustawionym w stronę morza

w jednym z od dawna nieużywanych hoteli

widać przeglądającego się na tle Morza

Widok ten ścigać cię będzie od teraz

aż złapie cię za ramię i krzyknie

raz, dwa, trzy, szukasz mnie teraz ty