Pieśń dwudziesta. Odmrożone usta śpiewają

Niesamowite to uczucie usłyszeć swój głos, znów

pełen stęknięć, cichych jęków wewnętrznych

Jestem istnieniem schowanym w lodowatej powłoce

Lód z warstwy moich łez mnie otacza i skrywa

ich słoność rzeźbi mnie powoli, ulegam korozji

stopniowemu rozwarstwieniu na 500 części

Jestem produktem o przedłużonym terminie istnienia

przed potępieniem wstawionym do zamrażarki

Mija czas, przeterminowuję się z czasem w czyśćcu

Zniweczony, wraz z lodem i owocami kruszon

Zostałem wyróżniony i wrzucony w głębokość

Teraz liż mnie, liż, bym się ocieplił stopniowo

swym ciepłym językiem pełnym słodyczy i ciepła

Ciepło twe czuję w powietrzu, o przybyszu z daleka

Nie jestem męski ani żeński, jestem przedostatni

Nie pamiętam już nic ze swego pachnącego życia

krwią i kałem pachnącego życia, 500 obrazów zostało

Mieszkałem chyba lub mieszkałam w bloku szarym

wykonywałem z jakąś piekielną regularnością pracę

nie przypominam sobie jakiejś rodziny mdłej w tle

Za ścianą mego mieszkania ponumerowanego

przez lata, za tą ścianą była bita kobieta i dziecko

Łamał na nich meble, żelazka jakiś pijaczyna ohydny

Ja popijałem wtedy herbatę lekko już wystudzoną

patrzyłem w brudne okna, nie reagując na ich płacz

nawoływania ratunku jakieś osoby mieszkającej obok

Tak sobie siedziałem z zimną herbatą i myślałem o nich

Te ich piski ścierały się ze mną, ja tylko patrzyłem

Z czasem nawet na mych ustach pojawiał się uśmiech

taki pasujący do tej boskiej komedii za kurtynami

Pewnego dnia z nudy, z cynizmu zacząłem liczyć ich ból

500 razy krzyczała, płakała wraz z dzieckiem, liczyłem

z pietyzmem, z delikatnym uśmiechem prawie że szaleńca

Już byłem w połowie tysiąca, gdy nagle zmarłem

Śmierć przez poparzenie nieszczelną instalacją elektryczną

Me ciało przebiegały jeszcze mocne wstrząsy i wielki ból

gdy spytano mnie płaczliwym głosem tego dziecka

Pełen konwulsji, nagłego żalu, zrozumienia chowałem się

już chciałem się potępić i skazać na wieczne ukrycie

gdy wielka litość zmieszana z pogardą, przyfrunęła

na 500 skrzydłach skonstruowanych z niczego

wskazała mi wielką chłodnię, możliwość zapomnienia

Pokuta dla mnie jest znaczona przeterminowaniem

Moje potępienie i zbawienie wtedy za ścianą walczyło

Wszystko przez tę chłodną herbatę, co ją piłem

ustami zmrożonych głęboko, w ostatniej warstwie

w ostatniej warstwie magazynowej zamrażarki