Pieśń dwunasta. Pani domu śpiewa

Jestem panią domu, jestem bardzo zajęta sobą

Muszę włożyć braki kwiatów w brak wazonu

Muszę rozmazać ten kurz z popiołu na meblach

Zabrakło mi środków czyszczących niestety

Nic nie jest przygotowane na przyjęcie gościa

Nie jestem ubrana dość wytwornie, nieumalowana

Misternie trzeba dobierać garderobę na wieczór

potem będą się z pani podśmiechiwać po cichu

że pani domu nie wygląda dobrze, zestarzała się

ostatnio

Będą ciągle komentować każdy szczegół ubrania

Dobór właściwych dodatków do całości kreacji

Wszystko komponuje idealny porządek i ład

A ty przyszłaś w moje nieprzygotowanie, teraz

Przepraszam cię za mój bałagan ciągły w środku

wszystko przez roztargnienie, przez wspomnienia

nie mogę powrócić ze spokojem do prac domowych

Prowadziłam dom mojej siostrze, przez całe życie

Ona przez lata bardzo ciężko chorowała i śmieciła

Zajmowałam się porządkami odpowiedzialnie, sama

wstydziłam się jej wolnego umierania przed innymi

Nie mogłam patrzeć, jak boleśnie odchodziła, umieraj już

Trwało to tak strasznie długo, na co czekasz, zbieraj się

Marzyłam o samotności i o tym, by umilkła, umieraj już

Miałam dosyć jej mycia, przewijania, karmienia już

utrzymywania wszystkiego w porządku, zdychaj szybko

To wszystko trwało latami, umieraj już, umieraj już

Opieka nad nią była taka męcząca, nie mogę już patrzeć

Nadszedł w końcu ten dzień, chwalcie boga, ach-lleluja

którego jutrzenki z dawna oczekiwałam z przekąsem

Siostra zmarła, nie obudziwszy się, nie poprosiła mnie

jeszcze o tę ostatnią przysługę podtarcia jej tyłka

mogła się przecież zesrać ze strachu, przed końcem

Po jej pogrzebie zostałam nareszcie sama w swym domu

Poślubiłam podczas tajemnej uroczystości siebie dla siebie

aby nikt nie rujnował pedantycznej sterylności dywanów

Wspomnienia błękitne grzybem odkładały się na ścianach

Pani domu prowadzi dom pełen bezpieczeństwa i ciepła

Pani domu kocha porządek przez lata, nic nas nie rozłączy

Unikałam ludzi ciągle odwiedzających z podarkami lichymi

Tą idealną harmonię mojego skrytego domu naruszyliby Oni

Raz dziennie chodziłam na targ po zakupy, by przyjrzeć się

tym ohydnym twarzom, brudnym, rozmnażającym biedę

Jak coś takiego można zaprosić do siebie, do domu?

Lecz ich nie powstrzymałam, do Viniale zakradł się gość

Tak jak ty tutaj zjawił się niespodziewanie, niezaproszony

Włamywacz wskoczył przez uchylone okno w dachu

Wyszłam w nocnej koszuli sprawdzić, kto hałasuje i broi

gdy zapaliłam światło, napastnik, którego nie rozpoznałam

rzucił się na mnie, zaczął mnie dusić brudnymi rękami

Czy Pani sobie to wyobraża, brudnymi łapami na mą szyję?

Gdy wytrącał ze mnie ostatnie oddechy rytmiczne

przypomniała mi się twarz mojej siostry odwracającej wzrok

odliczającej start swojej nowotworowej rakiety w gwiazdy

Gdy ostatni mój oddech został powstrzymany rybną dłonią

przymknęłam oczy na chwilę, wtedy w moim czystym domu

poczułam przeciąg

Nie było Obcego i mego ciała pod kredensem gotyckim

Chciałam pozamykać okiennice przed burzą, co nadciągała

Przeciągi są niezdrowe i można ciężko się rozchorować

Każde okno mojego domu było otwarte na roścież, hukało

więc zamykałam szczelnie moje sumienie na każde pytanie

Na strychu w ostatnim lufciku zapytano mnie

o moje przyznanie się do brudu

więc go ze złością zatrzasnęłam

by się nigdy więcej nie otwierał

Podmuchy wiatru wydają się czasem

jakimś nawoływaniem z daleka

jeżeli wpadną w jakieś szczeliny