Pieśń dziesiąta. Bianca obraca się wokół siebie pierwszy raz

karuzela metafizyczna

Odwrócę się od ciebie, nie będę słuchać

tego smutnego wykrzykiwania pustej sceny

tylko taka amatorszczyzna mu pozostaje

Chciał maszerować, a leży skulony w okopach

zsikany ze strachu sam przed sobą, przed wrogiem

licząc na zbawienie za linią swego horyzontu

Boli mnie słuchanie jego kwaśnego jazgotu

dźwięk, co porządkuje moje tańce ze śmiercią

Ona pochwyca mnie za biodra i obmacuje pijana

oczekując, że mam ciało na zamek błyskawiczny

to pozwoli jej szybko mnie rozebrać i obrać

Odwracam swój pielęgniarski głos zmęczony od niego

Śpiewak z mordą pełną karabinów starego typu

Pot mu jeszcze pozostał na nylonowych mankietach

Podchodziło mi wszystko pod gardło nacięte

jad szerszeni i pszczół, byłam zatruta od niego

Zawroty głowy, omdlenia jako skutki uboczne

Obracam się jako karuzela siedmioramienna

Obracam się wraz z drągami zespawanymi ze mną

Każde siedzenie jest już tutaj zarezerwowane

Niecierpliwie się kręcą w swoim miejscu, czekając

na swoją kolejność wywołanych do odpowiedzi

Jestem osią tej karuzeli, zakręcam się wokół siebie

chcąc pozbyć się tych brzmień nałożonych w nadmiarze

oto moja pokuta

Słuchanie tych kręcących się

wokół siebie rozciągniętych

Jestem karuzelą karuzeli

Mój ciężar nierozłożony

równomiernie, krzywo

Stracić tę pieprzoną równowagę

ruchu i trwania w sobie, o sobie

we własnej osi, na własnej osi

Taki przyrząd z ciernia utkany

dla zabawy, rekreacji po trudzie

w czasie, gdy park jest już zamknięty

dla odwiedzających groby