Pieśń piętnasta. Drugi front wojny z uranią

Wysyłam posłańców z nożami kuchennymi

z nożyczkami zaostrzonymi na szorstkościach

by rozpocząć walkę o przewodnictwo, uranio

Rywalizujmy, która z nas bardziej zdeformowana

Urządźmy sobie konkurs piękności pośmiertnej

Wystąpmy w najokrutniejszych kreacjach

Wszystkie melodie już ograne, nie zdarzy się nic

Mordami przeżuwamy ciągle tę samą strawę

Przeżuwamy się nawzajem, zmuszone słuchamy

Jesteś obok mnie z tą kulą i cyrklem niestępionym

urania niby włada, niby nim odmierza proporcje

tych ciał idealnych i zdolnych do wysiłku

Nienawidziłam cię od pierwszego dźwięku

od pierwszego wejrzenia

Te ramiona niby smukłe, a jednak masywne

Zbieraj teraz posiłki, swe armie niszczące

Twój głos ściszony, zmuszę cię do milczenia

Kontenery będą cię wywozić, kontenery

w interpunkcji drobnej będziesz wywożona

Góra plastiku po powierzchniach malowana

dlatego nie ma tych żył mineralnych w środku

tych krystalicznych pęknięć w środku litej

z której jąkające się mojżesze mogłyby wskrzesić

studnie i fontanny znakomite, rozłożyste

Teraz pozwól, że będę cię okładać słowem

rytym w tych samych miejscach, co kiedyś

Kiedyś w te miejsca uderzała urania w uranię