Pieśń piętnasta. Dziewica z czerwonymi uszami na plaży

Na piachu, w piachu pogrzebany

Ma oczy zwrócone na mnie, woła cicho

Oczekuje mnie z niecierpliwością

chce zaśpiewać mi mleczarską pieśń

Jego zapach unosi się z daleka

Ciemne, kręcone włosy i wysokie ciało

długie ramiona, czerwone uszy słonia

pierwotnie wyzbyte żądzy, a to ciekawe

Jedwab jego skóry najdelikatniejszy

tkany przez nieświadomych przodków

Panie i panowie, proszę nie piszczeć

Leżał całkiem nagi i spokojny zarazem

Wiatr święty delikatnie palcami czesał

jego ukryte kołtuny, ukryte skrzętnie

czerpał z tego ukrytą przyjemność

Jego istnienie zwiastowało kwaśność

Jasna, wytworna obecność na brzegu

Na jego widok pragnąłem go już mieć

jakbym się z nim rozstał na chwilę kiedyś

powracając do siebie z większą tęsknotą

Twoje ręce nie pachną ciałami innych

Manikiur pozwala ci zachować czystość myśli

Pachnąca pokusa pozostawiona na parapecie

zwabia wygłodniałych daleką podróżą

Nieotwarty dłużej zachowuje swój smak

Wytrwale skrywany przed smażalnią ryb

zwinięty w papierek-cukierek słodki

O Boże, o Boże, jaki on bywa piękny