Pieśń szósta. Ośrodek wypoczynkowy z kokosem w logo

Chłodny poranek zaglądał mi ostro w oczy

jego mocne uderzenia to jasna tenisówka

Prosto w głowę pachnącym butem z gumy

W mojej głowie jeszcze vino bianco

w plastikowej paczce, z kraju kwitnącej wiśni

Odkleiłem powieki ważące na oko pół tony

Przeprowadzając sondę, zbierałem na bułki

Tematem sondy był wpływ poezji metafizycznej

wpływ na codzienne życie młodzieży licealnej

Jakaś piękna kobieta o niewyraźnych rysach

podarowała mi coś niezwykłego

w dniu mojej śmierci, amen

Błękitny likier o smaku kokosowym

luksusowa przyjemność, z naruszoną pieczęcią

Siedziała przy mnie, nie mówiąc nic

Spoglądała na mój płaszcz, cerując go wzrokiem

Kobieta pełna lęku o swoje chude ciało

Gdy moi kompani zobaczyli moje błękitne usta

powiedzieli, że całowałem się z niebem

Wysoko, wysoko w tym pięknym dniu

Moje ciało bujał jeszcze skryty aromat kokosów

które w egzotycznych krainach zdobią hotele

nazwy ośrodków wypoczynkowych all inclusive

Moje serce zaczęło wybijać nieznany mi rytm

bardziej nerwowy, nieujarzmiony już niczym

Rytmika zaczęła wyskakiwać poza układ linii

Nuty nie mieściły się już w tych układach

przestały się do nich ciągle odnosić

Poczułem przeciągły ból w klatce piersiowej

cicha czerń okryła moje zmęczone oczy

Bolesna depilacja trwała zaskakująco krótko

Spojrzałem jeszcze raz na to moje ciało

pogrążone w przyjemnym półmroku dworca

Porzucony odwłok, zapomniana torba turystyczna

Czułem radość cząsteczek w stanie rozpadania się

w podskokach z radości wracały do domu

na progu z dala wyglądali ich widoku zżercy

Ktoś próbował mnie przebudzić elektrowstrząsami

robiąc mi awanturę za jego własne życie

Słuchałem tych oddalających się dźwięków

zmierzając już na stację Ursus Północny