Pieśń trzydziesta. Blu spotyka człowieka o trzydziestu dłoniach

Czy jeszcze możliwy jest taki stwór niezwykły

który ma trzydzieści dłoni na co dzień?

Zgadnijmy więc, kto to, wyglądający jak Rozgałęzione

trzydzieści dłoni i naturalne spojrzenie

To jest taki stwór, okaz morza przetrzymywany tutaj

niczym ryba w akwarium, można mu się przyjrzeć

przed jego powrotem do morza, pooglądać trochę

Niezwykłe ubarwienie skóry i mnogość zakończeń

Ma tyle dłoni głaszczących, karmiących potomstwo

czuły ojciec, bez zacięć maszynką przy goleniu

z jogurtami biegnie do kasy, by zdążyć do teatrzyku

na spektakl dwudziestego pierwszego dziecka

On nigdy nie zapomniał, choć to nieważna sztuka

syn gra ostatniego w tłumie, ale ma wypieki na twarzy

ma tremę i tylko sprawdza, czy ojciec wieloręki jest

Usłyszał, że dwudziesta druga córka płacze

za marynarzem, siedział z nią w nocy, słuchając jej

Karmił swą owłosioną piersią najmniejsze bliźnięta

na przemian z ich natychmiastowym przewijaniem

Je wszystkie głaszcze po wygłaskanych już głowach

przynosi z pracy paczki okolicznościowe dla nich

Dzieląc zawsze sprawiedliwie, za pomocą dłoni

za pomocą żylastych trzydziestu dłoni

Wielkie, kolorowe szczęśliwe wstęgi wokół niego

Wszystkie dzieci doskonale znają każdą z tych rąk

ich linie papilarne i prawie niezauważalne detale

robią sobie konkursy, teraz ty znajdź różnice

między dwudziestą pierwszą a dwunastą ręką ojca

Czy można tak licznie, tak sprawiedliwie kochać

wszystko jednocześnie i dostrzegać każdy smutek?

Wyławiać z ich spojrzeń, łagodzić każdy ból

nigdy nie załamując ze zmęczenia licznych ramion