Pieśń trzydziesta dziewiąta. Blu śpiewa do brata

Powoli zajeżdżam do zajezdni na końcu świata

Ostatni pasażer na gapę wsiada na końcowni

w łagodnym przyzwoleniu mroku i świateł

Widzę jego odbicie w szybie przybrudzonej

podobny jest trochę do mnie, mruży oczy z dala

bojąc się ślepoty od mocnych uderzeń z boku

czarnego słońca prosto w twarze, bez przygotowania

prosto na rozdziawione twarze, bez przygotowania

Jesteśmy razem z tajemnego zakonu braci zgubionych

Mamy habity uszyte trochę ze smutnych spojrzeń

z klauzurą wiekuistego śpiewania i milczenia

Na naszych biodrach sznur przewiązany luźno

by czuć, że jeszcze istniejemy, by mieć dowód

wszystko wskazuje na to, że już nie jesteśmy

Mój zszywany ściegiem amatorskim brat-brak-wrak

na plaży z rękami pokłutymi w różne wzory

Teraz możemy się z radością porównywać

nasze podobieństwo odkryć dopiero tutaj

ten sam sposób seplenienia, z dużą ilością śliny

cicho, niewyraźnie, nerwowo zadając sobie rebusy

nie w formie haiku czy też zdania z myślnikami

ale formie mnogiej, barokowo zaprzepaszczonej

z dużą liczbą detali i zbędnych szczegółów

które płodzą się bez ustanku, po kilkanaście miotów

na minutę z każdego słowa, z każdego brzmienia

nasza rozrzutność słów, dźwięków, obrazów

których nie ma gdzie przechowywać z nadmiaru

Jak my się mamy zmieścić z tym wszystkim

Czy jest jakieś rozwiązanie naszego problemu?

Czy jest jakiś funkcjonalny system meblowy

do przechowywania tych bytów niepraktycznych?

Nasza reguła została spisana wiele wieków temu

reguła opierała się na specyficznym mrużeniu się

Miło cię tu widzieć, umorusany w brokacie bracie