Pieśń trzydziesta pierwsza. Pas graniczny

Skulona z zimna nie widzę nic

tylko siebie, 68 kg mięsa mielonego

co by się nadało

Jadą pociągi transportowe na bocznice

Słyszę ich przewlekłe odgłosy, sapanie

tam, gdzie rosną rośliny niezakwitające

zaniedbane i nierozpoznawalne w deltach rzek

łączących swą słodycz ze słonym zbiornikiem

Ukradkiem w rozlewiskach furtki pochowane

Podziemnie, odchodzące wody porodowe

Rowki przygotowane na przesuwanie mas

Smary, lepiszcza wyściełają wielkie łożyska

by cieplej i rozkurczowo

Stalowe skorupy leżą na śmietnikach

Cysterny z miodem wielokwiatowym

są roztrzaskiwane przypadkowo w pyłki

są zaorane, zziębnięte, pokryte smołą połacie

Pasy graniczne, pasy mistyczne, pasy cnoty

ściskane sznurem, drutem i wazeliną

by zawsze miały podwyższoną temperaturę

czekały w śliskim nieokreśleniu ściśnięcia

na przecięcie wstęgi ostateczne nożem

Choć tego dnia raczej nikt z domu wychodzić

nie będzie

Wieczorem będzie ostateczna dogrywka

podczas której pasy z kredy zamazane zostaną

licznymi nogami przedziwnych wdzięków

szurając, niszczą te spalone pola gry

resztki w kątach bramek cmentarnych

piano non vivace

Idę więc po linie, co za zręczność

Idę po linie szerokiej na hektary

kiedy ją przekroczyłam, nie wiem

czy się bardziej oddalam, czy nie

Szerokie połacie nieużytków czekają

Stojąc samotnie przy pasie granicznym

robię jeszcze listę rzeczy do rozpakowania

Zapomnieć wszystko, bez możliwości pomyłki

wypisuję zdyscyplinowana te rzeczy zbędne

a ma biała dłoń rumienieje, już dnieje