Pieśń trzynasta. Pocałunek na dobranoc

Blu śpiewa

Moje współodczuwanie stało się teraz wyraźne

Poczułem dokładny jej ślad na moim biodrze

bolesną karoserię w sobie, którą ona nosiła

przez lata jak drogocenną biżuterię, pamiątkę

Leżeliśmy chwilę na jej pachnącym ręczniku

Wielki Jod napełniał nasze resztki płuc

wypełnieniem tam, gdzie zawsze brakowało

czyniąc z każdej naszej odpowiedzi pieśni

o zapomnianych melodiach i hultajskim rytmie

Brokat lepił się zabawnie do naszych lekkich dłoni

Pocałowaliśmy się w usta na dobranoc

w koszulach nocnych dopasowanych do braku ciała

wymierzonych przez szepczące dziwadła

Oto stroje wieczorowe, strojne tylko na jeden wieczór

na jeden cichy zmierzch, schowany przed wszystkimi

kiedy jest tak sympatycznie chłodno, dyskretnie

Moja przyjaciółka spokojnie odwróciła się do morza

Nie potrzebowała mojej czułości ani głaskania

Nie potrzebowała już mojej śpiewnej obecności

Z dala punkt B migotał już do mnie cekinem

Był to dla mnie sygnał dźwiękowo-świetlny

powinienem już iść do kolejnego morskiego żyjątka

Moje kroki znów stały się taneczne

Mój wzrok ciekawie rysował kontury nieznanego