II

Dreszcze nasze u warg się spotkały

Dreszcze nasze u warg się spotkały. Powieki

Zwarły się, by nie widzieć nic oprócz rozkoszy,

Co, po ciemku zrodzona, śni pożar daleki

Sadów, gdzie ptak śpiewając, ognia się nie płoszy.

Nie domknąłem twej wrótni1, upuściłem róże

W twym progu — i zaledwo w snów i pieszczot przerwie

Widzę je wraz z mieczami aniołów w lazurze,

Z których żaden od ust mnie twoich nie oderwie!

A czas nastał. Idąca do lasu przez drogę

Śmierć mnie woła. Na próżno! Umrzeć już nie mogę!...

Razem z tobą w rozkoszy i kwiatach zaryty,

Choćby nade mną nagła wyrosła mogiła,

Skrawka ziemi, gdzie miłość do snu mnie złożyła,

Nie opuszczę, by odejść w nieznane błękity!

Nie zamienię snu mego na sen wiekuisty,

Bogom, zeszłym do jaru — tam gdzie moja chata,

Nie oddam łąk, ścielących swój dywan kwiecisty

Dla ciał dwojga, co uszły potęgom wszechświata!

A czas nastał. Wpatrzona w chmur naokół trwogę

Śmierć mnie woła. Na próżno! Umrzeć już nie mogę!

Słońce na duchy nasze, dla nieba zbyteczne,

A dzielące z kwiatami swój czar i przewinę,

Patrzy jako na żywe zegary słoneczne,

Gdzie cień chabrów miłości wskazuje godzinę.

Dłonie nasze, splecione w szczęścia niepodzielność,

U stóp brzozy przygodnej — wobec szumów łąki

Skruszyły w swym uścisku wzajemną śmiertelność,

I nie masz dla nich czasu — i nie masz rozłąki!

A czas nastał. Wiodąca wzwyż duchów załogę

Śmierć mnie woła. Na próżno! Umrzeć już nie mogę.

Przypisy:

1. wrótnia (daw.) — brama. [przypis edytorski]