Miriamowi

Łąka

I

Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,

Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?

Zawołana po imieniu

Raz przejrzałam się w strumieniu —

I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu.

Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem,

Przyszły pszczoły z kadzidłem i mirrą, i złotem,

Przyszła sama Nieskończoność,

By popatrzeć w mą zieloność, —

Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem...

Kto całował mak w zbożu — nie zazna niedoli!

Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli...

Kocham stopy twoje bose,

Że deptały kruchą rosę,

Rozróżniając na oślep chabry od kąkoli.

Niechże sen twój wędrowny zielenią poprzedzę!

Weź kwiaty w jedną rękę, a w drugą weź miedzę1,

Połóż kwiaty na rozstaju,

Zwilżyj miedzę w tym ruczaju2,

Co wie o mnie, że trawą brzeg jego nawiedzę.

Już słońce mimochodem do rowu napływa,

Skrzy się łopuch kosmaty i bujna pokrzywa, —

Jeno3 pomyśl, że ci wolno

Kochać łątkę4 i mysz polną,

I przepiórkę, co z głuchym trzepotem się zrywa!

Idzie miłość po kwiatach — wadzi o twe ciało,

Zważaj, by ci przed czasem w słońcu nie zemdlało.

W mojej rosie, w moim znoju

Podostatkiem5 masz napoju

Dla wargi, przeciążonej purpurą dojrzałą.

Cień twej głowy do moich przybłąkał się cieni.

Wiem, że w oczach nie zdzierżysz tej wszystkiej zieleni,

A co w oku się nie zmieści,

To się w duszy rozszeleści!

Jeszcze dusza ci nieraz żywcem się odmieni.

Parna ziemia przez kwiaty żar dzienny wydycha,

Uschły motyl zesztywniał wśród jaskrów kielicha, —

Oczarujmy się nawzajem,

Zaskoczeni nagłym Majem, —

Maj się chyli ku nocy i miłość nacicha...

II

Nie nacicha ta miłość, co nie zna rozłąki!

Usta moje i piersi spragnione są Łąki!

Tam mój obłęd i ostoja,

Gdzie ty szumisz, Łąko moja!

Jakże pachną rozprute według ściegów pąki!

Rosą zwilżyj6 mi rzęsy, skostniałe od skwaru,

Zgłuchłe uszy orzeźwij falą twego gwaru,

A ja w kwiatach spodem dłoni

Nauzbieram różnej woni

I omyję twarz spiekłą w źródłach twego czaru.

Nie przeciwiąc się trawom, obnażę się cały,

Aby mnie tchnienia twoje, jak wierzbę, przewiały,

A ty paruj tym oparem,

Co pokłębił się nad jarem,

Niby przed snem zrzucony twój przyodziew7 biały.

Ucałować mi rąbki8 tego przyodziewu,

Że pełen twojej woni i twego przewiewu,

I zawiesić mi go potem

Na tej brzozie popod9 płotem

I zamierać pod brzozą od własnego śpiewu.

Dzisiaj chatę zamiotłem w jedno okamgnienie,

Z czworga kątów różami wypłoszyłem cienie,

A próg, zdobny pajęczyną,

Namaściłem suto gliną

I wodą moje pylne skropiłem przedsienie.

Jużem sobie nie szczędził radosnych zabiegów,

Wypiekając chleb z mąki, srebrzystszej od śniegów,

A tę ławę, tę — dębową

Przesłoniłem chustą nową,

Co się cała zieleni, krom10 czerwonych brzegów.

Będę czekał na ciebie z dłonią na zasuwie,

Zasłyszawszy twój szelest, z nóg zdejmę obuwie,

Wyjdę bosy na spotkanie,

Śpiewający niespodzianie,

A śpiewając, pomyślę, że pacierze mówię.

Wyślij pierwej z nowiną co najlichsze ziele,

Potem sama się przybliż z kwiatami na czele11, —

Pędząc przed się wonne kwiaty,

Wnijdź12 do wnętrza mojej chaty,

Bo chcę tobie sam na sam opowiedzieć wiele.

III

Weszłabym do twej chaty, gdy mgły się postronią13,

Lecz nie wiem, czy się zmieszczę wraz z rosą i błonią14.

Pierwej z niebem posąsiaduj,

Wszystkie cuda poodgaduj,

Nim napełnisz tę chatę miłością i wonią!

Jeszczem ja w żadnej chacie dotąd nie bywała,

Wiem tylko, że przez szyby widnieję — niecała.

Jakże cała poprzez drogę

Do twej chaty wbiegnąć mogę?

Od naporu zieleni runie ściana biała!

Nie umawiaj się ze mną pod żadnym jaworem,

Bym ciebie nie dosięgła szumem a przestworem, —

To, co szum wyśpiewa gwarnie,

Przestwór znajdzie i ogarnie!

A chata twoja stoi przede mną — otworem...

Mocniej zioła zapachną w cztery świata strony,

Gdy, zbliżywszy je do ust, spojrzysz w nieboskłony...

Czy ta sama noc na niebie

Osłoniła mnie i ciebie,

Czy dwie noce odmienne, dwie różne zasłony?

A jeżeli dwie różne o różnym przezroczu,

Nie pokładźmy ich przeto w rosie — na uboczu,

Odmiennymi zasłonami

Powiewajmy nad drzewami,

Byśmy siebie nawzajem nie stracili z oczu!

Ja tu — na dnie zieleni, pod powierzchnią rosy,

A ty tam, kędy15 dla mnie kończą się niebiosy,

Czy się kończą, czy nie kończą, —

Śpiewaj zowąd16 pieśń skowrończą,

Podzwaniając mi ostrzem rozbłyskanej kosy.

Kosą grozi twa miłość, co pożera kwiaty,

Sierpem zgarniasz do duszy mych maków szkarłaty,

Lecz miłości się nie boję,

Jeno w zgrozie ci dostoję17,

Bo i Bogu jest słodki powiew mojej szaty!

Porwijże18 mnie ku sobie, jeślić19 starczy mocy!

Lecz co pocznie beze mnie ten wicher sierocy?

Chyba wstrzymam dla poznaki20

Popod chatą wszystkie maki,

Aby mógł mnie, gdy zechce, odnaleźć po nocy.

IV

Nie odnajdzie cię wicher, mrokiem ociemniały!

Rozweselił się błękit, gwiazdy pomłodniały!

Opętały moją głowę

Przywidzenia kalinowe,

Że rozkwitam tej nocy, niby krzew zuchwały.

A nie było na ziemi tak zmyślnego krzewu,

Noc się chwieje na strony od jego zachwiewu, —

Wonna liściem i żywicą

Stańże21, duszo, nad krynicą22,

Spójrz, czyś dosyć podobna zielonemu drzewu?

Przystroimy się wzajem! Śpi w tumanie23 rzeka,

Śpi kałuża pod płotem, śpi sad i pasieka,

Baczmyż24 przez ten wieczór cały,

By się okna nie pospały

I drzwi chaty znużonej, co na radość czeka.

Przyjdzie radość tym szlakiem, który jej się zdarzy, —

Bądźmy zawsze gotowi i zawsze na straży.

Księżyc utkwi ponad studnią,

Gwiazdy w mroku się zaludnią

Snem, co jeszcze daleki, choć się z bliska marzy.

Za daleka mi byłaś wpośród kwiatów cienia

Łąko — zielona Łąko, szumna od istnienia!

Chcę, byś była taka bliska,

Jak ta łza, co gardło ściska,

Kiedy w nim się zapóźni śpiew twego imienia!

Zapóźniła się miłość, szukająca łona25,

A któż taką spóźnioną na rosach pokona?

Straszno łodzią w świat popłynąć

I z miłości nie zaginąć

W tych falach, gdzie się tężą piersi i ramiona!

I w północnej ochłodzie dość dla mnie upału!

Idę, Łąko, ku tobie brzegiem mego szału.

Ani zbrojny, ani konny,

Z ramion twoich wyjdę — wonny

I duchem zroszonemu uśmiechnięty ciału!

Sama chata rozwarła drzwi oścież26 ku wiośnie,

Wnijdźże teraz po ciemku — nagle i zazdrośnie!

Drzwi klonowe zamknę szczelnie

I zaśpiewam nieśmiertelnie,

A potem spojrzę w ciebie na wskroś i bezgłośnie!

V

Byłoż owo, nie było? Opowiedz nam, bracie,

Co się nocy dzisiejszej działo w twojej chacie?

Widzieliśmy, ludzie prości,

Niepojętość Zieloności

Za oknami — na ścianach i na twojej szacie.

Mówimy śpiewający27, bo łatwiej przy śpiewie

Mówić o tym, co było, a czego się nie wie...

Psy, poległe28 nad potokiem,

Poglądały29 ludzkim wzrokiem,

I wzrok ludzki był w gwiazdach i w tym ślepym drzewie.

A zasię30 w naszych oczach były gwiezdne znaki,

I nie mogliśmy poznać, gdzie ludzie, gdzie maki.

Wszystko wokół było — gwiezdne

I odlotne, i odjezdne,

Gromadzące się w białe nad ziemią orszaki.

I zdawało się wszystkim, że coś w niebie woła,

A zielona się światłość jarzyła dokoła,

Sny się wzajem pobudziły,

Ludzkie ciała opuściły

I pobiegły śnić w kwiaty i w najmniejsze zioła.

W nagłym pląsie skrzypnęły wszystkie kołowroty,

Zahuczały te groble, śpiewne od niemoty,

I w powietrzu było cudno,

Niby ludno, choć bezludno,

Jakby w nim się roiło od świąt i tęsknoty.

A na przeciąg tej nocy za sennym zrządzeniem

Każdy przezwał się innym wobec gwiazd imieniem,

Więc, gdy świt ozłocił dymy,

Ujrzeliśmy, że klęczymy,

Nie wiedząc, jak i kiedy zdjęci zapatrzeniem.

Powiedz nam, co się stało w tym polu czy w lesie,

Że się dotąd czujemy, jakoby w bezkresie,

A wyjednaj nam u kwiatów

Rozszerzenie ziemskich światów

Aż po owe oddale, dokąd oczom chce się...

I objaśnij nam potem słów śpiewną wspomogą,

Co rozbłysło w twej chacie ponad ciemną drogą?

Czy ją naszła piękna zmora,

Wykrzesana z wód jeziora,

Czy sen owy31, co śni się w polu bez nikogo?

VI

Ani zmora z jeziora, ani sen skrzydlaty

Lecz Łąka nawiedziła wnętrze mojej chaty!

Trwała ze mną na tej ławie,

Rozmawiając głośno prawie, —

Na ścianach moich — rosa, na podłodze — kwiaty...

Nie grążyłem32 ja w niebie ni steru, ni wiosła,

Lecz mnie radość swym prądem zmiotła i uniosła.

Wieczność ku nam znikąd zbiegła,

U stóp naszych, warcząc, legła,

A pierś moja tej nocy chabrami porosła.

I było już wiadomo, że pułap sosnowy

Wonnym deszczem, jak obłok, pokropi nam głowy,

Bo nie snem się sny płomienią,

Jeno deszczem i zielenią, —

Duch mi zbłąkał się w ciele, jak wpośród dąbrowy.

Przeto Bóg, co mnie stworzył, zbladł podziwem zdjęty,

Żem uszedł jego dłoniom w tych pokus odmęty!

W kształt mnie ludzki rozżałobnił,

A jam znów się upodobnił

Kwiatom i wszelkim trawom, i źdźbłom gorzkiej mięty.

Nawołujcie się, ludzie, pod jasnym lazurem,

Chórem w światy spojrzyjcie, zatrwóżcie się chórem!

Miłość, wichrem rozpędzona,

Wszystko złamie i pokona,

Zaś tych, co się sprzeciwią, w śnie skrępuje sznurem!

A opaszcie świat cały ścisłym korowodem,

Aby wam się nie wymknął, schwytany niewodem33...

Zapląsajcie, zaśpiewajcie,

Pieśnią siebie wspomagajcie,

Toć wejdziemy w świat — próżnią, aby wyjść — ogrodem!

Niechaj dusza wam będzie błękitami czynna,

Stoi przed nią otworem ta jasność gościnna,

Czegokolwiek zażądacie,

To się zjawi w waszej chacie,

Bo nastała godzina taka, a nie inna...

Ludzie — mgły, ludzie — jaskry i ludzie — jabłonie,

Rozwidnijcie się w słońcu, boć na pewno płonie!

Dla mnie — rosa, dla mnie — zieleń,

Dla was — nagłość rozweseleń,

A kto pieśni wysłuchał — niech mi poda dłonie!

Przypisy:

1. miedza — pas ziemi nieuprawnej ciągnący się wzdłuż dwóch pól i oddzielający je. [przypis edytorski]

2. ruczaj — potok, strumień. [przypis edytorski]

3. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

4. łątka — rodzaj ważki. [przypis edytorski]

5. podostatkiem — prawdopodobnie: pod dostatkiem, bądź neologizm nawiązujący do wyrazu: ostatek. [przypis edytorski]

6. zwilżyj — dziś popr.: zwilż. [przypis edytorski]

7. przyodziew a. przyodziewek — odzież, ubranie; szata. [przypis edytorski]

8. rąbek — brzeg materiału, kraj szaty. [przypis edytorski]

9. popod (daw., gw.) — pod, blisko, obok. [przypis edytorski]

10. krom (daw.) — oprócz. [przypis edytorski]

11. na czele (daw. forma) — na czole. [przypis edytorski]

12. wniść (daw.) — wejść. [przypis edytorski]

13. postronić się — neologizm prawdopodobnie pochodzący od: postronny, na stronę; znaczenie: usunąć się, odejść. [przypis edytorski]

14. błoń a. błonie — duża przestrzeń porośnięta trawą; pastwisko, łąka. [przypis edytorski]

15. kędy (daw., gw.) — gdzie. [przypis edytorski]

16. zowąd — stamtąd. [przypis edytorski]

17. dostać komuś — sprostać komuś, dorównać komuś. [przypis edytorski]

18. porwijże mnie — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: porwij mnie zatem. [przypis edytorski]

19. jeślić starczy — konstrukcja z partykułą -ci, skróconą do -ć; inaczej: jeśli ci starczy. [przypis edytorski]

20. dla poznaki — aby zaznaczyć coś; por. zwrot o odwrotnym znaczeniu: dla niepoznaki. [przypis edytorski]

21. stańże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: stań wreszcie, stań koniecznie. [przypis edytorski]

22. krynica — źródło. [przypis edytorski]

23. tuman — mgła. [przypis edytorski]

24. baczyć (daw.) — uważać, pilnować; baczmyż: konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że, skróconą od -ż; znaczenie: uważajmy koniecznie, pilnujmy koniecznie. [przypis edytorski]

25. łono (daw.) — pierś, serce. [przypis edytorski]

26. oścież — dziś: na oścież. [przypis edytorski]

27. mówimy śpiewający (daw. forma) — mówimy śpiewając. [przypis edytorski]

28. poległy — tu: taki, który legł, położył się; leżący. [przypis edytorski]

29. poglądać — dziś: spoglądać. [przypis edytorski]

30. zasię (gw.) — zaś, natomiast. [przypis edytorski]

31. owy — ów; tamten. [przypis edytorski]

32. grążyć — zanurzać; por. pogrążyć. [przypis edytorski]

33. niewód — narzędzie służące do łowienia ryb, rodzaj sieci. [przypis edytorski]