Łąka (tom)

[Dedykacja]

Eugeniuszowi Śmiarowskiemu1 poświęcam

W zwiewnych nurtach kostrzewy (cykl)

Topielec

W zwiewnych nurtach kostrzewy2, na leśnej polanie,

Gdzie się las upodobnia łące niespodzianie3,

Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki.

Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,

Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie

Zwiedzić duchem na przełaj4 zieleń samą w sobie.

Wówczas demon zieleni wszechleśnym5 powiewem

Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem,

I wabił nieustannych rozkwitów pośpiechem,

I nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmiechem,

I czarował zniszczotą6 wonnych niedowcieleń,

I kusił coraz głębiej — w tę zieleń, w tę zieleń!

A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,

Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,

Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany,

W taką zamrocz7 paproci, w takich cisz kurhany8,

W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask9 głuchy,

W takich szumów ostatnie kędyś10 zawieruchy,

Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni11,

Cienisty, jak bór w borze — topielec zieleni.

Gwiazdy

Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicy12

Kołysało swój bezmiar w sąsiednie bezmiary,

To w próżnię swe radosne unosząc pożary,

To zbliżając je znowu ku mojej źrenicy.

Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom,

A światy roziskrzone — zaledwo13 na mgnienie

Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,

Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.

Odsłaniają swe jary14, wzgórza i parowy15,

Już z jednego szum borów płonących dolata16,

Z drugiego — cisza grobów, a z trzeciego świata —

Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.

Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu,

Aż niebo wron zbudzonych przesłoni gromada,

Gwiazdy giną w jaśnistych17 roztopach błękitu,

I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada.

Skroń znużoną pochylam do stogu na łące,

Garścią rozćwierkanego rojem świerszczów18 siana

Rzeźwię19 oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące,

I do snu odniałego20 padam na kolana.

I śni mi się, i trwogą uderza do głowy

Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.

Odjazd

Gdym odjeżdżał 21na zawsze znajomym gościńcem22,

Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,

Podkute szafirowym dookoła sińcem.

Był klomb i rój motyli, i błękit przezroczy23,

I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy24.

A gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy

I czemu — przypomniałem25 te oczy, przyziemnie

Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie

Tym wszystkim, czym się można wpatrzeć w świat i dalej.

Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej

Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?

I czemu z szafirową zawczasu żałobą

Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą

Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?

I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?

Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze

I zostawiać samopas26 kędyś27 — na uboczu?

Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem

I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,

Podkutych dookoła szafirowym sińcem?

Wieczór

Słońce, zachodząc, wlecze wzdłuż po łące

Wielki cień chmury, ciągnąc go na wzgórza,

Zetknięte z niebem, co życie, gasnące

Pod barw przymusem — w głąb marzeń przedłuża,

Aby dowidzieć poprzez dale puste

Jedyną wokół purpurową chustę

Dziewczyny, która swych dłoni oplotem

Kolana zgodnie wgarnęła pod brodę

I coraz bardziej pod niebios namiotem

Samotniejąca w tę dal i pogodę,

Od dawna ruchu i snu nie odmienia,

Chłonąc czar drętwy samego patrzenia

We wszystko naraz, w nic zasię28 z osobna,

Wpobok29, zaledwo30 do siebie podobna,

Wyolbrzymiona wobec próżni świata,

Krowa się w świetle różowi łaciata,

Co jednym rogiem pół słońca odkrawa,

A drugim wadzi o daleką gruszę...

Sennych owadów nieprzytomna wrzawa

Umacnia pustkę i podsyca głuszę31,

Wspartą na stogach, powiązanych w drągi.

Kolejne idą nad polem przeciągi

Tchu ziół dalekich, zaprawnego32 potem

Zoranej ziemi, co — tknięta wron lotem —

Paruje ciężko i chłodnieje z wolna.

Na widnokresie33 jakaś mgła dowolna,

Cień, niemający przyczyn wśród przestworu34,

Rośnie, by zwiększyć potęgę wieczoru,

I wśród rosnących z nim razem bezmiarów

Dziwnie brzmią zgiełki świerszczących komarów.

W polu

Dwoje nas w ciszy polnego zakątka.

Strumień na oślep ku słońcu się pali,

W liściu, co trafił na krzywy prąd fali,

Wirując, płynie szafirowa łątka35.

Nadbrzeżna trawa, zwisając, potrąca

O swe odbicie zsiwiałą kończyną,

Do której ślimak, pęczniejąc z gorąca,

Przysklepił muszlę swym ciałem i śliną.

W przerzutnym36 pląsie znikliwsza37 od strzały

Płotka38 się czasem zasrebrzy na mgnienie.

Pod wodą — spojrzyj! — prześwieca piach biały

I mchem ruchliwym brodate kamienie.

Czemu ci głowa na dłonie opadła?

To — pachnie trawa i ten piach pod wodą —

To — wód, polśnione smugami, zwierciadła

Parują ciszą, blaskiem i ochłodą.

Tych kilku dębów ponad brzegiem liście,

Podziurawione i przeżarte chciwie

Przez gąsienice, trwają tak przejrzyście

Nad własnym cieniem, co utkwił w pokrzywie.

Z tej tu pokrzywy czar dębowych cieni

Zgarnę ku piersiom, co na słońce dyszą,

Ustami dotknę bezmiernej zieleni,

Stęsknionej do mnie swym sokiem i ciszą.

Do kwiatów przywrę rozpalone czoło,

Wsłucham się w bąki grające i brzmiki39,

I będę patrzał40, jak lepkie gwoździki

Wśród jaskrów41 lśniącą ociekają smołą.

I będę patrzał, jak maki i szczawie

Mdleją, ciał naszych odurzone wonią,

I będę wodził twoją białą dłonią

Po wielkiej trawie, nieznanej nam trawie.

Tęcza

Słychać go było, jak po młodym życie

Biegł coraz śpieszniej — ciepły deszcz majowy,

Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowy42

Wzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie43.

Pyląc, uderzył w piach drogi spróchniały,

Poszperał w krzaku, co lśniąc, się kołysze,

Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz biały

I ustał, w nagłą zasłuchany ciszę.

Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłoku

Tęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita,

Poprzerywana i niecałkowita,

Jakby się śniła zmrużonemu oku.

Aż luźne znikąd jednocząc migoty44,

Nagłą zawisa ponad światem bramą,

By ci przypomnieć, że zawsze tak samo

Trwasz w każdym miejscu u wnijścia45 tęsknoty.

By ci przypomnieć, żeś z duszą, snem zżartą,

Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze,

Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą,

Co się za tobą nie zamknęła jeszcze.

Koń

Koniu krzywy, koniu siwy,

Ozdobiony łachem grzywy,

Kocham zawiew zmydlonych twym potem rzemieni

I oddech, juchą46 parnej dymiący zieleni.

Łeb kościaty, ale krewki,

Z wargą miękką, jak pierś dziewki,

Przewieś mi poprzez ramię w rzewną bezrobotę47,

Bym twarzą prężnej szyi wyczuwał ciągotę48.

Koniu smutny aż do śmierci

Z białą pręgą lejc49 na szerci50,

Zaprzyjaźnij się ze mną, jak to czynisz z wołem,

Wejdź do mojej chałupy, siądź razem za stołem.

Dam ci wody z mego dzbana,

Dam ci cukru, dam ci siana,

Dam bryłę szczerej soli, gleń51 świeżego chleba

I przez okno otwarte przychylę ci nieba.

Nie sęp52 oczu brwi sitowiem,

Powiem tobie, wszystko powiem!

A gdy noc już nastanie, pozamykam dźwierze53

I wspólnie odmówimy wieczorne pacierze.

Stodoła

Tyś całował dziewczynę, lecz kto biel jej ciała

Poróżowił na wargach, by cię całowała?

Tyś topolom na drogę cień rzucać pozwolił,

Ale kto je tak bardzo w niebo roztopolił?

Tyś pociosał stodołę w cztery dni bez mała54,

Ale kto ją stodolił, by — czym jest — wiedziała?

Stodoliła ją pewno ta Majka stodolna,

Do połowy — przydrożna, od połowy — polna.

Ze stu światów na przedświat55 wyszła sama jedna

I patrzyła w to zboże, co szumi ode dna.

Wśród georginij

Wśród georginij56 — brzęczenie os.

Twojeż to kroki? Twójże głos?

To — koniec lata, jeden z tych dni,

Gdy słońce blednie, a ogród lśni.

To chory półsen znużonych drzew.

Odwróć swe oczy, ucisz swój śpiew!

To — spija rosę ostatni znój —

To — w cieniu twoim cień spoczął mój.

Pierwszy deszcz

Pierwsza z brzękiem zbudziła się mucha,

Pierwsze liście powypełzły z drzew,

I deszcz pierwszy wdudnia mi do ucha

Rozegrzmiały w błyskawicach śpiew.

Tego śpiewu zgruch i rozgruch długi

Któż by pojął, któż pochwyciłby?

Rozbrykane, rozwierzgane strugi

Miażdżą o ziem pluskające łby.

Już przy ziemi wrzask ich zaumiera57,

A po niebie jeszcze dalej gna!

Chmura oścież w wszechświat się rozdziera,

Nie ma za nią kresu ani dna!

Słońce, w szyby łzawiejąc odżdżone58,

Po podłodze złoty wzburza łan,

I odbicia okien rozmnożone

Wprawia w kurze zruchomiałych ścian.

Ktoś rozepchnął furtę w mym ogrodzie,

Aż z odwrzaskiem runęła na błoń!

Nie wiem, kto to — lecz w porannym chłodzie

Błogosławię niewiadomą dłoń.

[Oto słońce przenika światłem bór daleki...]

Oto słońce przenika światłem bór daleki,

Sosnom z nieba podając tajny znak wieczoru.

Oto sosny spłonęły, jakby w głębiach boru

Nagle coś szkarłatnego stało się na wieki!

Zwabiony owym znakiem, biegnę tam niezwłocznie,

Aby zawczasu jeszcze, nim wpłynę w noc ciemną,

Zastać na nikłym trwaniu i sprawdzić naocznie

To właśnie, co już drzewa widziały przede mną.

Wiosna

Młode jeszcze gałęzie tężą się pokrótce

W zielonej, pniom dla znaku przydanej obwódce.

Kwiaty, kształt swój półsennie zgadując zawczasu,

Nikłym pąkiem wkraczają w nieznaną głąb lasu.

W dali — postrach na wróble przesadnie rękaty

Z zeszłorocznym rozpędem chyli się we światy,

Jakby chciał paść w ramiona pobliskiej cierpiałki59,

Co naprzeciw cień w skrócie rzuca w piasek miałki.

W obłoku — obłok drugi napuszyście60 płonie.

Wróbel łeb zaprzepaszcza w swych skrzydeł osłonie,

Jak gdyby nasłuchiwał, co mu dzwoni w sercu?

Świat, zda się, dziś nam nastał, a na pola szczercu61,

Gdzie zieleń swym wyrojem omgliła rozłogi62,

Bocian, pod prostym kątem załamując nogi

I dziób dzierżąc wzdłuż piersi dogodnie, jak cybuch63,

Kroczy donikąd, w słońca zapatrzony wybuch,

Co skrzy się, że go okiem zgarnąć niepodobna64,

We wszystkich rosach naraz i w każdej z osobna.

Przyśpiew

Wkosmacona w kwiat płytki,

Łeb ująwszy w dwie chwytki,

Pszczoła, nim ją porwie lot,

W słońcu myje się, jak kot —

I do naga z odwianych65 skrzydeł się rozbiera.

Lada powiew — lada

Płoszy wróbli stada,

I psi rumian66 kreśli cień

Ten sam niemal, co dzień w dzień,

I żuk brzuchem w niebiosy złudnie zaumiera67.

Staw obłokiem żegluje,

Młyn mu kołem ojcuje,

Spoza lasu szumi las,

Spoza czasu szemrze czas,

Droga roztopolona68 śni się nie do końca...

Utrudą69 żałobny

Koń, dozgonnie ksobny70,

Zaniepatrzył się na wóz,

Przymknął oczy w cieniu brzóz

I krótkim kaszlem dudni, jak kobza71, do słońca.

Niech się dłuży cień ławy,

Niech wypoczną w nim trawy!

Z łbem na łapie chudy pies

Śpi po łapy owej kres,

Jakby na niej się świata kończyło bezdroże.

Ziele w jarze72, ziele!

Skąd twoje wesele73?

Niech się wzmaga wiew74 i żar,

Niech się wzmaga bór i jar,

I to wszystko, co jeszcze, prócz nich, stać się może!

Fala

Niepostrzeżenie w morza urasta głębinie

Fala, która w niebiosach szuka dla się75 tronu.

Niepochwytna76 dla oka w narodzin godzinie,

Olbrzymieje77 tym śpieszniej, im bliższa jest zgonu.

Cicha bywa, gdy wzbiera nad sióstr zmarłych tłumem,

Aż załamie się w miejscu, gdzie się skędzierzawi78,

Wówczas, węsząc śmierć spodem, burzy się i wrzawi79,

I uderza o brzegi swym pośmiertnym szumem.

I z tym szumem, malejąc, pada na kolana,

I na ląd swe pozgonne80 wysypuje śniegi.

Czy zaszumisz po śmierci, duszo przewezbrana81?

Czy uderzysz raz jeszcze o znajome brzegi?

Wiatrak

Piętrząc się nad ugorów82 chętną mu równiną,

Wiatrak, na wszystkie wokół odsłonięty światy,

Poskrzypuje drewnianą w tańcu krynoliną83,

A na trawę, jak diabeł, miota cień rogaty.

Wędrowcze, w jednym miejscu zatkwiony84 kosturem85,

Co znaczą twoje wstrząsy i nagłe podrygi?

Komu kłaniasz się wokół dębowym kapturem?

Z kim tak trafnie rozmawiasz na migi i śmigi86?

W co wierzysz? Kogo widzisz nad sobą w lazurze87?

Gdybyś się uczłowieczył — jakie miałbyś lica88?

Co za stwór się zataił w twej sękatej skórze?

Czym jesteś, oglądany przez duchy z księżyca?

[W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych...]

W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych,

Co kształty w miarę biegu odmieniają stale,

Światła chodzą po łące w odstępach nierównych,

Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale.

Nie wiadomo, co łąkę tak szerzy w bezmiary,

Czy ich zwiewność, czy cichość, czy ruch, czy jasnota?

Czy raczej nieustanna tych cieniów pierzchota89,

Co się kryją — spłoszone — w parowy90 i jary91?

Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze92,

Dotrze do mnie wraz z przerwą obłoków na niebie

I w pierś moją uderzy — i cały się zaskrzę,

I łące nagle drogę rozwidnię do siebie.

[W głąb podwórza świt przenika sennie...]

W głąb podwórza świt przenika sennie,

Słychać bicie dwóch sprzecznych zegarów.

Na śmietniku skrzy się drogocennie

Potłuczonych resztka okularów.

Kiedy z rynny jaskółka wylata93,

Mur w ślad za nią zda się rość94 w obłoki!

Pod akacją już obce dla świata

Leżą szczura rozczochrane zwłoki.

Dłoń dziewczęca z przeciwka dla psoty

Szkłem na ścian mych kwiaciate95 obicie

Rzuca żywe, słoneczne pełgoty96,

Którym lubię się przyglądać skrycie.

[Zapłoniona czereśnia, przez wróble opita...]

Zapłoniona czereśnia, przez wróble opita,

Skrzy bieliście97 ku słońcu odziobaną pestę98.

Korę, sokiem nabrzmiałą, żuk drasnął i przez tę

Drobną skazę żywicy płowa99 kropla świta.

Jeszcze pod zlewą100 rosy obfitej niezwykle

Kwiat się wątły ugina i ziemi dosięga,

I młodych jeszcze mrówek cwałująca wstęga,

Zachowując kształt w biegu, różowieje nikle.

Jakaż radość bezbronna i z jakąż łez siłą

Wzbiera we mnie i serce obnaża na światy,

Gdy zaoczę101 tej nocy narodzone kwiaty

W miejscu, gdzie jeszcze wczoraj tych kwiatów nie było!

Pieszczota

Ten pąk róży, co dobył zaledwo102 pół skroni,

W uścisk liści od spodu tak czujnie ujęty!

Ten uśmiech, co się uczy i barwy, i woni —

Ten czar, co tym czaruje, że nierozwinięty!

Na palcach doń103 się zbliżam, by kroków odgłosy

Nie spłoszyły tej ciszy, w której trwa i rośnie,

I oczy przymykając, całuję zazdrośnie

Jedwab ciepły od słońca i mokry od rosy.

A po chwili, gdy dłonią muskając twe sploty,

Opodal tego pąka w cieniu drzew cię pieszczę,

Ustom moim dorzucam ślad twojej pieszczoty

Do smugi pocałunku, niestartego jeszcze.

[Żuraw skrzypi za furtą ogrodu...]

Żuraw104 skrzypi za furtą ogrodu,

Słońce skrzy się w zadrach płotu tak nieznośnie,

Z gęstwy płynie dech przyziemny chłodu,

Wilga gwiżdże i dwugłośnie, i trójgłośnie.

Lubię dojrzeć ukradkiem

Kłos, co w kwiatach przypadkiem

Taki inny wzwyż rośnie.

Z odrobiną słońca w rdzawej blasze

Popod105 klombem polewaczka106 leży pusta.

Zdaje mi się, że dmuchnięciem zgaszę

Złotą muchę, co uderza w moje usta.

Obłok, prósząc przez drzewa

Skry107 ogniste, powiewa,

Jak płonąca w dal chusta.

Ta murawa, wychmarzona z rosy,

Mym się oczom tak narzuca, jak dziwota,

Skoro jabłko, zjedzone przez osy,

Wskaże mi ją, dzwoniąc w ziemię, jak pięść złota.

Wzrok zdziwiony nią pieszczę,

Jakbym nie znał jej jeszcze

Za dni mego żywota.

[O majowym poranku deszcz ciepły i przaśny...]

O majowym poranku deszcz ciepły i przaśny108

Trafia w liście na oślep — prawie bezhałaśny.

Krople, spadłe i kurzu pociągnięte błoną,

Podskakują na piachu i wzajem się chłoną,

I wspólnie olbrzymiejąc109, trwają same przez się,

Aż je ziemia powoli uszczupli i wessie.

Coraz mniej ich przybywa na drogi i łany.

Już wygładza się strumień, deszczem pręgowany,

Już zza chmur, rozpostartych na kształt kruczych skrzydeł,

Słońce pęk wysztywnionych ku ziemi promideł110

Rozwachlarza111 znienacka i przez wyzior112 w chmurze

Prześwitując, rozwidnia strojne brzozą wzgórze

I klin pola przygodny i pogrąża w złocie

Sad wiśniowy aż do dna wraz z wróblem na płocie,

Co, światłem zaskoczony, ćwierka wniebogłosy.

I łzy jeszcze niestałej i ruchliwej rosy

Skrzą się tłumnie, u liści zawieszone brzegu,

I wzdłuż łodyg cwałują resztą swego biegu.

Motyl, któremu skrzydła posklejał miód słodki,

Na bakier113 wpięty w kitę zachwianej tymotki114,

Kołysze się w cudownym oczom bezukryciu,

Znacząc jakiś świat w świecie, jakieś życie w życiu,

I coś sobie wyznają dwa milczące znoje,

Dwa szczęścia niepojęte — i jego, i moje.

Pogoda

I chcę, i nie chcę, i muszę

Dziś jaśnieć razem z pogodą,

Co niepokoi mi duszę

Złotego szczęścia urodą.

A szczęście lśni od niechcenia,

A ja przezywam je: „Ono”—

I rozkosz porozumienia

Poufnie wzdyma mi łono!

A Ono w słońcu się szerzy,

Na rzęsach światłem osiada,

Ale do siebie należy,

I nikt go, nikt nie posiada!

A Ono teraz w obłoku,

A teraz — w środku trawnika,

Pociesznie przynaglam115 kroku,

Niech krok do szczęścia nawyka116.

Brnę w słońcu po samo gardło,

Co snami łka niecierpliwie,

Twarz mam odwiecznie umarłą,

A w nogach radość mi żywie117...

I błogosławię swej twarzy,

I wdycham wiarę od słońca,

Że się na pewno coś zdarzy,

Coś się poszczęści bez końca!

Że Ono drogą rozminną118

Zbliża się wciąż bezhałaśnie119,

I że tak stać się powinno,

I że tak stanie się właśnie!

I czynię kroki niezgrabne,

Ze szczęściem nieoswojone —

I bezdomnieję120, i słabnę,

I nie wiem, w którą biec stronę?

Trzeba nic nie mieć prawdziwie,

Żyć tylko tym, że się żyje,

By dłoń wyciągać łapczywie

Po takie szczęście niczyje!

[Upalny ranek. Gwary i turkoty...]

Upalny ranek. Gwary i turkoty

Kończą się nagle u sztachet ogrodu,

Gdzie ławek cienie, wdumane w piach złoty,

Dają tym piachom czar głębi od spodu.

Zapatrzonemu w dal przed się121 bez końca

Reszta dorożki z plecami woźnicy,

Znikając nagle na rogu ulicy,

Odsłania szybę, zbłyskaną od słońca.

Pies mój, w ślad za mną idący niemrawie,

Znienacka wstrząsa kudłami swej grzywy

I pysk zadziera, i patrzy ciekawie

Na szyld, od wróbli szary i wrzaskliwy.

Jakaś wariatka męczeńsko uboga,

Słynna w zaułku na całe podwórze,

Wrzuca do skrzynki, strumniałej przy murze,

List, nieudolnie skreślony do Boga.

Przemiany

Tej nocy mrok był duszny i od żądzy parny,

I chabry, rozwidnione suchą błyskawicą,

Przedostały się nagle do oczu tej sarny,

Co biegła w las, spłoszona obcą jej źrenicą —

A one, łeb jej modrząc122, mknęły po sarniemu

I chciwie zaglądały w świat po chabrowemu.

Mak, sam siebie w śródpolnym wykrywszy bezbrzeżu,

Z wrzaskiem, który dla ucha nie był żadnym brzmieniem,

Przekrwawił się w koguta w purpurowym pierzu

I aż do krwi potrząsał szkarłatnym grzebieniem,

I piał w mrok, rozdzierając dziób, trwogą zatruty,

Aż mu zinąd123 prawdziwe odpiały koguty.

A jęczmień, kłos pragnieniem zazłociwszy gęstem,

Nasrożył nagle złością zjątrzone ościory124

I w złotego się jeża przemiażdżył ze chrzęstem,

I biegł, kłując po drodze ziół nikłe zapory,

I skomlał, i na kwiaty boczył się i jeżył,

I nikt nigdy nie zgadnie, co czuł i co przeżył?

A ja — w jakiej swą duszę sparzyłem pokrzywie,

Że pomykam ukradkiem i na przełaj125 miedzą?

I czemu kwiaty na mnie patrzą podejrzliwie?

Czy coś o mnie nocnego wbrew mej wiedzy — wiedzą?

Com czynił126, że skroń dłońmi uciskam obiema?

Czym byłem owej nocy, której dziś już nie ma?

Ballady

[Dedykacja]

Miriamowi

Gad

Szła z mlekiem w piersi w zielony sad,

Aż ją w olszynie zaskoczył gad.

Skrętami dławił, ująwszy wpół,

Od stóp do głowy pieścił i truł.

Uczył ją wspólnym namdlewać snem,

Pierś głaskać w dłonie porwanym łbem,

I od rozkoszy, trwalszej nad zgon,

Syczeć i wić się, i drgać, jak on.

Już me zwyczaje miłosne znasz,

Zwól127, że przybiorę królewską twarz.

Skarby dam tobie z podmorskich den,

Zacznie się jawa — skończy się sen!

Nie zrzucaj łuski, nie zmieniaj lic128!

Nic mi nie trzeba i nie brak nic.

Lubię, gdy żądłem równasz mi brwi

I z wargi nadmiar wysysasz krwi,

I gdy się wijesz wzdłuż moich nóg,

Łbem uderzając o łoża próg.

Piersi ci chylę, jak z mlekiem dzban!

Nie żądam skarbów, nie pragnę zmian.

Słodka mi śliny wężowej treść —

Bądź nadal gadem i truj, i pieść!

Róże

Ocknął się rycerz, snem zatrwożony,

Mówi po ciemku do swojej żony:

«Sen miałem, jakom zwykł129,

Był tu, był tam — i znikł.

Widziałem we śnie róże i róże,

I twoją siostrę, i noc w lazurze,

Tuż obok w sennych mgłach

Szedł ku niej na wprost gach130.

Spłyńże mi cicho, jak krew po nożu,

Do jej alkowy131, by tuż przy łożu,

Co dźwiga ciała znój,

Sen sprawdzić mój — nie mój!»

Zwlekła się pani z leż132 na kolana,

Z kolan powstała wyprostowana,

I poszła przed się133 w mrok,

Za krokiem głusząc134 krok.

Gdy do siostrzynej135 wnikła alkowy,

Szukała głowy obok jej głowy,

Obok lic136 — innych lic,

Lecz nie znalazła nic.

Ujrzała tylko róże i róże,

Wszystkie szkarłatne137 i bardzo duże,

Bo śpiąca, trwając wzdłuż,

Sen pasła jawą róż.

Upadła pani w mrok na kolana.

«Tak będę trudniej zowąd widziana!» —

Tamuje wonny dech,

Nocnych się bojąc ech.

Gdy północ wzmogła sny nieomylne,

Słyszy stąpanie bose i pilne —

Ściągnęła czujne brwi:

Ktoś wręcz138 otworzył drzwi.

Na klęczkach pani wzroku natęża139,

Na klęczkach widzi, że duch jej męża

Idzie, drzwi tłumiąc ruch —

Śpi ciało — czuwa duch!

Idzie ku śpiącej w ogień i burzę,

Pomiędzy róże, pomiędzy róże!

Od róż ją bierze wpół,

W uścisku zwarł i skuł.

«Śpijmy oboje — i duch, i ciało,

Niech żadne nie wie, co się z nim działo!»

Przegina śpiącą wznak,

By docałować tak!

Nad ranem pani powraca blada.

«Czy śpisz, mój mężu?» — Nie odpowiada.

«Różami sen twój czuć!

O zbudź się, zbudź się, zbudź!»

Budzi się rycerz i w oczy pyta:

«Cóżeś widziała140, w mroku ukryta?

Czy mówić nie masz sił?

Byłże gach w łożu?» — «Był».

«Czy szedł ku śpiącej w ogień i burzę,

Pomiędzy róże, pomiędzy róże?

Czy przegiął białą wznak?» —

«Tak — szepcze pani — tak».

«A czyli141 widział ciebie, jak w mroku

Z dłonią na piersi, ze zgrozą w oku

Klęczałaś, zgięta w łuk?» —

«Widział i on, i Bóg!»

Porwał się rycerz ze swej łożnicy142:

«Uchyl, śnie złoty, złotej przyłbicy!

Jam jest143! Poznajesz mnie?»

«Nie inny byłeś w śnie!»

«Spędzałem noce na sennej strawie,

Odtąd chcę żywą pieścić na jawie!» —

«Już — szepcze pani — już

Skonała wpośród róż!

We śnie zabiłam ciało bezszumne,

Złożyć kazałam w podwójną trumnę,

Dwie trumny — trzeci grób —

Trudny z nią będzie ślub!»

A rycerz na to: «Zmarła za wcześnie!

Znowu ją muszę nawiedzać we śnie,

Do trumien wkroczę dwóch

Ja — pan, ja — sen, ja — duch!»

Ballada dziadowska

Postukiwał dziadyga o ziem144 kulą drewnianą,

Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano.

Szedł skądkolwiek gdziekolwiek — byle zażyć wywczasu145,

Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu.

Stał i patrzał146 tym białkiem, co w nim pełno czerwieni,

Oj da-dana, da-dana! — jak się strumień strumieni!

Wychynęła147 z głębiny rusałczana dziewczyca148,

Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica149.

Nie wiedziała, jak pieścić — nie wiedziała, jak nęcić?

Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić?

Wytrzeszczyła nań150 oczy — szmaragdowe płoszydła151

I objęła za nogi — pokuśnica152 obrzydła.

Całowała uczenie, i łechtliwie, i czule,

Oj da-dana, da-dana! — tę drewnianą, tę kulę!

Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej153 ułudy,

Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy154.

Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby,

Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby!

«Czemuż jeno155 całujesz moją kłodę stroskaną?

Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano?

Za wysokie snadź156 progi dla czarciego nasienia157,

Ty, wymoczku rusalny — ty, chorobo strumienia!

Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu?

Oj da-dana, da-dana! — umrę chyba ze śmiechu!» —

Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą158!

«Pójdźże ze mną, dziadoku — dziaduleńku — dziadygo!

Będę ciebie niańczyła na zapiecku159 z korali,

Będę ciebie tuczyła kromką żwiru spod fali.

Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne,

Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!»

Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą

Do tych nurtów pochłonnych160, co się w słońcu inaczą161.

Nim się zdążył obejrzeć — już miał falę na grzbiecie —

Nim się zdołał przeżegnać — już nie było go w świecie!

Zakłębiły się nurty — wyrównała się woda,

Znikła torba dziadowska i łysina, i broda!

Jeno kloc ten chodziwy162 — owa kula drewniana

Wypłynęła zwycięsko — oj da-dana, da-dana!

Wypłynęła — niczyja, nienależna nikomu,

Wyzwolona z kalectwa, wypłukana ze sromu163!

Brnęła tędy — owędy szukająca swej drogi,

Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi!

Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu,

Zapląsała radośnie na swym własnym odbiciu!

I we żwawych poskokach164 podyrdała przez fale,

Oj da-dana, da-dana! — w te zaświaty — oddale!

Dusiołek

Szedł po świecie Bajdała165,

Co go wiosna zagrzała —

Oprócz siebie — wiódł szkapę166, oprócz szkapy — wołu,

Tyleż tędy, co wszędy167, szedł z nimi pospołu168.

Zachciało się Bajdale

Przespać upał w upale,

Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod169 lasem,

Czy dogodna dla karku — spróbował obcasem.

Poległ cielska tobołem

Między szkapą a wołem,

Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął,

I ziewnął wniebogłosy, i splunął, i zasnął.

Nie wiadomo dziś wcale,

Co się śniło Bajdale?

Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność170 przestworza,

Wylazł z rowu Dusiołek171, jak półbabek172 z łoża.

Pysk miał z żabia ślimaczy —

(Że też taki żyć raczy!) —

A zad tyli173, co kwoka, kiedy znosi jajo.

Milcz, gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają174!

Ogon miał ci z rzemyka,

Podogonie175 zaś z łyka176.

Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie —

Póty177 dusił i dusił, aż coś warkło178 w chłopie!

Warkło, trzasło, spotniało!

Coć179 się stało, Bajdało?

Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy —

Słuchajta180, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!

Sterał we śnie Bajdała

Pół duszy i pół ciała,

Lecz po prawdzie181 niedługo ze zmorą marudził —

Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził.

Rzekł Bajdała do szkapy:

Czemu zwieszasz swe chrapy182?

Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić,

Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić!

Rzekł Bajdała do wołu:

Czemuś skąpił183 mozołu?

Trzebać było rogami Dusiołka postronić184,

Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić!

Rzekł Bajdała do Boga:

O, rety — olaboga!185

Nie dość ci, żeś potworzył186 mnie, szkapę i wołka,

Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?

Świdryga i Midryga

To nie konie tak cwałują i uszami strzygą187,

Jeno188 tańczą dwaj opoje189 — Świdryga z Midrygą.

A nie stęka tak stodoła pod cepów190 bijakiem191,

Jak ta łąka, źgana stopą srożej niż kułakiem192!

Zaskoczyła ich na słońcu Południca193 blada

I Świdrydze, i Midrydze, i tańcowi rada.

Zaglądała im do oczu chciwie, jak do żłobu194.

«Który w tańcu mię195 wyhula, bom jedna196 dla obu?» —

«Moja będzie — rzekł Świdryga — ta pierś i ta szyja!» —

A Midryga pięścią przeczy: „Moja lub niczyja!»

Ten ją porwał za dłoń jedną, a tamten za wtórą197.

«Musisz obu nam nastarczyć, skąpico–dziewczuro!»

A ona im prosto w usta dyszy bez oddechu,

A ona im prosto w oczy śmieje się bez śmiechu.

I rozdwaja się po równu, rozszczepia się żwawo

Na dwie dziewki, na siostrzane — na lewą i prawą.

«Dosyć ciała dwoistego mamy tu na łące!

Tańczże z nami południami, dopóki jarzące!

Jedna dziewka rąk ma czworo i cztery ma łydy!

Niech upoją nas do reszty twe słodkie bezwstydy!»

Nasrożyli się do tańca, jak gdyby do boju —

Przysporzyli kwiatom zgiełku, łące — niepokoju.

Więc Świdryga pląsał z prawą, więc Midryga — z lewą,

Ten obcasem kurz zamiatał, a tamten — cholewą.

Na odsiebkę198, na odkrętkę i znów na odwrotkę —

Podeptali macierzankę199, błyszczkę200 i tymotkę201!

Jeden wrzeszczał: «Konaj żywcem!», a drugi: «Wciornaści!202»,

Tańcowali aż do zdechu203 i aż do upaści!

Aż poczuli, że dziewczyna życie w tańcu traci,

I umarła jednocześnie we dwojej postaci.

«Pochowajmy owo ciało nie bardzo samotne,

Bo podwójne w tańcowaniu, a w śmierci dwukrotne.

Pochowajmy na cmentarzu, gdzie za drzewem — drzewo,

Zmówmy pacierz obopólny — za prawą i lewą».

W dwóch ją trumnach ułożyli, ale w jednym grobie —

A już huczy echo ziemne — tańczą trumny obie!

Tańczą, ciałem nakarmione, syte i hulaszcze,

Ukazując co raz w tańcu niedomkniętą paszczę.

Tańczą, skaczą i wirują, klepką dzwonią w klepkę,

Na odkrętkę, na odwrotkę i znów na odsiebkę!

Aż się kręci razem z nimi śmierć w skocznych lamentach,

Aż się wzdryga wnętrznościami przerażony cmentach204!

Aż się w sobie zatraciło błędne tańca koło,

Aż się stało popod205 ziemią huczno i wesoło!

Aż zmąciły się rozumy Świdrydze-Midrydze,

Jakby wicher je rozhulał na wiatraka śmidze206!

I rozwiała się w ich głowach ta wiedza pomglona207,

Gdzie jest prawa strona świata, a gdzie lewa strona?

W jakiej trumnie lewa dziewka, w jakiej prawa leży?

I która z nich i do kogo po śmierci należy?

Tak im w oczach opętanych świat się cały miga,

Że nie wiedzą, kto Świdryga, a kto z nich Midryga?

Jeno ujrzą otchłań śmierci czarną od ogromu:

«A bądźcie tu, ludzie dobrzy, jak u siebie w domu!

Jedna trumna dla jednego, dla drugiego — druga,

W jednej wieczność prawym okiem, w drugiej lewym mruga!»

Obłąkani nad przepaścią poklękali wzajem

I na klęczkach zatańczyli tuż, tuż nad jej skrajem.

Tańcowali na czworakach, tańcowali płazem208,

Tak i nie tak — i na opak — razem i nie razem!

Aż wwichrzeni w mrok dwóch trumien, jak dwa błędne wióry,

Powpadali w otchłań śmierci nogami do góry!

Mak

Za chruścianym stanęła witakiem209,

A boginiak już czyhał za krzakiem —

Pogiął kibić210, zagarnął twarz białą

I mięśniami pościskał jej ciało!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

I mięśniami pościskał jej ciało.

Tchem się swoim do tchu jej przedostał,

Dreszczem nagłym dreszczowi jej sprostał,

Sponiewierał wargami w ustroniu,

Obezdolił211 pieszczotą na błoniu212!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

Obezdolił pieszczotą na błoniu.

I wykochał jej nogi i ręce,

I wykochał oddechy dziewczęce,

I z chichotem odrzucił na siano

Tę dziewczynę, przez niego ospaną!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

Tę dziewczynę, przez niego ospaną.

«Dokąd pójdę — na które cmentarze?

Jak się Bogu na oczy pokażę?

Ni mi klęknąć na grzeszne kolano,

Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną!»

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

«Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną».

Wspominając jego wargi ssące,

Mak czerwony zerwała na łące.

Pełna lęku i wstydu, i zmazy

Przeżegnała się makiem trzy razy!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

Przeżegnała się makiem trzy razy.

Rozewrzyjcie213 na nieba rozstaju

Wszystkie wrota do mego wyraju214,

Bo ja w niebie dziewczynę mieć muszę

Tę, co makiem przeżegnała duszę!

A ty śpiewaj, śpiewulo —

A ty zgaduj, zgadulo!

Tę, co makiem przeżegnała duszę.

Wiśnia

Rosła wiśnia w królewskim ogrodzie,

Król ją ujrzał o słońca zachodzie,

Ujrzał tajnym zapłonioną żarem

I obłąkał swe zmysły jej czarem.

Ach, nie po to się czerwienię,

Żeby gasić twe pragnienie!

«Jedni wierzą w śpiewające ptaki,

Inni w gwiezdne na błękicie znaki,

A ja ciebie będę czcił w twej krasie215,

Wiśnio, wiśnio! Już ku zmierzchom ma się!»

Ach, nie po to się czerwienię,

Żeby gasić twe pragnienie!

Uśmierz obłęd, ty — zorzo zorzysta!

Przejrzyj duszę do dna, bo zbyt mglista...

W tym ogrodzie dwoje nas, jak dwoje...»

I wyciągnął ku niej usta swoje.

Ach, nie po to się czerwienię,

Żeby gasić twe pragnienie!

I wyciągnął usta w żal zaklęty,

I skamieniał, szałem ogarnięty,

I nie wiedział, że nie dni samotne,

Jeno216 wieki mijają stokrotne.

Ach, nie po to się czerwienię,

Żeby gasić twe pragnienie!

Ona z dawna przez jego kochanie

Nieśmiertelne pozyskała trwanie

I wtulona w nieuwiędłe liście

Płomieniała odtąd wiekuiście.

Ach, nie po to się czerwienię,

Żeby gasić twe pragnienie!

A on w mgłę się rozcieńczył obladłą,

Ciało jego już w nic się rozpadło,

Jeno ustom, by mogły całować,

Wolno było w ogrodzie wiekować217.

Ach, nie po to się czerwienię,

Żeby gasić twe pragnienie!

I śpiewały te usta do wiśni:

«Brak nam oczu. Cóż ślepcom się przyśni?

Lecz cokolwiek nam sądzono w niebie,

Nie przestaniem218 należeć do ciebie!»

Ach, nie po to się czerwienię,

Żeby gasić twe pragnienie!

Tędy właśnie szły dziewczęta młode,

Podziwiały ust wiernych urodę:

«Usta, usta, rozwarte do picia,

Jaki smutek stał się wam za życia?»

Ach, nie po to się czerwienię,

Żeby gasić twe pragnienie!

«Mogłybyście niejednej dziewczynie

Dać to szczęście, bez którego ginie!

Jakaż niemoc tak strasznie was więzi

Do tej wiśni, co trwa na gałęzi?»

Ach, nie po to się czerwienię,

Żeby gasić twe pragnienie!

Piła

Idzie lasem owa zmora, co ma kibić219 piły,

A zębami chłopców nęci i zna czar mogiły.

Upatrzyła parobczaka220 na schyłku doliny:

«Ciebie pragnę, śnie jedyny — dyny moje, dyny!

Pocałunki dla cię221, chłopcze, w ostrą stal uzbroję,

Błysk — niedobłysk na wybłysku — oto zęby moje!

Oczaruj się tym widokiem, coś go nie widywał222,

Ośnijże się tymi snami, coś ich nie wyśniwał!

Połóż głowę na tym chabrze i połóż na maku,

Pokochaj mnie w polnym znoju i w śródleśnym ćmaku223

«Będę ciebie kochał mocą, z którą się mocuję,

Będę ciebie tak całował, jak nikt nie całuje!

Będę gardził dziewczętami, com je miał224 w swej woli,

Bo z nich każda od miłości łka, jak od niedoli.

Chcę się ciałem przymiarkować do nowej pieszczoty,

Chcę się wargą wypurpurzyć dla krwawej ochoty!

Chcę dla twojej dla zabawy tak się przeinaczyć,

Abym mógł się na twych zębach dreszczami poznaczyć!»

Zazgrzytała od rozkoszy, naostrzyła zęby:

«Idę w miłość, jak chadzałam na leśne wyręby!»

Zaszumiała ponad nimi ta wierzba złotocha225

Poznał chłopiec, czym w uścisku jest stal, gdy pokocha!

Całowała go zębami na dwoje, na troje:

«Hej, niejedną z ciebie duszę w zaświaty wyroję!»

Poszarpała go pieszczotą na nierówne części:

«Niech wam, moje wy drobiażdżki226, w śmierci się poszczęści!»

Rozrzuciła go podzielnie we sprzeczne krainy:

«Niechaj Bóg was pouzbiera, ludzkie omieciny!»

Same chciały się uciułać w kształt wielce bywały,

Jeno227 znaleźć siebie w świecie wzajem nie umiały.

Zaczęło się od mrugania ległych w kurzu powiek —

Nie wiadomo, kto w nich mrugał, ale już nie człowiek!

Głowa, dudniąc, mknie po grobli, szukająca karku,

Jak ta dynia, gdy się dłoniom umknie na jarmarku.

Piersią, sobie przywłaszczoną, jar228 grabieżczo dyszy,

Uchem, wbiegłym na wierzchołek, wierzba coś tam słyszy!

Oczy, wzajem rozłączone, tleją bez połysku,

Jedno brzęczy w pajęczynie, drugie śpi w mrowisku.

Jedna noga popod229 lasem uwija się w tańcu,

Druga włóczy się na klęczkach po zbożowym łańcu230.

A ta ręka, co się wzniosła w próżnię ponad drogą,

Znakiem krzyża przeżegnała nie wiadomo kogo!

Królewna Czarnych Wysp

Królewna Czarnych Wysp, podwójną bielą rąk

Rozwidniająca zmierzch w miłosnych żądz pośpiechu,

Rozdawczyni snów i mąk,

Pełna zdrady, pełna grzechu,

Całująca własne dłonie,

Zanim czar utracą w zgonie,

Dziś o północy w ogrodzie,

W kwiatach, w rosach, w cieniu, w chłodzie

Umarła.

W przedzgonnej231, nagłej męczarni

Wiła się po bujnej darni232,

W snach się wiła wciąż a wciąż,

Szalejąc ku nocy jasnej,

Aż zwinęła się, jak wąż,

Dookoła śmierci własnej.

Dzwonią w kościele.

Zbiegli się kochankowie na gwar dzwonów złoty,

Złoty gwar wśród drzewnych cieni,

Wszyscy smutni i zdradzeni,

Zbłąkani wpośród tęsknoty.

«Smutki nasze — srebrne taśmy

Wokół bioder królewny!

Pragnienie w śmierci ugaśmy,

Poranek nasz — niepewny!»

Tak to marzeń obyczajem

Pozdrowiwszy się nawzajem,

Na ramiona krzepkie, dumne

Niewesołą wzięli trumnę

I ponieśli na wprost słońca

W pszczół wyroje, w żal bez końca,

W sen o Bogu i o Maju.

W nagłą pustkę na rozstaju,

W spodziewaną poprzód233 grozę,

W cień cmentarza, popod234 brzozę,

A niosąc, wciąż kołysali,

A kołysząc, zamawiali,

Żeby miała śmierć słodką.

Kopiąc wspólnie dół wśród ostu

Najpierw w glinie, potem w głazie,

Wspominali raz po razie,

Że była topoli wzrostu.

«Kopmy dół dla smutnej wieści,

Aż się topola pomieści,

I ułóżmy do snu ciało

Tak, jakby samochcąc235 spało».

Ułożyli, poprawili

Raz i jeszcze, a po chwili

Przyglądali się z pobrzeży,

Czy dość samochcący leży?

Naówczas236 gąsiory237 złote

Ujęli poprzez tęsknotę

I wlewali miód do dołu

I kolejno, i pospołu238,

Wlewali go cienką strugą,

Ale suto, ale długo,

Żeby miała śmierć słodką.

Potem, lutnie239 nastroiwszy

Do żalnego w śmierć okrzyku,

By okazać ból żarliwszy,

Stanęli w chóralnym szyku

Według głosów, według losów

Przeznaczonych od niebiosów,

I chóralnie zaśpiewali

Pieśni o wszelkiej oddali,

O kalinie240, która latem

Zbłąkała się poza światem,

O pośmiertnym w różach znoju

I o wiecznym niepokoju,

I śpiewali pieśni smutne,

I miłosne, i okrutne,

Księżycowe i słoneczne,

I wesołe, i taneczne,

Żeby miała śmierć słodką.

A gdy jej dusza, niby kropla z wiosła,

Strącona z ziemi — w ciemność się uniosła,

Aniołowie, w locie biegli,

Na spotkanie jej wybiegli,

Bardzo senni, bardzo biali,

Szalejąc w wieczności progach,

Zagrobnie ją całowali

I po rękach, i po nogach,

Żeby miała śmierć słodką.

Miałam ci ja śmierć słodką,

Śmierć w kwiatach oniemiałą,

Jakbym była lilią białą,

Albo stokrotką.

Złożyli mię241 kochankowie

W grobie na wznak, jak w alkowie242,

Nie szczędzili mi w mych mękach

Ni ostatniej na sen rady,

Ni pieśni, ni miodnych trunków,

A na nogach i na rękach

Dotąd jeszcze czuję ślady

Anielskich pocałunków!

Pokój mym cieniom.

Zielony dzban

To nie stu rycerzy, lecz sto trupów leży!

Nie sto trupów leży, jeno243 stu rycerzy!

A nie dla nich ruczaj244 dzwoni,

A bór szumny od nich stroni,

Jeno wicher we sto koni

Znikąd ku nim bieży.

Wybiła godzina — wiosna się zaczyna,

Z chaty poprzez kwiaty wybiega dziewczyna,

Dzban zielony, pełen wody,

Niesie zmarłym dla ochłody

W skwar śmiertelnej niepogody,

Co w proch wargi ścina.

Stopy moje — bose, skronie — złotowłose,

Kochałam, płakałam, zmarłym wodę niosę,

Oczerstwijcie245 ból wasz słony,

Smakiem śmierci podrażniony,

Cały ranek w dzban zielony

Ciułałam tę rosę.

Wypić — wypijemy, lecz nie ożyjemy,

Na polu w kąkolu246 żal się chwieje niemy,

A my leżym247 z ziemią w zmowie

W tym tu rowie i parowie248,

Lecz nikt tego nie wypowie,

Gdzie my teraz, gdzie my?

Jedyny dobytek — ciszy w sobie zbytek

I snu podziemnego żmudny bezpożytek249.

Nim sporządzisz dla nas sanie

Na wieczyste zimowanie,

Połóż wieniec na kurhanie250

Z kalinowych251 witek.

W waszym zgromadzeniu, w natłoczonym cieniu

Jest taki, co maki kładł mi na ramieniu,

Niech ze dzbana pije wodę,

Niech przypomni lata młode,

Gdy raz spojrzał w mą urodę

W nagłym zachwyceniu!

Płyną dni niezłomne, czasy nieprzytomne,

Nie wierzę, że leżę trzy lata ogromne!

Mak pamiętam purpurowy,

Ale twojej, dziewczę, mowy

I tej złotej w słońcu głowy

Już dziś nie przypomnę!

Chmurzą się błękity, płacze deszcz obfity,

Na trawie w murawie leży dzban rozbity,

Dzban rozbity leży, leży,

A śpi pod nim stu rycerzy,

A wiatr znikąd ku nim bieży,

Kurzawą okryty!

Śmiercie

Chodzą Śmiercie252 po słonecznej stronie,

Trzymający się wzajem za dłonie.

Którą z naszej wybierzesz gromady,

By w cmentarne uprowadzić sady?

Nie chciał pierwszej, że nazbyt miniasta253,

Grób, gdy hardy, pokrzywą porasta.

Nie chciał drugiej, że nadmiernie złota,

Nie zna ciszy, kto się tak migota254.

Wybrał trzecią, co choć bogulicha255,

Lecz tak cicha, że wszystko nacicha256.

Coś za jedna, że podobasz mi się

W swym bożystym na ziemi zarysie?

Żal mi, przeżal257 ptaka, co odlata258,

Dla cię259 umrę z nieżalu do świata.

Blada jesteś, jak to słońce w zimie —

Kędy260 dom twój i jak ci na imię?

Dom mój stoi na ziemi uboczu,

A na imię nic nie mam, prócz oczu.

Nic w tych oczach nie mam, prócz wieczoru,

Pewna byłam twojego wyboru.

Jeden zowąd śmierć sobie wybiera,

Ale drugi tą śmiercią umiera.

Choć wybrałeś, nie wiedząc dla kogo,

Zawszeć będę261 pamiętną i drogą.

Jestem śmiercią twej matki, co w chacie

Uśmiechnięta czeka teraz na cię.

Strój

Miała w sadzie strój bogaty,

Malowany w różne światy,

Że gdy w nim się zapodziała,

Nie wędrując — wędrowała.

Strój koloru murawego262,

A odcienia złocistego —

Murawego — dla murawy,

Złocistego — dla zabawy.

Zbiegło się na te dziwy aż stu płanetników263,

Otoczyli ją kołem, nie szczędząc okrzyków.

Podawali ją sobie z rąk do rąk, jak czarę264:

«Pójmy duszę tym miodem, co ma oczy kare265

Podawali ją sobie z ust do ust na zmiany:

«Słodko wargą potłoczyć taki krzew różany!»

Porywali ją naraz w stu pieszczot zawieję:

«Dziej się w tobie to samo, co i w nas się dzieje!»

Dwojgiem piersi ust głodnych karmiła secinę266:

«Nikt tak słodko nie ginął, jak ja teraz ginę!»

Szła pieszczota koleją, dreszcz z dreszczem się mijał,

Nim jeden wypił do dna — już drugi nadpijał.

Kto oddawał — dech chwytał, a kto brał — dech tracił,

A kto czekał za długo — rozumem przypłacił!

Sad oszalał i stał się nieznany nikomu,

Gdy ona, jeszcze mdlejąc, wróciła do domu.

Miała w oczach ich zamęt, w piersi — ich oddechy,

I płonęła na twarzy od cudzej uciechy!

«Jakiż wicher warkocze w świat ci rozwieruszył267

«Ach, to strzelec — postrzelec w polu mnie ogłuszył!»

«Co za dreszcz twoim ciałem tak żarliwie miota?»

«Śniła mi się w śródlesiu burza i pieszczota!»

Mać268 ją, płacząc, wyklęła — ojciec precz wyrzucił,

Siostra łokciem skarciła, a brat się odwrócił.

A kochanek za progiem z pierścieni ograbił,

I nie było nikogo, kto by jej nie zabił.

I nie było nikogo, kto by nie był dumny,

Że ją przeżył, gdy poszła wraz z hańbą do trumny.

Tylko Bóg jej nie zdradził i ślepo w nią wierzył,

I przez łzy się uśmiechał, że ją w niebie przeżył.

«Ty musisz dla mnie polec na śmierci wezgłowiu269,

A ja muszę dla ciebie trwać na pogotowiu!

Ty pójdziesz tą doliną, gdzie ustaje łkanie,

A ja pójdę tą górą na twoje spotkanie.

Ty opatrzysz me rany, ja twych pieszczot ciernie,

I będziem270 odtąd w siebie wierzyli bezmiernie!»

Miała w trumnie strój bogaty,

Malowany w różne światy,

Że gdy w nim się zapodziała,

Nie wędrując — wędrowała.

Strój koloru murawego,

A odcienia złocistego,

Murawego — dla murawy,

Złocistego — dla zabawy.

Dąb

Zaszumiało, zawrzało, a to właśnie z dąbrowy271

Wbiegł na chóry kościelne krzepki upiór dębowy

I poburzył organy rąk swych zmorą nie zmorą,

Jakby naraz go było wespół272 z gędźbą273 kilkoro.

Rozwiewała się, trzeszcząc, gałęzista czupryna,

I szerzyła się w oczach niewiadoma kraina,

A on piersi wszem dudom274 nastawił po rycersku,

A w organy od ściany uderzał po siekiersku!

Grajże, graju275, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

Bił prawicą na lewo, a lewicą na prawo,

Pokrzyżował ryk z jękiem, a lamenty ze wrzawą,

Aż z tej dudy — marudy dobył dłonią sękatą

Pieśń od wnętrza zieloną, a po brzegach kwiaciatą.

Wyszli święci z obrazów, bo już mają we zwyku276,

Że się garną śmierciami do śpiewnego okrzyku.

I Bóg przybył skądinąd, niebywały w tej porze,

Niebywały, lecz cały zasłuchany! O, Boże!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

Grał ci drzewne obłędy, sen umarłej zieleni,

Rozpacz liści, porwanych wirem zimnych strumieni,

I grał marsze żałobne muchomorów, co kroczą

Jedną nogą donikąd, kiedy zgon swój zaoczą277.

I grał o tym, jak mszary278 jeno279 milczą a milczą,

Jak śmierć leśna śpi na wznak pod jagodą, pod wilczą280,

I jak rosa bez oczu swymi łzami się nęka,

I jak drzewo pod ziemią w nagły żal się rozklęka!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

A gdy śpiew mu uderzył durem281 leśnym do głowy,

Grał wszystkimi jarami282 wszystkie naraz parowy283!

Aż ten ołtarz zlękniony, gdzie wyzłota284 się święci,

Chciał już runąć na ziemię, lecz potłumił swe chęci.

A on wpodłuż285 organów, stare miażdżąc im koście286,

Porozpędzał swe dłonie, jak te nogi po moście,

I rozwiawszy tłum dźwięków po pieśniowym rozłogu287,

Wygrzmiał z miechów to wszystko, co las myśli o Bogu!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

Między Bogiem a grajem znikła inszość288 i przedział,

Skoro Bóg się o sobie snów dębowych dowiedział.

«Odkąd żyję na świecie, a wszak jestem wieczysty,

Nigdym dotąd nie słyszał289 takiego organisty!»

Grajek znawstwu bożemu na pamiątkę i chwałę

Porozbujał pieśń górą w dwa ruczaje290 niestałe,

Rozmurawił291 ją dołem, aż się kościół zielenił,

A cienistym przyśpiewem twarz słuchacza ocienił!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

I Bóg słuchał wzruszony, słuchał duszą bezkreśną292,

A w tej duszy mu było i ruczajno, i leśno,

I coś jeszcze miarkował293, i coś dumał na stronie,

I biegł żywcem do grajka, i wyciągał swe dłonie!

Święci, wiedząc, co czynią, w nagłej cudom podzięce

Poklękali radośnie, wziąwszy siebie za ręce,

Bo od kiedy świat światem, a śmierć jego obrębem,

Po raz pierwszy Bóg, płacząc, obejmował się z dębem!

Grajże, graju, graj,

Dopomóż ci Maj,

Dopomóż ci miech, duda

I wszelaka ułuda!

Ballada bezludna

Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka,

W swym bezpieczu294 szmaragdowym rozkwitała w bezmiar łąka,

Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą,

A gwoździki295 spoza trawy wykrapiały się wiśniato296.

Świerszcz, od rosy napęczniały, ciemnił pysk nadmiarem śliny,

I dmuchawiec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny297,

A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał,

I nie było tu nikogo, kto by widział, kto by słyszał.

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

Czemuż nie ma ust moich na łące?

Rwać mi kwiaty rękami obiema!

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

Zabóstwiło298 się cudacznie pod blekotem299 na uboczu,

A to jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu,

I czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić,

Raz warkoczem się zazłocić, raz piersiami się zabielić —

I czuć było, jak się zmaga zdyszanego męką łona,

Aż na wieki sił jej zbrakło300 — i spoczęła niezjawiona!

Jeno301 miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało,

Próżne miejsce na tę duszę, wonne miejsce na to ciało.

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

Czemuż nie ma ust moich na łące?

Rwać mi kwiaty rękami obiema!

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady

Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady,

Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia,

Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia,

Żuki grały jej potrupne, świerszcze — pieśni powitalne,

Kwiaty wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne!

Wszyscy byli w owym miejscu na słonecznym, na obrzędzie,

Prócz tej jednej, co być mogła, a nie była i nie będzie!

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?

Czemuż nie ma ust moich na łące?

Rwać mi kwiaty rękami obiema!

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

W malinowym chruśniaku (cykl)

W malinowym chruśniaku (cykl)

W malinowym chruśniaku

W malinowym chruśniaku302, przed ciekawych wzrokiem

Zapodziani po głowy, przez długie godziny

Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.

Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,

Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,

Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,

I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,

A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,

Gdym wargami wygarniał303 z podanej mi dłoni

Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty

Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie

Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,

I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,

Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,

Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu,

A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

[Śledzą nas... Okradają z ścieżek i ustroni]

Śledzą nas... Okradają z ścieżek i ustroni,

Z trudem przez nas wykrytych. Gniew nasz w słońcu pała!

Śpieszno nam do łez szczęścia, do tchów naszych woni,

Chcemy pieszczot próbować, poznawać swe ciała.

Więc na przekór przeszkodom źrenicą bezradną

Chłoniemy się nawzajem, niby dwa bezdroża,

A gdy powiek znużonych kotary opadną,

Czujemy, żeśmy wyszli z uścisków i z łoża.

Nikt tak nigdy nie patrzał304, nie bywał tak blady,

I nikt do dna rozkoszy ciałem tak nie dotarł,

I nie nurzał swych pieszczot bezdomnej gromady

W takim łożu, pod strażą takich czujnych kotar!

[Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze...]

Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze

Żaden szelest, co chętnie taje305 w niej i ginie.

Czerwieniata306 wiewiórka skacze po sośninie,

Żółty motyl się chwieje na złotawym koprze.

Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem

Z jabłoni na murawę spada jabłko białe,

Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe,

Co w ślad za nim — spóźnione — opadają potem.

Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady

I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,

A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,

Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem.

[Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne...]

Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne:

Lampa, gdy noc już zdąży świat mrokiem owinąć,

Winna zgasnąć w tej szybie, a w tamtej zapłonąć.

Na znak ten oddech tracę. Już schody są ciemne.

Czekasz z dłonią na klamce i gdy drzwi otwiera,

Tulę tę dłoń, co jeszcze ma chłód klamki w sobie,

A ty w zamian przyciskasz moje ręce obie

Do serca, które zawsze u drzwi obumiera.

Wchodzę ciszkiem307, jak gdyby krok każdy knuł zbrodnię,

Między sprzęty, co dla mnie są sprzętami czarów.

Sama ścielesz swe łóżko według swych zamiarów,

By szczęściu i pieszczotom było w nim wygodnie.

I zazwyczaj dopóty milczymy oboje,

Dopóki nie dopełnisz podjętego trudu.

Ileż w dłoniach twych pieczy308, miłości i cudu!

Kocham je, kocham za to, że piękne, że twoje.

[Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota...]

Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota:

Kto całował twe piersi, jak ja, po kryjomu?

Czy jest wśród twoich pieszczot choć jedna pieszczota,

Której, prócz mnie, nie dałaś nigdy i nikomu?

Gniewu mego łza twoja wówczas nie ostudzi!

Poniżam dumę ciała i uczuć przepychy,

A ty mi odpowiadasz, żem marny i lichy,

Podobny do tysiąca obrzydłych ci ludzi.

I wymykasz się naga. W przyległym pokoju

We własnym się po chwili zaprzepaszczasz łkaniu,

I wiem, że na skleconym bezładnie posłaniu

Leżysz, jak topielica na twardym dnie zdroju309.

Biegnę tam. Łkania milkną. Cisza, niby w grobie.

Zwinięta, na kształt węża, z bólu i rozpaczy

Nie dajesz znaku życia — jeno310 konasz raczej,

Aż znienacka za dłoń mię311 pociągasz ku sobie.

Jakże łzami przemokłą, znużoną po walce

Dźwigam z nurtów pościeli w ramiona obłędne!

A nóg twych rozemknione312 pieszczotami palce

Jakże drogie mym ustom i jakże niezbędne!

[Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała...]

Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,

W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,

Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała

Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.

Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę,

A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,

A ja płacz twój całuję, biodra i kolana,

I ramię, i zsuniętą z ramienia koszulę.

Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem,

Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania313

Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.

Odpowiadasz bezładnie — ja słucham z uśmiechem.

[Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze..]

Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze314,

Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie.

Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze315

I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie.

Swym cielskiem kostropatym316 kąpie się w kałuży,

Co nęci, jak ożywczych jadów pełna misa,

Czołgliwymi317 mackami krew z kwiatów wysysa

I ciekliną318 swych mętów po ziemi się smuży319.

Zwierzę, co trwać nie zdoła zbyt długo na świecie,

Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi,

Lecz gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie,

Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi.

[Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie...]

Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie

Pragnę w tobie mieć czujną na byle skinienie

Sługę, co pieszczotami gasi me pragnienie,

A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w pieszczocie!

Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele,

Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie,

Głowę twą, niby puchar, ujmuję w swe dłonie

I wargami w ślad dreszczu prowadzę po ciele.

I raduję się, śledząc tę wargę, jak zmierza

Do mej piersi kosmatej, widnej320 w niedomroczu321,

W której marzę pierś w lesie ryczącego zwierza

I staram się, gdy pieścisz, nie tracić go z oczu.

[Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady...]

Ty pierwej322 mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady

Zdążam, by się w tym samym zaprzepaścić lesie,

I tropiąc twoją bladość, sam się staję blady,

I zdybawszy323 twój bezkres, sam ginę w bezkresie.

A potem wzieram324 w oczy, by zgadnąć, czy dość ci

Omdlenia, co się nogom udziela, jak szczęście,

I twe dłonie, jak w pąki, mnę w zdrobniałe pięście325,

By się w nich docałować twych chrząstek i kości.

A one wypukleją na dłoni przegibie326,

Niby pestki owoców, zróżowionych znojem,

I nieśmiałym do ust mych garną się wyrojem,

Zatajone w swej ciepłej od pieszczot siedzibie.

Ich dotyk budzi wzruszeń zaniedbanych krocie,

A ty, tuląc je w warg mych rozrzewnioną ciszę,

Dziecinniejesz w uścisku, malejesz w pieszczocie,

Chwila — a już cię do snu z lat dawnych kołyszę.

[Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi...]

Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi

Czarom, skrytym w twym ciele z moją o nich wiedzą!

Oczy, co się rzęsami nie tknęły twych piersi,

Czyliż pustym327 domysłem te czary wyśledzą?

Kto w chwili pocałunków nie zagrzał swej dłoni

Na twych bioder nawrzałej328 żądzą przegięcinie329,

Nie potrafi określić upojeń tej woni,

Co z ciebie, jako z róży, snem potartej, płynie.

Kto ustami w nóg twoich nie wdumał się dreszcze,

Nigdy dość nie wysłowi twych oczu omdlenia,

A choćby je dzień cały badał bez wytchnienia,

Nie wypatrzy z nich tego, co ja z nich wypieszczę!

[Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!...]

Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!

Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do stóp ołtarzy,

A choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy,

Serce me w tajemnicy przed twym sercem kona...

Dusza twoja śmie marzyć, że w gwiezdne zamiecie

Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i jeszcze —

Lecz ciało? Któż pomyśli o nim we wszechświecie,

Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham, i pieszczę?

I gdy ty, szepcząc słowa, w ust zrodzone znoju,

Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie, co pała330,

Ja, zamilkły wargami u piersi twych zdroju331,

Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała.

Wspomnienie

Lubię wspominać te dziecięce lata,

Gdym zaniedbując całą resztę świata,

W znajome pole szedł332 razem z pastuchem

Krów, co bezładnym swych rapci333 rozruchem

Niską przed nami nieciły kurzawę,

Ściągając na się334 wybiegły nad trawę

Deszcz much zielonych i złotych, i owych

Samotnie skrzących, ciemnopurpurowych,

Co dogadzając przemyślnemu skrzydłu,

Wpadają nagle w samo ślepie bydłu,

Zapatrzonemu w dal, jak w swą oborę.

Zawszem widywał po drodze brzóz korę

W brunatne pręgi i te same cienie

Lip na murawie, i żółtych motyli

Nagłe w powietrzu skrzydeł rozdwojenie,

I nagły w trawę zlot, gdy do badyli

Nóg się czepliwych przytwierdzają schwytem —

I przykucnięte nad stawu błękitem

Kaczki, co naszą zaoczywszy335 trzodę,

Niezgrabnie, piersią zsuwały się w wodę —

I tłumy wróbli, co z głuchym łoskotem

Sfruwały z płotu, aby tuż pod płotem

W długi się szereg rozsypać na trawie.

I widywałem wszystko i nic prawie,

Na niewidziane znając drogę całą,

Bo odbywałem ją zarówno w sobie,

Jak poza sobą. Dziś wierzę, iż w grobie,

Gdy z mymi snami sam na sam zostanę,

Znów ją odbędę, znów na niewidziane,

W tym samym słońcu, jak we śnie przystało.

Szliśmy więc dalej, brnąc w słonecznym złocie

I ocierając zerwanym w przelocie

Łopuchem336 mokre, przepocone czoło.

A gdyśmy wreszcie tłumnie i wesoło,

Olśnieni ciszą i połyskiem trawy,

Na otworzyste337 wkroczyli pastwisko,

Wnet rozniecone dla własnej zabawy,

Bezpożyteczne na pozór ognisko,

Co niewidzialnym pod słońce płomieniem

Drgało, za każdym widoczniejąc drgnieniem,

Kładłem żołędzie i wiśniowe liście,

Ażeby skwiercząc, dymiło się wonniej.

O, jakże kwiatom bywało przejrzyście

W mych oczach, gdzie się odbiły przestronniej,

Niżli w tej wodzie, co ciekła strumykiem

Przez nasze palce, gdyśmy w niej maczali

Chleb, w kostki tępym krajany kozikiem338!

Tak spożywałem go: ze wzrokiem w dali,

Jakby na zawsze, utkwionym — odruchem

Warg swych zajęty, wsłuchany półuchem

W chrapliwe, senne i parne oddechy

Krów, co mozolnie przeżuwały zioła,

Tej ociężałej doznając uciechy,

Która im każe nie patrzeć dokoła

W nic, jeno339 przed się znieruchomić340 pyski,

Ociekłe śliną i pachnące mlekiem.

A taka cisza na ten czar pobliski

Szła z dala, jakby wiek mijał za wiekiem,

Nie czyniąc zmiany, nie tykając wcale

Pilnie ku słońcu roziskrzonych kwiatów,

Ani świegotu skowronka w upale

Południejących nieustannie światów,

Na których błękit wsparł się mimochodem.

Naówczas341 wpodłuż342 kładłem się na trawie,

Ażeby badać skrycie i ciekawie

Znajomą łąkę, oglądaną spodem,

Co rozumiejąc, czym jest taka chwila,

Sama przede mną swą gęstwę rozluźnia,

By mi ukazać, jak się cień motyla

Tuż za skrzydłami po kwiatach opóźnia,

I jak bąk w futro odziany tygrysie

Na złotym jaskrze343, olbrzymiejąc344, skrzy się,

Coraz to z innej zachodząc go strony —

I jak przez maku czerniawą purpurę

Żuk, w wonnym wnętrzu chytrze zatajony,

Prześwieca plamą ruchliwą i ciemną —

Jak chwiejna żaba, wznosząc ślepie bure

W żółtej obwódce ku niebu, woń ziemną

Pochłania krótkim a szybkim oddechem,

Co jej podgardle w miech345 wzdyma białawy,

A pysk pozornym koślawi uśmiechem,

Jak boża krówka346 na kończynie trawy

Z trudem swe skrzydła ku słońcu wyzwala,

Rozpoławiając sztywnego korala

Pancerz, zbyt mocno na karku zemknięty —

Jak na włochatym, szorstkim liściu mięty,

Wzdłuż rubinami wysadzana szczelniej

Lśni gąsienica, wspinając się dzielnie

Na tylnych łapkach, i dalszy kierunek

Węszy swym pyskiem, z którego wycieka

Płyn bursztynowy, jarząc się z daleka —

I jak wypełzły skądciś347 na rabunek,

Pod kaszką348, niby pod strzechą ze srebra,

Wisi w powietrzu, chwiejąc się na strony,

Pająk brzuchaty, na wskroś prześwietlony,

Żem widział z lekka zaznaczone żebra,

Niby misternie przeplatane cienie.

A pod tych istnień zgiełkiem i natłokiem

Czułem pierś ziemi i jej roztętnienie

Pod moją piersią, zdławioną urokiem.

I zdało mi się, że na sny radosne

Lęgnę się w słońcu wraz z tłumem owadów,

Dziw pierworodny, co z podziemnych sadów

Wypełznął, węsząc żer oczom na wiosnę!

I zdało mi się, że wokół i wszędzie

Z głową tak samo, jak moja, upalną,

Leżą w tym samym, co i ja, obłędzie,

Czynne w milczeniu tęsknotą chóralną,

Snem jednoczesnym objęte istoty,

Ukryte w trawie aż po czub swój złoty,

Olbrzymie, cudne, miłosne, złowieszcze,

Co zgodnie dysząc, w łąkę patrzą chórem

I widzą twarz mą nie wiadomo w którym

Królestwie istnień, nieznaną im jeszcze,

Lecz do ich twarzy podobną z brzemienia

Słońca na oczach, pełnych zapatrzenia.

I poprzez kwiaty rozmyślałem w trawie,

Czyli je spotkam tam — w świecie na jawie,

Kiedy przybiorą kształt ludzki i lice349,

Aby zachować naszą tajemnicę...

I czy tych braci, co dzisiaj pokotem350

Mój sen zalegli351, jako płaz przy płazie,

Gdzieś poza łąką spotkanych przelotem

Poznam po oczu odmiennym wyrazie?

Pieśni kalekujące (cykl)

Zaloty

Nędzarz bez nóg, do wózka na żmudne rozpędy

Przytwierdzony, jak zielsko do ruchomej grzędy,

Zgroza bladych przechodniów i ulic zakała352,

Obsługując starannie brzemię swego ciała,

Kręci korbę, jak gdyby na lirze353 w czas słoty

Wygrywał swoje skoczne ku niebu turkoty —

I nad brzegiem urwistym tęczowych rynsztoków

Toczy się wraz z odbiciem zmydlonych obłoków,

Toczy się bałamutnie354 do dziewki z podwórza,

Do przystani stóp bosych — i ducha wynurza

Z łachmanów, i wyciąga paździory355 swych dłoni

Ku jej zębom śnieżystym, i tak mówi do niej:

«Kocham strzęp twojej błotem zbryzganej spódnicy,

Kocham głośny twój oddech! Na całej ulicy

Ty jedynie mym ustom bywasz tak potrzebna!

Wiem, że moja tęsknota, niby szkapa356 źrebna357,

Wlekąc mię358, wyda na świat płód nowych udręczeń.

W tym mój tryumf, że jestem niestrudzony klęczeń359

Twej krasy360! Kochajże mnie! Nuże361 do pieszczoty!

Potwór błaga cię o nią! Przyjm362 moje zaloty!

Wnijdź363 naga i bezwstydna w mej nędzy bezdomność

I tak pieść, by wargami pożreć mą ułomność!»

Ona mu się broni,

A on mówi do niej:

«Wszak musi ktoś pokochać to, co już się stało —

I ten wózek męczeński, i korbę zbolałą,

I żądzę w resztkach cielska, jak w zgliszczach, poczętą,

I ten ochłap człowieka, co chce być przynętą!

Odsłoń czar w mej brzydocie! Znijdź364 z wyżyn do karła!

Bądź posłuszna mym dłoniom, jak ślepa lub zmarła!

Zdołam być nieodparty, jako grzech i zguba,

I potrafię wysiłkiem zmyślnego kadłuba365

Zdobyć się na pieszczoty słodkie, jak czereśnie,

Których dotąd nikt nigdy nie oglądał we śnie!»

Ona mu się broni,

A on mówi do niej:

«Małoż366 ci pół człowieka, by stał się twym skarbem?

Chcę być drogą ci raną, wiernym tobie garbem!

Czyż próżni, którą nóg mych nieobecność tworzy,

Nie zapełni ból, miłość ni jęk mych bezdroży?

Śmiech mię bierze! O, gdybym ziemię nieobjętą

Mógł uderzyć raz w życiu zdrową, silną piętą

I widzieć, jak zdeptana pod stopą wygląda!

Śpieszno mi w nieskończoność! Wiem, że mnie pożąda

I bez wstrętu spożyje me łachy i żale.

Są gdzieś dłonie mi chętne i usta — korale,

Co od głów się przesuną w pieszczocie ochoczej

Aż do stóp, których nie ma! Niech wóz się potoczy

Na przełaj367 — tam, gdzie właśnie ode mnie z daleka

Ktokolwiek, zwierz lub robak, na mą miłość czeka!»

Ona mu się broni,

A on w zaświat stroni,

Ona go swoim czarem do bólu zachęca,

A on patrzy, nie patrząc, i korbę pokręca,

I odjeżdża — odjeżdża — gdziekolwiek — pośpiesznie,

Turkocząc i furkocząc, niezgrabnie i śmiesznie,

Odjeżdża, kalekując368, w poszukiwań znoje,

W kraje przygód miłosnych, w wieczne niepokoje.

Szewczyk

W mgłach daleczeje369 sierp księżyca.

Zatkwiony370 ostrzem w czub komina,

Latarnia się na palcach wspina

W mrok, gdzie już kończy się ulica.

Obłędny szewczyk — kuternoga371

Szyje, wpatrzony w zmór odmęty,

Buty na miarę stopy Boga,

Co mu na imię — Nieobjęty372!

Błogosławiony trud,

Z którego twórczej mocy

Powstaje taki but

Wśród takiej srebrnej nocy!

Boże obłoków, Boże rosy,

Naści373 z mej dłoni dar obfity,

Abyś nie chadzał w niebie bosy

I stóp nie ranił o błękity!

Niech duchy, paląc gwiazd pochodnie,

Powiedzą kiedyś w chmur powodzi,

Że tam, gdzie na świat szewc przychodzi,

Bóg przyobuty374 bywa godnie!

Błogosławiony trud,

Z którego twórczej mocy

Powstaje taki but

Wśród takiej srebrnej nocy!

Dałeś mi, Boże, kęs istnienia,

Co mi na całą starczy drogę —

Przebacz, że wpośród nędzy cienia

Nic ci, prócz butów, dać nie mogę.

W szyciu nic nie ma, oprócz szycia,

Więc szyjmy, póki starczy siły!

W życiu nic nie ma, oprócz życia,

Więc żyjmy aż po kres mogiły!

Błogosławiony trud,

Z którego twórczej mocy

Powstaje taki but

Wśród takiej srebrnej nocy!

Garbus

Mrze375 garbus dosyć korzystnie:

W pogodę i w babie lato376.

Garbaty żywot miał istnie,

I śmierć ma istnie garbatą.

Mrze w drodze, w mgieł upowiciu377,

Jakby baśń trudną rozstrzygał,

A nic nie robił w tym życiu,

Jeno378 garb dźwigał i dźwigał.

Tym garbem żebrał i tańczył,

Tym garbem dumał i roił379,

Do snu na plecach go niańczył,

Krwią własną karmił i poił.

A teraz śmierć sobie skarbi,

W jej mrok wydłużył już szyję,

Jeno garb jeszcze się garbi,

Pokątnie380 żyje i tyje.

Przeżył swojego wielbłąda

O równą swej tuszy381 chwilę,

Nieboszczyk ciemność ogląda,

A on — te w słońcu motyle.

I do zmarłego dźwigacza

Powiada, grożąc swą kłodą:

«Co ten twój upór oznacza,

Żeś w poprzek legł382 mi przegrodą?

Czyś w mgle potracił kolana?

Czyś snem pomiażdżył swe nogi?

Po coś mię383 brał na barana,

By zgubić drogę w pół drogi?

Czemuś łbem utkwił na cieniu?

Z trudem w twych barach się mieszczę!

Ciekawym384, wieczysty leniu,

Dokąd poniesiesz mnie jeszcze?»

Ręka

Podczas gdy ciało w mękach żebraczego postu

Kurczyło się, jak ochłap wyschłego moczaru,

Ręka ma w samowolnym obłędzie rozrostu

Wszerz i wzwyż potworniała od żądzy bezmiaru.

Wypaczona od skwarów i pusta, jak dzieża385,

Miażdżąc stawów hamulce, rosła mi i rosła,

Czując radość zawczasu ciosanego wiosła,

Co już w samym zapłodku386 śni morskie bezbrzeża!

Ręko, nadmierna Ręko,

W pięść modlitewną się złóż!

Męko, nadmierna Męko,

Zmalej i skurcz się, i znuż!

My, co mamy dłoń większą nad zamiar człowieka,

Pośpieszniej się od niego lub od niej oddalmy!

Jakże znikąd przyszliśmy i jakże z daleka,

Że dłoń nasza w świat rzuca nieludzki cień palmy!

Sen unika jej w nocy, ptak płoszy się we dnie,

Pierś dziewczęca nie spocznie w jej chwytnej ustroni!

Przechodzień na jej widok wzdraga się387 i blednie,

Bo nie starczy jałmużny dla tak wielkiej dłoni!

Ręko, nadmierna Ręko,

W pięść modlitewną się złóż!

Męko, nadmierna Męko,

Zmalej i skurcz się, i znuż!

Przekroczyła mych kości zbolałe granice,

Przerosła moją duszę, sumienie i łoże,

I lękam się, że skoro ukryję w niej lice388,

Nigdy już ich na światy nie wyłonię boże!

A gdy nią się przeżegnam — przesadny znak krzyża,

Obłąkany rozpędem zbytniego ogromu,

Źdźbłem zaledwo389 się garnie do mego pobliża,

A resztą — pierzcha w mroki, nieznane nikomu!

Ręko, nadmierna Ręko,

W pięść modlitewną się złóż!

Męko, nadmierna Męko,

Zmalej i skurcz się, i znuż!

Żołnierz

Wrócił żołnierz na wiosnę z wojennej wyprawy,

Ale bardzo niemrawy i bardzo koślawy.

Kula go tak schłostała po nogach i bokach,

Że nie mógł iść inaczej, jak tylko w poskokach390.

Stał się smutku wesołkiem, skoczkiem swej niedoli,

Śmieszył ludzi tym bólem, co tak skacząc, boli.

Śmieszył skargi hołubcem391 i żalu wyrwasem392,

I żmudnego cierpienia nagłym wywijasem.

Zwlókł się do swej chałupy: «Idź precz popod393 płoty,

Niepotrzebny nam skoczek w polu do roboty!»

Pobiegł do swego kuma, co w kościele dzwonił,

Lecz ten nie chciał go poznać i kijem postronił394.

Podreptał do kochanki, a ta się zaśmiała

Ramionami, biodrami, wszystką mocą ciała395!

«Z takim w łożu drygałą396 mam tańczyć do śmierci?

Ciała ledwo ćwierć miary, a skoków — trzy ćwierci!

Ani myślę ci dotrwać w takim niedopląsie397!

Ani myślę wargami sypiać na twym wąsie!

Zanadtoś mi wyskoczny do nieba na przełaj398!

Idźże sobie gdziekolwiek i nie klnij, i nie łaj!»

Więc poszedł do figury, co stała przy drodze:

«Chryste, na wskroś sosnowy, a zamyśl się srodze!

Nie wiem, czyja cię ręka ciosała wyśmiewna399,

Lecz to wiem, że skąpiła urody i drewna.

Masz kalekie kolana i kalekie nogi,

Pewno skaczesz, miast400 chodzić, unikając drogi?

Taki z ciebie chudzina, takie nic z obłoków,

Że mi będziesz dobranym towarzyszem skoków».

Chrystus, słysząc te słowa, zsunął się na ziemię,

Ów, co Boga wyciosał, bity bywał w ciemię401!

Obie ręce miał lewe, obie nogi — prawe,

Sosnowymi stopami podziurawił trawę.

«Marna ze mnie sośnina, lecz piechur niemarny,

Przejdę wieczność piechtami402, chociażem403 niezdarny.

Pójdziemy nierozłącznie, bo wspólna nam droga,

Będzie nieco człowieka, będzie nieco Boga.

Podzielimy się męką — podzielnać jest męka! —

Wszak ta sama nas ludzka skoślawiła ręka.

Tobie trocha404 śmieszności, mnie śmieszności trocha,

Kto się pierwszy zaśmieje — ten pierwszy pokocha.

Ty podeprzesz mię405 ciałem, ja ciebie sośniną,

A co ma się nam zdarzyć, niech się zdarzy ino406

I wzięli się za ręce, i poszli niezwłocznie,

Wadząc nogą o nogę śmiesznie i poskocznie.

I szli godzin wieczystych nie wiadomo ile,

Gdzież bo owe zegary, co wybrzmią te chwile?

Mijały dnie i noce, którym mijać chce się,

I mijało bezpole, bezkrzewie, bezlesie407.

I nastała wichura, i ciemność bez końca,

I straszna nieobecność wszelakiego słońca.

Kto tam z nocy na północ w burzę i zawieję

Tak bardzo człowieczeje i tak bożyścieje?

To dwa boże kulawce408, dwa rzewne cudaki

Kuleją byle jako w świat nie byle jaki!

Jeden idzie w weselu, drugi w bezżałobie409,

A obydwaj nawzajem zakochani w sobie.

Kulał Bóg, kulał człowiek, a żaden — za mało,

Nikt się nigdy nie dowie, co w nich tak kulało?

Skakali jako trzeba i jako nie trzeba,

Aż wreszcie doskoczyli do samego nieba!

Trzy róże (cykl)

[Co w mgłach czyni żagiel na głębinie?...]

Co w mgłach czyni żagiel na głębinie?

Nic, prócz tego, że żegluje.

A co wiosna w zielonej dolinie?

Nic, prócz tego, że wiosnuje.

Czym są rany, co pierś tobie krwawią?

To amulet koralowy.

A czym łzy, co gardło twoje dławią?

To różaniec bursztynowy.

Czym ty byłeś o słońca zachodzie?

Byłem duchem, byłem ciałem.

Czemuś zabił410 dziewczynę w ogrodzie?

Nie zabiłem, lecz kochałem.

Dusza w niebiosach

Przybyła dusza na klęczkach do nieba w bożą obczyznę,

Nie chciała patrzeć na gwiazdy i na wieczności pierwszyznę.

Nie chciała ulec weselu ni nowym jaśnieć obliczem,

Ani wspominać nikogo, ani zapomnieć o niczem411.

I rozpuściła warkocze, i pomyślała w błękicie,

Że w niekochanych objęciach przemarnowała swe życie.

Bez zdrady i bez oporu, starannie kryjąc swą ranę,

Pieściła usta nielube412 i oczy niemiłowane.

I trwała dla nich bezwolna, i kwitła dla nich bezduszna,

I przezywała je — losem, i była losom posłuszna.

A nie kochała tak tkliwie, a nie kochała tak czule,

Że nikt w jej jasnym uśmiechu nie trafił myślą na bóle.

Lecz teraz nagle pojęła, że wobec Boga i nieba

Już nic nie wolno ukrywać i nic ukrywać nie trzeba.

Śmierć w niej obnaża pośpiesznie prawdę tak długo tajoną,

Tą prawdą skrzą się źrenice, tą prawdą błyska się łono413!

I dusza lękiem spłonęła, że wkrótce po jej pogrzebie

Przyjdzie w ślad za nią kochanek, aby odnaleźć ją w niebie.

Wyciągnie ku niej ramiona, ziemskiej wyzbyte rozpaczy,

I zajrzy w oczy, i dawne jej niekochanie zobaczy.

Dwoje ludzieńków

Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie,

O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.

Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania

Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.

Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,

A czas ciągle upływał — bezpowrotny, jedyny.

A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie,

Zachorzeli414 tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Pod jaworem — dwa łóżka, pod jaworem — dwa cienie,

Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.

I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu,

Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.

Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,

I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,

Ale miłość umarła, już miłości nie było.

I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga415,

By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.

Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata,

By powrócić na ziemię — lecz nie było już świata.

[Dziś w naszego spotkania rocznicę...]

Dziś w naszego spotkania rocznicę

Pozawrzemy416 szczelnie okiennice,

By powtórzyć wśród nocnej ciemnoty417

Dawne nasze, najpierwsze pieszczoty.

Dawne słowa z dni pierwszych kochania,

Chociaż każde dziś ustom się wzbrania,

Każde snem się nieśmiałym kolebie,

Nas niepewne i niepewne siebie.

Lecz stłumiwszy nieufność rozsądku,

Powtórzymy wszystkie od początku.

[Ja tu stoję za drzwiami — za klonowymi...]

Ja tu stoję za drzwiami — za klonowymi,

I wciąż milczę ustami — rozkochanymi.

Noc nadchodzi w me ślady — tą samą drogą,

Pociemniało naokół418 — nie ma nikogo!

Od miłości zamieram — chętnie zamieram,

I drzwi twoje rozwieram419 — nagle rozwieram,

I do twojej alkowy420 wbiegam uparcie,

I przy łożu twym staję, niby na warcie!

Żaden lęk mię421 nie zlęknie i nie wyżenie422,

Nawet rąk twych po murach spłoszone cienie,

Choćbyś mnie zaklinała wszystkimi słowy,

Już ja nigdy nie wyjdę z twojej alkowy!

[Kwapiły się burze...]

Kwapiły423 się burze,

Opóźnił się cud!

Powymarły424 róże

W cieniu twoich wrót.

O kulach przez błonie425

Szedłem do tych róż.

Przyjść raz drugi po nie

Nie wolno mi już!

[Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć...]

Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć

Duch mój leci ku tobie w świateł kręgi i smugi.

Czyjaś rozpacz się sili w biały posąg okamieć426,

W biały posąg nad brzegiem ociemniałej427 jarugi428.

Odkąd znikłaś w objęciach niedomkniętej w świat bramy,

Odkąd zbladłaś, schorzała moich wspomnień bezsiłą,

Tak się dziwnie nie znamy, tak się strasznie nie znamy,

Jakby nigdy i nigdzie nas na świecie nie było.

Znajdźmy siebie raz jeszcze wśród wichury i cienia,

Zakochajmy się w sobie nad otchłanią wieczoru

Tą miłością powtórną, co już nie chce zbawienia,

Tym pragnieniem ostatnim, co już nie zna oporu!

Zakochajmy się w sobie krwawym serca wyzuciem429

Z tego szczęścia, o którym nie mówimy nikomu,

Zakochajmy się w sobie naszych śmierci przeczuciem,

Dwojga śmierci, co w jednym pragną spełnić się domu.

Rwie się w strzępy wichura, jakby szumna jej grzywa

Rozszarpała się nagle o sękatą głąb lasu.

Życie, niegdyś zranione, z żył we trwodze upływa,

Coraz bardziej na uśmiech brak odwagi i czasu!

Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć

Duch mój leci ku tobie w świateł kręgi i smugi.

Czyjaś rozpacz się sili w biały posąg okamieć,

W biały posąg nad brzegiem ociemniałej jarugi.

Powrót

Gwiazdo, coś spadła, śnij mi się, śnij!

W progum430 wędrowny porzucił kij,

Byłem ja leśny,

Byłem bezkreśny431.

A dzisiaj — czyj?

Dziś — twój, dziewczyno! Dzwońże mi, dzwoń,

Wichrze, zszarpany o wonną błoń432!

Jedną pieszczotą

Znuży się oto

Dusza i dłoń.

W ogniu, dziewczyno, spal mi się, spal!

Jednaka we mnie radość i żal —

Czyli433 ja w zbożu,

Czy w twoim łożu,

Czy wpośród fal.

Dwa ciała w mroku! Nie bój się, nie!

Wraz z tobą ginę w tym samym śnie —

Kto zwiedził ziemię,

Ten duchem drzemie

Na jezior dnie!

[Pożarze pierśny, płomieniu ustny...]

Pożarze pierśny, płomieniu ustny,

Bezsenne noce, senne poranki!

Bądź pochwalony i bądź rozpustny,

Uśmiechu wiernej mojej kochanki!

Choć zasypiając, nie wie, że pieszczę,

Lecz drga opodal swymi ramiony434...

Raduj mnie jeszcze i męcz mnie jeszcze,

Śnie, jej biodrami w łożu wyśniony!

Rok nieistnienia

Nadchodzi rok nieistnienia, nadchodzi straszne bezkwiecie,

W tym roku wszystkie dziewczęta wyginą, niby motyle.

Ja pierwsza blednę samochcąc435 i umrzeć muszę za chwilę —

I już umieram — o, spojrzyj! — i już mnie nie ma na świecie!

Ucz się pożądać mej śmierci, ponętne pieścić nietrwanie,

Całować mrzonkę, co dla cię436 kształt ust czerwonych przybiera,

I wierzyć w radość mych cieni, i w oczu mych obcowanie:

Nie widzi, jeno437 obcuje ten, co naprawdę umiera.

Uczył się kochać umarłą, pieścił dłoń, której nie było,

Całował oczy zamknięte, każdą powiekę z osobna,

Porozumiewał się z piersią, jak z pełną pieszczot mogiłą —

Ale nie wiedział, co czuła, bo nazbyt była zagrobna438.

Czy czujesz moje pieszczoty i pocałunki, i radość?

Czyli439 nie bolą cię mroki i nieistnienia nadmiary?

O, wyznaj wszystko do końca, uczyń tęsknocie mej zadość,

Zadrżyj z miłości pośmiertnej, jeślić dostępne jej czary!

Czemuż tak wątpisz o zmarłej? Wszak już do cudów nawykam,

Miłości jestem posłuszna i szczęściu się nie opieram!

I czuję twoją pieszczotę, i coraz bardziej zanikam,

I czuję twe pocałunki, i coraz bardziej umieram.

Schadzka

Z zielonym żukiem na odwianym440 płatku

Róża, kosmata od rosy,

Purpurowieje w niebiosy.

Twój ogród płonie w zieleni dostatku,

Nie ja — lecz sen mój i głód

Kołaczą do twoich wrót.

Dłoń, której wzywasz, otwiera ci wrota.

Oto — pierś moja i lice441

Idź za mną w moją świetlicę442!

W świetlicy — wiosna i blask, i spiekota —

Ja — ściszę wrzenie mej krwi,

Ty — zamkniesz okna i drzwi.

Zamknąłem okna i drzwi w białym murze.

Czemuż twarz twoja pobladła?

Nie patrz w głąb swego zwierciadła.

Tam — za oknami jest — ogród i róże,

Nie mogę przypomnieć443 już,

Ile zakląłem tych róż?

Rad byś mi róże dać w winie i w chlebie,

Róże się cisną do gardła!

Matka mi wczoraj umarła...

Nie wiem, czy wolno całować mi ciebie?...

O śmierci rzucam ci wieść,

A ty mnie odstąp lub pieść!...

Otworzę okna, drzwi w słońce otworzę,

Rozwidnię ściany i sprzęty,

Rozbudzę ogród, snem zdjęty!

Ku ogrodowi przydźwignę twe łoże,

Pieszczotą zmącę ci krew,

Wsłuchany w ogrodu śpiew!

Schadzka spóźniona

Pójdziemy śladem cienia i szelestu

Po ścieżce, która wzdłuż rosą połyska.

Popod444 krzewami sztywnego agrestu

Pachną na słońcu świeże kretowiska.

W powiędłych liściach, pokurczonych chłodem,

Lśnią srebrne resztki wczorajszej ulewy,

Nad zapuszczonym od dawna ogrodem

Słychać gawronów trzepoty i śpiewy.

Obok jabłoni — przypadkowa sosna

Swe igły w bladym zanurza błękicie.

O, jakże prędko przeminęła wiosna,

Pozostawiając przelęknione życie!

Coraz to mocniej otulasz się w chustę,

W której pierś twoja, jak w gnieździe, się chowa,

Trzeba nam było rzec dawniej te słowa,

Co dzisiaj zabrzmią — spóźnione i puste!

Trzeba nam było spleść dłonie uparte

I z zamkniętymi iść w słońce oczyma!

Dzisiaj te oczy zostaną — otwarte,

Dzisiaj się warga w pół drogi zatrzyma...

[Śnież się w duszy mojej, śnież...]

Śnież się, w duszy mojej śnież,

Piersi, nocą całowana,

Co zachować przez sen chcesz

Usta moje aż do rana!

Znój się, w ciele moim znój,

Miłujących rąk pogłado445,

Coś mi dreszcz piększyła mój,

Przodując zadumą bladą!

Trwoń się, ogniu świecy, trwoń

Na tę pościel, na tę lnianą,

Gdzieś rozwidnił białą skroń,

U nóg moich zapodzianą!

Trzy róże

W sąsiedniej studni rdzawi się szczęk wiadra.

W ogrodzie cisza. Na kwiatach śpią skwary,

Spoza zieleni szarzeje płot stary.

Skrzy się ku słońcu sęk w płocie i zadra,

O wodę z pluskiem uderzył spód wiadra.

Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie

I na promieni po gałęziach załom,

Zbliżmy swe dusze i pozwólmy ciałom

Być tym, czym wzajem pragną być dla siebie!

Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie.

Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne,

I dwa te ciała, ukryte w zieleni,

I ten ład słońca wśród bezładu cieni,

I najście ciszy nagłe, niespokojne,

Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne.

A jeśli jeszcze, prócz duszy i ciała,

Jest w tym ogrodzie jakaś róża trzecia,

Której purpura przetrwa snów stulecia,

To wszakże ona też nam w piersi pała446

Ta róża trzecia, prócz duszy i ciała!

[U wpółrozwartych stoim drzwi...]

U wpółrozwartych stoim447 drzwi,

Marszcząc ku dalom swoje brwi.

Nic — tylko próg, tej chaty próg,

Gładzony wciąż utrudą448 nóg —

A z dala w słońcu szumi las,

I wiem, że w lesie nie ma nas!

W dłoni już pełny dzierżysz dzban,

Krew doń449 upływa z naszych ran,

Nic — tylko krew i tylko krew,

I dwojga ust wylękły śpiew —

A z dala w słońcu szumi las,

I wiem, że w lesie nie ma nas!

Wieczorem

Wieczorem było, wieczorem,

Gdy zorza gasła nad borem.

Dzienny ulatniał się skwar,

Rosa nam spadła na głowy

I zmierzchem dymił się jar450,

Jar kalinowy451.

Z daleka idzie, z daleka

Ten mrok, co kwiatów się zrzeka.

Gdy płosząc ospałą woń,

Chłód powiał nad pola zżęte452,

O moją zagrzałaś skroń

Dłonie zziębnięte.

Nie wolno patrzeć, nie wolno

Bez pieszczot w ciemność dokolną453!

Zbłąkanych w obszarach pól

Nie złączy żaden sen złoty,

Ni lęk, ni zgroza, ni ból,

Nic — prócz pieszczoty!

Wyznanie

Nie rań pogardą tej obcej dziewczyny,

Jej czar jest inny niżeli twój czar.

Tyś memu ciału dreszcz w świecie jedyny,

A ona ust mi chce oddać maliny454

Czyjaż dłoń zdoła odtrącić ten dar?

Wszak tobie pierwszej tę miłość wyznaję —

Ona nic nie wie, choć czeka i śni.

Szedłbym tak do niej, jak w lasy i w gaje,

A odkąd znam ją, wciąż mi się wydaje,

Że policzone są wiosny mej dni!

Wargi ma falą w uśmiechu ozdobne,

Jaśnistym455 włosem polśnioną456 ma skroń,

Spojrzenia — pilne457 i z lekka żałobne,

Dłonie do twoich niechcący podobne —

Pieszcząc, pomyślę, że pieszczę twą dłoń...

Jej zaklęć szepty nie zmienią mnie wcale,

Jej pocałunek nie rozłączy nas!

Pozwól mi odejść w ust tamtych korale,

Bym łkał przez chwilę, bym kochał niestale

Raz jeszcze jeden, ach, tylko ten raz!

Pururawa i Urwasi

Pururawa458 w godzinie, gdy słońce mgły krasi459,

Ujrzał nimfę wód przaśnych460 — Indiankę Urwasi.

Wynurzyła dłoń z wody, a za dłonią — głowę,

A niedługo — popierśną461 kibici462 połowę.

Górowała rozbieżnej pierścieniami fali,

Palcami z lekka pierśnych463 tykając korali.

Pururawa podpatrzył, jak nieśmiertelniało

Jej obciśle przywdziane po wierzch ducha ciało.

Pomiażdżyła mu serce miłości nagłota464

Jął465 się skradać ku bogu ruchem snu i kota.

Porwał ją w swe ramiona ku warg swych potrzebie.

«Ciebież tulę w objęciu? Odpowiedz, że ciebie!»

Bożym wrzaskiem przeczyła rąk jego przemocy,

Wyrywała się z ramion aż do późnej nocy!

Ale on ją pod leśnym uciszył pagórem,

Wtłoczył żywcem do wora i przewiązał sznurem.

Jak złodziej, pomykając jarami466 po jarach,

Powrócił do dom z worem wrzeszczącym na barach.

Wiedział, co przyniósł w worze — a i po co — wiedział!

Stał u progu zdyszany — wór mu u nóg siedział.

Świerszcz w chałupie skowronił, jaskólił i brzęczał,

A on stał zadumany, a wór nagle klęczał.

«Wróć mi wolę ruczajną467, wróć stawne bezczasy!

Więcej we mnie drga boga niż dziewczęcej krasy468».

«Darmo pragniesz się z wora prośbą wyszeleścić!

Chcę boga, com go schwytał469, raz w życiu popieścić!»

«Cóż ci po tej pieszczocie, co rozkosz przekracza?

Cóż ci po tej rozkoszy, co w otchłań się stacza?»

«Niech się rozkosz odmieni aż nie do poznania,

Już ja nigdy swojego nie wściągnę470 kochania!»

I wyłonił ją z wora na żądz swych bezdroża:

«Nie masz wokół nikogo, oprócz nas i łoża!»

«Oddam ci wniebowzbitą mych piersi urodę,

Warg mych odwilż różaną i ramion dogodę471.

Jeno472 ukryj w pieszczocie nagość swego ciała,

Abym ludzkich upojeń ja — bóg — nie widziała!»

Po ciemku barwił473 łoże we kwiaty i liście,

W ciemnym łożu do niego polgnęła474 biodrzyście.

Kształt jej wgarniał w objęcia, płonął w jej upale,

A ustami wyławiał dwu piersi korale.

«Kiedyż ty mnie podpatrzysz, jako w ciebie dyszę?»

«Nigdy cię nie podpatrzę! Dość, że dech twój słyszę!»

«Czemuż nie chcesz oczyma wyjść szczęściu na drogę?»

«Po cóż jeszcze mam widzieć to, co kochać mogę?»

«Chciałbym w oczach twych odbić radość, co mózg mroczy!»

«Bądźże mi niewidzialny, póki mam te oczy».

I czuł, w sobie zamilkły, że bogini ciało,

Wieczyściejąc ku niemu, chętnie namdlewało.

I namdlewał z nim razem rozkoszy bezsiłą,

Aż namdlał w taki bezświat, że go już nie było.

Nie było go na drogach, ni w ukryciu alej,

Ani w nim, ni poza nim, ni bliżej, ni dalej!

Wezbrany poza łoża miłosnego miedzą,

Jeno poił się słodką o sobie niewiedzą.

I tak uczył się nie być od nocy do świtu,

Aż się zbudził przy gwiazdach — bywalec niebytu.

I ujrzał, że bogini, rozkoszą opiła,

W mrocznym łożu jaśnistym475 kształtem się ciemniła.

«Ciemnij się w moją miłość, rozum mi odbieraj,

Ale w moich objęciach nigdy nie umieraj!»

«Jeno tyle umieram, ile miłość każe,

A spłodzę tobie syna w mych bioder pożarze».

I spłodziła mu syna na polu, w południe,

Kiedy zboże ku słońcu złoci się bezludnie.

«Bogom w oczy wsmucony jestem od spowicia,

A weseli się we mnie życie spoza życia.

Pójdźcie ze mną do lasu nieopodal gaju,

Pragnę zbadać twarz ojców, odbitą w ruczaju.

Jest tam skwar w macierzance476 i chłód w leśnym dzwońcu,

Spróbujemy we troje zanieistnieć w słońcu».

Poszli za nim do dziwnie ruczajnego lasu,

Gdzie czas szumi wśród liści, a liście wśród czasu.

Poszli w skwar macierzanki, rozpełzłej samotnie,

I zabrnęli w chłód dzwońców — i już bezpowrotnie.

Troje było ich w lesie: dwa i jedno ciało,

Nikt nie wie, co się z nimi stało lub nie stało.

Noc bezsenna (cykl)

Noc bezsenna

Świeci woda o północy,

Księżyc okna przewiał wskroś477.

Pełen mocy i niemocy

Księżyc okna przewiał wskroś.

Bezimienne i ponure

Idą ku mnie poprzez chmurę:

Mrok — po pierwsze, blask — po wtóre478,

A po trzecie — jeszcze ktoś.

Gdy tak słucham przyczajony,

Ktoś zapukał raz i raz,

W moje wrota z tamtej strony

Ktoś zapukał raz i raz.

Kto tam puka w moje wrota?

«To — my: Wicher i Tęsknota,

I ja — Ciemność spopod479 płota,

Otwórz prędzej, bo już czas!»

Otworzyłem w imię Boga —

Wszystko troje wbiegło snać480!

Tętni pułap481 i podłoga:

Wszystko troje wbiegło snać!

I zdobywszy łoże moje,

Co zna nocne niepokoje,

Wszystko troje, wszystko troje

Legło rzędem, aby spać.

«Razem z tobą będziem482 spali

W jednym łożu za pan brat.

Niech się przyśni sznur korali

W jednym łożu za pan brat».

Wicher przez sen w bok się miota,

Jęczy Ciemność spopod płota,

I przeciąga się Tęsknota,

Ziewająca w cały świat!

[Tam na obczyźnie, gdy próżni ostoję...]

Tam na obczyźnie, gdy próżni ostoję

Noc wiekuista w bezgraniczach da mi,

Pójdę, zbłąkany pomiędzy śmierciami,

A co bądź spotkam — to nie będzie moje.

Pełen niczyjej ciemności i zgrozy,

Samemu sobie obcą będę marą —

Z jakąż bym wówczas miłością i wiarą

Modlił się choćby do obrazu brzozy!

Jakże bym spłonął łzą szczęścia gorącą,

Gdybym znienacka wśród mroków bezczynu

Natrafił dłonią, Boga szukającą,

Na gniazdo ptasie lub kwiaty jaśminu.

W przeddzień swego zmartwychwstania

W przeddzień swego zmartwychwstania, w przeddzień żywota

Bóg, leżąc w mogile, żmudne liczy chwile.

A przykuła go do ziemi ciała ciężkota483.

Śmierć mu w oczy wieje, a on samotnieje.

I śni mu się na wprost lica484

Betlejemska błyskawica

I żłób, i siano.

I śni mu się brzeg jeziora ozieleniały,

A smuga od łodzi po jeziorze chodzi,

I śnią mu się owe gaje, co tak szumiały,

Choć gajom boleśnie być marami we śnie!

A to wzgórze, to oliwne,

We wspomnieniu takie dziwne,

Takie dalekie!

I śnią mu się nasze twarze, niby niczyje,

Ręce nasze krwawe i lewe, i prawe —

I to życie, co po śmierci nie wie, gdzie żyje,

Jeno485 szuka siebie po własnym pogrzebie.

Mówmy wobec jego zgonu

To, co mówi dzwon do dzwonu

Późnym wieczorem.

Nie zakłóćmy snu bożego, bożej niemoty486!

Któż Boga obudzi pierwszy spośród ludzi?

Kto rozepnie w jego cieniu swoje namioty?

Cień się jego szerzy w bezbrzeż po bezbrzeży,

A my stójmy zwartym kołem

I śnijmy się Bogu społem487,

Póki czas jeszcze.

[W kraju bardzo dalekim, smucąc się ku wiośnie...]

W kraju bardzo dalekim, smucąc się ku wiośnie,

Tak synowie swym ojcom mówią bezlitośnie:

«O, jakże wy bezradni! O, jakże wy starzy!

Już nie chcemy w chałupach widzieć waszych twarzy,

Już zabrakło nam lichej szczęścia odrobiny,

By się z wami podzielić z nadejściem godziny,

I łez w oczach nam zbrakło488, ażeby ich solą

Zaprawić czczość489 tych bólów, co wiedzą, że bolą,

Już nas nie stać na smutek, co się w nas zapodział!

Oto skończył się smutku, łez i szczęścia podział,

Nożem sami przetnijcie nić swego żywota

Tak, byśmy nie widzieli, jak śmierć wami miota! »

Dzisiaj, gdym w blasku świecy na wprost ciebie siedział490,

Wzrok mój, nagle zlękniony, to samo powiedział.

[Po ciemku, po ciemku łkasz...]

Po ciemku, po ciemku łkasz,

Bezradność twych łez rozumiem!

Schorzałą śmiertelnie twarz

Radośnie całować umiem.

Do końca nie zbraknie491 mąk,

Do końca wystarczy mocy!

Zmarniałych, zmarniałych rąk

Potrafię pożądać w nocy!

Oględnie z rozkoszy mdlej

Tą piersią, co z trudem dyszy!

Do śmierci, do śmierci twej

Wraz z tobą nawykam w ciszy.

Warkocz

Znowu nędza do ucha nam śpiewa,

I tej śpiewki słuchamy bezradnie.

W piecu reszta dopala się drzewa —

A co jutro uczynić wypadnie?

Mówię do cię492 z koślawym uśmiechem:

«Mam ja trąby, fujary, organy,

Śpiewak ze mnie, co kupczy493 swym echem —

Gdzież mam echu ustawić stragany?»

Z bezmyślnego wyrazem skupienia

Dzieci nasze w nas patrzą ciekawie.

Ty mi ruchem wskazujesz ramienia

Bose nogi, zwieszone na ławie.

Ból się skrzętny w twych wargach trzepocze,

Aż myśl zbawcza w tym bólu urasta:

«Wiem, co zrobię! Obetnę warkocze

I na sprzedaż poniosę do miasta!

Głód je co dzień przepala zarzewiem,

Co dzień wiotsze i wartość już tracą.

Tak mi smutno i straszno, bo nie wiem,

Ile ludzie za warkocz zapłacą?»

Śnieg

Pamiętam ów ruchliwie rozbłyskany szron

I śniegu ociężałe w gałęziach nawiesie494,

I jego nieustanny z drzew na ziemię zron495,

I uczucie, że w słońcu razem z śniegiem skrzę się.

A on ciągle narastał tu w kopiec, tam — w stos,

I drzewom białych czupryn coraz to dokładał,

Ślepił oczy i łechtał podbródek i nos,

I fruwał — i tkwił w próżni — i bujał, i padał.

I pamiętam ów niski, wpół zapadły dom,

I za szybami włóczek różnobarwne wzory.

Kto tam mieszkał? Pytanie — czy człowiek, czy gnom496?

Byłem dzieckiem. Śnieg bielą zasnuwał przestwory.

Dotknąłem dłonią szyby, mimo strachu mąk,

I uczułem ślad hojny, niby czarów zbytek497.

Tą dłonią dotykałem mych sprzętów i ksiąg,

I niańki, by ją oddać na baśni użytek...

Serce marło, gdym w dłoni unosił498 ten ślad

W ciszę śniegu, co prósząc, weselił się w niebie.

Śnieg ustał — i minęło odtąd tyle lat,

Ile trzeba, by ślady zatracić do siebie.

Jakże pragnąłbym dzisiaj, gdy swe bóle znam,

Stać, jak wówczas, przed domu wpół zapadłą bramą

I widzieć, jak śnieg ziemię obiela ten sam,

Śnieg, co fruwa i buja, i pada tak samo.

Z jakimż płaczem bym zajrzał — niepoprawny śniarz499

Do szyby, by swą młodość odgrzebać w jej szronie —

Z jakąż mocą bym tulił uznojoną500 twarz

W te dawne, com je stracił, w te dziecięce dłonie!

Asoka

Król Asoka501, na wzgórza smuklejąc odsłoniu502,

Patrzał503 zowąd na wroga, co poległ na błoniu504,

I rozżalił się duchem na wronistym koniu.

I rzekł: «Odtąd niech wrogów nie będzie na świecie,

Niech łzom stanie się zadość, niech spoczną zamiecie —

Tak przysięgam: po pierwsze, po wtóre, po trzecie!»

I ukląkłszy na mieczu, jak klęczą mocarze,

Poukochał kolejno te rany, te — wraże505,

I zgromadził w pamięci przewymarłe506 twarze.

A na jego skinienie od owej godziny

Powstawały schroniska — dziwy tej krainy —

Dla człowieka, zwierzęcia i wszelkiej rośliny.

Oto razu pewnego w tym czasie bez czasu

Król Asoka zmiłował507 oczyma wśród lasu

Wierzbę, co umierała bez liści hałasu.

Zadżumiona skwarami, bez jadła, napoju,

Schła, ledwo zieleniejąc, wpośród pszczół wyroju,

W przeubogim, na zgony ordzewiałym stroju.

Król pojął z woli serca i z duszy nakazu

Jej milczenie, tak inne od milczenia głazu,

I czuł to, co się czuje — nigdy lub od razu.

Więc serdecznie jej sękom przyglądał się z bliska,

Więc widział, jak się zmaga i rdzą bólu błyska,

Więc poniósł własnoręcznie chorą do schroniska.

Tam jej wybrał zakątek od słońca pstrokaty,

Tam jej rany w rosiste poobłóczył szmaty,

Tam przygrywał na lutni508 i znosił jej kwiaty.

Ale wkrótce nadeszły rozpląsane święta,

I króla otoczyły w pałacu dziewczęta,

I zapomniał o wierzbie — bo któż to spamięta?

I tanecznie wędrował od sali do sali,

I czuł, że tchom dziewczęcym brak jakichś korali,

I że coś powierzbnego w duszy mu się żali.

Aż oto strażnik bramny509 otrąbił po grodzie,

Że wierzba uzdrowiona w cudnej bezprzeszkodzie510

Przyszła, by odtąd szumieć w królewskim ogrodzie.

Król Asoka z pałacu wybiegł na spotkanie

I wyciągnął ramiona, i poglądał 511na nie,

Że się tak wyciągnęły i tak niezachwianie.

I przybyłej sam wskazał wcieleniem swej dłoni,

Kędy512 ma się zielenić i w jakiej ustroni —

I spełniła to wszystko tak, jak mówił do niej.

A w zwierciadle sadzawki aż do dna odbita

Jaśniała, przeciw niebu w fali wniebowzbita,

I szepnął król do siebie: «Tu niechaj rozkwita!»

A po nocy, gdy księżyc jarami513 się bieli,

I gdy wszystko posnęło i wszyscy posnęli,

Ona wyszła podwójnie: z ziemi i z topieli514.

I biegła, pątnikując515, po schodów marmurze

W głąb nieznanych pałaców — ku górze, ku górze,

Czyniąc kroki płochliwe, zwiewne i nieduże.

Do królewskiej komnaty chciała się przedostać

I wniosła do jej wnętrza niebyłą516 tam postać,

A własnemu wzruszeniu nie mogła już sprostać.

Ponad królem uśpionym tak długo — niedługo

Szumiała, aby senną uczcić go posługą,

I w pierś jego zieleni wlewała się strugą.

Król się zbudził i spojrzał w pośpiesznej zadumie,

I zgadnął, że go kocha, po szumie — po szumie,

I uląkł się miłości, że jej nie zrozumie.

I rzekł smutny: «Bacz na to, że kochasz daremnie,

W słońce tobie poglądać, nie we mnie — nie we mnie!

Jakimż darem twe dary, wierzbo, odwzajemnię?

«Chcesz połowę królestwa czy skarbu połowę?

Chcesz, bym ciebie na kwiatów pasował królowę517?

Otom stał się518 ubogi i w miłość, i w mowę».

A ona mu szepnęła w którymś okamgnieniu:

«Chcę, byś czasem znużony przystanął w mym cieniu

I gałąź moją swemu przychylił ramieniu.

Chcę, byś wierzył, że myślę o tobie i sobie,

I że nie bez miłości twe ogrody zdobię.

To — wszystko! — I byś pobyt dał mi na swym grobie».

I król rzekł: «Wierzbo, wierzbo, iść mi z tobą w pole!

Dolę twą, skoro trzeba, wraz z tobą przedolę519

Stanie się, jako pragniesz! Spełnię twoją wolę.

Czuję szczęście, gdy duszę w twoją zieleń wyślę,

Do miłości podobne tak bardzo, tak ściśle,

Że jest samą miłością, skoro się zamyślę...»

Król umilkł. Chwilę wzajem patrzyli w swe światy,

Aż ona się z królewskiej wymknęła komnaty,

Nieśmiało więc powłócząc swe zielone szaty.

Król słyszał, jak radośnie w dół biegła po schodach,

I jak potem się w nocnych pogrążyła chłodach,

I jak potem szumiała w królewskich ogrodach.

Ponad brzegami (cykl)

Don Kichot

W jednym z pozagrobowych parków, uroczyście

Zamiecionym skrzydłami bezsennych aniołów,

W cieniu drzew, co po ziemskich dziedziczą swe liście

Pożółkłe i zbyteczne — z duszą, niby ołów,

Ciężką, chociaż pozbytą życia nędz i lichot,

Na ławie marmurowej wysmukły Don Kichot520

Siedzi, dumając nad tym, że dumać nie warto,

I pośmiertnym spojrzeniem, co nie sięga dalej,

Niźli dłoń rozmodlona, obrzuca głąb alej,

Gdzie ślad życia na piasku starannie zatarto.

Bóg darmo dłoń ku niemu wyciąga z pobliża,

Ażeby go powołać na wspólne biesiady

We mgle, którą anioły, czyniąc znaki krzyża,

Rozpraszają dla gościa. Gość niezłomnie blady

Usuwa się i stroni, i w pozgonnej521 ciszy

Udaje, że nie widzi nic i nic nie słyszy.

Niegdyś skrzydła wiatraków sen, posłuszny wiośnie,

Złocił mu w groźne miecze rycerskich orszaków,

A dzisiaj w dłoniach Boga, podanych miłośnie,

Widzi zdradliwe skrzydła ułudnych wiatraków,

I — nieufny — uśmiechem szyderczym przesłania

Możliwość nowych błędów, snów i opętania.

I nie postrzega522 nawet, jak nagle — bezszmerny

Anioł do stóp mu składa purpurową różę,

Przysłaną od Madonny523 na znak, że w lazurze524

Pamięta o rycerzu, który był jej wierny.

Lecz on, niegdyś na ziemi istny wzór rycerza,

Znieważając wysłańca i dawczynię daru,

Odwraca twarz od róży, bo już nie dowierza

Kwiatom, które posądza o przebiegłość czaru.

Biały anioł się schyla nad niewiary jeńcem

I całując go w czoło, przytłumionym głosem

Szepcze: „To także od Niej!”... I nagłym rumieńcem

Zapłoniony odlata525. A rycerz ukosem

W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera526

I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera

Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania

Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania!

W locie

Na potworze, z majaczeń wylęgłym rozbłysku,

Mknę, kresów nienawidząc, w wieczystą swobodę,

W nieskończoność, co szumiąc, pieni mu się w pysku,

Aż nagle zwierz mój trafia na lęk, na przeszkodę

I w miejscu, gdzie dla oczu kończą się błękity,

Staje dęba! Wiem dobrze: tu — Bóg jest ukryty!

Zastygły w zlękłym skoku nad otchłanią wiszę,

Pełno w niej jego spojrzeń i głos jego słyszę:

«Jam527 — twój kres! Czekam na cię528 — na swego przybłędę,

A gdziekolwiek podążysz — tam ja z tobą będę!»

Nie znam kresu! Mej żądzy zuchwałym przymusem

Znagliłem zwierza w bezmiar, a on jednym susem

Przesadził529 otchłań z Bogiem, jak nikłą zaporę —

I znów jestem swobodny! Niebo wokół gore530!

Lecz w chwili, kiedym gwiezdną zachłyśnięty tonią,

Dłoń w grzywie zaprzepaścił, tą zbłąkaną dłonią

W grzbiecie mego zwierzęcia zmacałem kark Boga!

Onże531 tak mię532 unosi w szału bezzacisze533,

Jakby wspólna nam była w bezpowrotność droga?

Tak, to — on! Wiem na pewno i głos jego słyszę:

«Jam — twój kres! Czekam na cię — na swego przybłędę,

A gdziekolwiek podążysz — tam ja z tobą będę!»

Do głosu tego w niebie dusza ma nawyka534,

A pęd mój nie ustaje, a zwierz mój nie znika!

Pragnienie

Chciałbym w lesie, w odstępach dzikiego błędowia535,

Mieć chałupę — plecionkę z chrustu i sitowia,

Zawieszoną wysoko w zagłębiach konarów

Nad otchłanią jam rysich i wężowych jarów536.

Tam na mchu, kołysany obłędną wichurą,

Chciałbym pieścić dziewczynę obcą i ponurą,

Głaskać piersi ze świeżą od mych zębów raną

I całować twarz, ustom jako łup podaną —

I słyszeć, jak dokoła grzechu mej pieszczoty

Pląsa burza skuszona i mdleje grom złoty,

I zwierz ryczy, ciał naszych przywabiony wonią,

Ciał górnych537, wniebowziętych, co od ziemi stronią —

I chciałbym przez przygodny wśród gałęzi przezior538

Patrzeć, pieszcząc, w noc — w gwiazdy i w błyskania jezior

I za boga brać wszelkie lśniwo539 u błękitu,

I na piersi dziewczęcej doczekać się świtu,

A słońce witać krzykiem i wrzaskiem, i wyciem,

Żyć na oślep, nie wiedząc, że to zwie się życiem —

I pewnej nocy przez sen zaśmiać się w twarz niebu,

I nie znając pokuty, modlitw ni pogrzebu,

Jak owoc, co się paszczy żarłocznej spodziewa,

Z łoskotem i łomotem w mrok śmierci spaść z drzewa!

Spotkanie

Ponad tłumy błyskawic samochcąc540 wzniesiony,

Waży się w niebie jastrząb w dwie na przemian strony,

Jakby miał dusze dwie!

I szponami miłośnie objąwszy zawieję,

Wie o tym, co się w skrzydłach, gdy tak lecą, dzieje —

On jeden tylko wie!

Spragniony z nim spotkania, chcę go zmódz541 do zlotu

Przez odległość, co dzieli nas wśród burz łoskotu

I z żądzy mojej drwi —

Do zlotu, co tym śmielszy, im począł się górniej542

Do zlotu nie bez grozy, jak śmiertelny turniej,

Nie bez przelewu krwi!

Doskoczony mą strzałą, skrzydlaków zwyczajem

Spada młyńcem543 wraz z jakimś niebiosów rozstajem,

Bezmiaru pełen łup!

Jak gdyby z wieścią w dziobie spieszył przez otchłanie

Na umówione ze mną — dalekie spotkanie

Tu właśnie u mych stóp!

Kleopatra

W budynkach, na schron dziwom skleconych naprędce544,

Ludzie z wosku w pośmiertnym zastygli nieładzie.

Cisza, równa liczebnie tych milczków gromadzie,

Skupia się w byle słońca zdrobniałego cętce.

Tkwią te ciała o woni zagrzanej gromnicy

Na cokołach opiętych purpurowym suknem,

Co jak mundur odświętny sztywnej tajemnicy,

Zdradza pychę nicości każdym niemal włóknem.

Żądni mąk swych pokazu ci ludzie, jak mary,

Powtarzają bez końca zwyczajem pokuty

Zbrodnię, raz popełnioną545, lub cud nie do wiary,

Co ich wyzuł z istnienia, sam z śmierci wyzuty.

Na jaw z grobu dobyci próbują swej siły

W przybytku, który w słońca kąpie się kurzawie,

Jak szpital zmartwychwstałych, zwiedzany ciekawie

Przez tych, co nie zdołali zmóc jeszcze mogiły.

Korzystając z zachwianej przez żywych podłogi,

Pożyczonym ku życiu mocują się ruchem,

Strasząc dzieci obladłe i radując bogi546,

Które bawią się wszelkim złudzenia okruchem.

Wśród nich pięknem jaśnieje Egiptu królowa547,

Oszklona arką548 dosyć dla cudów przestworną549.

Piersi zdobne ma raną jak wiśnią potworną,

W dłoni — kosz pełen kwiatów, w kwiatach wąż się chowa.

Ilekroć słodkim jadem wąż jej pierś oślini,

Tylekroć oczy zmarłej znów się w świat odsłonią,

Jak gdyby upojnego konania mistrzyni

Łeb śmierci oswojonej pieściła swą dłonią.

Śmierć się łasi do stóp jej, niby wierna służka,

Baczna na lada szepty i lada skinienia,

I jej oczu śmiertelna w nieskończoność zmrużka550

Jest tym tylko, czym dla nas chwila zamyślenia.

Kocham to ciało chore, co tai w zadumie

Czar tysiąca zmartwychwstań i śmierci tysiąca

I wie jeszcze coś więcej, niźli wiedzieć umie

Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca.

Kocham dłoń, do wężowej nawykłą pieszczoty,

Paznokcie, zabarwione wypłowiałym różem,

Piersi, nigdy niesyte swej własnej zniszczoty551,

I dwa zęby u wargi, pokalanej kurzem.

Kocham pozór oddechu, co łamie pierś białą,

Szat, zużytych na cuda, postrzępione kraje —

I nie wiem, czybym pieścił skwapliwiej to ciało

W chwili, kiedy umiera, czy też — zmartwychwstaje.

Dwaj skazańcy

Widziałem dwóch skazańców, co na swym uboczu

Wysłuchali wyroku pod bagnetów strażą

I na tłum zgromadzony patrzyli bez oczu,

Jak ślepiec, kiedy zmierzchu wypatruje twarzą.

Jeden z nich, licząc jakieś ubiegłe godziny,

O widzenie się z ojcem poprosił nieśmiało,

A drugi wnet zawołał: „Ja nie mam rodziny!”,

A miał ją, lecz mieć nie chciał... Tak mu się zdawało.

Śnili teraz, że chata, niegdyś ludna, traci

Ich ciała, bezpowrotnie wyszłe z jej alkierza552.

Czuli próżnię na miarę wzrostu swych postaci,

Jak klatka, z której nagle wypłoszono zwierza.

Jeden z nich, zapatrzony w strzęp własnego cienia,

Chciwie wody zażądał wargą obolałą,

A drugi wnet zawołał: „Ja nie mam pragnienia!”,

A miał je, lecz mieć nie chciał... Tak mu się zdawało.

Rozmowa

Ciało mówi do duszy: «Jestem tu — w tych światach,

Gdzie i ty się zbłąkałaś. Ta sama nam droga.

Spojrzyj tylko: woń wdycham, tarzam się we kwiatach,

Ocieram się o słońce, o sen i o Boga,

O którym mówisz zawsze ze smutkiem, jak gdyby

Smutek był wiarą... Spojrzyj: jestem teraz w lesie,

Bawią mię553 złote bąki i czerwone grzyby,

I to, że drzewom wokół tak zielenić chce się!

Jeśli wolisz — każ mi się zapodziać na łące,

A zobaczysz, jak zaraz swoją białość zmącę

Purpurą rośnych554 maków, których dotyk nagły

Budzi szczęście i życie tak jasno tłomaczy555!

Niech mię tylko po oczach kłos uderzy smagły,

A już świat się rozwidnia i wiem, co świat znaczy.

Nie przeszkadzaj mi wiedzieć! Milcz, dopóki drzewa

Szumią, dopóki pachnie jałowiec i mięta!

Milcz! Nie mówi się prawdy, lecz bez słów się śpiewa.

Kłamie ten, co zna słowa, a nut nie pamięta.

Jam556 z tych światów, gdzie w ogniu grzech, śpiewając, pląsa,

Gdzie płoną piersi, wargi i kły, chciwe strawy —

Gdzie róża, krwią nabiegła, lilię białą kąsa,

I gdzie jeszcze brzmi w słońce zielony wrzask trawy!

Nie tłum owego wrzasku! Nie nęć mię w mrok głuszy!

Nie gardź mną, nie opuszczaj! — Porzuć swe zaświaty

Dla wspólnych zabaw ze mną!» — Tak ciało do duszy

Mówi, a dusza — nikła i płochliwa mara —

Słucha jego poszeptów i przez łzy się stara

Kochać te same kwiaty, rwać te same kwiaty...

Otchłań

Kiedy wnoszę do lasu znój mego żywota

I twarz tak niepodobną do tego, co leśne,

Widzę otchłań, co skomląc, w gęstwinie się miota

I rozrania557 o sęki swe żale bezkreśne558.

Rozedrgana zielonym, pełnym rosy płaczem,

Przerażona niebiosów ułudnym pobliżem —

Kona z męki i tęskni nie wiadomo za czym,

I cierpi, że nie może na ziemię paść krzyżem.

I nie wie, do jakiego snu ma się ułożyć,

I szuka, węsząc bólem, parowu559 lub jaru560,

Aby go dopasować do swego bezmiaru

I zamieszkać na chwilę, i w ciszę się wdrożyć.

Czuję rozpacz jej nagą, czuję głód jej bosy,

Jej bezdomność, gałęzi owianą szelestem,

I oczy, które we mnie przez mętne szkła rosy

Widzą kogoś innego niż ten, który jestem.

Zamyślenie

Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność?

Nie wiem, co dziś pokocham — co jutro wyśpiewam?

I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność

Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam.

Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów,

I oswajam je z wolna, i uczę swej mowy,

Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów

Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy.

Gdzie jar561 ciemny, gdzie rozstaj — tam powiew mej duszy,

Gdzie szepty pocałunków — tam są usta moje,

Gdzie chata mrze od progu — tam mój kij pastuszy,

Gdzie plusk wioseł — tam serca wędrowne napoje.

Lubię szaty swe liche, gdy na wskroś przemokną

Deszczem, jak łzami pieśni, co szumiąc, zamiera,

A nie śpiewam, lecz jeno562 słowami przez okno

W świat wyglądam, choć nie wiem, kto okno otwiera.

Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą563,

Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył!

A nie chcę im górować ni barwić się twarzą,

Jeno być niewidzialnym, jak ten, co mnie stworzył.

Do śpiewaka

Co w twych oczach, śpiewaku, ten zachwyt oznacza,

Że tak badasz uważnie przez łez pozłocinę564

Żabę, co zieleniejąc, w skoku się rozkracza,

Jakby nogom roiła niechwytną drabinę?

Czemu tak się przyglądasz z miłości uśmiechem

Schwytanego świetlika565 szmaragdowej treści

I musze, co kołując z starannym pośpiechem,

Zbacza nagle donikąd i mknie na bezwieści566?

Wiem, ty — głowo w koronie z chwastów niejadalnych,

Z byle rośnej pokrzywy, z byle złego zielska!

Dusza twa na wpół smocza, a na wpół anielska

Nie bez celu się tarza w bujniskach567 upalnych!

Szuka swej podobizny, zgubionej przypadkiem

Przez tego, co ją nosił na piersi przed wiekiem —

On jeszcze nie był bogiem, tyś nie był człowiekiem,

A już wzajem o sobie śniliście ukradkiem.

Jeszcze sobie pokrewni, podobni do siebie,

Jak dwie bratnie mgły, w jedno rzucone przestworze,

Nie wiedzieliście wówczas, co ludzkie, co boże —

I któremu z was dano zawiekować568 w niebie.

Praczerwcowym dotychczas pijany upałem,

Ziołom oto przed chwilą dałeś pochwalonkę

I po trudach, podjętych wyćwiczonym szałem,

Coś pozyskał? — Motyla, żuka czy biedronkę?

Kocham cię za twojego obłędu bezwinę569,

Za czar twojej niemocy, za wspomnienia bratnie!

Spójrz, jak blednę śmiertelnie i bez żalu ginę,

Gdy mówię słowo: kocham — to słowo ostatnie.

Miriamowi

Łąka

I

Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,

Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?

Zawołana po imieniu

Raz przejrzałam się w strumieniu —

I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu.

Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem,

Przyszły pszczoły z kadzidłem i mirrą, i złotem,

Przyszła sama Nieskończoność,

By popatrzeć w mą zieloność, —

Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem...

Kto całował mak w zbożu — nie zazna niedoli!

Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli...

Kocham stopy twoje bose,

Że deptały kruchą rosę,

Rozróżniając na oślep chabry od kąkoli.

Niechże sen twój wędrowny zielenią poprzedzę!

Weź kwiaty w jedną rękę, a w drugą weź miedzę570,

Połóż kwiaty na rozstaju,

Zwilżyj miedzę w tym ruczaju571,

Co wie o mnie, że trawą brzeg jego nawiedzę.

Już słońce mimochodem do rowu napływa,

Skrzy się łopuch kosmaty i bujna pokrzywa, —

Jeno572 pomyśl, że ci wolno

Kochać łątkę573 i mysz polną,

I przepiórkę, co z głuchym trzepotem się zrywa!

Idzie miłość po kwiatach — wadzi o twe ciało,

Zważaj, by ci przed czasem w słońcu nie zemdlało.

W mojej rosie, w moim znoju

Podostatkiem574 masz napoju

Dla wargi, przeciążonej purpurą dojrzałą.

Cień twej głowy do moich przybłąkał się cieni.

Wiem, że w oczach nie zdzierżysz tej wszystkiej zieleni,

A co w oku się nie zmieści,

To się w duszy rozszeleści!

Jeszcze dusza ci nieraz żywcem się odmieni.

Parna ziemia przez kwiaty żar dzienny wydycha,

Uschły motyl zesztywniał wśród jaskrów kielicha, —

Oczarujmy się nawzajem,

Zaskoczeni nagłym Majem, —

Maj się chyli ku nocy i miłość nacicha...

II

Nie nacicha ta miłość, co nie zna rozłąki!

Usta moje i piersi spragnione są Łąki!

Tam mój obłęd i ostoja,

Gdzie ty szumisz, Łąko moja!

Jakże pachną rozprute według ściegów pąki!

Rosą zwilżyj575 mi rzęsy, skostniałe od skwaru,

Zgłuchłe uszy orzeźwij falą twego gwaru,

A ja w kwiatach spodem dłoni

Nauzbieram różnej woni

I omyję twarz spiekłą w źródłach twego czaru.

Nie przeciwiąc się trawom, obnażę się cały,

Aby mnie tchnienia twoje, jak wierzbę, przewiały,

A ty paruj tym oparem,

Co pokłębił się nad jarem,

Niby przed snem zrzucony twój przyodziew576 biały.

Ucałować mi rąbki577 tego przyodziewu,

Że pełen twojej woni i twego przewiewu,

I zawiesić mi go potem

Na tej brzozie popod578 płotem

I zamierać pod brzozą od własnego śpiewu.

Dzisiaj chatę zamiotłem w jedno okamgnienie,

Z czworga kątów różami wypłoszyłem cienie,

A próg, zdobny pajęczyną,

Namaściłem suto gliną

I wodą moje pylne skropiłem przedsienie.

Jużem sobie nie szczędził radosnych zabiegów,

Wypiekając chleb z mąki, srebrzystszej od śniegów,

A tę ławę, tę — dębową

Przesłoniłem chustą nową,

Co się cała zieleni, krom579 czerwonych brzegów.

Będę czekał na ciebie z dłonią na zasuwie,

Zasłyszawszy twój szelest, z nóg zdejmę obuwie,

Wyjdę bosy na spotkanie,

Śpiewający niespodzianie,

A śpiewając, pomyślę, że pacierze mówię.

Wyślij pierwej z nowiną co najlichsze ziele,

Potem sama się przybliż z kwiatami na czele580, —

Pędząc przed się wonne kwiaty,

Wnijdź581 do wnętrza mojej chaty,

Bo chcę tobie sam na sam opowiedzieć wiele.

III

Weszłabym do twej chaty, gdy mgły się postronią582,

Lecz nie wiem, czy się zmieszczę wraz z rosą i błonią583.

Pierwej z niebem posąsiaduj,

Wszystkie cuda poodgaduj,

Nim napełnisz tę chatę miłością i wonią!

Jeszczem ja w żadnej chacie dotąd nie bywała,

Wiem tylko, że przez szyby widnieję — niecała.

Jakże cała poprzez drogę

Do twej chaty wbiegnąć mogę?

Od naporu zieleni runie ściana biała!

Nie umawiaj się ze mną pod żadnym jaworem,

Bym ciebie nie dosięgła szumem a przestworem, —

To, co szum wyśpiewa gwarnie,

Przestwór znajdzie i ogarnie!

A chata twoja stoi przede mną — otworem...

Mocniej zioła zapachną w cztery świata strony,

Gdy, zbliżywszy je do ust, spojrzysz w nieboskłony...

Czy ta sama noc na niebie

Osłoniła mnie i ciebie,

Czy dwie noce odmienne, dwie różne zasłony?

A jeżeli dwie różne o różnym przezroczu,

Nie pokładźmy ich przeto w rosie — na uboczu,

Odmiennymi zasłonami

Powiewajmy nad drzewami,

Byśmy siebie nawzajem nie stracili z oczu!

Ja tu — na dnie zieleni, pod powierzchnią rosy,

A ty tam, kędy584 dla mnie kończą się niebiosy,

Czy się kończą, czy nie kończą, —

Śpiewaj zowąd585 pieśń skowrończą,

Podzwaniając mi ostrzem rozbłyskanej kosy.

Kosą grozi twa miłość, co pożera kwiaty,

Sierpem zgarniasz do duszy mych maków szkarłaty,

Lecz miłości się nie boję,

Jeno w zgrozie ci dostoję586,

Bo i Bogu jest słodki powiew mojej szaty!

Porwijże587 mnie ku sobie, jeślić588 starczy mocy!

Lecz co pocznie beze mnie ten wicher sierocy?

Chyba wstrzymam dla poznaki589

Popod chatą wszystkie maki,

Aby mógł mnie, gdy zechce, odnaleźć po nocy.

IV

Nie odnajdzie cię wicher, mrokiem ociemniały!

Rozweselił się błękit, gwiazdy pomłodniały!

Opętały moją głowę

Przywidzenia kalinowe,

Że rozkwitam tej nocy, niby krzew zuchwały.

A nie było na ziemi tak zmyślnego krzewu,

Noc się chwieje na strony od jego zachwiewu, —

Wonna liściem i żywicą

Stańże590, duszo, nad krynicą591,

Spójrz, czyś dosyć podobna zielonemu drzewu?

Przystroimy się wzajem! Śpi w tumanie592 rzeka,

Śpi kałuża pod płotem, śpi sad i pasieka,

Baczmyż593 przez ten wieczór cały,

By się okna nie pospały

I drzwi chaty znużonej, co na radość czeka.

Przyjdzie radość tym szlakiem, który jej się zdarzy, —

Bądźmy zawsze gotowi i zawsze na straży.

Księżyc utkwi ponad studnią,

Gwiazdy w mroku się zaludnią

Snem, co jeszcze daleki, choć się z bliska marzy.

Za daleka mi byłaś wpośród kwiatów cienia

Łąko — zielona Łąko, szumna od istnienia!

Chcę, byś była taka bliska,

Jak ta łza, co gardło ściska,

Kiedy w nim się zapóźni śpiew twego imienia!

Zapóźniła się miłość, szukająca łona594,

A któż taką spóźnioną na rosach pokona?

Straszno łodzią w świat popłynąć

I z miłości nie zaginąć

W tych falach, gdzie się tężą piersi i ramiona!

I w północnej ochłodzie dość dla mnie upału!

Idę, Łąko, ku tobie brzegiem mego szału.

Ani zbrojny, ani konny,

Z ramion twoich wyjdę — wonny

I duchem zroszonemu uśmiechnięty ciału!

Sama chata rozwarła drzwi oścież595 ku wiośnie,

Wnijdźże teraz po ciemku — nagle i zazdrośnie!

Drzwi klonowe zamknę szczelnie

I zaśpiewam nieśmiertelnie,

A potem spojrzę w ciebie na wskroś i bezgłośnie!

V

Byłoż owo, nie było? Opowiedz nam, bracie,

Co się nocy dzisiejszej działo w twojej chacie?

Widzieliśmy, ludzie prości,

Niepojętość Zieloności

Za oknami — na ścianach i na twojej szacie.

Mówimy śpiewający596, bo łatwiej przy śpiewie

Mówić o tym, co było, a czego się nie wie...

Psy, poległe597 nad potokiem,

Poglądały598 ludzkim wzrokiem,

I wzrok ludzki był w gwiazdach i w tym ślepym drzewie.

A zasię599 w naszych oczach były gwiezdne znaki,

I nie mogliśmy poznać, gdzie ludzie, gdzie maki.

Wszystko wokół było — gwiezdne

I odlotne, i odjezdne,

Gromadzące się w białe nad ziemią orszaki.

I zdawało się wszystkim, że coś w niebie woła,

A zielona się światłość jarzyła dokoła,

Sny się wzajem pobudziły,

Ludzkie ciała opuściły

I pobiegły śnić w kwiaty i w najmniejsze zioła.

W nagłym pląsie skrzypnęły wszystkie kołowroty,

Zahuczały te groble, śpiewne od niemoty,

I w powietrzu było cudno,

Niby ludno, choć bezludno,

Jakby w nim się roiło od świąt i tęsknoty.

A na przeciąg tej nocy za sennym zrządzeniem

Każdy przezwał się innym wobec gwiazd imieniem,

Więc, gdy świt ozłocił dymy,

Ujrzeliśmy, że klęczymy,

Nie wiedząc, jak i kiedy zdjęci zapatrzeniem.

Powiedz nam, co się stało w tym polu czy w lesie,

Że się dotąd czujemy, jakoby w bezkresie,

A wyjednaj nam u kwiatów

Rozszerzenie ziemskich światów

Aż po owe oddale, dokąd oczom chce się...

I objaśnij nam potem słów śpiewną wspomogą,

Co rozbłysło w twej chacie ponad ciemną drogą?

Czy ją naszła piękna zmora,

Wykrzesana z wód jeziora,

Czy sen owy600, co śni się w polu bez nikogo?

VI

Ani zmora z jeziora, ani sen skrzydlaty

Lecz Łąka nawiedziła wnętrze mojej chaty!

Trwała ze mną na tej ławie,

Rozmawiając głośno prawie, —

Na ścianach moich — rosa, na podłodze — kwiaty...

Nie grążyłem601 ja w niebie ni steru, ni wiosła,

Lecz mnie radość swym prądem zmiotła i uniosła.

Wieczność ku nam znikąd zbiegła,

U stóp naszych, warcząc, legła,

A pierś moja tej nocy chabrami porosła.

I było już wiadomo, że pułap sosnowy

Wonnym deszczem, jak obłok, pokropi nam głowy,

Bo nie snem się sny płomienią,

Jeno deszczem i zielenią, —

Duch mi zbłąkał się w ciele, jak wpośród dąbrowy.

Przeto Bóg, co mnie stworzył, zbladł podziwem zdjęty,

Żem uszedł jego dłoniom w tych pokus odmęty!

W kształt mnie ludzki rozżałobnił,

A jam znów się upodobnił

Kwiatom i wszelkim trawom, i źdźbłom gorzkiej mięty.

Nawołujcie się, ludzie, pod jasnym lazurem,

Chórem w światy spojrzyjcie, zatrwóżcie się chórem!

Miłość, wichrem rozpędzona,

Wszystko złamie i pokona,

Zaś tych, co się sprzeciwią, w śnie skrępuje sznurem!

A opaszcie świat cały ścisłym korowodem,

Aby wam się nie wymknął, schwytany niewodem602...

Zapląsajcie, zaśpiewajcie,

Pieśnią siebie wspomagajcie,

Toć wejdziemy w świat — próżnią, aby wyjść — ogrodem!

Niechaj dusza wam będzie błękitami czynna,

Stoi przed nią otworem ta jasność gościnna,

Czegokolwiek zażądacie,

To się zjawi w waszej chacie,

Bo nastała godzina taka, a nie inna...

Ludzie — mgły, ludzie — jaskry i ludzie — jabłonie,

Rozwidnijcie się w słońcu, boć na pewno płonie!

Dla mnie — rosa, dla mnie — zieleń,

Dla was — nagłość rozweseleń,

A kto pieśni wysłuchał — niech mi poda dłonie!

Przypisy:

1. Śmiarowski, Eugeniusz (1878–1932) — prawnik i polityk, poseł na Sejm I kadencji w II RP, członek Centralnego Komitetu Narodowego w Warszawie. [przypis edytorski]

2. kostrzewa — roślina z rodziny wiechlinowatych, potocznie bywa określana jako wysoka trawa, biologia rozróżnia ok. 650 gatunków zasiedlających całą strefę umiarkowaną Ziemi i tworzących wspólnie rząd kostrzewy (łac. Festuca). Bolesław Leśmian pisząc o zwiewnych nurtach kostrzewy, wskazuje, że powierzchnia porośniętej kostrzewą łąki porusza się na wietrze w sposób przywodzący na myśl powierzchnię wody. [przypis edytorski]

3. niespodzianie — niespodziewanie. [przypis edytorski]

4. na przełaj — najkrótszą drogą. [przypis edytorski]

5. wszechleśny — obejmujący cały las. [przypis edytorski]

6. zniszczota — zniszczenie. [przypis edytorski]

7. zamrocz — mrok. [przypis edytorski]

8. kurhan — dawny grobowiec w formie wzgórza. [przypis edytorski]

9. bezbrzask (neol.) — ciemność. [przypis edytorski]

10. kędyś (daw.) — gdzieś. [przypis edytorski]

11. bezdeń — otchłań, przestrzeń bez dna. [przypis edytorski]

12. mrugawica (neol.) — ciągłe mruganie, błyskanie wielu punktów. [przypis edytorski]

13. zaledwo (przestarz.) — zaledwie. [przypis edytorski]

14. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

15. parów — dolina o stromych, porośniętych roślinnością zboczach. [przypis edytorski]

16. dolatać — dziś: dolatywać; popr. forma 3. os. lp cz.ter.: dolatuje. [przypis edytorski]

17. jaśnisty (gw.) — świecący, błyszczący. [przypis edytorski]

18. świerszczów — dziś częstsza forma D. lm: świerszczy. [przypis edytorski]

19. rzeźwić — orzeźwiać, odświeżać, rozbudzać. [przypis edytorski]

20. odniały — rozpromieniony dziennym światłem. [przypis edytorski]

21. gdym odjeżdżał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: gdy odjeżdżałem. [przypis edytorski]

22. gościniec (daw.) — droga, trakt. [przypis edytorski]

23. przezrocze — przejrzysta płaszczyzna, przestrzeń. [przypis edytorski]

24. rezeda — roślina o niewielkich żółtawych lub zielonkawych kwiatach. [przypis edytorski]

25. przypomnieć (daw.) — dziś: przypomnieć sobie. [przypis edytorski]

26. samopas (daw.) — bez opieki. [przypis edytorski]

27. kędyś (daw.) — gdzieś. [przypis edytorski]

28. zasię — tu: zaś. [przypis edytorski]

29. wpobok — tu: z boku. [przypis edytorski]

30. zaledwo (przestarz.) — zaledwie. [przypis edytorski]

31. głusza — całkowita cisza. [przypis edytorski]

32. zaprawny — zaprawiony. [przypis edytorski]

33. widnokres — horyzont. [przypis edytorski]

34. przestwór — rozległa przestrzeń. [przypis edytorski]

35. łątka — zielonkawy lub niebieskawy owad żyjący przy brzegu wód. [przypis edytorski]

36. przerzutny — zmieniający często miejsce. [przypis edytorski]

37. znikliwy — łatwo znikający, ulotny. [przypis edytorski]

38. płotka — drobna, srebrno-biała ryba z czerwonymi płetwami. [przypis edytorski]

39. brzmik — gatunek trzmiela. [przypis edytorski]

40. patrzał — dziś popr. forma 1 os. lp: patrzył. [przypis edytorski]

41. jaskier — niewielka roślina o drobnych kwiatach w kolorze żółtym, białym, czerwonym lub innym, występująca na podmokłych terenach. [przypis edytorski]

42. płowy — tu: jasny; szarożółtawy. [przypis edytorski]

43. nicie — dziś popr. forma B. lm rzecz. nić: nici. [przypis edytorski]

44. migot — drgający blask. [przypis edytorski]

45. wnijście (daw.) — wejście. [przypis edytorski]

46. jucha — krew. [przypis edytorski]

47. bezrobota (neol.) — brak pracy. [przypis edytorski]

48. ciągota (rzad.) — dreszcze. [przypis edytorski]

49. lejc — dziś popr. forma D. lm: lejców. [przypis edytorski]

50. szerć — sierść. [przypis edytorski]

51. gleń (gw.) — duża kromka, pajda. [przypis edytorski]

52. sępić (daw.) — zaciemniać. [przypis edytorski]

53. dźwierze (daw.) — drzwi. [przypis edytorski]

54. bez mała — niemal, prawie. [przypis edytorski]

55. przedświat (poet.) — to, co było przed światem. [przypis edytorski]

56. georginia a. dalia — roślina ogrodowa o dużych kwiatach, kwitnąca pod koniec lata, istnieje kilkadziesiąt gatunków o kwiatach różnych kolorów, rozmiarów i z różną liczbą płatków, została sprowadzona do Europy z Meksyku; dziś częstsza forma D. lm: georginii. [przypis edytorski]

57. zaumierać (daw.) — zamierać, obumierać. [przypis edytorski]

58. odżdżony — zasnuty kroplami deszczu. [przypis edytorski]

59. cierpiałka (daw.) — przydrożny krzyż. [przypis edytorski]

60. napuszysty (przestarz.) — napuszony. [przypis edytorski]

61. szczerzec — pustkowie. [przypis edytorski]

62. rozłóg — otwarta przestrzeń. [przypis edytorski]

63. cybuch — część fajki. [przypis edytorski]

64. niepodobna — nie można. [przypis edytorski]

65. odwiany — odsunięty przez powietrze. [przypis edytorski]

66. rumian psi — roślina polna o pierzastych liściach oraz białych lub żółtych kwiatach w formie koszyczków. [przypis edytorski]

67. zaumierać (daw.) — zamierać, obumierać. [przypis edytorski]

68. roztopolony (neol.) — otoczony topolami. [przypis edytorski]

69. utruda — zmęczenie, trud. [przypis edytorski]

70. ksobny — idący ku sobie. [przypis edytorski]

71. kobza — ludowy instrument muzyczny, przypominający dudy. [przypis edytorski]

72. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

73. wesele (daw.) — radość. [przypis edytorski]

74. wiew — podmuch. [przypis edytorski]

75. dla się — dziś popr.: dla siebie. [przypis edytorski]

76. niepochwytny — nieuchwytny, trudny do złapania; tu: trudny do zobaczenia. [przypis edytorski]

77. olbrzymieć — znacznie rosnąć, stawać się olbrzymem. [przypis edytorski]

78. skędzierzawić się — poskręcać się, pozwijać się. [przypis edytorski]

79. wrzawić — podnosić zgiełk. [przypis edytorski]

80. pozgonny — pośmiertny. [przypis edytorski]

81. przewezbrany — przepełniony, zanadto wezbrany, bujny. [przypis edytorski]

82. ugór — pole od dawna nieuprawiane. [przypis edytorski]

83. krynolina — szeroka halka na metalowej obręczy, noszona pod suknią w XIX w. przez eleganckie damy. [przypis edytorski]

84. zatkwiony — dziś popr.: utkwiony. [przypis edytorski]

85. kostur — kij, mało elegancka laska do podpierania się. [przypis edytorski]

86. śmiga — tu: skrzydło wiatraka. [przypis edytorski]

87. lazur — niebo mające jasnoniebieski kolor, charakterystyczne dla słonecznej pogody. [przypis edytorski]

88. lico (daw.) — twarz. [przypis edytorski]

89. pierzchota — ucieczka. [przypis edytorski]

90. parów — dolina o stromych, porośniętych roślinnością zboczach. [przypis edytorski]

91. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

92. jaskier — niewielka roślina o drobnych kwiatach w kolorze żółtym, białym, czerwonym lub innym, występująca na podmokłych terenach. [przypis edytorski]

93. wylatać (rzad.) — wylatywać. [przypis edytorski]

94. rość (daw.) — rosnąć. [przypis edytorski]

95. kwiaciaty — kwiecisty. [przypis edytorski]

96. pełgota — słaby, niekiedy gasnący blask. [przypis edytorski]

97. bielisty — biały. [przypis edytorski]

98. pesta — duża pestka. [przypis edytorski]

99. płowy — tu: jasny; szarożółtawy. [przypis edytorski]

100. zlewa (daw.) — ulewa. [przypis edytorski]

101. zaoczyć (rzad.) — zobaczyć. [przypis edytorski]

102. zaledwo (przestarz.) — zaledwie. [przypis edytorski]

103. doń — do niego. [przypis edytorski]

104. żuraw — rodzaj prostej dźwigni umożliwiającej wyciąganie wiadrem wody ze studni. [przypis edytorski]

105. popod (daw.) — pod. [przypis edytorski]

106. polewaczka (pot.) — konewka. [przypis edytorski]

107. skra — iskra. [przypis edytorski]

108. przaśny — niekwaśny, bez wyraźnego smaku. [przypis edytorski]

109. olbrzymieć — znacznie rosnąć, stawać się olbrzymem. [przypis edytorski]

110. promidło — promień. [przypis edytorski]

111. rozwachlarzać (poet.) — rozciągnąć na kształt wachlarza. [przypis edytorski]

112. wyzior — prześwit. [przypis edytorski]

113. na bakier — na bok. [przypis edytorski]

114. tymotka — trawa o prostych źdźbłach, długich liściach i gęstym kwiatostanie. [przypis edytorski]

115. przynaglać — dziś: przyspieszać. [przypis edytorski]

116. nawykać — przyzwyczajać się. [przypis edytorski]

117. żywie — dziś popr. forma 3 os. lp cz.ter. czas. żyć: żyje. [przypis edytorski]

118. rozminny — powodujący, że trudno się spotkać. [przypis edytorski]

119. bezhałaśnie — dziś: bezgłośnie; bez hałasu. [przypis edytorski]

120. bezdomnieć (neol.) — stawać się bezdomnym. [przypis edytorski]

121. przed się — dziś popr.: przed siebie. [przypis edytorski]

122. modrzyć (przestarz.) — farbować na niebiesko. [przypis edytorski]

123. zinąd (daw.) — z innego miejsca. [przypis edytorski]

124. ościory — pozostałe po wymłóceniu części wąsów ziaren jęczmienia. [przypis edytorski]

125. na przełaj — najkrótszą drogą. [przypis edytorski]

126. com czynił — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: co czyniłem. [przypis edytorski]

127. zwolić (daw.) — pozwolić. [przypis edytorski]

128. lico (daw.) — twarz. [przypis edytorski]

129. jakom zwykł — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; znaczenie: jak zwykłem. [przypis edytorski]

130. gach (daw., gw.) — kochanek. [przypis edytorski]

131. alkowa (daw.) — sypialnia. [przypis edytorski]

132. leże — posłanie; miejsce odpoczynku. [przypis edytorski]

133. przed się — dziś popr.: przed siebie. [przypis edytorski]

134. głuszyć — zagłuszać, tłumić dźwięk. [przypis edytorski]

135. siostrzyny — siostrzany. [przypis edytorski]

136. lico (daw.) — twarz. [przypis edytorski]

137. szkarłatny — ciemnoczerwony. [przypis edytorski]

138. wręcz — ręcznie. [przypis edytorski]

139. wzroku natęża — popr.: wzrok natęża. [przypis edytorski]

140. cóżeś widziała — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: co widziałaś. [przypis edytorski]

141. czyli — czy z partykułą pytajną -li. [przypis edytorski]

142. łożnica (daw.) — duże łoże. [przypis edytorski]

143. jam jest — dziś: ja jestem. [przypis edytorski]

144. ziem (daw.) — dziś popr.: ziemia. [przypis edytorski]

145. wywczas — odpoczynek, urlop. [przypis edytorski]

146. patrzał — dziś popr. forma 3 os. lp cz.przesz.: patrzył. [przypis edytorski]

147. wychynąć — tu: ukazać się na powierzchni. [przypis edytorski]

148. dziewczyca — dziewczyna. [przypis edytorski]

149. lico (daw.) — twarz. [przypis edytorski]

150. nań — na niego. [przypis edytorski]

151. płoszydło (neol.) — coś, co straszy. [przypis edytorski]

152. pokuśnica — ta, która kusi. [przypis edytorski]

153. poklękły — klęczący. [przypis edytorski]

154. przysiud — przysiad, figura taneczna. [przypis edytorski]

155. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

156. snadź (przestarz.) — widocznie. [przypis edytorski]

157. czarcie nasienie — wyzwisko: zła osoba. [przypis edytorski]

158. fryga (daw.) — bąk, zabawka dziecięca. [przypis edytorski]

159. zapiecek — tu: posłanie. [przypis edytorski]

160. pochłonny — pochłaniający. [przypis edytorski]

161. inaczyć (daw.) — zmieniać. [przypis edytorski]

162. chodziwy — wytrzymały w chodzeniu. [przypis edytorski]

163. srom (daw.) — wstyd, hańba. [przypis edytorski]

164. poskok (daw.) — podskok. [przypis edytorski]

165. bajdała — ktoś, kto lubi bajdurzyć, opowiadać bajki. [przypis edytorski]

166. szkapa — z politowaniem o koniu, zwłaszcza lichym, zabiedzonym. [przypis edytorski]

167. wszędy (daw.) — wszędzie. [przypis edytorski]

168. pospołu (daw.) — wspólnie, razem. [przypis edytorski]

169. popod (daw.) — pod. [przypis edytorski]

170. przystojność (przestarz.) — piękno. [przypis edytorski]

171. dusiołek — demon odwiedzający nocą śpiących i próbujący ich dusić, potrafi przybierać postać jakiegoś przedmiotu lub istoty żywej. [przypis edytorski]

172. półbabek — podstarzała kobieta. [przypis edytorski]

173. tyli — tu: tak duży. [przypis edytorski]

174. wyłajać — skrzyczeć. [przypis edytorski]

175. podogonie — część ciała zwierzęcia znajdująca się pod ogonem; zad. [przypis edytorski]

176. łyko — włóknista tkanka roślinna przewodząca wodę. [przypis edytorski]

177. póty — tak długo. [przypis edytorski]

178. warkło — dziś popr.: warknęło. [przypis edytorski]

179. coć (daw.) — co ci. [przypis edytorski]

180. słuchajta (gw.) — słuchajcie. [przypis edytorski]

181. po prawdzie — prawdę mówiąc. [przypis edytorski]

182. chrapa — fałd skóry otaczający nozdrza. [przypis edytorski]

183. czemuś skąpił — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: czemu skąpiłeś. [przypis edytorski]

184. postronić (neol.) — czas. utworzony od stronić (unikać czyjegoś towarzystwa); wygnać kogoś, nie chcąc przebywać w jego towarzystwie. [przypis edytorski]

185. olaboga! (daw.) — wykrzyknienie wyrażające emocjonalną reakcję na coś. [przypis edytorski]

186. potworzyć — stworzyć, utworzyć wiele czegoś. [przypis edytorski]

187. strzyc uszami — nasłuchiwać. [przypis edytorski]

188. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

189. opój — pijak. [przypis edytorski]

190. cep — narzędzie do młócenia zboża. [przypis edytorski]

191. bijak — jeden z dwóch kijów, z których zbudowany był cep. [przypis edytorski]

192. kułak — mocno zaciśnięta dłoń; pięść. [przypis edytorski]

193. południca — złośliwy demon czyhający na swoje ofiary w letnie południe na polach i duszący je; przedstawiany pod postacią młodej kobiety a. staruchy w białej odzieży; wierzono, że południcami stawały się dusze kobiet zmarłych tuż przed, w trakcie lub tuż po ślubie. [przypis edytorski]

194. żłób — skrzynia, w której umieszcza się paszę dla koni lub bydła. [przypis edytorski]

195. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]

196. bom jedna — dziś: bo jestem jedna. [przypis edytorski]

197. wtóry (daw.) — drugi. [przypis edytorski]

198. na odsiebkę — w przeciwną stronę niż zazwyczaj. [przypis edytorski]

199. macierzanka — roślina o drobnych liściach i kwiatach zebranych w główki, wykorzystywana w lecznictwie, przemyśle perfumeryjnym i spożywczym. [przypis edytorski]

200. błyszczka — gatunek motyla. [przypis edytorski]

201. tymotka — trawa o prostych źdźbłach, długich liściach i gęstym kwiatostanie. [przypis edytorski]

202. wciornaści! (gw.) — przekleństwo; wykrzyknienie wyrażające złość. [przypis edytorski]

203. zdech (daw.) — skonanie. [przypis edytorski]

204. cmentach (neol.) — cmentarz. [przypis edytorski]

205. popod (daw.) — pod. [przypis edytorski]

206. śmiga — tu: skrzydło wiatraka. [przypis edytorski]

207. pomglony — mglisty. [przypis edytorski]

208. płazem — tu: bokiem. [przypis edytorski]

209. witak — płot z gałęzi. [przypis edytorski]

210. kibić (daw.) — talia. [przypis edytorski]

211. obezdolić (neol.) — pozbawić wcześniejszej doli, unieszczęśliwić. [przypis edytorski]

212. błoń a. błonie — duża przestrzeń porośnięta trawą; pastwisko, łąka. [przypis edytorski]

213. rozewrzeć — otworzyć coś szeroko. [przypis edytorski]

214. wyraj — miejsce odpoczynku. [przypis edytorski]

215. krasa — uroda. [przypis edytorski]

216. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

217. wiekować (daw.) — długo gdzieś pozostawać. [przypis edytorski]

218. nie przestaniem (gw.) — nie przestaniemy. [przypis edytorski]

219. kibić (daw.) — talia. [przypis edytorski]

220. parobczak — młody, silny parobek. [przypis edytorski]

221. dla cię — dziś popr.: dla ciebie. [przypis edytorski]

222. coś go nie widywał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; znaczenie: co go nie widywałeś. [przypis edytorski]

223. ćmak — mrok. [przypis edytorski]

224. com je miał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; znaczenie: co je miałem. [przypis edytorski]

225. wierzba złotocha — gatunek wierzby białej o pomarańczowych bądź złocistożółtych łodygach. [przypis edytorski]

226. drobiażdżek (zdr.) — drobiazg. [przypis edytorski]

227. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

228. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

229. popod (daw.) — pod. [przypis edytorski]

230. łaniec — łan. [przypis edytorski]

231. przedzgonny — przedśmiertny. [przypis edytorski]

232. darń — górna warstwa gleby wraz z trawą i korzeniami. [przypis edytorski]

233. poprzód (daw.) — wpierw, przedtem. [przypis edytorski]

234. popod (daw.) — pod. [przypis edytorski]

235. samochcąc (daw.) — z własnej woli. [przypis edytorski]

236. naówczas (daw.) — wówczas, w tym czasie. [przypis edytorski]

237. gąsior — pękata butla z wąską szyjką. [przypis edytorski]

238. pospołu (daw.) — wspólnie, razem. [przypis edytorski]

239. lutnia (muz.) — dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]

240. kalina — roślina o czerwonych owocach. [przypis edytorski]

241. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]

242. alkowa (daw.) — sypialnia. [przypis edytorski]

243. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

244. ruczaj (poet.) — strumień. [przypis edytorski]

245. oczerstwić — tu: stać się czerstwym. [przypis edytorski]

246. kąkol — chwast zbożowy o purpurowych kwiatach i trujących nasionach. [przypis edytorski]

247. leżym (gw.) — leżymy. [przypis edytorski]

248. parów — dolina o stromych, porośniętych roślinnością zboczach. [przypis edytorski]

249. bezpożytek (neol.) — coś, co jest niepożyteczne. [przypis edytorski]

250. kurhan — dawny grobowiec w formie wzgórza. [przypis edytorski]

251. kalina — roślina o czerwonych owocach. [przypis edytorski]

252. śmiercie — dziś popr. forma M. lm rzecz. śmierć: śmierci. [przypis edytorski]

253. miniasty — przybierający różne wyrazy twarzy, najczęściej wyrażające pogardę, niechęć, poczucie wyższości. [przypis edytorski]

254. migotać — błyszczeć, lśnić. [przypis edytorski]

255. bogulichy (gw.) — mizerny, wynędzniały. [przypis edytorski]

256. nacichać — dziś popr.: przycichać. [przypis edytorski]

257. przeżal — duży żal. [przypis edytorski]

258. odlatać (przestarz.) — odlatywać. [przypis edytorski]

259. dla cię — dziś popr.: dla ciebie. [przypis edytorski]

260. kędy (daw.) — którędy. [przypis edytorski]

261. zawszeć będę (daw.) — tu: zawsze będę dla ciebie. [przypis edytorski]

262. murawy — odcień zielony, zbliżony do koloru trawy. [przypis edytorski]

263. płanetnik — w wierzeniach słowiańskich, na poły demoniczna istota uosabiająca zjawiska atmosferyczne, kierująca chmurami i zsyłająca burze, ulewy czy grad; płanetnikami (inaczej też: chmurnikami, obłocznikami) miały zostawać dusze zmarłych nagłą śmiercią i samobójców (szczególnie wisielców i topielców). [przypis edytorski]

264. czara — owalne płytkie naczynie służące do picia win i miodów pitnych. [przypis edytorski]

265. kary — czarny. [przypis edytorski]

266. secina (daw.) — setka. [przypis edytorski]

267. rozwieruszyć (neol.) — rozwichrzyć, potargać. [przypis edytorski]

268. mać (daw.) — matka. [przypis edytorski]

269. wezgłowie — część łóżka, gdzie kładzie się głowę. [przypis edytorski]

270. będziem (gw.) — będziemy. [przypis edytorski]

271. dąbrowa — las dębowy. [przypis edytorski]

272. wespół — wspólnie. [przypis edytorski]

273. gędźba (starop.) — muzyka, gra. [przypis edytorski]

274. dudy — instrument ludowy składający się z piszczałek, do których powietrze tłoczono za pomocą skórzanego miecha. [przypis edytorski]

275. graj — muzyk. [przypis edytorski]

276. zwyk — nawyk. [przypis edytorski]

277. zaoczyć (rzad.) — zobaczyć. [przypis edytorski]

278. mszar — bagienna roślinność. [przypis edytorski]

279. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

280. pod wilczą — chodzi o wilczą jagodę. [przypis edytorski]

281. dur — odurzenie. [przypis edytorski]

282. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

283. parów — dolina o stromych, porośniętych roślinnością zboczach. [przypis edytorski]

284. wyzłota — pozłota. [przypis edytorski]

285. wpodłuż — dziś popr.: wzdłuż. [przypis edytorski]

286. koście — dziś popr. forma B. lm rzecz. kość: kości. [przypis edytorski]

287. rozłóg — otwarta przestrzeń. [przypis edytorski]

288. inszość (daw.) — inność. [przypis edytorski]

289. nigdym dotąd nie słyszał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: nigdy dotąd nie słyszałem. [przypis edytorski]

290. ruczaj (poet.) — strumień. [przypis edytorski]

291. rozmurawić (neol.) — zazielenić. [przypis edytorski]

292. bezkreśny — dziś popr.: bezkresny. [przypis edytorski]

293. miarkować (daw.) — dostrzegać, orientować się, rozumieć. [przypis edytorski]

294. w bezpieczu (daw.) — w bezpiecznym miejscu. [przypis edytorski]

295. gwoździki — goździki. [przypis edytorski]

296. wiśniaty — podobny do wiśni. [przypis edytorski]

297. łęcina — tu: łodyga. [przypis edytorski]

298. zabóstwić się — przyjąć cechy bóstwa. [przypis edytorski]

299. blekot — trujący chwast. [przypis edytorski]

300. zbraknąć — nie wystarczyć. [przypis edytorski]

301. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

302. chruśniak — krzaki, zarośla. [przypis edytorski]

303. gdym wargami wygarniał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: gdy wargami wygarniałem. [przypis edytorski]

304. patrzał — dziś popr. forma 3 os. lp cz.przesz.: patrzył. [przypis edytorski]

305. tajać — topnieć. [przypis edytorski]

306. czerwieniaty — czerwonawy. [przypis edytorski]

307. ciszkiem — po cichu. [przypis edytorski]

308. piecza (daw.) — opieka. [przypis edytorski]

309. zdrój — źródło. [przypis edytorski]

310. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

311. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]

312. rozemkniony — otwarty. [przypis edytorski]

313. z porania — rankiem. [przypis edytorski]

314. zmrocze (rzad.) — mrok, mroczne miejsce. [przypis edytorski]

315. podobłocze (daw.) — przestworza, obszar podniebny. [przypis edytorski]

316. kostropaty — szorstki, obfity w nierówności. [przypis edytorski]

317. czołgliwy — pełzający, czołgający się. [przypis edytorski]

318. cieklina — odnoga. [przypis edytorski]

319. smużyć się — zostawiać za sobą smugę. [przypis edytorski]

320. widny (daw.) — widoczny. [przypis edytorski]

321. niedomrocze (neol.) — niecałkowity zmierzch. [przypis edytorski]

322. pierwej — najpierw. [przypis edytorski]

323. zdybać — schwytać, przyłapać. [przypis edytorski]

324. wzierać (przestarz.) — wglądać. [przypis edytorski]

325. pięście — dziś popr. forma B. lm: pięści. [przypis edytorski]

326. przegib — przegięcie. [przypis edytorski]

327. pusty — marny, bezpodstawny. [przypis edytorski]

328. nawrzały — przesiąknięty. [przypis edytorski]

329. przegięcina — łuk, zagięcie. [przypis edytorski]

330. pałać — płonąć. [przypis edytorski]

331. zdrój — źródło. [przypis edytorski]

332. gdym (...) w znajome pole szedł — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: gdy szedłem. [przypis edytorski]

333. rapcie — paski do podwieszania szabli u pasa. [przypis edytorski]

334. na się — dziś popr.: na siebie. [przypis edytorski]

335. zaoczyć (rzad.) — zobaczyć. [przypis edytorski]

336. łopuch — łopian, dziko rosnąca lecznicza roślina o dużych liściach. [przypis edytorski]

337. otworzysty (daw.) — otwarty. [przypis edytorski]

338. kozik — nożyk ze składanym ostrzem. [przypis edytorski]

339. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

340. znieruchomić (przestarz.) — unieruchomić. [przypis edytorski]

341. naówczas (daw.) — wówczas, w tym czasie. [przypis edytorski]

342. wpodłuż — dziś popr.: wzdłuż. [przypis edytorski]

343. jaskier — niewielka roślina o drobnych kwiatach w kolorze żółtym, białym, czerwonym lub innym, występująca na podmokłych terenach. [przypis edytorski]

344. olbrzymieć — znacznie rosnąć, stawać się olbrzymem. [przypis edytorski]

345. miech — przyrząd tłoczący powietrze; wór. [przypis edytorski]

346. boża krówka (pot.) — biedronka, drobny chrząszcz o czerwonym tułowiu w czarne kropki. [przypis edytorski]

347. skądciś (pot.) — skądś. [przypis edytorski]

348. kaszka (łac. Gypsophila paniculata) — roślina o drobnych białych lub różowych kwiatach, często wykorzystywana w bukietach. [przypis edytorski]

349. lico (daw.) — twarz; dziś popr. forma B. lm: lica. [przypis edytorski]

350. pokotem — jeden obok drugiego. [przypis edytorski]

351. zalec — o wielu osobach lub przedmiotach: wypełnić sobą jakąś przestrzeń. [przypis edytorski]

352. zakała — osoba przynosząca wstyd. [przypis edytorski]

353. lira — instrument muzyczny szarpany. [przypis edytorski]

354. bałamutny (daw.) — uwodzicielski; zalotny. [przypis edytorski]

355. paździory — zdrewniałe części łodyg lnu lub konopi. [przypis edytorski]

356. szkapa — z politowaniem o koniu, zwłaszcza lichym, zabiedzonym. [przypis edytorski]

357. źrebna — tu: ciężarna klacz. [przypis edytorski]

358. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]

359. klęczeń (neol.) — wielbiciel. [przypis edytorski]

360. krasa — uroda. [przypis edytorski]

361. nuże — okrzyk oznaczający poganianie: dalej, szybciej. [przypis edytorski]

362. przyjm — dziś popr.: przyjmij. [przypis edytorski]

363. wnijść (daw.) — wejść. [przypis edytorski]

364. znijść (daw.) — zejść. [przypis edytorski]

365. kadłub — ciało, tułów. [przypis edytorski]

366. małoż — konstrukcja z partykułą -że, skróconą do -ż, pełniącą funkcję wzmacniającą. [przypis edytorski]

367. na przełaj — najkrótszą drogą. [przypis edytorski]

368. kalekować (neol.) — być kaleką. [przypis edytorski]

369. daleczeć (neol.) — wydawać się dalekim. [przypis edytorski]

370. zatkwiony — dziś popr.: utkwiony. [przypis edytorski]

371. kuternoga — kulawy. [przypis edytorski]

372. nieobjęty — ogromny, niewyobrażalny. [przypis edytorski]

373. naści (daw.) — trzymaj, weź. [przypis edytorski]

374. przyobuty a. obuty — zaopatrzony w buty, mający buty na nogach. [przypis edytorski]

375. mrzeć — umierać. [przypis edytorski]

376. babie lato — tu: ciepłe dni wczesnej jesieni. [przypis edytorski]

377. upowicie (przestarz.) — owinięcie, otulenie. [przypis edytorski]

378. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

379. roić — marzyć. [przypis edytorski]

380. pokątnie — potajemnie, w ukryciu. [przypis edytorski]

381. tusza — tu: rozmiary ludzkiego ciała, zwłaszcza otyłego. [przypis edytorski]

382. żeś w poprzek legł — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: że (...) ległeś. [przypis edytorski]

383. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]

384. ciekawym — tu: jestem ciekawy. [przypis edytorski]

385. dzieża — drewniane naczynie do wyrabiania ciasta. [przypis edytorski]

386. zapłodek — embrion. [przypis edytorski]

387. wzdragać się — wzbraniać się. [przypis edytorski]

388. lico (daw.) — twarz; dziś popr. forma B. lm: lica. [przypis edytorski]

389. zaledwo (przestarz.) — zaledwie. [przypis edytorski]

390. poskok (daw.) — podskok. [przypis edytorski]

391. hołubiec — figura w tańcu polegająca na uderzeniu obcasem o obcas podczas podskoku. [przypis edytorski]

392. wyrwas — ludowy taniec mazowiecki z przyśpiewkami. [przypis edytorski]

393. popod (daw.) — pod. [przypis edytorski]

394. postronić (neol.) — czas. utworzony od stronić (unikać czyjegoś towarzystwa); wygnać kogoś, nie chcąc przebywać w jego towarzystwie. [przypis edytorski]

395. wszystką mocą ciała — dziś popr.: całą siłą ciała. [przypis edytorski]

396. drygała (neol.) — rzecz. utworzony od czas. drygać: podskakiwać, drgać. [przypis edytorski]

397. niedopląs (neol.) — niezdarny sposób poruszania się. [przypis edytorski]

398. na przełaj — najkrótszą drogą. [przypis edytorski]

399. wyśmiewny (przestarz.) — szyderczy. [przypis edytorski]

400. miast — zamiast. [przypis edytorski]

401. bity bywał w ciemię — nawiązanie do związku frazeologicznego nie w ciemię bity, oznaczającego kogoś sprytnego, umiejącego sobie radzić w każdej sytuacji; tutaj w znaczeniu przeciwnym. [przypis edytorski]

402. piechtą (pot.) — pieszo. [przypis edytorski]

403. chociażem — popr.: chociaż jestem. [przypis edytorski]

404. trocha — dziś popr.: trochę. [przypis edytorski]

405. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]

406. ino (gw.) — tylko. [przypis edytorski]

407. bezpole, bezkrzewie, bezlesie — neologizmy oznaczające w kolejności przestrzeń bez pól, krzewów i lasów. [przypis edytorski]

408. kulawiec (obelż.) — człowiek kulawy. [przypis edytorski]

409. bezżałoba (neol.) — brak żałoby. [przypis edytorski]

410. czemuś zabił — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: czemu zabiłeś. [przypis edytorski]

411. niczem — dziś popr.: niczym. [przypis edytorski]

412. nieluby — niekochany. [przypis edytorski]

413. łono (poet.) — pierś. [przypis edytorski]

414. zachorzeć — dziś: zachorować. [przypis edytorski]

415. proga (daw.) — dziś popr. D. lp: progu. [przypis edytorski]

416. pozawrzeć (neol.) — pozamykać. [przypis edytorski]

417. ciemnota — tu: ciemność. [przypis edytorski]

418. naokół (daw.) — naokoło. [przypis edytorski]

419. rozwierać (daw.) — otwierać. [przypis edytorski]

420. alkowa (daw.) — sypialnia. [przypis edytorski]

421. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]

422. wyżenąć (daw.) — wygnać. [przypis edytorski]

423. kwapić się (daw.) — śpieszyć się. [przypis edytorski]

424. powymrzeć (neol.) — powymierać. [przypis edytorski]

425. błoń a. błonie — duża przestrzeń porośnięta trawą; pastwisko, łąka. [przypis edytorski]

426. okamieć (daw.) — skamienieć. [przypis edytorski]

427. ociemniały — tu: zacieniony. [przypis edytorski]

428. jaruga — jar, wąwóz. [przypis edytorski]

429. wyzucie — pozbawienie. [przypis edytorski]

430. w progum (...) porzucił — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: w progu porzuciłem. [przypis edytorski]

431. bezkreśny — dziś popr.: bezkresny. [przypis edytorski]

432. błoń a. błonie — duża przestrzeń porośnięta trawą; pastwisko, łąka. [przypis edytorski]

433. czyli — czy z partykułą pytajną -li. [przypis edytorski]

434. ramiony — dziś popr. forma N. lm: ramionami. [przypis edytorski]

435. samochcąc (daw.) — z własnej woli. [przypis edytorski]

436. dla cię — dziś popr.: dla ciebie. [przypis edytorski]

437. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

438. zagrobny (przestarz.) — zagrobowy. [przypis edytorski]

439. czyli — czy z partykułą pytajną -li. [przypis edytorski]

440. odwiany — odsunięty przez powietrze. [przypis edytorski]

441. lice a. lico (daw.) — twarz. [przypis edytorski]

442. świetlica (daw.) — pomieszczenie w chatach służące do zebrań, życia towarzyskiego; jasno oświetlone, stąd nazwa. [przypis edytorski]

443. przypomnieć (daw.) — dziś: przypomnieć sobie. [przypis edytorski]

444. popod (daw.) — pod. [przypis edytorski]

445. pogłada — tu: pieszczota. [przypis edytorski]

446. pałać — płonąć. [przypis edytorski]

447. stoim (gw.) — stoimy. [przypis edytorski]

448. utruda — zmęczenie, trud. [przypis edytorski]

449. doń — do niego. [przypis edytorski]

450. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

451. kalina — roślina o czerwonych owocach. [przypis edytorski]

452. zżęty — ścięty. [przypis edytorski]

453. dokolny (rzad.) — otaczający. [przypis edytorski]

454. ust maliny — usta w kolorze malin. [przypis edytorski]

455. jaśnisty (gw.) — świecący, błyszczący. [przypis edytorski]

456. polśniony (neol.) — otoczony blaskiem. [przypis edytorski]

457. pilny (daw.) — czujny; uważny. [przypis edytorski]

458. Pururawa i Urwasi — bohaterowie dzieł literatury indyjskiej. [przypis edytorski]

459. krasić (reg.) — barwić. [przypis edytorski]

460. przaśny — niekwaśny, bez wyraźnego smaku. [przypis edytorski]

461. popierśny — sięgający po piersi. [przypis edytorski]

462. kibić (daw.) — talia. [przypis edytorski]

463. pierśny — piersiowy. [przypis edytorski]

464. nagłota — nagłość. [przypis edytorski]

465. jąć (daw.) — zacząć. [przypis edytorski]

466. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

467. ruczaj (poet.) — strumień. [przypis edytorski]

468. krasa — uroda. [przypis edytorski]

469. com go schwytał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: co go schwytałem. [przypis edytorski]

470. wściągnąć (starop.) — powściągnąć, poskromić, pohamować, okiełznać. [przypis edytorski]

471. dogoda — dogadzanie. [przypis edytorski]

472. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

473. barwić — tu: stroić. [przypis edytorski]

474. polgnąć — tu: przysunąć się. [przypis edytorski]

475. jaśnisty (gw.) — świecący, błyszczący. [przypis edytorski]

476. macierzanka — roślina o drobnych liściach i kwiatach zebranych w główki, wykorzystywana w lecznictwie, przemyśle perfumeryjnym i spożywczym. [przypis edytorski]

477. wskroś (daw.) — przez, na przestrzał. [przypis edytorski]

478. wtóry (daw.) — drugi. [przypis edytorski]

479. spopod (gw.) — spod. [przypis edytorski]

480. snać a. snadź (przestarz.) — widocznie. [przypis edytorski]

481. pułap — sufit. [przypis edytorski]

482. będziem (gw.) — będziemy. [przypis edytorski]

483. ciężkota — ciężkość. [przypis edytorski]

484. lico (daw.) — twarz. [przypis edytorski]

485. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

486. niemota — niemożność mówienia. [przypis edytorski]

487. społem (daw.) — wspólnie. [przypis edytorski]

488. zbraknąć — nie wystarczyć. [przypis edytorski]

489. czczość — głód, pustka. [przypis edytorski]

490. gdym w blasku świecy na wprost ciebie siedział — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: gdy (...) siedziałem. [przypis edytorski]

491. zbraknąć — nie wystarczyć. [przypis edytorski]

492. do cię — dziś popr.: do ciebie. [przypis edytorski]

493. kupczyć — czynić przedmiotem handlu rzeczy, które nie powinny być źródłem materialnego zysku. [przypis edytorski]

494. nawiesie (neol.) — nagromadzenie czegoś. [przypis edytorski]

495. zron (neol.) — spadanie; od czas. ronić, tj. upuszczać, powodować spadanie. [przypis edytorski]

496. gnom (pogard.) — niski człowiek. [przypis edytorski]

497. zbytek (iron.) — przesada w czymś. [przypis edytorski]

498. gdym w dłoni unosił — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: gdy (...) unosiłem. [przypis edytorski]

499. śniarz (neol.) — marzyciel. [przypis edytorski]

500. uznojony (daw.) — zmęczony. [przypis edytorski]

501. Asoka właśc. Aśoka (ok. 269–232 p.n.e.) — władca indyjskiego imperium Maurjów, panujący nad niemal całym subkontynentem indyjskim. [przypis edytorski]

502. odsłoń (neol.) — odkryty stok wzgórza. [przypis edytorski]

503. patrzał — dziś popr. forma 3 os. lp cz.przesz.: patrzył. [przypis edytorski]

504. błoń a. błonie — duża przestrzeń porośnięta trawą; pastwisko, łąka. [przypis edytorski]

505. wraży — wrogi, nieprzyjazny. [przypis edytorski]

506. przewymarły (neol.) — dawno wymarły. [przypis edytorski]

507. zmiłować — tu: rozmiłować. [przypis edytorski]

508. lutnia (muz.) — dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]

509. bramny (daw.) — przym. od słowa brama. [przypis edytorski]

510. bezprzeszkoda (neol.) — coś, co nie stawia żadnych przeszkód. [przypis edytorski]

511. poglądać (daw.) — spoglądać. [przypis edytorski]

512. kędy (daw.) — którędy. [przypis edytorski]

513. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

514. topiel — głębina. [przypis edytorski]

515. pątnikować (daw.) — pielgrzymować. [przypis edytorski]

516. niebyły — taki, który się nie zdarzył; nierzeczywisty. [przypis edytorski]

517. królowę — dziś popr. forma B. lp: królową. [przypis edytorski]

518. otom stał się — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: oto stałem się. [przypis edytorski]

519. przedolić (neol.) — przetrwać, przeżyć dolę. [przypis edytorski]

520. Don Kichot — tytułowy bohater powieści Miguela de Cervantesa; szlachcic, który motywowany wzniosłymi ideami postanawia ruszyć w świat i wcielać w życie średniowieczny ideał rycerski, jest jednak pozbawiony poczucia rzeczywistości, przez co często naraża się na śmieszność (zasłynął m.in. walką z wiatrakiem, który wydawał mu się olbrzymem). [przypis edytorski]

521. pozgonny — pośmiertny. [przypis edytorski]

522. postrzegać (daw.) — zauważyć. [przypis edytorski]

523. Madonna — Maryja. [przypis edytorski]

524. lazur — niebo mające jasnoniebieski kolor, charakterystyczne dla słonecznej pogody. [przypis edytorski]

525. odlatać (przestarz.) — odlatywać. [przypis edytorski]

526. spozierać (daw.) — patrzeć. [przypis edytorski]

527. jam (daw.) — ja jestem. [przypis edytorski]

528. na cię — dziś popr.: na ciebie. [przypis edytorski]

529. przesadzić — przeskoczyć. [przypis edytorski]

530. gore (daw.) — pali się. [przypis edytorski]

531. onże — on właśnie. [przypis edytorski]

532. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]

533. bezzacisze (neol.) — hałaśliwe miejsce. [przypis edytorski]

534. nawykać — przyzwyczajać się. [przypis edytorski]

535. błędowie — rozstajne drogi. [przypis edytorski]

536. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

537. górny — znajdujący się wysoko. [przypis edytorski]

538. przezior (przestarz.) — otwór w czymś. [przypis edytorski]

539. lśniwo (poet.) — lśniąca powierzchnia. [przypis edytorski]

540. samochcąc (daw.) — z własnej woli. [przypis edytorski]

541. zmódz — dziś popr.: zmóc, tj. pokonać. [przypis edytorski]

542. górny — znajdujący się wysoko. [przypis edytorski]

543. młyniec — nagły obrót. [przypis edytorski]

544. W budynkach, na schron dziwom skleconych naprędce — muzeum figur woskowych Madame Tussauds (właśc. Marie Grosholtz, która przybyła do Anglii po rewolucji francuskiej) powstało w Londynie w XIX w. Na początku była to wystawa objazdowa. Jej pierwsze eksponaty stanowiły odlewy głów zgilotynowanych francuskich arystokratów. W 1835 r. otworzyła swoją pierwszą stałą wystawę w Londynie na Baker Street. [przypis edytorski]

545. Zbrodnię, raz popełnioną — jedną z ważniejszych atrakcji początków gabinetu figur woskowych była tzw. Komnata Horrorów (ang. Chamber of Horrors). Przedstawiała głowy ofiar francuskiej rewolucji oraz ówczesnych morderców. [przypis edytorski]

546. bogi — dziś popr. forma B. lm: bogów. [przypis edytorski]

547. Wśród nich pięknem jaśnieje Egiptu królowa — chodzi o Kleopatrę VII Filopator, Kleopatrę Wielką (69–30 p.n.e.), uznawaną za najpiękniejszą kobietę w ówczesnym świecie; po utracie władzy popełniła samobójstwo, wybierając śmierć od ukąszenia kobry. [przypis edytorski]

548. arka (daw.) — skrzynia. [przypis edytorski]

549. przestworny (daw.) — obszerny. [przypis edytorski]

550. zmrużka (neol.) — rzecz. utworzony od czas. mrużyć; mieć przymknięte oczy. [przypis edytorski]

551. zniszczota — zniszczenie. [przypis edytorski]

552. alkierz (daw.) — mały, boczny pokój. [przypis edytorski]

553. mię (daw.) — mnie. [przypis edytorski]

554. rośny — pokryty rosą. [przypis edytorski]

555. tłomaczyć (przestarz.) — tłumaczyć. [przypis edytorski]

556. jam (daw.) — ja jestem. [przypis edytorski]

557. rozraniać — kaleczyć. [przypis edytorski]

558. bezkreśny — dziś popr.: bezkresny. [przypis edytorski]

559. parów — dolina o stromych, porośniętych roślinnością zboczach. [przypis edytorski]

560. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

561. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

562. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

563. wygwarzyć — tu: opowiedzieć. [przypis edytorski]

564. pozłocina (neol.) — coś złocistego, złocisty blask. [przypis edytorski]

565. świetlik — inaczej: robaczek świętojański; rodzaj chrząszcza zdolnego do bioluminescencji, czyli świecenia własnym ciałem. [przypis edytorski]

566. na bezwieści — nie wiadomo gdzie. [przypis edytorski]

567. bujniska — gęste trawy. [przypis edytorski]

568. zawiekować (rzad.) — pozostać gdzieś na długo bądź na wieki. [przypis edytorski]

569. bezwina (neol.) — brak winy. [przypis edytorski]

570. miedza — pas ziemi nieuprawnej ciągnący się wzdłuż dwóch pól i oddzielający je. [przypis edytorski]

571. ruczaj — potok, strumień. [przypis edytorski]

572. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

573. łątka — rodzaj ważki. [przypis edytorski]

574. podostatkiem — prawdopodobnie: pod dostatkiem, bądź neologizm nawiązujący do wyrazu: ostatek. [przypis edytorski]

575. zwilżyj — dziś popr.: zwilż. [przypis edytorski]

576. przyodziew a. przyodziewek — odzież, ubranie; szata. [przypis edytorski]

577. rąbek — brzeg materiału, kraj szaty. [przypis edytorski]

578. popod (daw., gw.) — pod, blisko, obok. [przypis edytorski]

579. krom (daw.) — oprócz. [przypis edytorski]

580. na czele (daw. forma) — na czole. [przypis edytorski]

581. wniść (daw.) — wejść. [przypis edytorski]

582. postronić się — neologizm prawdopodobnie pochodzący od: postronny, na stronę; znaczenie: usunąć się, odejść. [przypis edytorski]

583. błoń a. błonie — duża przestrzeń porośnięta trawą; pastwisko, łąka. [przypis edytorski]

584. kędy (daw., gw.) — gdzie. [przypis edytorski]

585. zowąd — stamtąd. [przypis edytorski]

586. dostać komuś — sprostać komuś, dorównać komuś. [przypis edytorski]

587. porwijże mnie — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: porwij mnie zatem. [przypis edytorski]

588. jeślić starczy — konstrukcja z partykułą -ci, skróconą do -ć; inaczej: jeśli ci starczy. [przypis edytorski]

589. dla poznaki — aby zaznaczyć coś; por. zwrot o odwrotnym znaczeniu: dla niepoznaki. [przypis edytorski]

590. stańże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: stań wreszcie, stań koniecznie. [przypis edytorski]

591. krynica — źródło. [przypis edytorski]

592. tuman — mgła. [przypis edytorski]

593. baczyć (daw.) — uważać, pilnować; baczmyż: konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że, skróconą od -ż; znaczenie: uważajmy koniecznie, pilnujmy koniecznie. [przypis edytorski]

594. łono (daw.) — pierś, serce. [przypis edytorski]

595. oścież — dziś: na oścież. [przypis edytorski]

596. mówimy śpiewający (daw. forma) — mówimy śpiewając. [przypis edytorski]

597. poległy — tu: taki, który legł, położył się; leżący. [przypis edytorski]

598. poglądać — dziś: spoglądać. [przypis edytorski]

599. zasię (gw.) — zaś, natomiast. [przypis edytorski]

600. owy — ów; tamten. [przypis edytorski]

601. grążyć — zanurzać; por. pogrążyć. [przypis edytorski]

602. niewód — narzędzie służące do łowienia ryb, rodzaj sieci. [przypis edytorski]