I

Niegdyś dom mój ochoczy

Niegdyś dom mój ochoczy i świat za dąbrową

Porzuciłem, by dachu nie mieć ponad głową,

I siebie porzuciłem gdzieś na skraju lasu

Bez pomocy, bez żalu, bez śpiewu, bez czasu

I biegłem tam, gdzie burza, mrok i zawierucha,

By serce niepokoić i narazić ducha —

Tak się chciałem utrudzić i krwią własną zbroczyć,

Żeby istnieć wbrew sobie i ból swój przekroczyć.

I minęło lat wiele — i po latach wielu —

Marnotrawiąc dróg tysiąc — dotarłem do celu

I pieśniami nade mną rozbrzmiały niebiosy,

Powiększyły się kwiaty, zolbrzymiały rosy —

I zgaduję, że z płaczem, po własnym pogrzebie,

W opuszczoną bezdomność powracam do siebie.