Sen wiejski

Śni mi się czasem wieś, którą wbrew losom

Wysiłkiem marzeń przymuszam do trwania,

Czując, jak przymus co chwila jej wzbrania

Zniknąć, gdy właśnie zmyślonym niebiosom,

Oczyma ledwo naznaczyłem w próżni

Miejsce spotkania snu mego z błękitem.

Drzewa mnie nęcą naocznym rozkwitem —

Czasem się tylko jakiś liść opóźni

Lub gałąź, nie tak zjawiona, przez szpary

Snu w mrok wybiegnie ponad snu zamiary...

A zresztą — wieczór żmudny, nieustanny,

Z pola znużone wracają dziewczęta,

Wadząc spódnicą o złote dziewanny1,

O których sen mój, że śnią się, pamięta.

A kroki dziewcząt — uparte, bezgłośne

I jednoczesne i dziwnie nieznośne,

Jakby szły po to, by mi tylko dowieść,

Że idą, dbałe o pył, co się zrywa

Spod stóp ku zorzy. I, jak we śnie bywa,

Gdy życie wkracza we własną opowieść,

Wiem o nich wszystko... A one mą wiedzę

Zgadują na wskroś, że nie ta i pusta,

I dalej idą, wypełniając miedzę

I umiejętnie rozchylając usta

Jakby do śpiewu. Choć śpiewu nie słyszę,

Wiem, że śpiewają — i wsłuchany w ciszę

Ich warg, niemotą drętwych beznadziejną,

Te słowa chwytam na pozór kolejno:

«Czy kto nas wyśnił? I skąd nasza dola?

I czy to prawda, że wracamy z pola?

I czy to prawda, że my w sobie — żywe?

Śnijmy się nadal — zgodne i cierpliwe!»

Choć słów tych nie ma, lecz słyszę je w chwili,

Kiedy pomyślę, że tak być powinno.

Zorza ku głębiom strumieni się chyli,

Ściekając złotem i purpurą płynną,

Bieleją brzozy, krwawią się czereśnie —

Wszystko to we śnie.

Wszystko to we śnie. Gdy chylę w sen głowę,

Dziewczęta chylą tak samo swe skronie...

Przechodzą teraz przez nagłą dąbrowę,

Której nie było, a która, ustronie

Wprzód upatrzywszy, w sieć snu siebie chwyta

I na spotkanie idącym rozkwita,

Szumiąc zieleni zaklętą pierwszyzną,

Nieprzewidzianą, a bujną i żyzną,

Wśród której życie, przemieszane z zorzą,

Przeświecające wraz z niebem przez liście,

Purpurowieje mętnie i cieniście.

Na widnokręgu obłoki się mnożą.

Od dziewcząt cienie padają ukośne

I jednoczesne i dziwnie nieznośne,

Jak gdyby po to wysnuły się drogą,

Aby mi dowieść, że mają od kogo

I na co upaść... I błędne motyle

Na pokaz, z trudem swój kształt w zorzy trwalą2.

Teraz chcę zliczyć tłum dziewcząt, co falą

Płynie po kwiatach — jest tyle a tyle,

To wszystko, — liczby określić nie umiem,

Ale ją na wskroś i żywcem rozumiem,

Jak gdyby była nie liczbą, lecz spadem

Ciał w głąb na oścież rozwartego ducha.

Już czerwiec, skrząc się, biegnie moim sadem,

A w chacie mojej — noc lipcowa, głucha,

A w polu wieczór dogasa sierpniowy.

Jakiż to miesiąc zmącił sny mej głowy?

Mijają lipce i sierpnie, i wrześnie...

Wszystko to we śnie.

Wszystko to we śnie! I wszystko przemija,

Nie przemijając. I trwa wieś niczyja

I wieczór, złotą znakowany smugą.

O, jakże znikąd i jakże już długo

Idą te z pola znużone dziewczęta!

I ja wraz z nimi! Bo i mnie też pęta

Żądza przebycia nad strumieni wodą

Nagłego lasu, co złudnie się spiętrza,

Ale nie mogę wejść cały do wnętrza

Mego snu: jestem sam sobie przegrodą.

Choć w nim się błąkam, choć dłońmi obiema

Dotykam kwiatów, wiem, że mnie tam nie ma.

Dziewczęta wzajem poprzez mgieł błękitność

Wskazują sobie moją tam niebytność

I sad, gdzie mogłem w cieniu grusz i śliwek

Czekać na przyjście ich wśród drzew bezładu,

I popod płotem tego właśnie sadu

Siadają rzędem na wspólny przyśniwek

O tym, co serce niewoli do bicia —

Czy pozyskanie, czyli strata życia?

I o tym jeszcze, co słodsze dla ciała —

Sen, który gaśnie, czy jawa, co pała?

I o tym jeszcze, skąd przyszła ich dola?

I czy to prawda, że wracają z pola?

I czy to prawda, że zjawiona w ciszy

Pierś ich tym żyje, że swój oddech słyszy?

I tak śnią chórem chciwie, pracowicie,

Dłonią w swych piersiach przytrzymując życie,

A która dośni do końca — ta gaśnie.

Gasną kolejno, bez żalu. Już właśnie

W ostatniej tli się snu reszta ostatnia,

Która się w zorzy jeszcze wyszkarłatnia,

A i ta z wolna do śmierci nawyka

I w mgle samochcąc bez śladu zanika,

W tej mgle, co w dal się rozwiewa bezkreśnie...

Wszystko to we śnie.

Przypisy:

1. dziewanna — roślina zielna z niewielkimi żółtym kwiatami na wysokiej łodydze. [przypis edytorski]

2. trwalić się (neol.) — trwać, utrwalać się. [przypis edytorski]