[Tam na obczyźnie, gdy próżni ostoję...]

Tam na obczyźnie, gdy próżni ostoję

Noc wiekuista w bezgraniczach da mi,

Pójdę, zbłąkany pomiędzy śmierciami,

A co bądź spotkam — to nie będzie moje.

Pełen niczyjej ciemności i zgrozy,

Samemu sobie obcą będę marą —

Z jakąż bym wówczas miłością i wiarą

Modlił się choćby do obrazu brzozy!

Jakże bym spłonął łzą szczęścia gorącą,

Gdybym znienacka wśród mroków bezczynu

Natrafił dłonią, Boga szukającą,

Na gniazdo ptasie lub kwiaty jaśminu.