IV

Usta i oczy

Długo się usta moje karmiły twym ciałem,

Aż głodu ust mych doznałem, —

Boś ujęła im pieszczot w ostatniej godzinie,

Co przemijając, nie minie.

I odtąd, odrzucone w świat, słońcem rozbłysły,

Straciły rozum i zmysły —

I całują te głazy i te martwe rzeczy,

Które duch zdeptał człowieczy.

Całują księżyc w studni, słońce wśród alkierzy1

I wiatr, gdy na wprost uderzy,

I gniazda, które burza strąciła przedwcześnie,

I kwiaty w polu i we śnie, —

I całują u źródeł szemrzącego losu

Wszystko, co kwitnie bez głosu,

Wszystko, co pocałunków, złożonych w pokorze,

Oddać im nigdy nie może,

Jeno musi w to słońce zapatrzyć się złote

I, milcząc, przyjąć pieszczotę.

I radują się usta, że całować mogą

Wszystko, nie mając — nikogo!

I że wolno im teraz na kwiatach oniemieć,

I mając wszystko — nic nie mieć!

Zaś oczy, gdy się usta do kwiatów zbliżały,

Odbiły nagle — świat cały.

I radują się oczy, że nad ust szkarłatem

Z całym spotkały się światem!

Przypisy:

1. alkierz (daw.) — mały, boczny pokój. [przypis edytorski]