[Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała...]

Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,

W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,

Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała

Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.

Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę,

A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,

A ja płacz twój całuję, biodra i kolana,

I ramię, i zsuniętą z ramienia koszulę.

Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem,

Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania1

Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.

Odpowiadasz bezładnie — ja słucham z uśmiechem.

Przypisy:

1. z porania — rankiem. [przypis edytorski]