Za grobem

Nad brzegami zagęstwionych nicości

Szumi wiara w wiekuiste sitowie.

Nikt już nie dba o swe ciało i kości!

Nikt nikomu nic już odtąd nie powie!

Z resztek życia śmierć swawolna po ciemku

Wydmuchuje bańkę trudną i złotą,

By przyświecać młodziuchnemu widemku,

Co się bawi skrzepłą w kukłę tęsknotą.

Z zaprószoną wspomnieniami źrenicą

Cień zmarłego, co drętwotę pokonał,

Mknie pośmiertnie urojoną ulicą,

Aby wśnić się w dom, gdzie mieszkał i skonał.

W rozwiewisku zagrobowej pokrzywy

Dziwaczeje pleśniejąca Niedziela...

Szukam brata, który nie był szczęśliwy!

Szukam siostry, co nie znała wesela!

Cienie, cienie! Darmo w mroku was gonię!

Pustkę tylko chwytam dłońmi obiema...

Więc nie wszyscy tu się znajdą po zgonie?

Więc są tacy, których nie ma, bo nie ma?

Nie ma mgły tej, co tak chciała być duszą,

By się snami do wieczności sposobić1!

O, te bóle, które bolą, bo muszą!

O, ta rozpacz, która nie wie, co robić!

Już się gwiezdne poniszczyły zamiecie, —

Cień się chwieje, poróżniony z mogiłą,

Coś innego stać się pragnie w zaświecie,

Coś innego, niż to wszystko, co było!...

Przypisy:

1. sposobić — przygotowywać. [przypis redakcyjny]