Zamyślenie

Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność?

Nie wiem, co dziś pokocham — co jutro wyśpiewam?

I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność

Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam.

Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów,

I oswajam je z wolna, i uczę swej mowy,

Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów

Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy.

Gdzie jar1 ciemny, gdzie rozstaj — tam powiew mej duszy,

Gdzie szepty pocałunków — tam są usta moje,

Gdzie chata mrze od progu — tam mój kij pastuszy,

Gdzie plusk wioseł — tam serca wędrowne napoje.

Lubię szaty swe liche, gdy na wskroś przemokną

Deszczem, jak łzami pieśni, co szumiąc, zamiera,

A nie śpiewam, lecz jeno2 słowami przez okno

W świat wyglądam, choć nie wiem, kto okno otwiera.

Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą3,

Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył!

A nie chcę im górować ni barwić się twarzą,

Jeno być niewidzialnym, jak ten, co mnie stworzył.

Przypisy:

1. jar — dolina, wąwóz. [przypis edytorski]

2. jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

3. wygwarzyć — tu: opowiedzieć. [przypis edytorski]